piątek, 29 marca 2013

Muzyka niesie za sobą spokój

~Sydney~
Stałam tak słuchając muzyki, która może nie była jakaś relaksująca ale na pewno niosła za sobą spokój i coś w rodzaju ukojenia. Tak jakbym przez chwilę wyrzucała z siebie całe złe wspomnienia i odczucia. Zapominałam o zmartwieniach, o których cały czas rozmyślałam. Nagle wszystko przestało dla mnie istnieć. Czułam się dobrze i nie chciałam aby to się kończyło. Jednak kiedy sobie tak myślałam muzyka ucichła. Zmartwienia znowu zaczęły do mnie przypływać. Rose.. Cassie.. Ojciec i to wszystko. Miałam już się odwrócić i iść do Rose czy do pokoju ale sama już nie wiedziałam. Nagle drzwi zaczęły się otwierać. Byłam ciekawa czy chłopak jest równie ładny jak jego głos, więc zostałam. Z pokoju wyszedł ładny chłopak to mało powiedziane. Kiedy mnie zobaczył powiedział, że przeprasza za hałas.
- Nic nie szkodzi fajnie grasz. Jestem Sydney - przedstawiłam się.
- John. -Odpowiedział.- Długo już tu jesteś?
- Hmmm.... Nie przyjechałam rano, a ty? - zapytałam.
- Przed chwilą... Tyle, że w sumie nie bardzo wiem gdzie jestem.
- To jest szkoła dla magicznie uzdolnionych ludzi. Możesz się tu kształcić i  uczyć panować nad mocą
Nagle przerwał nam chłopak, który przedstawił się jako Bill.
- Hej jestem John. -Odpowiedział chłopakowi po czym spojrzał na mnie.- Najchętniej nauczyłbym się jak się pozbyć tej mocy...
- Ja też - westchnęłam, a chłopak wszedł do pokoju nie zważając na nas
- Wątpię by taka piękna dziewczyna mogła mieć jakąś okropną moc...
Zarumieniłam się
- Tak jak ja wątpię czy taki chłopak mógłby mieć jakąś straszną moc...
- No niestety ale widocznie może. -Powiedział smutno.
Nie chciałam naciskać na niego. Jeśli będzie chciał to mi powie.
- Tak wracając do tej pięknej dziewczyny. Ona wcale nie wygląda tak atrakcyjnie po użyciu mocy.
- Wygląd to jedno... Lepiej cierpieć niż zadawać cierpienie... Ale nie każdy potrafi.
- Może i masz rację.
- Nawet nie wiesz ile bym dał by nie być tym kim jestem.
- Dlaczego? - zamrugałam
- Bo nie chcę być potworem.
- Nie wydaje mi się, że jesteś potworem.
- Nie widziałaś drugiego mnie... W sumie ja do niedawna nie wiedziałem czym jestem... Ale odkąd się dowiedziałem już do końca życia będę potworem...
- Nie zmienisz życia. Nikt nie zmieni. Nie da się zmienić przeznaczenia.
- Zrobię wszystko by być człowiekiem... I miejmy nadzieję, że mi się uda.
- Jeśli będziesz tego chciał to ci się uda.
- Jesteś taka naiwna... Nie wszystko jest takie proste.
- Tylko tak ci się wydaje - prychnęłam - Nie znasz mnie
- A ty nie znasz mnie, więc nie mów, że cokolwiek mogę zmienić, bo nie mogę. Taki się urodziłem nie mogę tego zmienić.
- Tego nie powiedziałam! Jeśli ci coś przypomnieć powiedziałam, że nie można zmienić swojego przeznaczenia. Jesteś tym kim jesteś. Możesz to zaakceptować albo od tego uciekać. Rób jak chcesz i nie wmawiaj mi, że jestem naiwna!
- Lepiej już idź, bo mogę ci coś zrobić... -Powiedział czując wzbierającą w nim złość.
Byłam zła. Policz do dziesięciu Sydney mówiłam sobie w duchu. Po chwili złość przeszła.
- Przepraszam ale nie lubię kiedy ktoś mówi mi co mam robić - powiedziałam spokojnie ale z sarkazmem
- Idź już! -Krzyknął.
- Wolę cię jak grasz na gitarze - rzuciłam i poszłam w stronę pokoju. Myśląc o tym jak taki chłopak może być takim użalającym się nad sobą bufonem.

~John~
Chciałem wejść do pokoju, ale kiedy tylko się odwróciłem poczułem znów ten sam ból i upadłem na podłogę. Dziewczyna odwróciła się i zatrzymała.
- Walcz z tym albo to zaakceptuj. - ruszyła dalej.
Ból był nie do zniesienia, ale po chwili minął. Wstałem, ale nie czułem się całkiem sobą. Poleciałem za nią.
- Nie pouczaj mnie! -Krzyknąłem patrząc na nią ze złością.
- Wiem co mówię - wzruszyła ramionami.
Pchnąłem ją tak, że wywróciła się na ziemie.
- Ale najwidoczniej nie wiesz do kogo!
Wstała i otrzepała się.
- Taa... Demon? I co mi zrobisz walniesz? Zabijesz? A może po prostu zejdziesz mi z drogi?
Pchnąłem nią o ścianę.
- Przestań! -Krzyknąłem, na nic innego nie potrafiłem się zdobyć, im bardziej mnie denerwowała tym trudniej było mi zrobić cokolwiek czego nie dyktowała mi złość. Nie chciałem jej krzywdzić, ale nie mogłem nic zrobić. Całkowicie straciłem kontrolę.- Milcz!
Spojrzała na niego wymownym wzrokiem ale nic nie powiedziała.
Ruszyłem w jej stronę, ale kiedy do niej podszedłem odepchnąłem się od ściany o którą wcześniej nią rzuciłem tak, że wylądowałem plecami na ścianie po drugiej stronie korytarza.
- Uciekaj, proszę... -Powiedziałem zbierając w sobie całą wolną wolę, ale po chwili znów wstałem i spojrzałem na nią gniewnym wzrokiem.
Wstała i pobiegła do pokoju.
Stałem tak chwilę wściekł po czym upadłem na ziemię. Znów ten ogromny ból... I po chwili wszystko znikło... "Co ja zrobiłem?!" - pomyślałem i pobiegłem do swojego pokoju. Wziąłem gitarę.
Piosenka :D

~Sydney~
Usłyszałam, że znowu zaczął grać.
- Nie idź tam Sydney - powiedziałam sama do siebie zastanawiając się gdzie jest Caroline
Wzięłam swoją gitarę i zaczęłam grać. Starałam zająć się czymkolwiek byle go nie słuchać.
Po chwili do pokoju weszła Caroline.
- Hej, co tam? -Spytała.
- Szkoda gadać - westchnęłam
- Co się stało?
- Nic takiego - wzruszyłam ramionami i wróciłam do gry

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz