~John~
Wróciłem do pokoju i położyłem się na łóżku. Było już dość późno, więc postanowiłem iść spać... Ale nie mogłem. Kiedy tylko zasypiałem pojawiał się ten sam koszmar... Nie mogłem pozwolić by stał się rzeczywistością. Rano, kiedy byłem już przebrany i gotowy do wyjścia poszedłem na śniadanie. Wszedłem do stołówki gdzie była już Sydney, ale nie podszedłem do niej. Spojrzałem przez chwilę na nią, ale szybko się odwróciłem. Zjadłem śniadanie i wyszedłem, zachowując się tak jakbym jej nie znał. Cały dzień siedziałem w pokoju bijąc się z myślami. Minął mnie obiad, nie miałem nawet ochoty jeść... Na dwie godziny przed kolacją wyszedłem z pokoju, musiałem się przejść, bo bezczynność jeszcze bardziej mnie dobijała.
-Hej -krzykneła do mnie dziewczyna
-jestem Nicola .. a Ty ....? jestes przybity czemu ?
- Jestem John. A co do powodu, to powiedzmy, że mam dylemat i żadne rozwiązanie nie wydaje mi się dobre.
-opowiesz mi o nim ? to może jakoś mogę Ci pomóc
- Wolałbym o tym nie mówić, bo ostatnio jak komuś powiedziałem o swoich problemach to nie skończyło się zbyt przyjemnie..
-bo może źle to sformułowałeś... ja raczej się nie gniewam za złe słówka o mnie -uśmiechnęła się
- Nie o to chodzi... Jakby to ująć... Jestem człowiekiem który wyjątkowo źle znosi zdenerwowanie...
-yhymm ..wiesz mieszkałam z 10 rodzeństwem .. mów lepiej zanim mi sie znudzi -znowu sie uśmiechneła
- To cię może wystraszyć... Ale skoro chcesz...Kiedy się zdenerwuję tracę panowanie... Uderzyłem dziewczynę tylko dlatego, że się pokłóciliśmy... Nie chciałem tego zrobić... I teraz się boję, że mogę znów kogoś skrzywdzić... A w szczególności boję się o nią... -Powiedziałem smutno.
-lubisz ją -usmiechneła się jeszcze bardziej
-słuchaj jesli chcesz nad tym panowac ..musisz sie tego nauczyc .. a jesli chcesz sie tego nauczyc ..mósisz sie hmm.. zdenerwowac . moge Ci w tym pomóc .. ale pod jednym warunkiem .. musisz z tym walczyc i starac sie mnie nie uderzyc jasne ?
- Ale wtedy też próbowałem i nie dałem rady... I wątpię by teraz miało być inaczej...
-ja sie umiem obronic .. jak cos to Cie nie urochomie .. pomyśl o osobie która bardzo lubisz . lub nawet kochasz .. i postaraj sie nie zrobic mi krzywdy .. rozumiesz ?
- Mogę spróbować...
-ok .. pomysl pierw o czymś co Cie strasznie denerwuje ..
Zacząłem myśleć. Myślałem o ojcu, i o mojej "drugiej stronie". Na początku byłem bardziej przygnębiony niż wściekły. Ale potem zacząłem znów słyszeć ten głos... "Co ty robisz? Zabijesz ją. Lepiej ją teraz zostaw"
- Nie zabiję nikogo!
"Jesteś pewien? Przecież wiesz, że nie potrafisz się opanować" -Usłyszałem znowu. I poczułem wściekłość...
- Nie dam rady... -Powiedziałem z bólem w oczach i szybko zacząłem się oddalać, ale po chwili upadłem na ziemię, wijąc się z bólu.
podbiegła do mnie ... i uklękneła przedemną
-pamietaj .. mysl o osbobie na której Ci zależy ..
- Odejdź... Nie dam rady tego opanować... -Powiedziałem starając się jak najdłużej powstrzymać przemianę, mimo że tylko ją przedłużałem, a ból jaki wywoływała był okropny.
popatrzała na mnie i odsuneła sie kilka kroków
-walcz ... jesli nie jestes teraz gotowy moge to przerwac ..
- Po prostu odejdź... -Powiedziałem słabo, czując jakby wyrastające skrzydła rozrywały mi plecy.
-nie odejde .. powiedziałam że pomoge ... ja dotrzymuje obietnicy
- Nie dam rady... -Powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Po chwili wstałem i spojrzałem na nią zimnym wzrokiem.- A trzeba było uciekać... -Uśmiechnąłem się chłodno.
-może i trzebabyło .. ale w takim przypadku niczego się nie nauczysz .. bedziesz uciekłam przed samym sobą tego chcesz ?
- Lepiej mi to tłumacz jak znowu będę tym słabym człowiekiem. Bo jakoś mnie to teraz nie obchodzi.
-a obchodzi Cie Sydney ? a tak jestem tylko tym .. złym .. ale w głebi jestes dobrym człowiekiem
- Skąd wiesz, że o nią chodziło?
-hmmm.. no sama nie wiem .. a co przejełeś się ?
- Nie zadzieraj z demonem dziewczyno.
~Sydney~
Wyszłam z pokoju słysząc kłótnie. W której padło moje imię. Na korytarzu zobaczyłam John'a w swojej drugiej odsłonie i jakąś dziewczynę. Stanęłam z boku obserwując kłótnię.
~John~
-słcuhaj .. nie powinieneś .. przez całe życie bedziesz w jego cieniu pozwolisz na to ?
- Ja jestem teraz o wiele silniejszy. Nie zmienisz tego.
-ale taki nie chciałeś być ..chciałeś być normalny prawda.. masz racjie ja tego nie zmienie .. ale ty możesz.
- Przestań! Nie rozumiesz, że już nie jestem tą osobą?!
-tylko na zewnątrz
- Ty nic nie rozumiesz. Ja jestem w połowie demonem, nie jestem grzecznym chłopcem, rozumiesz?
-tak ale widzisz walczysz z tym .. nie zrobileś mi jeszcze nic -usmiechnela się
- Chcesz to zmienić?
-ja nie moge nic zrobic.. jak chcesz mnie udeżyc mozesz ale bedziesz tego żałował ..
Podszedłem bliżej patrząc na nią dzikim wzrokiem.
- Ja niczego nie żałuję! -Uśmiechnąłem się ironicznie.
podeszła troche
-Ty nie ale on tak -wskazała na mnie
- Przestań się tu bawić w psychologa! Wiesz... Nudzisz mnie! -Powiedziałem i pchnąłem nią o ścianę.
~Sydney~
Nie mogłam dłużej stać z boku.
- John proszę przestań! Ona nic ci nie zrobiła - mówiłam spokojnie aby bardziej go nie rozdrażnić
W tym samym momencie upadłam na ziemię poczułam ból przeszywający moje ciało. W głowie wirowało mi milion obrazów. Prawdziwy świat już dla mnie nie istniał. Widziałam tylko przypuszczenia i różne ścieżki przyszłości. Płonąca strzała, szkoła, dziwny tatuaż. Tylko te rzeczy miałam w głowie.
~John~
- Sydney?! -Podbiegłem do niej.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała wyglądała jakby bardzo cierpiała.
- Sydney co ci jest? -Poczułem ból, znów stawałem się człowiekiem... Z trudem go znosiłem. Ale po chwili minął.
-odejdź -powiedziała dziewczyna i ukleknela przed Sydney miała wzrok skupiony na niej
Odsunąłem się nieco, przyglądając się im.
- Nie rób tego. To zły pomysł - powiedziała Sydney słabym głosem
dziewczyna opuścila wzrok
-co Ci sie stało .. ? -dodała
- N..ic- powiedziała z wysiłkiem
Podszedłem bliżej.
- Co się stało? Już ci lepiej?
Spojrzała się na mnie zamglonymi oczami.
- Czy wyglądam jakbym czuła się lepiej? Zaprowadźcie mnie do pokoju.
Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju, ale drzwi były zamknięte.
- Dasz klucz, czy idziemy do mnie?
- Możesz mnie postawić? - zapytała
- Jasne, chciałem tylko pomóc... -Powiedziałem i postawiłem ją na podłodze.
_________________________
A więc może ktoś był tam na korytarzu i popisze dialog? ;p
Praszam Cie alem muszem iść zrobić ciasto ;/ xD
Nie piecz tyle tego ciasta bo sfajczysz! XD
Ciii cała kuchnia brudna mam wsciekła XD
Psttt... ona specjialnie go bardziej rozwscieka mwuhahaha .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz