~Adrian~
Patrzyłem cały czas w sms'a od Sydney.
" Adrian przyjeżdżaj mówię ci ty jest zarypiście "
Nie chciałem zostawić mamy z dwójką tych bachorów, ale nie miałem wyboru. Wiedziałem, że ten świat nie jest miejscem dla mnie.Wsiadłem na motor nie lubiłem pożegnań więc zostawiłem tylko kartkę. Do Akademii miałem nawet nie tak daleko. Więc po jakiejś pół godzinie byłem na miejscu. Nie byłem przekonany co do tego budynku. Jednak wszedłem, a w sekretariacie dostałem klucz.
Zacząłem szukać drogi do pokoju kiedy ktoś na mnie wpadł.
- O mój boże Adrian?!
- No boże to nie - uśmiechnąłem się
- Ale co ty tu robisz?
- Ymm... Stoję. - zmarszczyłem brwi i popatrzyłem na jej aurę - Dlaczego jesteś smutna?
- Ehh.... nie ważne.
- Ważne - powiedziałem patrząc na nią znacząco
- Przez chłopaka.. Wracając co tu robisz?
- Jakiego? Mam mu wtłuc? Przyjechałem do ciebie. W końcu tak chwaliłaś to miejsce.
- Przez Johna - posmutniałam - Nie radzę.
- Czemu? Co może mi zrobić?
- Yyy... no jest w połowie demonem
- No to sobie wybrałaś faceta.
- Eee... nie jest taki zły. Tak wg. mam ci tyle do opowiedzenia. Nie widzieliśmy się jakieś 6 lat.
- Szkoda, że się wyprowadziłaś. Nie miałem z kim babek w piaskownicy lepić - zmierzwiłem jej włosy
- Ejj... zepsułeś mi fryzurę - dałam mu kuksańca w bok
- Nie dramatyzuj - uśmiechnąłem się - Pokażesz mi gdzie są pokoje. Słyszałem o jakiejś ciszy nocnej.
- Tak jasne. Mam ci tyle do opowiedzenia.
Szliśmy w stronę pokoi.
- Mamy czas.
- Nie do końca. - uśmiechnęła się - Zaraz cisza nocna
- Rzeczywiście. - posmutniałem
- Spokojnie mamy cały rok szkolny.
-Taak.. szkoła
- Wiesz co Adrian. Dzięki, że przyjechałeś. Fajnie mieć przyjaciela, który za tobą stanie - uśmiechnęła się i przytuliła go.
Staliśmy już przed moim pokojem.
- Lepiej już idź, bo jak twój chłopak nas zobaczy to jeszcze coś mi zrobi. - uśmiechnąłem się A mam zamiar jeszcze pożyć.
- To nie jest mój chłopak.. Ej poczekaj to jest twój pokój?
- Yyy... tak.
- No ty sobie kur*a ze mnie żartujesz?
- Ymm... nie? A co?
- Nic - powiedziała - To do zobaczenia
Przytuliła go raz jeszcze i poszła do swojego pokoju.
Wszedłem do pokoju.
- No to gdzie mam spać? - zapytałem chłopaka, który leżał na łóżku.
- Tam gdzie wolne... -Odpowiedział nie odwracając się.
- Ale tu są tylko dwa łóżka i dwa wyglądają na zajęte.
Nagle przede mną zmaterializowało się łóżko.
- Dobra nie ważne - powiedziałem kładąc się na nie
- Tylko nie dotykaj gitary... -Powiedział obojętnym, ale nieco smutnym tonem.
- Hej stary dlaczego jesteś smutny?
- Długa historia...
- Tak wg. jestem Adrian
- John. -Odpowiedział.
- Aaa... chłopak Sydney?
- Nie... To skomplikowane... -Powiedział, po czym się odwrócił. Oczy miał zaróżowione, ale wziął notes, długopis i zaczął coś pisać.- Moment, skąd ty ją znasz? -Spytał zdziwiony nie przerywając pisania.
- To moja przyjaciółka.
- Aha... Nie przeszkadzałoby ci, gdybym coś przegrał? Wpadła mi do głowy piosenka, nie chcę zapomnieć...
- Nie - powiedziałem
Wstał i wziął gitarę. Nawet nie patrzył na notes, najwyraźniej miał tę piosenkę nadal w głowie...
http://www.youtube.com/watch?v=UE9rs_oJSeU
- Niezłe - powiedział gdy tamten skończył - Wiesz, że ona jest smutna?
- Robię to dla jej dobra... Myślisz, że mnie to nie boli? Zależy mi na niej kurwa... Ale jestem niebezpieczny... W ogóle nie powinno mnie być na tym świecie... I może niedługo mnie nie będzie...
- Kurwa ja ci doradzać nie będę. Ale ona jest świetną dziewczyną, a ty ją ranisz. Skoro to cię boli? To dlaczego to robisz?
- Bo jestem demonem... Kiedy się wkurzę nie panuję nad sobą... Już raz ją uderzyłem, nie pozwolę by to się powtórzyło.
- Ona jest Aniołem. Bóg nad nią czuwa czy coś tam. Demon jej nie skrzywdzi bynajmniej fizycznie.
- Nie skrzywdzę jej demonicznymi mocami, ale ja nie użyłem żadnych mocy poza siłą... I nie mogłem tego powstrzymać, rozumiesz? Nic nie mogłem zrobić. -Powiedział siadając na łóżku.
- Ja pierdolę ty naprawdę nic nie rozumiesz? Ona cię kocha! Wiesz ile można wyczytać z aury? Wiesz co ja bym dał aby mnie kochała nie tylko jak przyjaciela? Pewnie nie bo ty masz jej miłość na tacy i nie potrafisz tego docenić.
- Kocham ją... Ale co z tego? Ona nie zasłużyła niczym na to, by musieć mnie znosić przez resztę życia... Urodziłem się by siać zniszczenie... Człowieku zabiłem własną matkę przychodząc na świat! Nie zasługuję na nic, poza męczeńską śmiercią.
- Ale co z tego? Przecież ją kochasz.
- Kocham... I właśnie dlatego, nie chcę, żeby przy mnie cierpiała... Zrób to dla mnie proszę i schowaj gdzieś moje rzeczy jak odejdę, żeby wyglądało jakbym wyjechał... I opiekuj się nią. -Powiedział i łzy stanęły mu w oczach, ale szybko je przetarł.
- Człowieku ty jej nie możesz skrzywdzić fizycznie ona ma zdolność regeneracji. Jest w połowie Aniołem! Jest w połowie nieśmiertelna. Ale jak chcesz to idź proszę bardzo zabij się czy coś w końcu tylko stchórzysz jednak mi to na rękę.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo chcę cię zabić... Nawet jako człowiek...
- No to proszę bardzo zabij mnie i odbierz Sydney jedynego przyjaciela jakiego kiedykolwiek miała.
- Tylko dlatego nadal żyjesz... Yhhhh -Spojrzał na zegarek- Kurwa... Dobra kit z przepisami, nie mogę cię zabić, dla Sydney... Zrobisz to dla mnie i wyjdziesz? Albo przynajmniej zamknij się w łazience... -Powiedział czując narastający ból.- Tylko szybko...
Wybiegłem z pokoju i zapukałem do Sydney.
~Sydney~
Było po ciszy nocnej Caro już spała. Usłyszałam dobijanie się do drzwi. Otworzyłam, a przed drzwiami stał zdyszany Adrian.
- Co ty tu robisz?
- Chyba wkurzyłem twojego chłopaka.
- No ja kurwa wiedziałam, że tak będzie. Po co do jasnej cholery z nim gadałeś?
- Yyy... przepraszam ale byłaś taka smutna. Po za tym mogłabyś mnie wpuścić? Nie chce być rozszarpany przez demona.
- Tak. Wejdź - powiedziałam zamykając za nim drzwi. A co jeśli nas złapią? Już po ciszy nocnej?
- Wystarczy im usprawiedliwienie, że chciał mnie poćwiartować rozszalały demon?
- Pewnie tak...
- Ładna pidżama - powiedział
- Ty jak zwykle tylko o jednym - dałam mu kuksańca - Wracając to nie jest mój chłopak.
- Twoja aura mówi co innego.
- A co mówi moja aura?
- Mądra, silna takie duperele. Jest też idealna na pewno nie należy do człowieka.
- To już wiem.
- Rozmawiałaś z matką?
- Ty o niej wiesz?
- Upss...
- Adrian!
- No pokazała mi się parę razy.
- Super widziałeś ją więcej razy ode mnie. Sory ją ją słyszałam tylko raz w życiu.
- Ładna jest - uśmiechnął się
- Adrian?!
- No dobra przyjechałem tu, bo poprosiła abym cię chronił.
~John~
Upadłem na podłogę... Ale bolało bardziej niż zwykle... Nie tylko wyrastały mi skrzydła... Czułem jakby pękała mi głowa. Kiedy wstałem nadal byłem przytomny, choć wściekły jak nigdy nie tylko wiedziałem co robię, ale nawet mogłem to kontrolować choć... inaczej.... Nie miałem już dwóch osobowości. One obie zrosły w jedną. I chciały tylko jednego... Zabić tego jej kochanego przyjaciela. Wypadłem z pokoju na korytarz. Spojrzałem na swoje dłonie. Zamiast paznokci miałem pazury... Przejechałem nimi po drzwiach i ruszyłem przed siebie cicho jak nigdy... Usłyszałem ich z pokoju Sidney. Pchnąłem drzwi demoniczną siłą i znalazłem się w środku.
~Sydney~
- Ja pierdolę - powiedział Adrian
- Chyba jednak na niewiele się zdasz - powiedziałam
- Jedyną osobą która teraz potrzebuje ochrony jesteś ty! -Krzyknął John, wskazując na Adriana.
- Nie skrzywdzisz go!
- Odejdź Sydney, nie wiem na ile potrafię się opanować... Względem ciebie, jego chcę zabić. -Powiedziałem z chłodnym uśmiechem na ustach. Wbiłem mu pazury w ramię i zacząłem go ciągnąć z powrotem do naszego pokoju, mając nadzieję, że Sydney nie pójdzie za nami i nie będzie musiała tego oglądać.
- Zostaw go! - powiedziałam zdecydowanie, nagle czułam, że się zmieniam.- Adrian nie patrz na mnie! Anioła w pełnej glorii się nie ogląda. Chyba, że chcesz oślepnąć. - powiedziałam nie wiedząc nawet skąd to wiem. Podeszłam bliżej Johna.
- Mówiłam ci, że go nie skrzywdzisz. Puść go - mój głos był chłodny
- Nikt mu nie kazal mowic przy mnie takich rzeczy... Niby przyjaciel, a tylko czeka az odejde... Z reszta po co ja sie tlumacze...
- Nigdy nie byliśmy przyjaciółmi - powiedział Adrian nadal nie otwierając oczu
- Groźby mi się znudziły. - Wyrzuciłam Johna z pokoju i stworzyłam pole siłowe tak aby nikt nie wszedł do pokoju. - Wróć jak ochłoniesz ! Zmieniłam się z powrotem i podbiegłam do Adriana.
- Nic ci nie jest?
- Nie - powiedział nie otwierając oczu
- Możesz już otworzyć oczy. - Spojrzałam na jago ramię - O mój boże.
Otworzył oczy
- Co?
- Ymmm... twoje ramię?
- Co z nim? - spojrzał na ramię - Auć..
- Nie jestem lekarzem ale to nie wygląda najlepiej.
- Serio?
- Zabrałabym cię do pielęgniarki ale nie możemy stąd wyjść.
- Serio?
- Mam gdzieś tu apteczkę - zaczęłam szukać. Kiedy znalazłam zaczęłam go opatrywać.
- Auu...
- Przepraszam staram się jak mogę - powiedziałam
Kiedy skończyłam podłożyłam mu poduszkę pod głowę.
- Nie dam rady przenieść cię na kanapę
- W porządku. Wytrzymam.
- Co ty mu powiedziałeś?
- Nic takiego porozmawialiśmy trochę jak mężczyźni.
- To o mnie poszło? - zapytałam
- Noo można tak powiedzieć
- Przecież wiedziałeś, że jest demonem.
- No cóż. Trochę mnie wkurzał no to mu wygarnąłem. " Nie jest taki zły? co? " - zacytował mnie
- No nie
- Mów do mnie jeszcze - uśmiechnął się
- Nie czas na żarty Adrian
- A kiedy będzie czas na żarty?
- Nie wiem.
- Naprawdę bym oślepnął gdybym wtedy na ciebie spojrzał
- Nie, zginął byś
- A już miałem zaryzykować na jedno oko.
- Cały ty - ziewnęłam
- Lepiej się prześpij. Ona to ma twardy sen - spojrzał na Caroline
- Nawet nie wiesz jak. - uśmiechnęłam się
- Zdaję sobie z tego sprawę.
Przykryłam Adriana kocem, a sama położyłam się na łóżku i weszłam pod kołdrę.
- Chyba będziesz musiał zmienić pokój.
- Naprawdę? A już myślałem, że John zaczyna mnie lubić.
- To nie jest śmieszne - zamknęłam zgasiłam światło i zamknęłam oczy
- Dobranoc
- Dobranoc rano trzeba iść po pielęgniarkę.
- Serio? - zapytał
- Nie na niby idź już spać. - powiedziałam i udawałam, że śpię nie mogłam jednak zasnąć. Myślałam o tej całej akcji. Nie wiedziałam co zrobię w sprawie z Johnem. Jednak czułam, że nie będzie łatwo ani z nami ani nie będzie łatwo ich pogodzić. Jeśli to wogóle realne.
...
TROLOLOLO WIDZISZ KIŻA NIC NIEDOZWOLONEGO :D
Taaa ciekawe jak długo... Jak coś Caroline może się nagle obudzić ;p A, a co do Adriana, jak będzie szedł do pokoju, to niech się nie wystraszy brakiem drzwi... XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz