czwartek, 5 września 2013

Wolność

  ~Mike~
Biegliśmy z Brooklyn już dłuższy czas. Dziewczyna była wyczerpana, ale nie poddawała się. Z czasem zaczęła jednak nieco zwalniać. Mimo, że mogłem biec dalej nie mogłem jej zostawić. Byliśmy w lesie. Wspięliśmy się na jedno z wyższych i bardziej rozrośniętych drzew tak, że nie było nas widać. Przesiedzieliśmy tam cały dzień i noc, by zmylić pościg. Rano zeszliśmy na ziemię. Byliśmy wyczerpani, ale jakoś udało nam się dotrzeć do miasta. Wszyscy dziwnie na nas patrzeli, no tak... Ludzie z kocimi uszami i ogonami nie są tu normą. Weszliśmy do zaułku, gdzie nie było nas widać i mieliśmy się zmienić w koty, gdy nagle... Podszedł do nas kot. Trzymał coś w pyszczku. To była jakaś mała karteczka. Położył ją przed moimi nogami i poszedł do Brooklyn, która zaczęła go głaskać i się z nim bawić. Schyliłem się po karteczkę i przeczytałem, co na niej pisze. Również pogłaskałem kota i pokazałem karteczkę siostrze.
Zgodnie uznaliśmy, że to nasza szansa. Nie mieliśmy pieniędzy, więc pozostawało nam wierzyć, że to dość blisko, by nie umrzeć z głodu. Brooklyn wzięła kota na ręce i razem ze zwierzęciem poszliśmy do akademii, w sumie, to kot tłumaczył nam drogę...
Wreszcie dotarliśmy, zostawiliśmy kota przed wejściem, a on od razu gdzieś pobiegł. Weszliśmy do środka małego budynku, weszliśmy do sekretariatu... Dostaliśmy klucze do pokoi. Weszliśmy do akademika a jego ogrom całkowicie nas zszokował. W końcu jednak rozeszliśmy się do pokoi. Był już wieczór, więc od razu położyłem się spać.

sobota, 31 sierpnia 2013

Nowa historia

   ~Max~
Leżałem na łóżku w domu dziecka. Było wcześnie, wszyscy jeszcze spali. Wschodzące słońce delikatnie rozświetlało pomieszczenie, w którym się znajdowałem. Sen, który mi się przyśnił nie dawał mi spokoju. Chciałem sięgnąć po notes by go zapisać, ale gdybym wstał, mógłbym kogoś obudzić... Patrzyłem na notes, który nagle podniósł się ze stolika. "Co do...?" -powiedziałem sobie w myślach. Nagle notes zaczął się do mnie przybliżać. Pomyślałem, że pewnie znowu zasnąłem i to wszystko mi się śni. Po chwili zeszyt upadł na moje łóżko, spojrzałem na długopis, jednak nie chciał się podnieść. Skupiłem się na jego widoku i... Podniósł się. Wystraszyłem się. Długopisu upadł na ziemię. Leżący na sąsiadującym łóżku chłopak obrócił się na drugi bok. Ponownie skupiłem się na długopisie i tym razem przedmiot "przyleciał" do mnie. Nie rozumiejąc co się dzieje zapisałem w notesie swój sen, a następnie zacząłem opisywać dziwny początek dnia. Gdy już kończyłem jedna z pracowniczek ośrodka przyszła nas obudzić. Wszyscy poderwali się z łóżek i jak najszybciej zaczęli się przebierać, by zdążyć na śniadanie. Dokończyłem zapiski, schowałem notes pod poduszę i również zacząłem się ubierać.
Na śniadanie dotarłem jako jeden z ostatnich i niewiele mi zostało. Zjadłem więc dwa kawałki chleba z białym serem... Najlepsze potrawy znajdowały się już na czyichś talerzach. Razem z pozostałymi chłopakami w moim wieku wyszliśmy do szkoły. Szedłem na samym końcu, gdy nagle tuż przede mną upadła karteczka. Wziąłem ją i niespostrzeżenie oddaliłem się od grupy. Ukryłem się w jakimś zaułku. Przeczytałem dokładnie wizytówkę akademii. Siedziałem tam do czasu gdy skończyły się lekcje. Jak najciszej mogłem udałem się za pozostałymi do sierocińca. Kiedy byliśmy już tuż przy ośrodku podszedłem bliżej, na szczęście nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
Po obiedzie zacząłem się pakować, starałem się robić to tak, by nikt nie zwrócił uwagi i udało mi się. Brak przyjaciół czy choćby kolegów bywa przydatny. Spakowałem się i czekałem do wieczora. Na szczęście moje łóżko znajdowało się tuż pod oknem. Uchyliłem je lekko, by otwierając je w nocy nie narobić hałasu. Wieczorem przebrałem się w czarne, dresowe spodnie i luźną, grafitową koszulkę. Bluzę od kompletu do spodni schowałem pod kołdrą. Na koniec spakowałem notes spod poduszki, a plecak schowałem pod łóżko. W końcu - jak pozostali położyłem się do łóżka, jednak nie zamierzałem zasnąć. Około pierwszej w nocy, najciszej jak potrafiłem sięgnąłem po plecak, chwyciłem bluzę w rękę i cichutko rozchyliłem okno. Wyskoczyłem przez nie i po cichu zacząłem oddalać się od sierocińca. Gdy byłem już dość daleko, by nikt mnie nie usłyszał zacząłem biec. Biegłem tak długo, aż się zmęczyłem - po prostu po to by się oddalić.
Całą noc szedłem w kierunku miejscowości zapisanej na wizytówce. Nie miałem pieniędzy by pojechać tam pociągiem... Nad ranem doszedłem do rzeki. Przeszedłem przez nią i wyczerpany runąłem na ziemię. Byłem cały przemoczony i zmęczony, a do akademii wciąż było daleko. Przespałem tak około 3 godziny... Zawsze coś. Wstałem i powoli ruszyłem w obranym wcześniej kierunku. Nie miałem nic do jedzenia, robienie zapasów byłoby podejrzane, ani żadnych pieniędzy. Szedłem cały dzień. Wieczorem zasnąłem na jakiejś powalonej kłodzie. Obudziłem się o wschodzie słońca, zziębnięty i głodny. Ale byłem już niedaleko...
W końcu doszedłem do akademii. Wszedłem do sekretariatu. Nie bardzo pamiętam rozmowę z sekretarką, ale dostałem klucz i skierowałem się do pokoju. Zanim jednak zdołałem go znaleźć zasłabłem gdzieś na korytarzu.

~Nicola~
wyszłam z pokoju i zauwazyłam postac meska na podłodze podbiegłam i schyliłam sie
po czym zaczełem 'przebudzac' chlopaka
-Ej.. zyjesz ?
- Nie wiem... -Powiedział gdy się ocknął.
-Ufff.. mowisz.. czyli zyjesz...-powiedziałam po czym dodałam z usmiechem-lub ja umarłam i jestesmy w niebie..
- Taaa... Śmierć byłaby za łatwa.
-a co czekasz na nia od dawna ? -zasmiałam sie i wstałam
- Życie jakie miałem trudno nazwać życiem...
-eh przesadzasz..
- Nie wiesz jak było, więc nie oceniaj.
- moze i masz racje - powiedzialam smutnym glosem
_____________________________
Jak ktoś zajrzy to może mnie uratować przed śmiercią na korytarzu. xD

piątek, 30 sierpnia 2013

Piosenka

  ~John~
Od rana siedziałem w pokoju z zeszytem, długopisem i gitarą. Zbliżał się już wieczór, gdy wstałem z podłogi, wyrwałem jedną kartkę z zeszytu, złożyłem ją i włożyłem do kieszeni. Włożyłem gitarę do futerału i przewiesiłem go sobie przez ramię. Wyszedłem z pokoju i zacząłem szukać Sydney. Zapukałem do drzwi jej pokoju...

_________________________
Wybacz że ten jako ostatni, ale nie bardzo wiedziałam co mogę napisać.
Napisałam już do herbatki i do czekoladki, ten pościk jest kierowany do cytrynki, dokładniej do Sydney.
Odpiszesz? :)

Ponowne spotkanie.

  ~Agnes~
Cóż, jak na razie przepowiednia nie zaczynała się spełniać, szczerze powiedziawszy znałam tu niewielu ludzi i jak na razie z nikim nie zdążyłam się zaprzyjaźnić. Szkoda... Spacerowałam po korytarzu rozmyślając, nawet nie patrzyłam gdzie idę. Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka i oboje upadliśmy na ziemię. Po chwili spostrzegłam, że to Adrian.
- Ymmm... Sorry. -Powiedziałam powoli wstając.

____________________________
Oki, a czekoladka żyje?
Pościk kierowany do Adriana ;p

Kubeczek tęskni i pisze krótką, inspirującą przemowę xD

Wybaczcie brak polskich znaków, ale stronka na której to robiłam ich nie uznaje ;p

czwartek, 29 sierpnia 2013

Bezsenność


   ~Caroline~
Ostatnio moje życie układało się świetnie, więc oczywiście coś musiało się zmienić...
Leżałam w łóżku co chwilę przewracając się na drugi bok. Byłam strasznie zmęczona, ostatniej nocy nie spałam nawet przez chwilę, teraz leżałam w łóżku już 4 godziny i mimo tego, że okropnie chciało mi się spać nie mogłam zasnąć nawet na moment. Próbowałam już liczenie owiec... Próbowałam wszystkich sposobów jakie znałam. Przeleżałam tak całą noc. Rano ubrałam się w dresowe spodnie i sweter - przez niewyspanie cały czas było mi zimno. Zapomniałam przebrać butów, więc w najzwyklejszych klapkach wyszłam na dwór. Usiadłam pod jednym z drzew i zaczęłam cicho płakać.

~~Bill~
wyszedłem z pokoju i wyszedłem na dwor zauwazyłem Caroline
podbiegłem do niej i przytuliłem ja
-Nie płacz. cos sie dzieje ?
- Bill... -Przytuliła się do mnie mocno.- Nic takiego... Nie mogę spać, znowu... -Powiedziała smutno.
-Już... spokojnie kochanie -jak moge Ci pomoc ?
- Nie wiem. Nie mam pojęcia, nawet nie wiem dlaczego nie śpię... -Mówiła nadal płacząc.
-chodz ..-połozyłem sie na ziemi i przytuliłem ja do siebie
Przytuliła się do mnie.
- Tak bardzo cię kocham... -Powiedziała cicho.
odetchnełem cicho
-ja ciebie tez-powiedziałem szepczac i zamykajac oczy
- Idziemy spać na ziemi? -Spytała zdziwiona.
-czemu nie -usmiechnełem sie.
- Hmmm... No nie wiem. -Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy.
-wygodna jest to nie bedziemy sie przenosic
- A jeśli mimo wszystko nie usnę? -Spytałam cicho.
-to ja bede czuwal zebys usnela
Uśmiechnęła się lekko. Zamknęła oczy i od razu zasnęła.
glaskalem ja lekko po wlosach
Dziewczyna spała tuląc się do mnie. Uśmiechała się przez sen.
po chwili ja tez zasnelem.

~Caroline~
Obudziłam się. Było już spoko po południu. Spojrzałam na Bill'a, który leżał przy mnie znudzony. Nie spał.
Pocałowałam go delikatnie.
- Jak ty to robisz? -Spytałam, przytulając się do niego mocno.
-widzisz no jakos
- Ty mój czarodzieju.
usmiechął sie do mnie i pocalował delikatnie a zarazem namietnie.
Powoli podniosłam się z ziemi.
- Ale chyba będziesz musiał ze mną spać codziennie. -Powiedziała, robiąc słodką minkę.
-jak bedzie trzeba to bede codziennie spał -pocalował mnie w szyje
- Tylko nauczyciele mogą mieć coś przeciwko. -Zaśmiałam się.
-Aj tam -zaczął całowac namietnie w szyje.
Uśmiechnęłam się.
objął mnie
- Jesteś taki kochany. -Powiedziałam cicho.
-taki juz jestem - pocalował mnie delikatnie w usta
- Tak wiem. -Zaśmiałam się i przytuliłam do niego trochę mocniej.
- ale masz uścisk jeszcze trochę a mnie udusisz -zasmiał sie
- Przepraszam... Ale lubię być blisko ciebie. -Również się zaśmiałam.
-przeciez jestem -pocalował mnie
- Wiem... I to jest cudowne. -Powiedziałam i pocałowałam go.
-ty jestes cudowna i nie komplementuj mnie bo sie zarumienie -zachichotał
- Jakoś nie mogę sobie wyobrazić ciebie z rumieńcami. -Zaśmiałam się.
-jeszcze kilka razy mnie z komplementujesz i se wyobrazisz
- Podejmuję to wyzwanie. -Powiedziałam uśmiechając się szeroko.- Jesteś najukochańszym chłopakiem na świecie i cię uwielbiam i chcę zobaczyć twoje słodkie rumieńce. -Zachichotałam.
-probuj dalej misiu -patrzał mi w oczy
- Hmmm... - Zastanawiałam się chwilkę.- Jesteś po prostu moim ideałem i uwielbiam w tobie dosłownie wszystko. I bardzo cię kocham. Najbardziej na świecie. Bo na całym świecie nie ma nikogo takiego jak ty.
-Wiem ... ahahahhahaha-wybuchł smiechem
- No i gdzie te twoje rumieńce? -Zrobiła smutną minkę.
-ni ma. pewnie za słabo sie starasz skarbie-złapał mnie za talie
- Oj no już więcej powiedzieć się nie da... -Powiedziałam smutno.
-czyli nie jestem az tak cudowny hym ?-powiedział przyblizajac sie do mnie
- Jesteś wspaniały, ale ja nie jestem na tyle kreatywna.
-haha . okej wybaczam -pocalował mnie przygryzajac warge
Spojrzałam mu w oczy, uśmiechając się lekko.
- Dziękuję... -Szepnęła.
-nie masz za co -odpowiedział szeptem
- Mam. Jesteś przy mnie... Zawsze kiedy cię potrzebuję.
-od tego jestem
- Ale nie masz takiego obowiązku. A mimo wszystko jesteś... I za to ci dziękuję.
-masz racje nie mam. ale chce , kto by nie chcial byc przy takiej cudownej dziewczynie. jestem szczesciazem
Uśmiechnęłam się i lekko zarumieniłam.
-OOoo... co ja patrze jaka słodka -pocałował mnie w policzek
- To ty się miałeś rumienić. -Powiedziała i opuściła głowę.
-jak widac jestem bardziej kreatywny -zasmielem sie
- Albo ja częściej się rumienię...
-byc moze - pocałował mnie z jezyczkiem
Odwzajemniłam jego pocałunek.
włozył mi rece pod koszulke
- Bill... -Zaśmiałam się.- A jak ktoś tu przyjdzie?
-to ma pecha -rozpiął mi stanik- jesli nie chcesz powiedz -pocałował mnie deliketnie
Pocałowałam go namiętnie, nic nie mówiąc.
po chwili zdjął mi cały stanik.
Zdjęłam mu koszulkę i uśmiechnęłam się delikatnie.
połozył reke na mojej piersi
Uśmiechnęłam się szeroko. Delikatnie przesunęłam dłonią po jego nagich plecach.
sciagnął mi koszulke i zaczął całowac szyje po czym schodził coraz nizej
Pogłaskałam go po włosach, uśmiechając się.
całował mnie po piersciach
Zaśmiałam się cicho.
-co sie smiejesz hym ?-jego reka sciagneła mi spodnie
- Nic. Po prostu...  To takie nowe... -Powiedziałam cicho.
-jak chcesz mozemy przestac -całował mnie dalej ale byłam juz naga
- Nie, nie chcę. -Powiedziałam cicho.- Jest dobrze.
-nie boisz sie ze ktos wejdzie ? -spytał kłądzac dłon na moim kroczu
- Troszkę się boję... Ale to nie ważne. -Szepnęłam.
-nie bój sie kochanie -powiedział patrzac na moje ciało z zachwytem
- Aż tak ci się podobam? -Zachichotałam. Powoli zdjęłam mu spodnie.
-tak jestes sliczna. podniecasz mnie wiesz ?
Zarumieniłam się.
- Teraz już wiem. I bardzo się z tego powodu cieszę.
zaczął masowac mi krocze.
Popatrzyłam na niego i pocałowałam go namiętnie.
Zszedł coraz niżej.
Pocałowałam go czule. Niepewnie, delikatnie objęłam go i rozłożyłam nogi.
zaczal robic mi minetke
kiedy skonczyl znow zaczal calowac mnie po brzuchu
Przeciągnęłam palcami po jego plecach, delikatnie drapiąc go paznokciami.
- chcesz czegoś wiecej ?- spytal  dalej calujac
- Jeśli ty chcesz...
- nie będę cie zmuszal - delikatnie calowal szyje
- Do niczego mnie nie zmuszasz. -Powiedziałam cicho, uśmiechając się.
- no tak ale nie powinienem - lezal na mnie i czulam jego krocze
- Wiem, że chcesz. Nie przejmuj się niczym. -Szepnęłam
- to ze ja chce nie oznacza ze ty tez ja mogę poczekac skarbie.- pocalowal mnie namiętnie
- Ale ja chcę... -Powiedziała cichutko.
wlozyl powoli swojego czlonka do pochwy
Jęknęłam cicho, uśmiechając się szeroko.
zaczal powoli wyciagac i wkładać
robił to czule ale coraz mocniej byłam bardzo podniecona
po 10 minutach obaj doszlismy
-podobało sie ?-spytał
- Tak. Bardzo.
-cieszy mnie to -pocalował mnie
- A tobie?
-bardzo -powiedział usmiechajac sie do mnie
Pocałowałam go delikatnie.
połozył sie koło mnie delikatnie masujac mi brzuch
________________________________

poniedziałek, 1 lipca 2013

Poranny spacerek :D

~Leaf~

Wróciłam do pokoju i skoczyłam na łóżko. Wyjęłam z pod poduszki notes i długopis. Pisałam w nim prze jakieś 10 minut, po czym poszłam do łazienki. Wróciłam w piżamie. Położyłam się spać.
Następnego ranka szybko się przebrałam i wyszłam z pokoju. Wyszłam do ogrodu i jak zwykle usiadłam na gałęzi drzewa.

~Dominik~
slezałem i strasznie sie nudziłem wiec postanowiłem wyjsc na spacer
wyszedłem do ogrodku patrzałęm w ziemie zamyslony
- Hej! -Usłyszałem głos dochodzący z gałęzi drzewa.
podniosłęm głowe i zobaczyłem Leaf
-O cześć.
Zeskoczyła na ziemię.
- O czym tak myślisz? -Spytała i zaraz dodała- Jeśli nie chcesz, to nie musisz mówić...
-Emm.. no -nie chciałem sie przyznac -o tym wszystkim
- Ach tak... Jeśli mogę ci coś polecić o wiele łatwiej znaleźć rozwiązanie, po rozmowie z kimś. A jeśli to twój sekret, o którym wolisz nie rozmawiać, to polecam pamiętnik. Pomaga uporządkować myśli. -Uśmiechnęła się
-hmm zastanowie sie.
- Jakbyś chciał z kimś o tym wszystkim porozmawiać, to z chęcią cię wysłucham.
-no nie wiem -popatrzałe na nią.
- Przemyśl moją propozycję. W razie czego, będę na drzewie. -Zaśmiała się.
-okej bede wiedział-powiedziałem
nie mogełem z nia gadac o niej .. to jest nie logiczne ..
Dziewczyna wskoczyła z powrotem na drzewo i zaczęła spoglądać w niebo. Nagle od tyłu podeszła do mnie niebiesko-włosa dziewczyna.
- Dzień dobry! -Krzyknęła radośnie.
wystraszyłem sie troche
-DObry ... chyba
- Ty jesteś Dominik? -Mówiła nadal szeroko się uśmiechając, jednak nieco ściszonym głosem.
-Tak a co ?
- Możemy pogadać? -Spytała, spoglądając na Leaf.
-Jasne.. chyba
- Ok. To chodź. -Mówiła cicho, cały czas chichocząc.
-no dobrze-powiedzialem zdziwiony i poszedłem za dziewczyna.
Odeszliśmy tak, żeby Leaf nas nie widziała.
- Lubisz Leaf? -Spytała
-no lubie -powiedzialem nadal zdziwiony nie wiedzac o co chodzi
- Jak bardzo? -Dopytywała chichocząc.
-a mozesz powiedziec o co chodzi ?
- Za chwilę. Najpierw odpowiedz.
-no szczerze mowiac to sie w niej troche jakby zakochałem ale nie mow jej tego
- Świetnie! -Uśmiechnęła się szeroko- Wiedziałeś może, że ona pisze pamiętnik?
-no nie wiedzialem ale dzis cos o nim wspominala
- I przy okazji wiem gdzie go chowa... A wczoraj tak długo w nim pisała, no i postanowiłam zajrzeć... -Przerwała i znów zaczęła chichotać.
-mozesz przejsc do konkretu ?
- Podobasz jej się! -Znów się zaśmiała.
-czy to jest smieszne -zapytałem chidz byłem szczesliwy
- Nie. Ja się po prostu cieszę.
-YHYm
- Szczęścia wam życzę. -Zachichotała i odbiegła.
-dziekuje ... -powiedzalem iposzedlem do Leaf
Tak jak powiedziała, siedziała na gałęzi drzewa.
-Leaf mozesz zejsc ?
- Em... Jasne. -Powiedziała po czym zeskoczyła z drzewa.
podeszłem do niej troche
-Czy to prawda ze Ci sie podobam ?
Spojrzała na mnie zdziwiona.
- Emmm... Ale... Skąd ty...? Skąd ten pomysł?
-Czyli jednak nie ?
- Nie powiedziałam tego...
-Czyli ze tak ?
- Ech... No... Tak...
podeszłem do niej i pocałowałem ją.
Spojrzała na mnie z uśmiechem i gigantycznymi rumieńcami.
- Ymmm... Czyli mam rozumieć, że ja tobie też?
-Ymm .. tak -usmiechnełem sie do niej.
- Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo się cieszę... Ale... Dlaczego pytałeś, czy to prawda, że mi się podobasz? Skąd to wiedziałeś?
-A czy to ważne ?
- Tak. Nawet bardzo ważne.
-tam taki jeden przechodził i cos sie smieli ze ty cos tam do mnie..
- Taaa jasne... Bo wszyscy już o tym serio wiedzieli... Tylko, że właśnie... Nikt nie wiedział...
-czyli lepiej by było gdybym nei wiedział ?
- No raczej nie. -W końcu odpuściła i się uśmiechnęła.
-Chcesz byc moja dziewczyna ? -popatrzałam na nia a poxniej na ziemie
- Tak. Chcę. -Powiedziała i przytuliła się do mnie.
tez sie do neij przytuliłem i zamilkłęm na pare chwil
-moze masz ochote sie czegos napic ?-zaproponowałem
- Hmmm... W sumie chętnie.
-to chodzmy -złapałem ja za reke
_________________________
Huehueh ktoś może wyjdzie na poranny spacer? :D

niedziela, 30 czerwca 2013

Trolujemy :P

~Jakub~

szedłęm korytarzem gdy nagle przypomniałem sobie ze zapomnaiłęm czegos z pokoju wrociłem po tę rzecz .
kiedy wychodziłem uderzyłem drzwiami jakąs dziewczyne.
- Ała! -Krzyknęła Natalie.
-O matko.. przepraszam nic Ci nie jest ?
- Eeee nie wiem... Chyba nic, poza faktem, że dostałam drzwiami!
-No powiedziałem Przepraszam ! co mam jeszcze zrobic ?
- Uważać co robisz.
-przeparszam bardzo ze nie przewiduje przyszłosci -powiedziałem a po chwili jakis chlopak sie zblizał
- Jeny, słuchać was na całym korytarzu. Co jest .? - Byłem zaskoczony agresją Natalie, ale starałem się dowiadywać o niej coraz więcej.
- Ten debil jebnął mi drzwiami w łeb!
-Ja debil ?
- Czekajcie, jak ją uderzyłeś.? Co ty ślepy czy niewidomy!? -
-EJ Ej ej nie zucajcie sie tak na mnei wychodziłem z pokoju i co ja widze przez sciany ?
- No nie wiem, nie poznałem jeszcze twoich mocy. - Chciałem już mu wpierdzielić ale się zachamowałem i próbowałem opanować swoje nerwy.
-a wiec napewno nie widze przez sciany lepiej ? a ty czemu nie chodzisz srodkiem korytarza a przy scianiej napierdalasz ?
- Bo mi się tak kurde podoba.
- Dobra, to ja chyba sobie już pójdę bo widzę, że to nie moje towarzystwo.
-A co kurwa nie lubisz takiego towarzystwa ?
Szybko się odwrócił i uderzył mnie z pięści w twarz. - Nie, twojego... wątpię..-
upadłem na podłoge po chwili wstałem a krew zaczeła mi leciec z nosa
-no brawo fajie sie bije młodzych nie ?
-Nie, rzadko biję ale ty jesteś wyjątkiem. Wiesz co, jeżeli nie chcesz dostać drugiej szlangi w nos to się lepiej ogarnij i miej szacunek do starszych. -
-Mam szacunek ale dla ciebie tez robie wyjatek
Widziałem jak się wkurzał, ściskał pięści i po chwili wyciągnął z torby duży miecz.
- Może teraz wejdzie do twojego małego mózgu wreszcie coś mądrego ?-
-Hmm tu chyba nie mozna miec takich  rzeczy -na wszelki wypadek stworzyłęm wokół siebie pole siłowe
Przez chwile był zaskoczony moimi możliwościami ale po chwili się uśmiechnął i szybkim ruchem przyłożył mi miecz do gardła
-Yhm... Więc to jest jedna z twoich możliwości ? Wiesz na mnie to nie robi dużego wrażenia.
-no dawaj zabij mnie...-usmiechnełem sie lekko
- Nie! -Krzyknęła Natalie. Po krótkiej chwili dodała.- Uspokójcie się.
Przyciskał mi miecz do gardła coraz mocniej aż nagle zaczęła płynąć krew. I po chwili dodał :
- Już od dawna mi się nie podobałeś.
- Zostaw go! -Krzyknęła przerażona Natalie.
Po chwili upuścił miecz i powiedział :
- Obaj wiemy, że to jeszcze nie koniec.
Natalie patrzała na nas z niedowierzaniem i przerażeniem. Miała łzy w oczach. Po chwili pobiegła do swojego pokoju.
Kilka sekund później Dante pobiegł za nią do pokoju.
- Co się stało ?
- Co?! Chciałeś go zabić!
-Nie, nie chciałem, chciałem mu tylko pogrozić a kilka ran mu nie zaszkodzi.
- Tak nie można!
- Inaczej nie przemówisz do dziecka.!
- Przemoc nie jest żadnym rozwiązaniem.

cos dziwnego

~Nicola~

kiedy wstałam zauwazyłam cos dziwnego
nie wiem czemu ale reke mialam cala we krwi...
krzyknełam na cały pokoj załozyłam bluze i wybiegłam z pokoju na dwor
-Co jest ...-widziałam zyły krew mieso z mojej reki .. byłąm coraz bardziej wystraszona probowałąm saba siebie wyleczyc ale cos sie nei udało
-Aaaaa..-krzyknełam bo reka zaczeła bolec miałam jzu łzy w oczach czułąm sie jakby ktos mi zaczał reke jesc..
-Aaaaa no co jest ... czemu nie moge sie sama wyleczyc... ? -nagle usłyszałam ze ktos idzie schowałąm reke w rekach i probowałam udawac ze nic sie nie stało

~Matt~
Słyszałem hałas. Wyszedłem z pokoju i udałem się na dwór, skąd dobiegał. Zobaczyłem roztrzęsioną Nicolę. Podszedłem do niej.
- Co się dzieje? -Spytałem zdziwiony i przestraszony.
patrzala sie na mnie przerazonym wzrokeim
-nic -sposcila wzrok
- Słyszałem krzyki...
-moze to ktos inny ja .. -popatrzala na reke -wyszlam sie wywietrzyc
- Jasne, jasne... Chyba zapominasz, że jestem w połowie wilkiem i mam bardziej wyostrzone zmysły. -Spojrzałem na jej rękę, a potem na jej twarz.
-nie nie zapominam-mowila zciszonym glosem i jakby z zacisnietymi zebami
- To chyba powinnaś wiedzieć, że potrafię poznać twój głos z takiej odległości. Pokaż mi ręce.
-po co ? -spytała
- Jeśli tak jak twierdzisz nic się nie stało, to chyba możesz pokazać, prawda?
-prawda.. ale -chwile sie zastanawiajac odpowiedziala -bedzie mi ziomno jak sciagne bluze...
- Wystarczy, że podwiniesz rękawy.
podwineła jeden rekaw
-widzisz nic nie ma... -powiedziala
- A teraz drugi.
-tam tez nic pewnie nie ma...
- W takim razie pokaż.
przełkneła śline
- a jak nawet sie cos tam znajduje to co ?
- Nie wiem co, więc nie mogę przewidzieć swojej reakcji. Pokaż.
podwineła rekaw.
Popatrzyłem na jej rękę... Byłem przerażony.
- Co... Co ci się stało?!
-nie wiem wstałam i moja reka wygladała tak -zaczełą płakac
- Nie płacz... -Powiedziałem smutno.- Musisz z tym iść do pielęgniarki.
popatrzała na mnie zapłakanymi oczami...
-boli.. strasznie..
Patrzyłem na nią nie wiedząc co robić. Nie mogłem znieść widoku jej łez. Podszedłem do niej bliżej i objąłem ją.
- Nie płacz już... -Powiedziałem.- Pójdę z tobą do pielęgniarki. Ona ci na pewno pomoże.- Puściłem ją.
zacisneła zeby i popatrzała w niebo
-Aaaaaaa....
- Nicole... Chodź... -Powiedziałem niepewnie, patrząc na nią z przerażeniem.
upadła na ziemie.
Przykucnąłem przy niej.
- Nicole, co się dzieje?? -Patrzałem na nią przerażony. Nie wiedziałem jak jej pomóc.
oddychała ciezko i trzyłama sie za reke
-pojdz po pielegniarke -powiedziala z zacisnietymi zebami
- Nie zostawię cię tu. -Powiedziałem. Wziąłem ją na ręce i szybko poszedłem do gabinetu pielęgniarki. Zapukałem do drzwi kolanem. Pielęgniarka otworzyła. Wniosłem Nicolę do środka i położyłem na tym niby łóżku w gabinecie.
Nicola sie zwineła zaciskajac pięść. Stałem obok niej. Pielęgniarka przyglądała się jej chwilę.
- Będzie dobrze. -Szepnąłem do Nicoli. Potem pielęgniarka kazała mi się odsunąć i zaczęła zajmować się Nicolą.
po chwili Nicola sie uspokoiła.
Przyglądałem się uważnie Nicoli.
- I co? -Spytałem pielęgniarki.
-wyjdzie ale moze zostac mała blizna.
Podszedłem znów do Nicoli. Powoli przestawałem się bać.
- Już wszystko dobrze... -Powiedziałem do dziewczyny.
popatrzała na mnie
- Lepiej już się czujesz? -Spytałem z troską.
-juz tak.
- To dobrze. Martwiłem się o ciebie.
-to miłe
- Ona ma tu zostać, czy może iść? -Spytałem pielęgniarki.
-moze isc ale neich jutro przyjdzie jeszcze raz
- Dziękuję. -Powiedziałem pielęgniarce, po czym zwróciłem się do Nicoli.- Odprowadzę cię do pokoju.
-dobrze
Pomogłem jej wstać i powoli poszedłem do drzwi gabinetu.
-dziekuje
- Nie ma za co. -Uśmiechnąłem się i otworzyłem jej drzwi.
usmiechneła sie lekko i przeszłą przez dzwi.
Poszedłem z nią w stronę jej pokoju.
Po chwili doszlismy.
- Odpocznij... Nie będę ci przeszkadzał.
-Matt. jeszcze raz dziekuje .. pewnie gdyby nie ty lezałabym teraz na dworze.
- Nie ma za co. Cieszę się, że mogłem ci pomóc.
pocałowała mnie namietnie i weszła do pokoju.
Przez chwilę stałem zszokowany pod drzwiami. Potem uśmiechnąłem się lekko i poszedłem do swojego pokoju.

sobota, 29 czerwca 2013

Zapoznawanie się z Akademią

Następnego dnia było spotkanie z panią dyrektor Gretchen.
-Witam was moi nowi uczniowie! Myślę, że już każdy z was znalazł swoich współlokatorów bądź znalazł swój pokój. Niektórzy też się chyba zapoznali. To dobrze!. Tak więc ja nazywam się pani dyrektor Gretchen. Mam nadzieję,że się zapoznamy albo polubimy.
Z tyłu usłyszałem niski głos mówiący:
- Z tobą ? Hahaha! Ciebie to można tylko stąd wyrzucić.! -
Nie było to zbyt miłe powitanie z jego strony ale nie mam się czym przejmować, nie moje problemy.
-Dobrze kontynuujmy- odpowiedziała. I próbowała opanować nerwy jakby już kiedyś to się zdarzyło.
Tłumaczyła nam cały regulamin ale podobno już niektórzy łamali regulamin więc po co ja mam go przestrzegać. Założyłem słuchawki i czekałem aż skończy mówić o tym temacie i przejdzie do następnego.
-Skończyła.! - odsapnąłem. I schowałem słuchawki do kieszeni.
- W taki razie. Gdy już znacie wszystkie nakazy i zakazy ustawcie się w szeregu i za chwilę dostaniecie plan dnia.
Byłem cholernie ciekawy co też dostanę. Musiałem wyprzedzić z umiejętnościami Matta chociaż nie powiem podczas moich podróż trochę skubnąłem. Dostałem plan dnia.
- Co to jest.?! - Krzyknąłem na całe gardło na sali.
Wszyscy ucichli i gapili się na mnie.
- Coś ci nie pasuje chłopcze? - Obserwowała mnie jakbym wpadł w paranoję.
- Nie... tzn. Nie rozumiem jeszcze zbytnio planu.
- Pomoże ci pani Agnes.-
- Agnes? - Pomyślałem i starałem się zastanowić o kogo może pani Gretchen chodzić.
- Tak, a teraz udajcie się wszyscy do swoich pokoi. Do widzenia.! Życzę wszystkim udanych lekcji.
I się rozeszliśmy do swoich pokoi.Położyłem się do łóżka i spoglądałem w prostokątną kartkę. Po pewnym czasie usłyszałem stukanie do drzwi.
-Proszę.!- Byłem trochę zdziwiony kto do mnie przychodzi. Była to Agnes.
- Dyrektorka kazała ci pomóc, więc jestem. Choć nie mam pojęcia czym sobie zasłużyłeś na to specjalne traktowanie. Jakoś każdy sobie daje rade sam... Z resztą ja też jestem tu na pierwszym roku... -Powiedziała gniewnym głosem, gdy tylko weszła do środka.
- Każdy ma prawo czegoś nie wiedzieć prawda.? Z resztą nie mam ochoty na kłótnie, przejdźmy do konkretów.
Tłumaczyła mi co i jak, z kim i gdzie chociaż sam jeszcze tego nie pojmowałem.
-Czyli to już wszystko.? - Zapytałem się chociaż nie miałem ochoty do niej cokolwiek mówić.
- No tak... Chyba, że jeszcze czegoś nie wiesz.
- Nie, nie... dzięki. A teraz mogłabyś już wyjść chciałbym iść pod prysznic.
- Z chęcią stąd wyjdę. I nie musisz mnie zapoznawać ze swoimi planami. -Powiedziała i wyszła z pokoju.
- Jeny ... ale agresywna... z resztą nie mam się co spodziewać po demonie. - Westchnąłem, zabrałem rzeczy i poszedłem pod prysznic.
Już miałem iść się kłaść jednak usłyszałem głos Matta wołającego bym przyszedł do niego.
Ubrałem się i czekał już na mnie na korytarzu. Chciał bym z nim pobiegał po lesie podczas pełni. Wyszliśmy ze szkoły zamieniliśmy się w wilka i ruszyliśmy w stronę lasu. Bardzo mnie to uspokajało po wizycie Agnes. Dotarliśmy na wzgórze i zapytałem się go. Co robiłeś przez ten czas od śmierci naszych rodziców? Dlaczego się nie odezwałeś, nic nie mówiłeś. Czasami miałem nadzieje, że już po tobie, że Cię nie ma już nie ma.
- Myślałem... Że wy wszyscy zginęliście... -Odpowiedział cicho, smutnym głosem.
- Nie. Udało mi się uciec. Próbowali mnie gonić, ale gdy przyspieszyłem tempo nie zdołali już mnie dogonić.
- A ja przez cały ten czas myślałem, że nie żyjesz...
- Przez ten czas kiedy siebie nie widzieliśmy szukałem ciebie poznawałem nowe miejsca, nowych przeciwników, nowych ludzi, i nowe rzeczy,przedmioty. Ale głównie skupiałem się na twoich poszukiwaniach czy to prawda, że przeżyłeś.

Dalsze Poszukiwania

~Dante~
Już przez parę lat szukałem mojego brata Matta. Wyruszałem w różne miasta by szukać wskazówek gdzie dokładnie może się znajdować. Nie było łatwo. Mijały miesiące... lata... Aż pewnego dnia dowiedziałem się,że jest w pewnej wsi. Nie zwlekałem z wyjazdem i czym prędzej zabrałem swoje rzeczy i wyruszyłem do tej wsi. Był to kawał drogi od mojego dawnego zamieszkania.
-Dojechałem - wzdychnąłem i wysiadłem z pociągu.
Teraz musiałem znaleźć Matta tylko nie wiedziałem od czego zacząć. Nadeszła noc. Błąkałem się po lesie i nagle usłyszałem wycie wilka. Czym prędzej pobiegłem w stronę głosu, ale nagle ucichł. Już myślałem, że jestem blisko.Mijał kolejny miesiąc a ja dalej bez śladu więc wróciłem się z powrotem do tamtego lasu gdzie wcześniej usłyszałem wycie. Poszedłem w tamte miejsce gdzie ostatnio słyszałem. Już myślałem, że nic się już nie usłyszę aż tu nagle..wycie!..Biegłem bym tylko zdążył i widziałem kogoś na wzgórzu wyjącego w stronę pełni księżyca.
-Czy to możliwe? Czy to Matt? - Byłem uradowany swoją myślą ale do końca nie byłem jeszcze pewien.

~Matt~
Była pełnia. Jak w każdą pełnię spędzałem noc poza szkołą, wyjąc do księżyca... Cóż, lubiłem to. Nagle zauważyłem, że ktoś mi się przygląda. Spojrzałem na niego... Kogoś mi przypominał, ale nie mogłem sobie przypomnieć kogo. Podszedłem bliżej, by przyjrzeć mu się dokładniej.

~Dante~
Staliśmy twarzą w twarz.Teraz to już byłem pewien w stu procentach,że to mój młodszy brat.
-Matt? Czy to naprawdę ty.? Czy to możliwe? - Odrzekłem z niepokojem.
Przyglądał mi się ze zdziwieniem, po czym zmienił się w człowieka.
- Dante?!
- Matt, po tylu latach cię znajduję. Wyrosłeś na silnego mężczyznę. Co ty tutaj robisz.? - Byłem strasznie ciekawy jego odpowiedzią.
- Uczę się. Tu jest szkoła dla ludzi z nadprzyrodzonymi zdolnościami.
- Jaka szkoła.?! O czym ty mówisz.? Jeszcze nie opanowałeś swojej mocy.? Z resztą ja też jeszcze nie.- Byłem dumny z niego, że stara się opanować w 100% swoją moc - Chociaż też mógłbym iść.- Zaprowadzisz mnie do tej ''szkoły'' ?
- Wiesz, tam jest na prawdę wspaniale. Poza tym, że można się tam nauczyć wielu rzeczy, można też poznać innych ludzi, którzy mają nadnaturalne moce. Jasne, że cię zaprowadzę.
Chodziliśmy przez ulice i doszliśmy do tego domu. Był on mały i skromny, ale jeżeli tam jest ta szkoła i można się w niej nauczyć swojej mocy nie będę narzekał.
-Więc... to jest ta szkoła.? Myślałem, że będzie większa.- Zapytałem ze zdziwieniem
- Bo jest większa. Ale wewnątrz. -Odpowiedział Matt.
Weszliśmy do środka. Matt zaprowadził mnie do sekretariatu, a gdy sekretarka dała mi klucz, zaprowadził mnie do pokoju.
- Widzisz, ta szkoła jest ogromna. -Powiedział Matt.
- Noo.. Nie spodziewałem się, że aż taka wielka.
Weszliśmy do pokoju i rozpakowałem się. On siedział przy stole i patrzył się we mnie.
- Może podasz mi jakieś wskazówki? Gdzie dokładniej mam się udać by rozszerzać swoją wiedzę na temat mocy?
- Niedługo zapewne dostaniesz plan lekcji.
- Dobra -

Witaj świecie magi!

~Natalie~
Stałam z walizką na przystanku autobusowym. Dzisiejszy dzień miał zmienić całe Rodzice na szczęście byli na tyle zapracowani, że nawet nie zorientowali się, gdzie idę na "studia". I dobrze, jeszcze może zechcieliby mnie odwiedzić...  A tak przynajmniej będę miała spokój. Wreszcie na przystanek dotarł autobus. Zajęłam miejsce przy oknie, by przypadkiem nie przegapić swojego przystanku. Po około 30 minutach drogi wysiadłam na przystanku. Następnie 20 minut szłam na piechotę, ale w końcu znalazłam się przed budynkiem z ulotki.
- Witaj świecie magi. -Powiedziałam do siebie otwierając drzwi niepozornego budynku. Weszłam do środka, a następnie przeszłam przez drzwi sekretariatu.
Sekretarka, nie wiem jakim cudem, mnie znała. Przywitała mnie ciepło i wręczyła mi klucz do pokoju. Wyszłam z sekretariatu i przeszłam przez kolejne drzwi. Tym razem moim oczom ukazał się ogromny korytarz (nie rozumiem, jak zmieścił się w tak małym budynku...) Jego rozmiar był wręcz szokujący. Stanęłam tuż za drzwiami, z niedowierzaniem przyglądając się temu gigantycznemu pomieszczeniu.

~Dante~
Próbowałem zapoznać się z akademią ale to nie było łatwe. Gdy przechodziłem przez korytarz ze swoim ''Mieczem Demona'' i spuszczoną głową poczułem ciepło w środku. Spojrzałem na dziewczynę, która miała blond włosy i niebieskie oczy, która wydawała mi się wyjątkowa. Stała i rozglądała się. Coś pchnęło mnie do niej i jakby duch kazał mi się do niej odezwać.
-W czymś ci pomóc? -Odezwałem się ale nie miałem takiej odwagi by jedno słówko pisnąć do niej.
- Eee... Mógłbyś mi powiedzieć, gdzie znajdę ten pokój? -Pokazałam mu klucz z zapisanym numerem pokoju.
Szliśmy przez ogromny korytarz nie wiem czemu wszyscy dziwnie się na mnie patrzyli. Czy to przez to, że jestem nowy? ...
Kilka minut później dotarliśmy do jej pokoju.
-A o to i twój pokój.! - Uśmiechnąłem się i nagle zauważyłem, że jej pokój jest naprzeciwko mojego.- Czy przypadkiem nie masz pokoju naprzeciw mojego?
- Hmmm... Nie wiem. Mam ten. -Odpowiedziała radośnie, otwierając drzwi i wchodząc do środka.- Dzięki za odprowadzenie. -Uśmiechnęła się do mnie.
- Zawsze do usług - Byłem radosny ale starałem się tego nie okazywać.
- Pójdę się rozpakować. -Powiedziała dziewczyna po chwili namysłu.- Do zobaczenia. -Dodała, po czym weszła do pokoju.
- Do zobaczenia - odpowiedziałem i już chciałem się zapytać jak się nazywa ale jednak się rozmyśliłem.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. To był Dante:
-Emm.. Hej, nie przeszkadzam .? -
______________________________
Herbatko, cytrynko, czekoladko... Bądźcie tak miłe i zaprowadźcie mnie do pokoju... xD

niedziela, 21 kwietnia 2013

hejo

Ej Laski tęsknie ;(( ~Herbatka~

Ja też ;( ~Kubeczek~

kurcze podajcie mi swoje gg :( ~herbatka~

Nie mam xD ~Kubeczek~

:O serio ? xD ~Herbatka~

No xD
Herbatko... Wyjaśnij mi co Bill powiedział do Caro?? xD~Kubeczek~

a wiec on powiedział
co by robiła gdyby nei chodzioła do tej school :P

Zauważ ile ty błędów zrobiłaś w tej wypowiedzi... xD
Postępy, poprawiłaś... xD

piątek, 19 kwietnia 2013

Witam, jestem Agnes!


~Agnes~
Siedziałam w pokoju wpatrując się w obrazek.  "Cóż, tu w pokoju go raczej nie poznam" - pomyślałam. Na wszelki wypadek zdjęłam obrazek ze ściany i schowałam go pod poduszkę, po czym postanowiłam wyjść na korytarz. Oczywiście nie było to zbyt przyjemne, w końcu byłam tu inna od wszystkich... W końcu jednak zebrałam się w sobie, chwyciłam klamkę i otworzyłam drzwi. Stałam w nich chwilę. W końcu wyszłam, zamykając za sobą drzwi i ruszyłam powoli, niepewnie wzdłuż korytarza.
- Hej - powiedział chłopak - Nowa?
- Cześć. Tak, nowa... -Odpowiedziałam niepewnie.
- Jestem Adrian.
- Agnes... -Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Miło poznać
- Mi również. -Powiedziałam. W sumie byłam od nich wszystkich inna... Raczej nikt tu nie miał fioletowych włosów i skrzydeł... Tym bardziej cieszyłam się, że ktokolwiek chce ze mną rozmawiać...
- Wygodnie ci się śpi .. no wiesz ze skrzydłami?
- Ymm wiesz, przyzwyczaiłam się. Mam tak od urodzenia. -Zaśmiałam się.
- Nie widziałem jeszcze człowieka ze skrzydłami. No nie licząc mojego brata ale on się nie liczy.
- Tam skąd pochodzę prawie wszyscy mają skrzydła... I dlaczego on się nie liczy?
- Bo go nie lubie. A skąd pochodzisz?
- Z piekła...
- Serio?
- No niestety. Ale mam nadzieję, że już tam nie wrócę...
- Pewnie spotkałaś Pana Kochany Ojciec
- Kogo? -Spytałam zdziwiona.
- No ee.. mojego ojczyma.
- Hmmmm... W sumie nie mam bladego pojęcia o kim mówisz... Zaraz ty mówiłeś, że masz brata, który ma skrzydła... On chodzi do tej szkoły?
- Yyy no.
- Mój ojciec mówił, że mam w tej szkole dwóch braci, którzy są w połowie demonami...
- John i David?
- Cóż... Nie mam pojęcia.
- A nazwisko Night ci coś mówi?
- Całkiem sporo... Ja się tak nazywam.
- To znaczy, że twój ojciec jest moi ojczymem .. tak mi się bynajmniej wydaje
- Trochę skomplikowane...
- Trochę skomplikowane? To jakaś patologia jest.
- Oj tam... To i tak nie jest takie złe... Są na świecie o wiele gorsze rzeczy.. A to, że mój ojciec miał dzieci z niewiadomą liczbą kobiet to już jego sprawa...
- Optymistka z ciebie
- Nie wyobrażasz sobie jak okrutne jest piekło... I mimo wielu ludzkich wad, wasz świat to sielanka.
- To zależy, z której strony patrzeć.
- Chciałabym tu zostać na zawsze... -Powiedziałam smutno.- Tu mogę decydować o wszystkim sama... Poza jednym jedynym szczegółem...
- Po za czym?
- Poza tym właśnie czy tu zostanę. -Powiedziałam smutno.
- A dlaczego miałabyś nie?
- To dość długa historia, o mnie, mojej matce, wyroczni i szatanie...
- Mam czas.
- Nie powinnam jej nikomu opowiadać, przynajmniej dopóki to co przepowiedziała wyrocznia się nie spełni...
- No dobra nie to nie.
- Wiesz, jeśli przepowiednia się spełni, to będziesz pierwszą osobą, której opowiem tę historię... No, o ile zechcesz.
- Jaka przepowiednia?
- Przepowiednia, którą przepowiedziała mi wyrocznia. Jeśli spełni się do końca tego roku szkolnego zostanę tu na zawsze... Jeśli nie, wrócę do piekła.
- Ahaa
- Szkoda tylko, że przepowiednia była tak niedokładna...
- Czyli?
- Czyli, że zupełnie nie wiem kogo się spodziewać...
________________
Czekoladka ma dokończyć! Czekam!
Do cyterynki nie piszę, bo nadal mamy chyba gdzieś niezakończonego posta... ;)

Eeeej

Co się z wami do cholery dzieje, hę?!
Gdzie was wszystkie wcięło? ;( Herbatka wchodzi co dwa/trzy dni kurde, jakby jej ktoś pozwolił... A reszta w ogóle nie wchodzi, na co również nie zezwalałam.
Jak możecie mi to robić?! ;(

Ok, herbatko odpuszczam ci grzechy i pozwalam nie wchodzić... :( Ale jak będziesz miała czas, to zajrzyj czasem do mnie ;)

o raju mam rozgrzeszenie ! wow :OO
jestem na kompie mogem pisac ale czy ty jestes ?:)

Ja jestem, ale cb nie ma :(

niedziela, 14 kwietnia 2013

Nowe życie? Czy to w ogóle możliwe?

~David~

Wyszedłem z pokoju przejść się po korytarzu. Nigdzie nigdy nie miałem domu, dlatego też nie miałem za czym tęsknić... Tu byłem tak samo obcy jak wszędzie indziej na świecie. Ruszyłem wzdłuż korytarza z opuszczoną głową, sam nie wiedząc po co.
wpadły na mnie 2 dziewczyny
-Oj sorka nie patrzyłam gdzie biegłam -powiedziała i zachichotała do koleżanki
- Eeee... Nic się nie stało. -Powiedziałem zdziwiony.
-chcesz sie przejsc z nami ?-zaproponowała niższa dziewczyna
- Ymmm... W sumie mogę.
-okej super.. tak po za tym jestem Dagmara a to Camila -przedstawiła się i swoja koleżankę
- David. -Odpowiedziałem krótko.
-miło mi ... Cami proponujesz cos ? -popatrzała sie na kolezanke
-nie wiem mnie to obojetnie...a kolega gdzies chce szczególnie ?
- Hmmm no nie wiem... W sumie jak na razie znam tylko ten korytarz i swój pokój, także...
-no dobra widze ze narazie nikt tu duzo rzeczy nie zna.. idziemy przed siebie ..-powiedziała Daga
- No ok... -Odpowiedziałem.
-ok co Cie tu sprowadza
- Hmmmm... W sumie to los... Może niedawno znaleziony brat... Ale tak na serio przyszedłem tu za głosem w mojej głowie, moim ojcem.
dziewczyny zamilkły
- Skomplikowane, nie?
-no troche ...jaką masz moc ?
- I tego właśnie nie jestem pewien...
-oj mów
- No ale właśnie o to chodzi, że nie wiem...
-Chyba że..-dziewczyna spósciła wzrok
- A wy jakie macie moce?
-ja rozmawiam ze zwierzetami i podnosze rzeczy siłą umysłu..
-Ja tam takie bzdury moge regenerowac ciało i orzywiac rzeczy narysowane-powiedziała Cami
- No to bardzo ciekawe moce. -Uśmiechnąłem się lekko.
-tsaa jasne -powiedziala troche smutno rozowlosa dziewczyna
- No a co ci się w tym nie podoba? Masz wspaniały dar.
-no .. jakos mnie sie nie podoba... tak dziwnie byc innym... tylko ty rozumiesz zwierzeta i tak jakos...
- Każdy tu jest innym od reszty... A ja całe życie byłem inny od reszty... No i co z tego? Tak nawet lepiej. Nikt cię nie rozumie, no i? Ważne, by żyć na maxa i być tym kim się chce.
-moze i masz troche racj... ale nei chciałbys spotkac kogos kto by cie choc troche rozumiał?
- Mnie nawet w poprawczaku nie rozumieli... Więc wątpię by ktokolwiek był tak pokręcony jak ja.
-moze ktos jets na tym swiecie taki jak ty tylko ze sie nie przygladałes
- Szczerze mówiąc, to może... Wszystko jest możliwe i co z tego?
-nie nic .. tak tylko mówie.
- Dokończymy ten spacer trochę później?
-jasne ... no to .. pa ? -powiedziała i podeszła do kolezanki ktra stala troche za nami
- W sumie muszę tylko skoczyć po coś do pokoju...
odwrciła sie do mnie
-no to mykaj ...
Pobiegłem do pokoju i zajrzałem do plecaka. Rozejrzałem się po pokoju, ale nikogo w nim nie było. Wyjąłem z plecaka małą tabletkę i szybko go zamknąłem. Połknąłem tabletkę i wróciłem na korytarz.
- Już jestem. -Powiedziałem do dziewczyn.
-Ymm okej .. -powiedziała jedna patrzac na druga
- To co, idziemy? -Spytałem uśmiechając się.
-no dobrze...
- Coś nie tak?
-nie wszystko wporzadku chodźmy -pwoiedziała i poszła przed siebie.
Poszedłem za nią, a właściwie obok niej..
-to moze pogadamy o czyms ?.
- W sumie czemu nie... Ale o czym? Jakieś pomysły?
-i tu jest problem .. wlasnie nie wiem o czym tu mozna porozmawiac.
- No ja niestety też nie...
-dobra mzoe samo sie cos nasunie..
- Raczej wątpię...
-skad mozesz to wiedziec?
- Nie wiem... Tylko się domyślam.
-czyli nie jestes tego powien .. po za tym juz o czym rozmawiamy
- To raczej nie jest wciągający temat...
-ale o tym rozmawiamy teraz... jak masz cos innego to mow..
- Yyyyymmmm... Nie bardzo...
-no własnie ..
- Lepiej ty coś wymyśl.
-ojej ale ja nie jestem w tym najlepsza....
- Na pewno lepsza ode mnie.
-ni znasz mni -powiedzia patrzac na podłoge
- A ty mnie, więc w sumie jest remis.
-hmm... Cami ?-odwrociła sie do tyłu
-gdzie ona ? Cami !
- Yyyyy...
-Cami sobie gdziesz poszła -powiedziała patrzac na mnie
- Ale czemu?
-a skad mam wiedziec moze sie nudziła ! . -powiedziała
- Aha...
-ale ty masz teksty "yyy" "aha" "ale czemu" ... a moze ja znajdziemy i spytamy czemu poszła hę ?
- Yyyy... Dobrze...
-grr no walsnie o tym mówie -powiedziała pod nosem
- Oj no sorry no... Czepiasz się kurde... -Powiedziałem z głupawym uśmieszkiem.
-no czepia się ... dobra teraz ja tak bede mówic i zobaczymy czy Ci to bedzie odpowiadac...
- Eeee mnie tam wszystko odpowiada.
-aha
- I co? Lepiej ci? Brawo...
-Yyyyyy....tak ?
- Spoko. -Powiedziałem nadal z ty samym uśmieszkiem.
-no ...
- Taaa próbuj sobie mnie naśladować, powodzenia.
-Yyyy... Dobrze....
- Rozśmieszasz mnie.
-Ale czemu ?
- Bo ja wiem? Śmieszna jesteś i tyle... Choć w sumie wszystko jest śmieszne...
-Dobrze sie czujesz ?-spojzała na mnie pytajaco
- Wręcz wspaniale...
odsunela sie troche i popatrzała sie na mnie
-jakos tak nie wygladasz...
- Oj wygląd to tylko pozory...  To jest wiesz... Nie ważne.
-to jest co ? .. a z resztą nie mosisz mówic nie jestem twoją przyjaciołką czy kims wazniejszym..
- Taki wygląd jest całkiem normalny... Ale miło, że się mną tak przejmujesz. -Uśmiechnął się.
-bo przy...-powiedziała ale po chwili powiedziała cos innego
-przypomniało mi sie gzie moze być Camila-powiedziala niepewnie
- Mhmmm... Ale jak sobie poszła, to po co chcesz jej słuchać? Widocznie nie odpowiadało jej moje towarzystwo, więc ja nie zamierzam jej szukać.
-jestes wredny.. to moja przyjaciółka..bo ja wiem czemu se poszła ? no wlasnie nie...-powiedziala smutno
- I jak zwykle wszystko robię źle...
-może nie źle.. ale źle do tego podchodzisz ... wiesz co ? przemyslałam to .. jednak robisz to źle...
- Ja już może pójdę... -Opuściłem głowę i ruszyłem w stronę pokoju.
-nie poczekaj... -zatrzymała mnie.
- Po co? -Spytałem smutno.
-bo nie chce zebys był smutny przez to co powiedzialam..
- Daj spokój... Uwierz mi, już tyle się nasłuchałem o tym jaki jestem okropny, że mnie to nie rusza.
-no jakos sie teraz inaczej zachowujesz...
- Wydaje ci się.
-no wlasnie nie... a z reszta  nie bede sie narzucac jak chcesz to idź...
-  Wiesz... W sumie nie narzucasz się...
-napewno ?
- Nikt nigdy nie traktował mnie tak jak ty... Spędzanie z tobą czasu to dla mnie przyjemność.
-to miłe...
- Jednak nawet ja czasem potrafię być miły... Kto by się spodziewał?
-no nie wiem .. nie znam Cie za dobrze wiec ja ?
- Wiesz... To jest dziwne... Nikt nigdy dla mnie nie był miły...
-to moze to powinno sie zmienic ?
- Byłoby całkiem fajnie... -Uśmiechnąłem się.
-no widzisz..
- Słodka jesteś.... -Powiedziałem opuszczając wzrok.
-dziakuję -dziewczyna zarumieniła sie
- Nie ma za co. -Uśmiechnąłem się do niej.
-wow .. powiedziałes ze nie umiesz byc miły ...a ja sądze co innego
- Hmmm... Dziwne...
-co dziwne?
- Wszystko... Wiesz, ja nie umiem być miły...
-ale jestes..
- I dlatego to jest dziwne...
-nie rozumiem Cię
- Szczerze mówiąc sam nie rozumiem... Nie rozumiem jakim cudem tak dobrze mi się z tobą rozmawia...
-przypadek ?
- Jak to może być przypadek? Poznałem w życiu wielu ludzi... Ale wszyscy byli oschli... Nikt nie chciał się zadawać z takim gościem jak ja... A ty jesteś dla mnie taka miła...
-co sie tak na mnie patrzysz... moja wina ze jestem miła ?
- Nie... Po prostu nie przywykłem do tego...
-yhymm..
Uśmiechnąłem się do niej.
- Nigdy nikt nawet nie próbował mnie polubić, więc odpłacałem się tym samym... Ale cóż, ciebie nie da się nie lubić.
-dzikeuje -zarumieniła się
- Nie ma za co. -Uśmiechnąłem się lekko.
-naprawde dziekuje
- Na prawdę nie ma za co...
dziewczyna umilkła i sie usmiechneła
- Masz piękny uśmiech.
-dziekuje ...
- Nie masz za co dziękować. Mówię co widzę...
-ale co mam innego robic ?
- A ja wiem?
-no nie wiem czy wiesz ale powinienes chyba nie ?
- Yyyy... Nie wiem....
-hehe
- Yyyy... To było śmieszne?
-nie...
Opuściłem wzrok.
- Wiesz, może idź poszukaj Camili... Nie najlepiej się czuję, muszę odpocząć.
-no dobrze.. ale czemu sie zle czujesz ?
- Nieważne...
-powiedz
- Po co ci to wiedzieć?
-jestem bardzo ciekawska
- Tym razem chyba jednak nie zaspokoisz swojej ciekawości.
-czemu ?
- Bo nie odpowiem na twoje pytanie.
-no trudno... -powiedziała patrzac w ziemie
- Nie mam zamiaru opowiadać ci o swoich problemach. Wybacz...
-nie mam co wybaczac..
- Muszę już iść.
-to do zobaczenia...
Poszedłem w stronę pokoju. W pewnym momencie odwróciłem się w jej stronę z uśmiechem, jednocześnie spoglądając na nią smutnym wzrokiem.
______________________
Dzikeuje? XD

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

^^

~Bill~
kiedy doszłem do stołówki zjadłem co nieco i wróciłem do Caro
-Heja -powiedziałem i pocałowałem ją
- No wreszcie. -Uśmiechnęła się.
-co teskniłas ?-połozyłem sie koło niej
- Jasne, że tak. I to baaardzo.
-Mmmm..-przytuliłem sie do niej i zaczełem całowac po szyji.
Zaśmiała się cicho.
- No dobra, wybaczam.
-no ja myśle..
- Ale tak w sumie, to długo cię nie było...
-bo jeszcze odprowadzałem jakąs nowa do pokoju..
- mhmmm...
-niom
- Hmmm... Ale nie była ładniejsza ode mnie, nie?
-nie..-powiedzialem i przytulilem sie do niej
- Mam nadzieję.
-zazdrosnica..-powiedziałem chichocząc
- No wiesz, jak się ma takiego chłopaka, to trzeba uważać...
-hihi... no widzisz-pocałowałem ją
- No widzę. -Powiedziałam tuląc się do mnie.- Nikomu cię nie oddam.
-Ja równiez nikomu Cie nie oddam
- Jestem tylko twoja. -Pocałowała mnie- Nikomu mnie nigdy nie będziesz musiał oddawać.
-i tak bym Cie nie oddał jakbym musiał
- Ale nie będziesz musiał.
-i dobrze
- Mam nadzieję, że ja też nie będę cię musiała nikomu oddawać... Bo nie oddam cię póki żyję.
uśmiechnełem się
-nawet nie wiesz jak sie ciesze ze z toba jestem
- A ty nawet nie wiesz jak ja się cieszę, że jestem z tobą. -Zaśmiała się.
-hmm no nie wiem ...
- Nie mam słów by to opisać. -Powiedziała z uśmiechem i mnie pocałowała.
-yhymm bo tak naprawde ich nie znasz tsa ?\
- Taak. Nie umiem mówić. -Zaśmiała się.- Nie wyobrażam sobie żyć bez ciebie... No przecież widzisz, że nawet spać bez ciebie nie mogę.
-hmm .. bo umiem CIe obronic -powiedziałem i pocałowałem ją
- Bo czuję się przy tobie bezpieczna... Bo cię kocham...
-ja ciebie też.
Przytuliła się do mnie mocno.
- Wiesz... Mnie już bez ciebie nie ma. Zająłeś całe moje serce i bez ciebie nie zostałoby ze mnie nic. -Powiedziała.
-jestes taka słodka
- Dziękuję. -Powiedziała uśmiechając się.- Ale ja tylko stwierdzam fakt.
-dzieki
- Nie masz za co dziękować. Wiesz jak fajnie mi się tak z tobą leży? Tak miło się chyba jeszcze nigdy nie czułam... Co prawda nie pamiętam większości swojego życia, ale wydaje mi się, że wtedy też nigdy nie było tak pięknie jak teraz...
-i tak bee dziekowac-powiedzialem i pocalowałem ja
- No jak se chcesz. -Zaśmiała się.
-no dobrze.. to tak bede robił
Pocałowała mnie.
-Ty rozumiesz, że niedługo się zaczną lekcje?
-yhymm.. ciekawe co bedziemy robic..
- Na pewno nie leżeć w łóżeczku...
-hmm a skad wiesz ?
- Bo tak czy inaczej to jest szkołą i będziemy mieli jakieś lekcje...
-mam nadzieje ze bedzie cos trzeba w parach zrobic -zachichotałem
- Oj oby. -Powiedziała z uśmiechem.
popatrzałem jej głeboko  w oczy
-kocham cie..
- Ja ciebie też. -Powiedziała z uśmiechem.
-ja ciebie mocniej ..
- Wcale, że nie.
-a chcesz mi to udowodnic ?
- Chcę, ale nie umiem...
-wiec nie mów mi ze ja kłamie...
- No ale kłamiesz, bo ja ciebie bardziej kocham. I skoro twierdzisz, że jest inaczej, to ty mi to udowodnij.
-bardzo chcetnie .. tyle ze jest problem...
- Jaki?
-bo ty mnie chyba bardziej kochasz.....
Zaśmiała się.
- Wiedziałam!
-hehehe... dałem Ci wygrac
- Jasne, jasne....
-no tak
- No oczywiście. -Zaśmiała się.
-nie chcialem abys sie czuła taka... mniej wazna ..
Spojrzała mi w oczy z uśmiechem.
- Ok, ok.... -Szepnęła i pocałowała mnie.
-wygralem .. znowu ..
- Oczywiście...
-niom ...
- Zwycięzca... -Zaśmiała się.
-nom twój zwyciężca -pocałowałem ją
- No mój. Własny.- Powiedziała z uśmiechem na twarzy.- Mój kochany zwycięzca.
-aj -powiedziałem patrzac na okno
- Co jest?
-chce isc na spacer bo mnei nogi bolą -usmiechnołem sie do niej
- Ymmm... No dobra...
-hihi-zasmiałem sie cicho
- Z czego się śmiejesz?
-z niczego ..
- Mhmmm....
-Nom
- To... Idziemy?
-no pewnie-wstałem z łózka szybkiem krokiem.
Wstała z łóżka i założyła buty.
- Prowadź. -Powiedziała.
-okem ..-podeszłem do niej wystawiłem ręke
-czy mogę panią prosic ?
- Yyyy... -Zdziwiona podała mi rękę.- Jasne...
-to idziem -prowadziłem ją na spacer
- W sumie, nie tak źle poza łóżkiem. -Powiedziała.
-tez tak sądzisz ?-usmiałem sie
- Nomcik.
-to dobrze...
- No chyba...
-no.. juz nie ma tematów nie bedziemy przeciez tak rozmawiac.
- Niedługo zacznie się rok szkolny, coś się będzie działo i będzie o czym rozmawiać...
-napewno ..
- A teraz, skoro nie ma o czym mówić, to po co mówić? - Uśmiechnęła się do mnie.-
-no to co chesz robic ?
- A więc możemy spacerować w milczeniu tuląc się do siebie. Mi to odpowiada, a tobie?
-hmmm... nie za bardzo .. a buzi ??
- Może być... -Pocałowała mnie.
-od razu inaczej na to patrze
- No, a dalej co robimy?
-mielismy  sie przytulac..
- No to tulimy. -Zaśmiała się.
-okej-objołem ją
- Kocham cię. -Szepnęła przytulając się do mnie.
-no wiem...
- Wiem, że wiesz. -Zaśmiała się.- Ale to tak pięknie brzmi...
-to tez wiem...
- Znów zamierzasz się popisywać swoją wiedzą? -Spytała chichocząc.
-tak ...
- No to dawaj.
-dobrze...wiem ze jestes ładna..
- Ooo dziękuję.
-prosz..
- Kochaniutki jesteś.
-wiem ..
- Oj ty mój inteligencie...
-wiem jestem kujonem
- Z tym się akurat nie zgodzę.
-czemu ?
- Bo nigdy nie widziałam takiego ślicznego kujona.
-no bo ja jestem pierwszym..
- Aha, ale mimo wszystko, na kujona nie wyglądasz.
-wiem..
Zaśmiała się.
- A czy pan wszechwiedzący zechciałby dać mi buziaka?
-tak -pocałowałem ją
- Dziękuję.
-prosze..
- Ymmm... To co robimy teraz?
-uuuu nie wiem .. przykro mi..
- Mi też... -Powiedziała tuląc się do mnie.
-ehhhh.....
- Cio? -Spojrzała mi w oczy uśmiechając się.
-nic nudzi mnie sie
- No to wymyśl coś, co możemy robić...
-mozemy powaznie porozmawiac...
- Poważnie? Mam się bać?
-tak -powiedziałem cichym głosem i z powazna miną.
Nic nie odpowiedziała wpatrując się w mnie z niepewnością.
-wiec musisz mi terz z calym szacunkiem powiedziec...
- Co mam ci powiedzieć?
-Czemu ty .. taka ładna dziewczyna wybrałas mnei ?
- Bo cię kocham. Bo jesteś wyjątkowy... Bo tylko przy tobie czuję się tak szczęśliwa...
-dziekuje Ci kochanie
- Ale za co mi dziękujesz? Odpowiedziałam na pytanie. -Zaśmiała się.
-dziekuje zaa to ze tak sadzisz i za to ze odpowiedzialas
- Nie masz za co dziękować. Bo po prostu jesteś dla mnie najwspanialszy na świecie, nie wiem jak mogłabym w ogóle choć pomyśleć o kimś innym.
-o raju .. nie wiedziałem ze az tak..
- To teraz już wiesz. A co z tym faktem zrobisz, to twoja sprawa.
-hm... zabiore go do grobu
- Mhmmm...
-chyba ze nie chcesz..
- Chcę, chcę. Tylko się do tego grobu nie śpiesz. -Pocałowała mnie.
-zastanowie sie
- Oj no....
-no co ?
- Nie możesz umrzeć przede mną.
-to ja mam cierpiec bez ciebie ?
- Oj nie wiem... Może umrzemy na raz?
-okej .. ale sie z tym nie spieszmy
- No jasne, jeszcze mamy na to dużo czasu.
-oj bardzo duzo
- No. Na całe szczęście.
uśmiechnełem sie do niej
- Dużo, dużo czasu. Razem.
-az za duzo -przytuliłem ją
- Póki będziemy razem nigdy nie będzie dla mnie za dużo. -Powiedziała przytulając się do mnie.
-dla mnie tez
Pocałowała mnie delikatnie.
- Baaaardzo cię kocham.
-Ja ciebie tez bardzo kocham
- Nikt szkoły nie lubi... A ja ją uwielbiam, bo dzięki niej poznałam ciebie.
-tak.. jestes ciekawa co bys robila jakbyśmy nie chodzili tu do school ?
- Nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić, bo wiesz straciłam pamięć, więc w sumie pamiętam tylko jeden dzień zanim tu dotarłam...
-A no tak... przepraszam ze o to zapytalem-przytuliłem ją.
- Nic się nie stało. -Uśmiechnęła  się tuląc się do mnie.
-No to dobrze bo nie wybaczył bym se tego  -delikatnie zacząłem ja całować.
- To i tak się już nie liczy. Najważniejsze, że teraz jestem tu. Przy tobie.
-nawet nie wiesz jak sie ciesze ze moge byc z tobą
- Na pewno nie bardziej, niż ja. -Powiedziała uśmiechając się.
-idziemy sie gdzies przejsc bo mi juz nogi dretwieja
- Jasne. Ale gdzie?

.......
Zaraz przez was bełtne ()
Oj też byś tak chciała XD ;p
Zazdrosci nam :D ~herbatka~
Ja tam Caro i Billowi zazdroszczę. Oni są tak cholernie słodcy... Ja też tak kurde chcę! ~Kubeczeeek~

niedziela, 7 kwietnia 2013

Nowy świat

~Agnes~
Spojrzałam jeszcze raz na obraz, który namalowała wyrocznia...
- Spójrz wyraźnie! To jest człowiek, tu nie ma ludzi.
- Przecież wiesz, że wyrocznia nie maluje zgodnie z wyglądem.
- Może nie zgodnie z wyglądem, ale raczej demona z człowiekiem nie pomyliła. Zrozum mamo, mam dosyć czekania na miłość, która tu nie przyjdzie... Może ty nie jesteś zdolna do takich uczuć, ale dobrze wiesz, że tata kochał... I ja też chcę kochać.
- Twój ojciec nigdy nie pozbierał się po śmierci swojej żony. Chcesz skończyć tak jak on?
- Nie skończę tak... A nawet jeśli, to chcę poczuć smak tej miłości... Tu w podziemiach jej nie ma! A na tym rysunku jest człowiek! - Krzyknęłam po raz ostatni. Wiedziałam, gdzie muszę trafić. Muszę iść tam, gdzie chodzi mój ojciec... Do mojego brata. Tylko tam taka jak ja może żyć w spokoju, a jednocześnie wśród ludzi...
Wzięłam torbę i obrazek i wyszłam, rzucając w stronę matki ostatnie spojrzenie. Wkrótce znalazłam się na ziemi. Był już wieczór, a ja nie bardzo wiedziałam gdzie jestem...
- Jej, zimno tu... -Powiedziałam do siebie. Byłam przyzwyczajona do gorącego, dusznego powietrza, wypełniającego piekła. Zobaczyłam budynek. Weszłam tam i moim oczom ukazał się napis "Sekretariat" widniejący na drzwiach. Weszłam do środka.
- Witam... -Kobieta spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- A myślałam, ze znam wszystkich ludzi z nadnaturalnymi mocami na całej ziemi... -Powiedziała.
- Być może... Bo ja akurat pochodzę z piekła.
- No cóż... -Podała mi kluczyk do pokoju.- Miłego pobytu w akademii panno...
- Agnes Night. -Powiedziałam i wyszłam.
- Night... -Usłyszałam słowa sekretarki, gdy zamykałam drzwi.
Otworzyłam duże drzwi i moim oczom ukazał się ogromny korytarz.
- Wow... -Powiedziałam do siebie. Rozejrzałam się po korytarzu...- Tyle tu drzwi... Jak mam znaleźć te właściwe? -Spytałam sama siebie i stanęłam tuż za drzwiami oszołomiona ogromem korytarza.

~Bill~
byłem strasznie głodny czułem ze zoadek juz je sam siebie wpadłem na jakąs dziewczyne
-Sorry .. -rzuciłem słowem w jej strone
- Uważaj jak chodzisz...
-a ty bądż milsza to mzoe sie dogadamy
Spojrzała na mnie dziwnie.
-E dobra zacznijmy od nowa jestem Bill..
- Agnes... -Powiedziała niepewnie.
-Co Cie tu sprowadza?-spytałem a ja bylem jeszcze bardziej głodny
- Yyyy... Właśnie miałam iść szukać pokoju...
-moze Cie zaprowadze hę ? ty szybciej tam dotrzesz a ja ...-powiedziałem -szybciej cos zjem -powiedziałem ciszej
- Tak... Byłoby miło... -Powiedziałam niepewnie.
-pokaz numer ..
Pokazała mi kluczyk i spojrzała na wielki korytarz.- I gdzie to jest?
-A ten .. juz Cie zaprowadzam .. -powiedziałem i ruszyłem korytarzem.
Poszła za mną niepewnie rozglądając się po korytarzu.
-oke tu jest pokój -wzkazałem na drzwi ..
- Dzięki... -Powiedziała i niepewnie złapała za klamkę...
-to narazie ..-powiedzialem i poszedłem znowu w strone stołowki

~Agnes~
Weszłam do pokoju i zaczęłam się rozpakowywać. Powiesiłam nad łóżkiem obrazek wyroczni i usiadłam na łóżku wpatrując się w obrazek.

piątek, 5 kwietnia 2013

Brajan

siedziałem w pokoju i nagle przyszedł do nas chyba nowy współlokator
-Hej Brajan jestem -powiedziałem siedzac na łózku ..
- Cześć... -Odpowiedział niepewnie.
-Nowy co ?
- No...
-a co Cie tu sprowadza  ?
- Jeśli dobrze zrozumiałem, to ojciec... Ale w sumie niewiele rozumiem...
-Emm...w sumie ja tez napoczatku nic nie rozumiałem mozna sie przyzwyczaić.
- Ja nawet nie wiem gdzie jestem i w sumie nie bardzo też wiem kim jestem... Znaczy przez całe życie myślałem, że jestem zwykłym, beznadziejnym człowiekiem. No, może nie zwykłym, raczej wyrzutkiem społeczeństwa.
-połowa ludzi tu taka jest ..
- Taaak... Tyle, że ja nawet nie wiem czym ja jestem... Nie zdążyłem się dowiedzieć, wszystko się za szybko działo... I przyszedłem tu z nimi... Bo w sumie nie miałem gdzie iść.
-no widzisz znaczy ze dobrze trafiłeś... wiesz gdybys nie był normalny ciekawe co by Ci zrobili widziałeś moce naszych znajomych..
- Widziałem demony... I poza tym kilku ludzi, chociaż nie wiem co oni potrafili... I nie wiem co ja zrobiłem... Wiem tylko, że nagle stałem się silniejszy... Nie wiem jak...
-ale chyba wiesz ze jestes nie zwykły ?
- No tak mi się wydaje... Poza tym podobno jeden z nich to mój brat... Ale nie wiem, tak powiedział jeden z demonów, który dodatkowo podawał się za mojego ojca...
-poczekaj John to twój brat ?
- Chyba.... Niczego już nie jestem pewien... Tak mi powiedział ten drugi demon... Chyba mam mu wierzyć, ale nie wiem...
-ja tez tego nie wiem ...
- No ty raczej nie masz jak tego wiedzieć...
-dobra ide sie przejsc zostajesz czy idziesz ?
- Emmm... A nie będę przeszkadzał?
-nie ..-powiedziałe uśmiechając sie lekko
- No to mogę się przejść.
-to chodź -powiedziałem i wyszlismy z pokoju
-moze oprowadzic Cie tu gdzie juz wiem co jest ..
- Jeśli ci się chce...
-Ymm i tak nie mam nic innego do roboty
- No to chodźmy...
oprowadziłem nowego wsprółlokatra po paru miejscach ... nagle zobaczyłem Rose
-i jak Ci sie podoba ? -spytałem Davida o miejsce..a ja patrzałem sie na dziewczyne
- Jest ok...
-a dasz sobie juz sam rade ?
- Ok...
-ok to do poxniej -powiedziałem oddalajac sie i podeszłem do Rose
-Hej .. pogodziłem sie z bratem ..-powiedziałem do niej
- Cześć. To dobrze.
-a jak tam u ciebie ?
- Dobrze. A jak ma być? - uśmiechnęła się
-no nie wiem .. ostanio zdawałas sie taka troche jakby hmm.. przybita ?
- Wydaje ci się - uśmiechnęłam się
-mozliwe...

czwartek, 4 kwietnia 2013

Niech mnie ktoś przytuli...

~Caroline~
Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku...
- Cześć - powiedziała Zoey
- Cześć...
- Dlaczego sobie od nich poszłaś?
- Kłócą się w kółko... Nie mam siły ich słuchać...
- Ta słyszałam.
- Chyba się trochę zdrzemnę... Jeny oby wreszcie było spokojnie, przez to całe nadużywanie mocy ledwo żyję... -Powiedziałam smutno.
- tak jak ja. Myślałaś już nad mentorem? - zapytałam
- Nie mam siły myśleć...
- Dobra już się nie odzywam - powiedziała i zamknęła oczy
Położyłam sobie poduszkę na głowie.
Zoey była zmęczona jednak nie mogła spać w końcu wstała i wyszła.
Zasnęłam, ale miałam okropne sny. Obudziłam się ze łzami w oczach.
- Pięknie... Jeszcze spać nie mogę... -Powiedziałam do siebie.
nagle przyszedł do mnei Bill
-Co tam śliczna ?
Spojrzałam na niego załzawionymi oczami, które szybko potem przetarłam rękawem.
- Emmm... Nic ciekawego.
-czemu płakałaś ?
- Zły sen... -Powiedziałam smutno. Przesunęłam się na łóżku.- Chodź mnie przytulić...
-no juz-usiadł koło mnie i mnie przytulił -bedzie dobrze
- Wiesz jak się okropnie czuję? Chce mi się spać, ale jak tylko zasnę, to od razu się budzę... I do tego boli mnie głowa... -Powiedziałam smutno, tuląc się do niego.
połozył sie na łózku
-to bede spał z tobą ...
- I nie przeszkadza ci, że znowu Adrian będzie coś odwalać??
-nie -powiedział i mnie pocałował
Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Jesteś taki kochany...
-nie tak jak ty...
- Kłóciłabym się o to, ale nie mam siły...
-to połóz sie spać -obioł mnie
Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy.
Bill patrzał sie w sufit.
Zasnęłam. Po chwili koszmar zaczął wracać. Poruszyłam się.

~Bill~
czułem jak sie zaczeła wiercić
przytuliłem ją mocniej
-bedzie dobrze...

~Caroline~
Nagle koszmary zaczęły odchodzić. Wtuliłam się w jego ramiona i uśmiechnęłam się lekko przez sen.

~Bill~
byłem szcześliwy ze Caro mnie nie odżuciła ..patrzałem nanią i głaskałem ja po głowie ...
Po dłuższym czasie Caroline się obudziła. Spojrzała na mnie z delikatnym uśmiechem na twarzy.
-dobrze sie spało ?
- Dobrze. Jesteś moją osobistą przytulanką, która odstrasza złe sny... -Powiedziała i pocałowała mnie w policzek.
-E czy ja wiem że ze mnie taka przytulanka.
- Taki kochany pluszowy miś. -Zaśmiała się.
-no niech bedzie -powiedziałem i pocałowałem ją .
Spojrzała mi w oczy.
- Dziękuję ci.
-za co ?-spytałem lekko zdziwiony
- Za to że jesteś taki słodki, że mi pomagasz i się mną tak opiekujesz...
zaśmiałem sie
-a za to .. to nawet nie musisz dziekować ..
- No nie muszę. Ale chcę.
-Caroline.. bo ja nie chce Cie straciz chcesz byc moją dziewczyną ?
- Oczywiście, że chcę. -Powiedziała radośnie.
odczułem ulgę
-nawetnie wiesz jak sie ciesze !-powiedziałem i pocałowałem ją ..
- Ja też się bardzo cieszę, że w ogóle mnie o to spytałeś...
-jak mogłem o to nie zapytać
- No wiesz, jak na razie to ja cię tu jedynie męczę...
-ależ skad
- Serio? Ja tu sobie spałam, a ty się nudziłeś.
-tak masz racjie jesteś okropną dziewczyna -zachichotałem
- No właśnie... :(
-ale nie smuc .. taką Cie włąsnie pokochałem ..
Uśmiechnęła się.
- Taką, która jest na tyle beznadziejna, że nawet spać sama nie potrafi? -Zaśmiała się cicho.
-Ymm no tak ..
- Masz dziwny gust.
- w tym momencie sama siebie obraziłas ..
- No wiem, bo ja się nie nadaję by mnie chociaż lubić... -Powiedziała smutno, po czym dodała- I nawet nie wiesz, jak ważne jest dla mnie, że ci na mnie zależy, bo nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
-Hmm zapewne bys sie gdzies szlajała... ale co do tego to czemu jestes zajebista dziewczyną .. i nie wiem o co Ci chodzi
- No o to, że się mną musisz opiekować, bo sama spać nie mogę...
-ale mnie sie to podoba
- Nie zostawisz mnie nigdy, prawda? -Spytała patrząc mu w oczy.
-opszcze Cie jak tylko znajde ładniejsza... cos ty głupia ? no raczej ze nie ..
Uśmiechnęła się lekko
- Kocham cię... -Szepnęła.
-ja Ciebie też .
Uśmiechnęła się.
- Emmm... Będziemy tu tak leżeć?-Odezwała się po chwili.
-nie wiem .. to zalezy od ciebie
- W sumie już się wyspałam...
-a wiec co chcesz robic ?
- A więc nie mam pojęcia....
-tak myslałem .
Zaśmiała się.
- A ty masz jakieś pomysły??
-Ymm nie..
- Szkoda...
-czemu ?-przytrzymałem jej rece i zaczołem całowac.
- Emmmmm.... -Pocałowała mnie- Oj już zapomniałam. -Zaśmiała się.
-wiem ze nie .. mów
- Nie, serio zbiłeś mnie z tropu, nie wiem co chciałam powiedzieć...
-dobra to sie odwróce -pósciłęm ja i odwróciłem sie od niej
- Ale to nie pomaga... Lepiej było jak mnie przytulałeś...
-Eee skad mam pewnasc -znowu sie do niej odwróciłem
- Bo tak mówię... No przytul. -Uśmiechnęła się.
-no dobrze -przytuliłem sie do Caro
- Dziękuję. -Zaśmiała się tuląc się do mnie.
- prosze kochanie ..
- A buzi mi dasz?? - Spytała robiąc słodką minkę.
-zastanowie sie...Hmmm-nie odzywałem sie przez pewien czas
-tylko wtedy jak sobie przypoomnisz co miałas powiedziec..
- Oj ty niedobry człowieku... -Zaśmiała się.
-tak wiem jestem nie dobry -powiedziałe ale i tak ja pocałowałem
Uśmiechnęła się.
- Nie jesteś... Tylko tak żartowałam. -Powiedziałam i również go pocałowałam.- Jesteś cudowny.
-tak to tez wiem..-zaśmiałem sie ..
- I do tego bardzo mądry, wszystko wiesz....
-to rowniez wiedziałe .. ale skoro mi to juz wypominasz..
Zaczęła się śmiać.
- Fajnie mieć o sobie takie dobre zdanie?
-tego juz nie wiem .. -powiedziałem z usmiechem
- Hahah... A to dziwne...
-wiem ..
- I tak cię kocham. -Powiedziała i pocałowała mnie delikatnie.
-To tez wiedziałem ale miło było to usłyszec -rowniez ja pocałowałem
Uśmiechnęła się.
- Baaardzo cię kocham.
-Ja ciebie bardziej.
- Nie prawda.
-no to udowodnij
- Ale jak??
-nic nie bede Ci mówic to ty masz mi to udowodnić ...-powiedziałem z uśmiechem
- No jak możesz mi to robić? Ja nie lubię myśleć. -Zaśmiała się.
-to juz nie moja wina
- Oj no to nie każ mi myśleć. -Znów się zaśmiała i spojrzała na mnie robiąc słodką minkę.
-musze.. musisz udowodnic ze mnie bardziej kochasz..
- Ale jak mam to udowodnić?
-probuj
- Kocham cię najbardziej na świecie i oddałabym za ciebie życie... Ale nie wiem jak ci to udowodnić...
-no dobrze nie musisz udowadniac
Uśmiechnęła się.
- Tak baaaardzo cię kocham.
-ja ciebie tez-powiedziałem i przytuliłem ją mocno.
Uśmiechnęła się przytulając się do mnie.
- Mogłabym tak przeleżeć wieczność, tuląc się do ciebie.
-A ja bym zgłodnial ..a  tak propo głodny jestem
Zaśmiała się.
- No tak... A było tak pięknie. -Puściła mnie.- Idź sobie coś zjedz.
-wyganiasz mnie ? a tak propo chcesz cos ?
- Nie wyganiam cię, ale skoro jesteś głodny to chyba oczywiste, że musisz coś zjeść... I nie, dzięki, nie jestem głodna.
-oke zaraz wracam  -pocałowałem ją i poszłem
wyszedłem z pokoju i podazałem w strone stołówki 

Nie wiem

~Caroline~
- Oni zawsze się tak kłócą?
-a bo ja wiem .. ale zaczynało mnie to juz wkurzac
- No nie dziwię ci się...
uśmiechnął się do mnie  lekko i objął.
Przytuliłam się do niego.
- Możesz wpadać do mnie, jak coś.
-dzięki .. ale zaraz znowu będa podejrzenia wobec nas..
- Oj nie moja wina, że w tej szkole same zboczeńce...
-no tak ale nikogo wtedy nie było a ty nic nie pamietasz i teraz beda mnie oskarżac
- Oj nie przejmuj się nimi no...
-jak dasz buzi to zapomne o sprawie ..
Zaśmiałam się.
- Haha no dobrz...
-a wiec ?
Pocałowałam go.
- No, może być??
-Eee.. słabo ale niech będzie ..
- No dzięki...
-ej no przeciez zartuje ..
- Focham się...
złapał mnie za tułów (bez skojarzeń)
-no rosze nie fochaj .. -przytulił sie do mnie
Zaśmiałam się.
- Foch.
-to ja tez -odwrócił sie odemnie
- Oj myślałam, że będziesz mnie bardziej wytrwale przepraszać...
odwrócił sie znowu do mnie ..
-to źle myślałas.. -uśmiechną sie do mnie
- Ooojjj.. -Spojrzałam na niego robiąc smutną minkę.
-dobra nie umiem sie na ciebie fochac..
- No i dobrze. -Uśmiechnęłam się.
-a jakbym sie nie odbraził to co ?
- To by mi smutno było...
-a to wole nie ryzykowac
Przytuliłam się do niego.
- To nie ryzykuj. -Powiedziałam uśmiechając się.
-niech bedzi -rowniez sie do mnie przytulił
- No i dobrze.
obioł mnie w tali i pocałował ...
- Wynajmijcie sobie pokój ten jest wystarczająco skażony - powiedział Adrian
-Hmm.. a ty nie miałes czego tam robic?
-Yyy... nie, soczku?
-Yyy.. w pysk ?
- Mogłeś powiedzieć, że nie.
-Mogłem ale twojego soczku nei bede pił jak amsz nie otwarty to daj ...
Rzucił mu drugi soczek
- Masz
Bill złapał sok i otworzył
-skad ty to wogóle masz ?
- Emmm.... ze stołówki.
-Aham.. -napił sie soczku-kurcze dobry ten soczek
-Caro chcesz troche ? -spytał sie Bil
- Nomć.

~Sydney~
Otworzyłam oczy.
- Dzięki, że nie dajecie mi spać. Ejj skąd macie soczek?
-Adrian nam dal ...-powiedział Bill
- Adrian daj soczek. - powiedziałam
- Łap - powiedział
- Ile ty masz tych soczków?
- Yyy... dużo
- Chcesz ? - zwróciłam się do Johna
- Nie, dzięki.
- Na pewno?
- Na pewno.
- Co ty taki sztywny? - zapytał Adrian
- Weź się nie odzywaj...
- No co ja ci zrobiłem?
- Mam wymieniać po kolei?
- No dawaj - wstał i zaczął sprzątać
- Eee... co ty robisz?- zapytała Sydney
- Sprzątam nie widać?
- Nie wnikam.

~Caroline~
- A wy znowu to samo... Ja wychodzę. -Powiedziałam wstając.
- Ale co? - zapytał Adrian
- Będę u siebie. -Powiedziałam, spoglądając na Bill'a i wyszłam.
- A jej co znowu? - zapytał i wrócił do sprzątania
- Pewnie ma cię dosyć. Po za tym Adrian ty na pewno dobrze się czujesz?
- Ja nigdy nie czuję się do końca dobrze.
- No tak racja.

~Bill~
-idiota..-powiedziałe i odwróciłem sie na łózku
- Boże czy ja naprawdę tak wam przeszkadzam?
-nie...ale chciałem z nią posiedziec..
- Boże no to idź do niej - powiedział i wyszedł

~Sydney~
Bill po chwili wyszedł
- No to zostaliśmy sami - zwróciłam się do Johna.
- No na to wygląda...
- Co chcesz robić?
- Ymmmm... Nie wiem...
- Ja wiem. Co chcę robić. - powiedziałam
- A co to takiego?
- To - powiedziałam i go pocałowałam.
- Hmmmm... Ale jesteś pewna? -Spytał po czym mnie pocałował...
- Tak.
- A wiesz, że cię kocham?
- Tak. A wiesz, że ja cię kocham?
- Wiem. -Powiedział uśmiechając się.
Znów go pocałowałam.
- Ale ja i tak kocham cię bardziej...
-Nie wierzę.
- To uwierz.
- Udowodnij
- Jak??
- Nie wiem
- No widzisz...
- Wymyśl coś.
- Ale ja nie umiem myśleć...
- No widzisz czyli ja kocham cię bardziej.
- To, że jesteś mądrzejsza nie znaczy, że bardziej mnie kochasz...
- Skoro tak twierdzisz.
- No widzisz...
- I tak bardziej cię kocham.
- Niieeeee
- Taak. Myślałeś już nad mentorem?
- Nie miałem na to czasu...
- Taa... ja też powiedziałam - Nadal jesteś zdezorientowany prawda?
- No...
- Nie przejmuj się tym
- Łatwo ci to powiedzieć... To nie ty nagle dowiedziałaś się, że masz jakieś niezliczone rodzeństwo i że o mało nie zabiłaś brata... Chyba wolałbym tego nie wiedzieć...
- No to chociaż nie przejmuj się tym teraz.
- No dobrze. Postaram się.
- To co robimy?
- Nie wiem...
- To będziemy tak leżeć?
- Hmmm... A co byś chciała robić?
- A nie wiem, a ty?
- No już mówiłem, że nie wiem.
- Ja też nie wiem
- No to leżymy... -Zaśmiał się.
Wstałam
- O nie. - uśmiechnęłam się - Wstawaj
Zaśmiał się i wstał.
Złapałam go za rękę.
- Chodź idziemy.
- Gdzie?
- niespodzianka
- No eeej powiedz....
- Niee
- No proooooszę
- Nie. Chodź.
- No dobrze. Idziemy.
Wyszliśmy do ogrodu.
Rozejrzał się.
- Jesteśmy w ogrodzie... No i?
- Chodź. Idziemy na spacer.
- Ok...
- No to chodźmy
- No to idziemy....
Ruszyliśmy.

______
huehue :D John nie widzi nie ? xD
Adrian tak. :D

Soczku?

~Adrian~
Wyszedłem z pokoju. Bez sensu chodziłem po Akademii pijąc soczek.
Zobaczyłem Zoey siedzącą pod  ścianą.
- A ty co tak siedzisz?
Podniosła na mnie wzrok.
- Myślę.
Usiadłem obok niej.
- Soczku?
- Jasne czemu nie - wzruszyła ramionami i napiła się soczku
- O czym myślisz?
- Zastanawiam się co tu robię.
- Zgaduje, że siedzisz.
- Nie w tym sensie. Dlaczego jesteś smutny? - zapytała
- ...
- Jesteś zazdrosny o Sydney prawda?
- Tak ale nie w sensie miłosnym. Zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi i nawet ja chcę żeby tak zostało.
- Ty jej nigdy nie kochałeś prawda?
- Zawsze ją kochałem ... jak przyjaciółkę. Chcę żeby była szczęśliwa i nie chce aby rozstawała się z Johnem.
- Dlaczego mu tego nie wytłumaczysz.
- Po co? I tak każdy uważa mnie za idiotę.
- Ale ty nie jesteś idiotą... no czasem..
- Ej... poczekaj skąd ty to wszystko wiesz?
- Pogrzebałam ci trochę w mózgu.
- Mój mózg poczuł się dotknięty.
- Takie życie.
- Dlaczego wg. ze mną rozmawiasz?
- Potrafię dostrzec prawdę.
- Pewnie tak.
- Chcesz o tym porozmawiać?
- O czym?
- O twojej matce, ojcu, bracie...
- Ahh tak to.. nie wiem czy jest o czym rozmawiać.
- Jest
- No nie wiem. Mój brat mnie nie lubi to mało powiedziane, przez niego matka nie żyje. A no a mój ojciec mnie zostawił.
- Musisz odnaleźć ojca.
- Czemu tak sądzisz?
- Nie wiem. Tak myślę. To w końcu twoja rodzina. Ja swojej nie pamiętam.
- Przykro mi
- Nic  nie szkodzi jest okay.
- Jesteś dobrą słuchaczką.
- Dzięki. Taka już jestem. Jeśli się martwisz o to, że wszyscy stają się zakochani.... Nie przejmuj się tym. Jeszcze poznasz kogoś wyjątkowego.
- Dzięki ty też.
- Może nawet już poznałam. Sama nie wiem żałuję, że nie mogę pogrzebać sobie w mózgu.
- Kiedyś sobie przypomnisz. Dzięki za rozmowę nie musiałaś tego słuchać. - powiedziałem wstając
- Ale chciałam.
Uśmiechnąłem się do niej i wróciłem do pokoju.

środa, 3 kwietnia 2013

nowe znajomosci Dagmary i Camili

~Daga~
rozpakowalismy sie i smielsmy i pytaysmy czemu nie powiedziałysmy sobie tego wczesniej
-idziemy sie przejsc?
-jasne chodź
wziełam ja za reke i pobieglismy wzdłuz korytarzu az nie wpadlismy na....
_____
dokoncz ktos...

Wspinaczka

od razu po kłótni z Jakubem tez  wyszedłem z pokoju
pobiegłem na dwór i zaczołem ćwiczyc sztuki walki
- Witaj! -Zawołała siedząca na drzewie Leaf.
-Ooo . hej ..zejdziesz do mnie czy bedziesz tam siedziec ? -spytałem
- Emmm... Jak chcesz to mogę zejść. -Zaśmiała się po czym zeskoczyła z drzewa.
-co ty tam robiłaś ?-popatrzałem na nią a potem na drzewo
- A więc... Siedziałam.
-  a jak tak kwiat ?-nie miałem tematu do rozmowy
- Siedzi grzecznie w klatce dla chomika. Dostał trochę ziemi i wody...
-a to dobrze...chyba... nie sprawiał kłopotów ..
- Bardzo grzeczny jest.
-chcesz cos porobic
- No.
-a co chcesz ?
- Ehmmmm... Nie wiem...
-ja tez nie
- W lesie to ja zwykle... Chodziłam po drzewach z kumplami...
-chyba mi sie to nie uda..
- Ale to jest bardzo proste..
-myślisz ze mi sie to uda ?
- No. Ale zacznij od jakiegoś drzewa, które ma blisko gałęzie.
popatrzałem sie dookoła i zobaczyłem z nizkimi gałeziami
-dobra spróbuje -podeszłem do drzewa i bez problemu na nie weszłem
- Gratuluję!
-dzieki .. chyba
Zaśmiała się i po chwili weszła na gałąź obok mnie.
-to co teraz ?-usmiechnełem sie lekko
Teraz idziemy na to duże drzewo i robimy zawody kto wejdzie wyżej.
-dobra niech bedzie ...
Uśmiechnęła się, zeskoczyła z drzewa i stanęła pod najwyższym drzewem w ogrodzie.
rowniez podeszłem pod drzewo.. i popatrzałem na nie
-to co wchodzimy ?
- Nom. -Odpowiedziała i podskoczyła do pierwszej gałęzi...
rowniez podskoczylem i podciagnełem sie w sumie nic dla mnie trudnego i nowego ..codzienie cwiczyłem ...
-no to start ?
- Trzy... Dwa... Zero! -Krzyknęła i zaczęła się wspinać.
rozkminiłem o co chodzi i po chwili zaczołem sie tez wspinać
- Hahaha czekam na górze! -Zawołała.
-to poczekaj -krzyknołem "tylko nie patrz w dół" mowiłem sa do siebie po co ja tu wlazłem jak mam lek wysokosci ....
Wspięła się dość wysoko.
- I co, dajesz radę?
-yhymm .. -powiedziałem potwierdzajc i przekonujac sam siebie
- Słyszę niepewność w twoim głosie...
-Emmm moze troche ..
- Haha, to co, schodzimy??
-nie idziemy dalej ..
- Na pewno??
-tak -poweidziałem i ześcizgnełem sie z gałęzi spadęłm do połowy i rozciełęm se cała ręke..
- Ej, żyjesz? -Spytała schodząc niżej.
popatrzałem na ręke..
-Ymm tak..-powiedziałem i seszlem z drzewa..
Zeszłam za nim.
- Mocno się poodzierałeś?
-Eeeee...nie widac -powiedziałem patrzac na cała zakrwawiona reke ..
- Ojć... Ej to ten trzeba ci to jakoś wyleczyć, nie?
-no chyba ..
- Emmm... A kto się tym tutaj zajmuje?
-nie wiem ... ledwo kogo tu znam ..
- Ja tak samo... Dobra lepiej chodźmy kogoś poszukać...
-okej niech bedzie
Weszliśmy do szkoły. Dziewczyna zaczęła się rozglądać...
-spokojnie przeciez nie umieram -powiedziałem z lekkim uśmiechem
- No nie, ale zobacz co ci się przeze mnie stało... -Powiedziała smutno.
-Aj nie przez ciebie...-podeszłem do niej
- Nie? A kto cię namówił do wspinaczki?
-No naprawde nie twoja wina.. Ta ? a kto sie zgodził ?
- Nie ważne kto się zgodził, ważne kto to wymyślił...
-tak ale ja zawsze mogłem sie nie zgodzic...
- Heheh, z tego co zdążyłam się przekonać nie odmówiłbyś...
-nom ... -powiedziałem patrzac sie na podłoge
- Wychowywałam się z chłopakami. Oni po prostu uwielbiają się popisywać. I nigdy nie odmówią kiedy ktoś im rzuca wyzwanie, bo chcą pokazać, że wszystko potrafią.
-może i tak.. ale zazwyczaj to ja byłem ten inny .. ale skoro Jakub jest teraz zajęty to ja musze cos spieprzyc..
- Inny? Ja byłam inna. Byłam pół człowiekiem w świecie nimf... Chłopczycą w świecie piękniś... I jakoś na dobre mi to wyszło.
-a ja własnie nie wiem ..
- Masz jeszcze czas, żeby się dowiedzieć. -Uśmiechnęła się.
-moze i masz racje..
- Na pewno. -Powiedziała patrząc mi w oczy po czym szybko odwróciła wzrok.- To ten... Może chodźmy poszukać pielęgniarki, czy coś? -Dodała.
uśmiechnołem sie
-jasne czemu nie -powiedziałem z uśmiechem na twarzy
- A masz jakiś pomysł gdzie jej szukać?
-ymmm .. kompletnie nie wiem
- No to szkoda, bo ja też nie...
-chyba wytrzymam... lub bede szukac... gdzies tam.. napewno gdzies jest
- Ktoś ci musi to opatrzyć...
-nie jest az tak źle -czułem jakby reka zaraz miała mi odpasc
- Bez żartów. Znajdę pielęgniarkę choćbym miała zapukać do każdych drzwi po kolei!
-ło alez zes sie nastwiła...
- Jakiś problem? Wolisz, żeby ci się tam zakażenie wdało?
-no nie chce.. ale zachowujesz sie jakby to twojego ojca reka byla albo cos..
- Ymmm nigdy w życiu nie widziałam mojego ojca, więc nie mam porównania.
-aj przepraszam-powiedziałem i spósciłem wzrok
- Nic nie szkodzi... Dobra... Idę szukać pielęgniarki. -Powiedziała rozglądając się po korytarzu.
-ja tez pojde ..
Dziewczyna pobiegła przez korytarz i tak jak zapowiedziała, zaczęła pukać w każde drzwi po kolei.
zdzwiwiło mnei to ale ucieszyłem sie ze ktos chce mi pomóc.
Biegała tak od drzwi do drzwi, aż w końcu zawołała radośnie.
- Znalazłam pielęgniarkę!
-o super... -podeszłem do niej.
Weszliśmy do gabinetu pielęgniarki szkolnej.
- Bo ten... Kolega spadł z drzewa... -Powiedziała Leaf do pielęgniarki.
-dobry -ukłoniłem sie do pielęgniarki.
Pielęgniarka zaczęłam opatrywać moją rękę, a Leaf cały czas się temu przyglądała.
reka była cała czerwona od krwi a mnie strasznie szczypała i swedziała.
W pewnym momencie wzrok dziewczyny przeniósł się z mojej ręki w kierunku moich oczu...
troche mnie to zdziwioło ale to było miłe...
Pielęgniarka skończyła opatrunek, a dziewczyna odwróciła wzrok w stronę ziemi i zarumieniła się, potem niepewnie podniosła wzrok i uśmiechnęła się lekko.
-dziekuje .. to co idziemy ?
- Yyyy.... Tak... No... Gdzie?
-nie wiem ale napewno nie wspinac sie na drzewo /-zasmiałem sie
- No to to ja akurat wiem. -Powiedziała i po chwili zaśmiała się cicho.- Ale musisz przyznać, mimo wszystko, że to był bardzo spektakularny upadek.
-hmmm.. no przyznaje...
- No, ale może chodźmy i nie przeszkadzajmy pani pielęgniarce. -Zaśmiała się.
-no dobrze
Wyszliśmy.
- No to co teraz?
-nie wiem myslałem ze ty cos zaproponujesz ... tylko niech sie znowu nie skonczy pielęgniarką-powiedziałem z usmiechem
- Ojj ale nie wiem już co... Ty teraz coś wymyśl.
-raczej nie byłabys zainteresowana
- A skąd wiesz?
-a interesujesz sie gimnastyka .. lub walkami ?
- Yyy nigdy nie próbowałam, ale czasem warto próbować nowych rzeczy.
-tylko zebym nie mósiał z tobą do pielęgniarki zasówac tak jak ty ze mna
- Nie bój się o mnie, moje biedne ciało już tyle przeszło, że byle czym mnie nie zagniesz. Wyobraź sobie ile razy ja spadałam z drzewa jak byłam mała...
-no zapewne dużo.. a wiec chodz na swierze powietrze tam sie najlepiej cwiczy
- Ok.
wyszlismy na dwór znowu
sciagnełem całe moje dodatki czyli skóre itp.
-To co od czegos prostego ?
- No raczej...
-okej -zaczełem od rozciągania się
- Yyyy a tak w ogóle, to mój strój się nadaje? Bo wiesz, ja mam tylko takie...
-Janse...-uśmiechnełem sie miałem banana na twarzy ..
- Ymmm no to ok. -Powiedziała dziewczyna.- Ale, że co ja mam robić?
-rozcągac sie narazie ... rób to co ja ...
- Ok... -Spojrzała na mnie z zaciekawieniem.
zaczełem sie rozciągac tak abym "skozystał " na tym.
 Robiła to co ja, nie spuszczając ze mnie wzroku.
-genialnie sobie radzisz...
- Dziękuję. -Powiedziała uśmiechając się.
ja tez sie uśmiechnełem i robiłem inne ćwiczenia.
Dziewczyna powtarzała za mną wszystkie ćwiczenia.
konczyly mi sie juz pomysły na ćwiczenia..
-to co ? zaczynamy ruchy z jakiejs sztuki walki  czy chcesz jeszcze cwiczenia
- Spróbować można... Tylko mnie nie zabij.
-ja cie raczej nie wysle do pielęgniarki..
- No mam taką nadzieję.
-spokojnie...-zaczełem robić  spokojne ruchy ...
- To też mam powtarzać?
-tak..chyba ze nie chcesz
- Nie no jasne, że chcę. Chętnie zobaczę jak spędzasz czas.
uśmiechnąłem sie do niej.
- No to pokaż co i  jak...
-a wiec pierw.. wyciągnij ręke na prost..-tłumaczyłem po trochu
Dziewczyna wyciągnęła rękę, patrząc na mnie.
ja robiłem to coraz inne ruchy .
Dziewczyna robiła to co ja.
- Tylko nie za szybko... -Zaśmiała się.
-dobrze bede robił wolniej
- Dziękuję. -Powiedziała z uśmiechem dziewczyna.
-prosze..
Spojrzała na mnie z szerokim uśmiechem na twarzy.
odwzajemniłem uśmiech
- No, to co teraz?
-hmm.. nie wiem .. a co bys teraz chciała ?
- E... Nie mam pojęcia...
-yhym
- Może ty byś coś zaproponował?
-ja czemu ja ?
- Bo twoje pomysły nie prowadzą do pielęgniarki.
-hmmm.. no u ciebie to tylko raz sie zdarzyło..
- I o raz za dużo...
-oj przestań nic sie nie stało
- Niee wcale...
-no nie...
- Przecież widziałam... Ale to w sumie i tak nic w porównaniu z tym co mogło ci się stać gdybyś spadł z wyższej wysokości. -Powiedziała smutno.
-przeciez sie złapałem i tylko reka ucierpiała powiinnas sie cieszyc..
- Cieszę się, że nic więcej ci się nie stało, ale wolę sobie nie wyobrażać co mogło się stać, przez mój głupi pomysł...
-przestań juz...
- No dobrze... Ale i tak nie zmienisz faktu, że to była wina mojego durnego pomysłu. -Powiedziała ze łzami w oczach.
podeszłem do niej i ją przytuliłem
-ale ja Ci juz wybaczyłem ..
Przytuliła się do mnie, kładąc mi głowę na ramieniu.
- Ale ja sobie chyba nigdy nie wybaczę...
-kiedy mi sie zagoi wiec nie ma co płakac..
- Oj, ale... Ale ja nie chciałam...
-czego nie chciałas ?
- No żeby ci się coś stało...
-wiem ... ze nie chciałas
- Bo ja już po prostu jestem taka głupia... Mogłam to przemyśleć, ale nie... Ja cię musiałam zaciągnąć na drzewo...
-nie no spokojnie przezywasz to gorzej odemnei
- No może...
-moze ??? napewno
- Oj no... Bo... Ten... No... Nieważne...
-no mów
- Oj... Nieważne no.
-mów..
- No nie powiem ci o czymś czego jeszcze nie jestem pewna.
-no to powiez i wtedy bedziesz pewna
- Nie mogę ci tego na razie powiedzieć, ok?
-no dobrze...
Spojrzała na mnie z uśmiechem.
- W razie czego dowiesz się pierwszy. -Zaśmiała się.
-hmm.. niech bedzie
- No to świetne. -Uśmiechnęła się.
odwzajemniłem uśmiech
- To co teraz robimy? -Spytała.
-nie wiem... nie mam głowy do tego
- To może po prostu posiedzimy i pogadamy?
-okej niech bedzie
- A więc... O czym? -Zaśmiałam się.
-hm.. zastanawiajac sie to i tak rozmawiamy
- No w sumie tak, ale niezbyt ciekawa ta rozmowa...
-No ... -powiedziałem patrzac na ziemie
- Ja chyba pójdę już do pokoju... -Powiedziała smutno.
-okej nie bede Cie zatrzymywał bo i tak wiem ze bysmy nie mieli o czym rozmawiac..
- Pogadamy jeszcze kiedyś?
-jasne -usemichnełem sie do niej
Uśmiechnęła się w moją stronę, po czy ruszyła w kierunku swojego pokoju.
a ja patrzałem jak odchodzi po chwili poszełem dalej ..

Film

~Jakub~
wyszedłem z pokoju po tym jak rozmaiwałem z Dominikiem  Ymm takie tam sprawy o tym ze mam sie nie spotykac z Emma bo Jerome sie sapie i ta kie tam
od razu po ty  zapukałem do pokoju Emmy
~Emma~
Usłyszałam pukanie. Otworzyłam drzwi.
- Hej Kuba - powiedziałam
-Hej .. chcesz może pochodzic gdzies czy bedziemy tak stać ?
- Yyy.. tak
-Ymm no dobra ..
- To chodźmy - powiedziałam - Ale ty prowadzisz
-no dobrze- powiedział i poszlismy
- Gdzie idziemy?
-mi to obojetne byle z tobą .. twoje ulubione miejsce ?
- Chyba salon.
-no to chodźmy tam
Poszliśmy w stronę salonu.
Kuba podszedł do mnie blizej.
Usiadłam na kanapie
-to o czym chcesz pogadac..  a takteraz ja miałem mowic.. ale pierw mi powiedz co konkretnie
- Nie wiem. Wymyśl coś.
-hmm.. moze to ze jestes bardzo ładna i Eee.. mądra i Eeee... interesujaca
- Serio? - uśmiechnęłam się
-no .. tak ..-odwzajemnił uśmiech
- Może obejrzymy jakiś film?
-jasne czemu nie ? jaki gatunek najbardziej lubisz ?
- Obojętnie. Wybierz coś.
podszedł do płyt i zaczynał wybierac
-O to mi sie podoba -włączył i usiadł koło mnie
Przytuliłam się do niego. a on mnie objoł.
Film mnie nudził co jakiś czas zerkałam na Kubę.
-o teraz bedzie najlepsza akcja...
- A tak noo... - powiedziałam odwracając się w stronę telewizora
-nie podoba Ci się ?
- Jest okay - uśmiechnęłam się i wróciłam do filmu
____________
Salon to takie coś z telewizorami i kanapami itd. Takie wypoczynkowe miejsce do siedzenia koedukacyjnie po  ciszy nocnej xd
wow :O serio?
Nooo :D
zaskakujesz mnie *-*
Really? *.*
yes*-*
*.*

Nowa Tożsamość

~Zoey~
Wyszliśmy z gabinetu kobiety. Ja trzymałam w ręku klucz z nr. 67
- Pokaż -  powiedziała Sydney. - Mieszkasz ze mną.
- Kto to jest Caro?
- Przyjaciółka.
- I ja jestem z nią spokrewniona?
- nie wiem.. Eva chyba nie kłamała.
- Ma dobrą osłonę
- Co?
- Nie ważne. A oni co tak stoją? - zapytałam wskazując na 3 chłopaków.
- Nie ważne chodźmy do pokoju musimy pogadać z Caroline.
- Królowa Karo opuściła pokój siedzi z łowcą niedźwiedzi, podrywaczem-wyrywaczem, mopem czy jak go tam zwią . - powiedział w końcu Adrian
- Nie słuchaj lepiej tego idioty. - powiedziała Sydney - Chodźmy
- Wypraszam sobie!
Zatrzymałam się.
- A ty David jaki masz numer pokoju?
- Eeeee... -Spojrzał na klucz- 17.
Zamyśliła się na chwilę.
- To z Mattem i Brajanem. Odprowadzimy cię po drodze.
- Ok... -Powiedział cicho.
Po drodze odprowadziliśmy tego całego Davida.
- Jesteśmy w tej całej Niezwykłej Akademii?
- Tak. Skąd wiesz?
- Nie wiem. Mam wrażenie, że miałam tu przyjechać czy coś.
Weszliśmy do pokoju.
- O mój boże dzieci zamknijcie oczy.. - powiedział Adrian
- Właśnie zepsuliście mi psychikę - odparła Sydney - Pomagacie dyrektorce utworzyć żłobek?
-no przepraszam bardzo - podniosł sie z niej...- ja was tu nei zapraszałem nie kazalem wam tu wchodzic
- Ja do Caro, Mopie.- powiedziała sydney
usiadł na łózku ..
-no dobrze ..
- Caroline chyba znalazłam twoją siostrę - wskazała na mnie.
- Że co?!
- Nie martw się ja też właśnie dowiedziałem się, że mam brata - powiedział Adrian - Wiem co to za ból.
- No właśnie ominęła was najlepsza część zabawy. Z tego co udało nam się ustalić Adrian jest bratem
Johna, a Zoey twoją siostrą Caroline. Sęk w tym, że ona też nic  nie pamięta...
- Aha... No to dużo ustaliliście... A ja w tym czasie ratowałam Bill'a -Powiedziała śmiejąc się cicho Caroline.
-Taa widać.. - uśmiechnęła się Sydney - Ja się tylko tak zastanawiam jak ty możesz tu wytrzymać - Podeszła i otworzyła okno - Już coś wam na ten temat mówiłam ale chyba nie dotarło. Jednak zainwestuje jeszcze w odświeżacze powietrza.
Zaśmiała się.
- Jak jest miłe towarzystwo, to reszta nie ważna. -Powiedziała Caroline uśmiechając się.
- Okay nie wnikam.
- No co prawda moglibyście posprzątać, ale to nic...
- Następna, przecież jest ładnie - powiedział Adrian
-i ładnie udekorowane skarpetki Adriana -powiedzial Bill
- Taak śliczne wręcz...
- Macie coś do moich skarpet? - zapytał
- Eeeemmm... Tak.
- Dobra obiecuje, że posprzątam... eee... w grudniu po połuniu
-walnoł bym ci gdybym mogł wstac -powiedział Bill
- Co ja ci znowu zrobiłem?
- Mogę ci pomóc jak chcesz - powiedziałam w końcu
- Ej, ej, ej. Spokój...
-ale w czym pomóc ?-spytał Bill
- No mogę cię uzdrowić.
-a mogłabyś ?
- chyba.. - przemyślałam czy starczy mi mocy. Rana nie była ogromna- Tak
-to zaskocz mnie ...
Podeszłam do chłopaka i  zaczęłam go uzdrawiać. Po krótkiej chwili rana zniknęła. Zakręciło mi się w głowie. Trochę się przeliczyłam. Jednak po chwili zawroty minęły.

~Bill~
popatrzałem na noge była cała bez dziury
-dziki -powiedziałem
- Nie ma za co. - odpowiedziała Zoey - Ja już pójdę.

~Sydney~
John cały czas leżał na łóżku jakiś nieobecny. Usiadłam koło niego
- Co jest?
- Że ten debil to mój brat?!
- Wypraszam sobie! - powiedział Adrian
Położyłam się koło Johna.
- Przejmujesz się niepotrzebnie.
- Jak to niepotrzebnie... Omal nie zabiłem swojego brata... Który dodatkowo chce mi cię odebrać...
Przytuliłam się do niego.
- Mówię ci, że niepotrzebnie.
Adrian się na nas spojrzał i zaczął się pakować.
- Co ty robisz? - zapytałam
- Jeśli wy - spojrzał na mnie i Johna - Zaczniecie robić to co oni - wskazał na Billa i Caro - To ja się wyprowadzam.

~Bill~
-o nie koles przesadziłes-wstałem z łózka
- Bill daj spokój Adrian to idiota. Przynajmniej niech nadrabia ładną buzią. - powiedziała Sydney
-no dobra ale nie bedzie mi mówił co ja robiłem skoro nawet nie wie ...
- No cóż nikt nie wnika ale wszyscy wiedzą. - powiedziałam - Dobra już się zamykam.
-wex mnie ktoś trzymaj ..-powiedziałem juz wkurzony...
Zignorowałem Billa.
- Tak na serio to jade szukać ojca.
-przepraszam wyjde na chwile -wyszedłem z pokoju a po chwili znowu weszłem ...
- Ale gdzie ty chcesz go szukać? - zapytała Sydney
- Bo ja wiem.
- Brawo geniuszu naprawdę jesteś inteligentny.. Dowiedz w jakim szpitalu się urodziłeś to może uda włamać mi się do bazy danych i sprawdzić kto jest twoim ojcem.
- no tak zapomniałem wielka pani hakerka.
- Jaka harcerka ? - zapytała ziewając
- Idź ty spać lepiej, bo nietomna jesteś - powiedział
- Nie - powiedziałam - Jeszcze mi coś zrobicie.
- Bez przesady głowy ci nie ogolimy. - powiedział Adrian
- Wiesz co - zwróciłam się do Johna - Szczerze to jednak ci współczuję
- Ja sobie też... Ale dzięki, że to mówisz.
-Przyjaźnić się z nim to jedno ale dzielić te same geny to drugie. Szczególnie z nim.
- Całe szczęście nie jesteśmy zbyt podobni...
- Dlaczego wszyscy po mnie jeżdżą ?  - zapytał Adrian
- Nie wiem.Boże Adrian ty masz dzisiaj okres czy co? Marudzisz jak jakaś teściowa.- powiedziała Sydney
- Nie dopiero za 2 dni.
- PMS się odzywa. - zamknęłam oczy byłam bardzo zmęczona
- Uważaj może się ślinić przez sen. - zwrócił się Adrian do Johna
- Adrian zaraz się do ciebie przejdę - powiedziałam
- No co taka prawda.
- Bill następnym razem walnij mu też ode mnie.
-z miła checia -powiedział usmiechajac sie do Adriana ... ale nadal lezac na łózku
- Tak. Też was kocham.
- Poważnie to ja idę spać. I jak się obudzę z bitą śmietaną albo pastą na twarzy to pozabijam. - powiedziała i przytuliła się mocniej do Johna.
~John~

Objąłem ją.
- Jaka ona jest słodka... - Szepnąłem.
- Dopóki nie zacznie się ślinić - powiedział Adrian
- Adrian ja to słyszę - warknęła Sydney
- Dobra nie ważne i tak wychodzę.

______
a Bill moze juz miec dzieci lololo xD
JAKIE ZNOWU DZIKI
no te tam
CZAD! :D
-nom...
XDXDXD