~Jakub~
szedłęm korytarzem gdy nagle przypomniałem sobie ze zapomnaiłęm czegos z pokoju wrociłem po tę rzecz .
kiedy wychodziłem uderzyłem drzwiami jakąs dziewczyne.
- Ała! -Krzyknęła Natalie.
-O matko.. przepraszam nic Ci nie jest ?
- Eeee nie wiem... Chyba nic, poza faktem, że dostałam drzwiami!
-No powiedziałem Przepraszam ! co mam jeszcze zrobic ?
- Uważać co robisz.
-przeparszam bardzo ze nie przewiduje przyszłosci -powiedziałem a po chwili jakis chlopak sie zblizał
- Jeny, słuchać was na całym korytarzu. Co jest .? - Byłem zaskoczony agresją Natalie, ale starałem się dowiadywać o niej coraz więcej.
- Ten debil jebnął mi drzwiami w łeb!
-Ja debil ?
- Czekajcie, jak ją uderzyłeś.? Co ty ślepy czy niewidomy!? -
-EJ Ej ej nie zucajcie sie tak na mnei wychodziłem z pokoju i co ja widze przez sciany ?
- No nie wiem, nie poznałem jeszcze twoich mocy. - Chciałem już mu wpierdzielić ale się zachamowałem i próbowałem opanować swoje nerwy.
-a wiec napewno nie widze przez sciany lepiej ? a ty czemu nie chodzisz srodkiem korytarza a przy scianiej napierdalasz ?
- Bo mi się tak kurde podoba.
- Dobra, to ja chyba sobie już pójdę bo widzę, że to nie moje towarzystwo.
-A co kurwa nie lubisz takiego towarzystwa ?
Szybko się odwrócił i uderzył mnie z pięści w twarz. - Nie, twojego... wątpię..-
upadłem na podłoge po chwili wstałem a krew zaczeła mi leciec z nosa
-no brawo fajie sie bije młodzych nie ?
-Nie, rzadko biję ale ty jesteś wyjątkiem. Wiesz co, jeżeli nie chcesz dostać drugiej szlangi w nos to się lepiej ogarnij i miej szacunek do starszych. -
-Mam szacunek ale dla ciebie tez robie wyjatek
Widziałem jak się wkurzał, ściskał pięści i po chwili wyciągnął z torby duży miecz.
- Może teraz wejdzie do twojego małego mózgu wreszcie coś mądrego ?-
-Hmm tu chyba nie mozna miec takich rzeczy -na wszelki wypadek stworzyłęm wokół siebie pole siłowe
Przez chwile był zaskoczony moimi możliwościami ale po chwili się uśmiechnął i szybkim ruchem przyłożył mi miecz do gardła
-Yhm... Więc to jest jedna z twoich możliwości ? Wiesz na mnie to nie robi dużego wrażenia.
-no dawaj zabij mnie...-usmiechnełem sie lekko
- Nie! -Krzyknęła Natalie. Po krótkiej chwili dodała.- Uspokójcie się.
Przyciskał mi miecz do gardła coraz mocniej aż nagle zaczęła płynąć krew. I po chwili dodał :
- Już od dawna mi się nie podobałeś.
- Zostaw go! -Krzyknęła przerażona Natalie.
Po chwili upuścił miecz i powiedział :
- Obaj wiemy, że to jeszcze nie koniec.
Natalie patrzała na nas z niedowierzaniem i przerażeniem. Miała łzy w oczach. Po chwili pobiegła do swojego pokoju.
Kilka sekund później Dante pobiegł za nią do pokoju.
- Co się stało ?
- Co?! Chciałeś go zabić!
-Nie, nie chciałem, chciałem mu tylko pogrozić a kilka ran mu nie zaszkodzi.
- Tak nie można!
- Inaczej nie przemówisz do dziecka.!
- Przemoc nie jest żadnym rozwiązaniem.
niedziela, 30 czerwca 2013
cos dziwnego
~Nicola~
kiedy wstałam zauwazyłam cos dziwnego
nie wiem czemu ale reke mialam cala we krwi...
krzyknełam na cały pokoj załozyłam bluze i wybiegłam z pokoju na dwor
-Co jest ...-widziałam zyły krew mieso z mojej reki .. byłąm coraz bardziej wystraszona probowałąm saba siebie wyleczyc ale cos sie nei udało
-Aaaaa..-krzyknełam bo reka zaczeła bolec miałam jzu łzy w oczach czułąm sie jakby ktos mi zaczał reke jesc..
-Aaaaa no co jest ... czemu nie moge sie sama wyleczyc... ? -nagle usłyszałam ze ktos idzie schowałąm reke w rekach i probowałam udawac ze nic sie nie stało
~Matt~
Słyszałem hałas. Wyszedłem z pokoju i udałem się na dwór, skąd dobiegał. Zobaczyłem roztrzęsioną Nicolę. Podszedłem do niej.
- Co się dzieje? -Spytałem zdziwiony i przestraszony.
patrzala sie na mnie przerazonym wzrokeim
-nic -sposcila wzrok
- Słyszałem krzyki...
-moze to ktos inny ja .. -popatrzala na reke -wyszlam sie wywietrzyc
- Jasne, jasne... Chyba zapominasz, że jestem w połowie wilkiem i mam bardziej wyostrzone zmysły. -Spojrzałem na jej rękę, a potem na jej twarz.
-nie nie zapominam-mowila zciszonym glosem i jakby z zacisnietymi zebami
- To chyba powinnaś wiedzieć, że potrafię poznać twój głos z takiej odległości. Pokaż mi ręce.
-po co ? -spytała
- Jeśli tak jak twierdzisz nic się nie stało, to chyba możesz pokazać, prawda?
-prawda.. ale -chwile sie zastanawiajac odpowiedziala -bedzie mi ziomno jak sciagne bluze...
- Wystarczy, że podwiniesz rękawy.
podwineła jeden rekaw
-widzisz nic nie ma... -powiedziala
- A teraz drugi.
-tam tez nic pewnie nie ma...
- W takim razie pokaż.
przełkneła śline
- a jak nawet sie cos tam znajduje to co ?
- Nie wiem co, więc nie mogę przewidzieć swojej reakcji. Pokaż.
podwineła rekaw.
Popatrzyłem na jej rękę... Byłem przerażony.
- Co... Co ci się stało?!
-nie wiem wstałam i moja reka wygladała tak -zaczełą płakac
- Nie płacz... -Powiedziałem smutno.- Musisz z tym iść do pielęgniarki.
popatrzała na mnie zapłakanymi oczami...
-boli.. strasznie..
Patrzyłem na nią nie wiedząc co robić. Nie mogłem znieść widoku jej łez. Podszedłem do niej bliżej i objąłem ją.
- Nie płacz już... -Powiedziałem.- Pójdę z tobą do pielęgniarki. Ona ci na pewno pomoże.- Puściłem ją.
zacisneła zeby i popatrzała w niebo
-Aaaaaaa....
- Nicole... Chodź... -Powiedziałem niepewnie, patrząc na nią z przerażeniem.
upadła na ziemie.
Przykucnąłem przy niej.
- Nicole, co się dzieje?? -Patrzałem na nią przerażony. Nie wiedziałem jak jej pomóc.
oddychała ciezko i trzyłama sie za reke
-pojdz po pielegniarke -powiedziala z zacisnietymi zebami
- Nie zostawię cię tu. -Powiedziałem. Wziąłem ją na ręce i szybko poszedłem do gabinetu pielęgniarki. Zapukałem do drzwi kolanem. Pielęgniarka otworzyła. Wniosłem Nicolę do środka i położyłem na tym niby łóżku w gabinecie.
Nicola sie zwineła zaciskajac pięść. Stałem obok niej. Pielęgniarka przyglądała się jej chwilę.
- Będzie dobrze. -Szepnąłem do Nicoli. Potem pielęgniarka kazała mi się odsunąć i zaczęła zajmować się Nicolą.
po chwili Nicola sie uspokoiła.
Przyglądałem się uważnie Nicoli.
- I co? -Spytałem pielęgniarki.
-wyjdzie ale moze zostac mała blizna.
Podszedłem znów do Nicoli. Powoli przestawałem się bać.
- Już wszystko dobrze... -Powiedziałem do dziewczyny.
popatrzała na mnie
- Lepiej już się czujesz? -Spytałem z troską.
-juz tak.
- To dobrze. Martwiłem się o ciebie.
-to miłe
- Ona ma tu zostać, czy może iść? -Spytałem pielęgniarki.
-moze isc ale neich jutro przyjdzie jeszcze raz
- Dziękuję. -Powiedziałem pielęgniarce, po czym zwróciłem się do Nicoli.- Odprowadzę cię do pokoju.
-dobrze
Pomogłem jej wstać i powoli poszedłem do drzwi gabinetu.
-dziekuje
- Nie ma za co. -Uśmiechnąłem się i otworzyłem jej drzwi.
usmiechneła sie lekko i przeszłą przez dzwi.
Poszedłem z nią w stronę jej pokoju.
Po chwili doszlismy.
- Odpocznij... Nie będę ci przeszkadzał.
-Matt. jeszcze raz dziekuje .. pewnie gdyby nie ty lezałabym teraz na dworze.
- Nie ma za co. Cieszę się, że mogłem ci pomóc.
pocałowała mnie namietnie i weszła do pokoju.
Przez chwilę stałem zszokowany pod drzwiami. Potem uśmiechnąłem się lekko i poszedłem do swojego pokoju.
kiedy wstałam zauwazyłam cos dziwnego
nie wiem czemu ale reke mialam cala we krwi...
krzyknełam na cały pokoj załozyłam bluze i wybiegłam z pokoju na dwor
-Co jest ...-widziałam zyły krew mieso z mojej reki .. byłąm coraz bardziej wystraszona probowałąm saba siebie wyleczyc ale cos sie nei udało
-Aaaaa..-krzyknełam bo reka zaczeła bolec miałam jzu łzy w oczach czułąm sie jakby ktos mi zaczał reke jesc..
-Aaaaa no co jest ... czemu nie moge sie sama wyleczyc... ? -nagle usłyszałam ze ktos idzie schowałąm reke w rekach i probowałam udawac ze nic sie nie stało
~Matt~
Słyszałem hałas. Wyszedłem z pokoju i udałem się na dwór, skąd dobiegał. Zobaczyłem roztrzęsioną Nicolę. Podszedłem do niej.
- Co się dzieje? -Spytałem zdziwiony i przestraszony.
patrzala sie na mnie przerazonym wzrokeim
-nic -sposcila wzrok
- Słyszałem krzyki...
-moze to ktos inny ja .. -popatrzala na reke -wyszlam sie wywietrzyc
- Jasne, jasne... Chyba zapominasz, że jestem w połowie wilkiem i mam bardziej wyostrzone zmysły. -Spojrzałem na jej rękę, a potem na jej twarz.
-nie nie zapominam-mowila zciszonym glosem i jakby z zacisnietymi zebami
- To chyba powinnaś wiedzieć, że potrafię poznać twój głos z takiej odległości. Pokaż mi ręce.
-po co ? -spytała
- Jeśli tak jak twierdzisz nic się nie stało, to chyba możesz pokazać, prawda?
-prawda.. ale -chwile sie zastanawiajac odpowiedziala -bedzie mi ziomno jak sciagne bluze...
- Wystarczy, że podwiniesz rękawy.
podwineła jeden rekaw
-widzisz nic nie ma... -powiedziala
- A teraz drugi.
-tam tez nic pewnie nie ma...
- W takim razie pokaż.
przełkneła śline
- a jak nawet sie cos tam znajduje to co ?
- Nie wiem co, więc nie mogę przewidzieć swojej reakcji. Pokaż.
podwineła rekaw.
Popatrzyłem na jej rękę... Byłem przerażony.
- Co... Co ci się stało?!
-nie wiem wstałam i moja reka wygladała tak -zaczełą płakac
- Nie płacz... -Powiedziałem smutno.- Musisz z tym iść do pielęgniarki.
popatrzała na mnie zapłakanymi oczami...
-boli.. strasznie..
Patrzyłem na nią nie wiedząc co robić. Nie mogłem znieść widoku jej łez. Podszedłem do niej bliżej i objąłem ją.
- Nie płacz już... -Powiedziałem.- Pójdę z tobą do pielęgniarki. Ona ci na pewno pomoże.- Puściłem ją.
zacisneła zeby i popatrzała w niebo
-Aaaaaaa....
- Nicole... Chodź... -Powiedziałem niepewnie, patrząc na nią z przerażeniem.
upadła na ziemie.
Przykucnąłem przy niej.
- Nicole, co się dzieje?? -Patrzałem na nią przerażony. Nie wiedziałem jak jej pomóc.
oddychała ciezko i trzyłama sie za reke
-pojdz po pielegniarke -powiedziala z zacisnietymi zebami
- Nie zostawię cię tu. -Powiedziałem. Wziąłem ją na ręce i szybko poszedłem do gabinetu pielęgniarki. Zapukałem do drzwi kolanem. Pielęgniarka otworzyła. Wniosłem Nicolę do środka i położyłem na tym niby łóżku w gabinecie.
Nicola sie zwineła zaciskajac pięść. Stałem obok niej. Pielęgniarka przyglądała się jej chwilę.
- Będzie dobrze. -Szepnąłem do Nicoli. Potem pielęgniarka kazała mi się odsunąć i zaczęła zajmować się Nicolą.
po chwili Nicola sie uspokoiła.
Przyglądałem się uważnie Nicoli.
- I co? -Spytałem pielęgniarki.
-wyjdzie ale moze zostac mała blizna.
Podszedłem znów do Nicoli. Powoli przestawałem się bać.
- Już wszystko dobrze... -Powiedziałem do dziewczyny.
popatrzała na mnie
- Lepiej już się czujesz? -Spytałem z troską.
-juz tak.
- To dobrze. Martwiłem się o ciebie.
-to miłe
- Ona ma tu zostać, czy może iść? -Spytałem pielęgniarki.
-moze isc ale neich jutro przyjdzie jeszcze raz
- Dziękuję. -Powiedziałem pielęgniarce, po czym zwróciłem się do Nicoli.- Odprowadzę cię do pokoju.
-dobrze
Pomogłem jej wstać i powoli poszedłem do drzwi gabinetu.
-dziekuje
- Nie ma za co. -Uśmiechnąłem się i otworzyłem jej drzwi.
usmiechneła sie lekko i przeszłą przez dzwi.
Poszedłem z nią w stronę jej pokoju.
Po chwili doszlismy.
- Odpocznij... Nie będę ci przeszkadzał.
-Matt. jeszcze raz dziekuje .. pewnie gdyby nie ty lezałabym teraz na dworze.
- Nie ma za co. Cieszę się, że mogłem ci pomóc.
pocałowała mnie namietnie i weszła do pokoju.
Przez chwilę stałem zszokowany pod drzwiami. Potem uśmiechnąłem się lekko i poszedłem do swojego pokoju.
sobota, 29 czerwca 2013
Zapoznawanie się z Akademią
Następnego dnia było spotkanie z panią dyrektor Gretchen.
-Witam was moi nowi uczniowie! Myślę, że już każdy z was znalazł swoich współlokatorów bądź znalazł swój pokój. Niektórzy też się chyba zapoznali. To dobrze!. Tak więc ja nazywam się pani dyrektor Gretchen. Mam nadzieję,że się zapoznamy albo polubimy.
Z tyłu usłyszałem niski głos mówiący:
- Z tobą ? Hahaha! Ciebie to można tylko stąd wyrzucić.! -
Nie było to zbyt miłe powitanie z jego strony ale nie mam się czym przejmować, nie moje problemy.
-Dobrze kontynuujmy- odpowiedziała. I próbowała opanować nerwy jakby już kiedyś to się zdarzyło.
Tłumaczyła nam cały regulamin ale podobno już niektórzy łamali regulamin więc po co ja mam go przestrzegać. Założyłem słuchawki i czekałem aż skończy mówić o tym temacie i przejdzie do następnego.
-Skończyła.! - odsapnąłem. I schowałem słuchawki do kieszeni.
- W taki razie. Gdy już znacie wszystkie nakazy i zakazy ustawcie się w szeregu i za chwilę dostaniecie plan dnia.
Byłem cholernie ciekawy co też dostanę. Musiałem wyprzedzić z umiejętnościami Matta chociaż nie powiem podczas moich podróż trochę skubnąłem. Dostałem plan dnia.
- Co to jest.?! - Krzyknąłem na całe gardło na sali.
Wszyscy ucichli i gapili się na mnie.
- Coś ci nie pasuje chłopcze? - Obserwowała mnie jakbym wpadł w paranoję.
- Nie... tzn. Nie rozumiem jeszcze zbytnio planu.
- Pomoże ci pani Agnes.-
- Agnes? - Pomyślałem i starałem się zastanowić o kogo może pani Gretchen chodzić.
- Tak, a teraz udajcie się wszyscy do swoich pokoi. Do widzenia.! Życzę wszystkim udanych lekcji.
I się rozeszliśmy do swoich pokoi.Położyłem się do łóżka i spoglądałem w prostokątną kartkę. Po pewnym czasie usłyszałem stukanie do drzwi.
-Proszę.!- Byłem trochę zdziwiony kto do mnie przychodzi. Była to Agnes.
- Dyrektorka kazała ci pomóc, więc jestem. Choć nie mam pojęcia czym sobie zasłużyłeś na to specjalne traktowanie. Jakoś każdy sobie daje rade sam... Z resztą ja też jestem tu na pierwszym roku... -Powiedziała gniewnym głosem, gdy tylko weszła do środka.
- Każdy ma prawo czegoś nie wiedzieć prawda.? Z resztą nie mam ochoty na kłótnie, przejdźmy do konkretów.
Tłumaczyła mi co i jak, z kim i gdzie chociaż sam jeszcze tego nie pojmowałem.
-Czyli to już wszystko.? - Zapytałem się chociaż nie miałem ochoty do niej cokolwiek mówić.
- No tak... Chyba, że jeszcze czegoś nie wiesz.
- Nie, nie... dzięki. A teraz mogłabyś już wyjść chciałbym iść pod prysznic.
- Z chęcią stąd wyjdę. I nie musisz mnie zapoznawać ze swoimi planami. -Powiedziała i wyszła z pokoju.
- Jeny ... ale agresywna... z resztą nie mam się co spodziewać po demonie. - Westchnąłem, zabrałem rzeczy i poszedłem pod prysznic.
Już miałem iść się kłaść jednak usłyszałem głos Matta wołającego bym przyszedł do niego.
Ubrałem się i czekał już na mnie na korytarzu. Chciał bym z nim pobiegał po lesie podczas pełni. Wyszliśmy ze szkoły zamieniliśmy się w wilka i ruszyliśmy w stronę lasu. Bardzo mnie to uspokajało po wizycie Agnes. Dotarliśmy na wzgórze i zapytałem się go. Co robiłeś przez ten czas od śmierci naszych rodziców? Dlaczego się nie odezwałeś, nic nie mówiłeś. Czasami miałem nadzieje, że już po tobie, że Cię nie ma już nie ma.
- Myślałem... Że wy wszyscy zginęliście... -Odpowiedział cicho, smutnym głosem.
- Nie. Udało mi się uciec. Próbowali mnie gonić, ale gdy przyspieszyłem tempo nie zdołali już mnie dogonić.
- A ja przez cały ten czas myślałem, że nie żyjesz...
- Przez ten czas kiedy siebie nie widzieliśmy szukałem ciebie poznawałem nowe miejsca, nowych przeciwników, nowych ludzi, i nowe rzeczy,przedmioty. Ale głównie skupiałem się na twoich poszukiwaniach czy to prawda, że przeżyłeś.
-Witam was moi nowi uczniowie! Myślę, że już każdy z was znalazł swoich współlokatorów bądź znalazł swój pokój. Niektórzy też się chyba zapoznali. To dobrze!. Tak więc ja nazywam się pani dyrektor Gretchen. Mam nadzieję,że się zapoznamy albo polubimy.
Z tyłu usłyszałem niski głos mówiący:
- Z tobą ? Hahaha! Ciebie to można tylko stąd wyrzucić.! -
Nie było to zbyt miłe powitanie z jego strony ale nie mam się czym przejmować, nie moje problemy.
-Dobrze kontynuujmy- odpowiedziała. I próbowała opanować nerwy jakby już kiedyś to się zdarzyło.
Tłumaczyła nam cały regulamin ale podobno już niektórzy łamali regulamin więc po co ja mam go przestrzegać. Założyłem słuchawki i czekałem aż skończy mówić o tym temacie i przejdzie do następnego.
-Skończyła.! - odsapnąłem. I schowałem słuchawki do kieszeni.
- W taki razie. Gdy już znacie wszystkie nakazy i zakazy ustawcie się w szeregu i za chwilę dostaniecie plan dnia.
Byłem cholernie ciekawy co też dostanę. Musiałem wyprzedzić z umiejętnościami Matta chociaż nie powiem podczas moich podróż trochę skubnąłem. Dostałem plan dnia.
- Co to jest.?! - Krzyknąłem na całe gardło na sali.
Wszyscy ucichli i gapili się na mnie.
- Coś ci nie pasuje chłopcze? - Obserwowała mnie jakbym wpadł w paranoję.
- Nie... tzn. Nie rozumiem jeszcze zbytnio planu.
- Pomoże ci pani Agnes.-
- Agnes? - Pomyślałem i starałem się zastanowić o kogo może pani Gretchen chodzić.
- Tak, a teraz udajcie się wszyscy do swoich pokoi. Do widzenia.! Życzę wszystkim udanych lekcji.
I się rozeszliśmy do swoich pokoi.Położyłem się do łóżka i spoglądałem w prostokątną kartkę. Po pewnym czasie usłyszałem stukanie do drzwi.
-Proszę.!- Byłem trochę zdziwiony kto do mnie przychodzi. Była to Agnes.
- Dyrektorka kazała ci pomóc, więc jestem. Choć nie mam pojęcia czym sobie zasłużyłeś na to specjalne traktowanie. Jakoś każdy sobie daje rade sam... Z resztą ja też jestem tu na pierwszym roku... -Powiedziała gniewnym głosem, gdy tylko weszła do środka.
- Każdy ma prawo czegoś nie wiedzieć prawda.? Z resztą nie mam ochoty na kłótnie, przejdźmy do konkretów.
Tłumaczyła mi co i jak, z kim i gdzie chociaż sam jeszcze tego nie pojmowałem.
-Czyli to już wszystko.? - Zapytałem się chociaż nie miałem ochoty do niej cokolwiek mówić.
- No tak... Chyba, że jeszcze czegoś nie wiesz.
- Nie, nie... dzięki. A teraz mogłabyś już wyjść chciałbym iść pod prysznic.
- Z chęcią stąd wyjdę. I nie musisz mnie zapoznawać ze swoimi planami. -Powiedziała i wyszła z pokoju.
- Jeny ... ale agresywna... z resztą nie mam się co spodziewać po demonie. - Westchnąłem, zabrałem rzeczy i poszedłem pod prysznic.
Już miałem iść się kłaść jednak usłyszałem głos Matta wołającego bym przyszedł do niego.
Ubrałem się i czekał już na mnie na korytarzu. Chciał bym z nim pobiegał po lesie podczas pełni. Wyszliśmy ze szkoły zamieniliśmy się w wilka i ruszyliśmy w stronę lasu. Bardzo mnie to uspokajało po wizycie Agnes. Dotarliśmy na wzgórze i zapytałem się go. Co robiłeś przez ten czas od śmierci naszych rodziców? Dlaczego się nie odezwałeś, nic nie mówiłeś. Czasami miałem nadzieje, że już po tobie, że Cię nie ma już nie ma.
- Myślałem... Że wy wszyscy zginęliście... -Odpowiedział cicho, smutnym głosem.
- Nie. Udało mi się uciec. Próbowali mnie gonić, ale gdy przyspieszyłem tempo nie zdołali już mnie dogonić.
- A ja przez cały ten czas myślałem, że nie żyjesz...
- Przez ten czas kiedy siebie nie widzieliśmy szukałem ciebie poznawałem nowe miejsca, nowych przeciwników, nowych ludzi, i nowe rzeczy,przedmioty. Ale głównie skupiałem się na twoich poszukiwaniach czy to prawda, że przeżyłeś.
Dalsze Poszukiwania
~Dante~
Już przez parę lat szukałem mojego brata Matta. Wyruszałem w różne miasta by szukać wskazówek gdzie dokładnie może się znajdować. Nie było łatwo. Mijały miesiące... lata... Aż pewnego dnia dowiedziałem się,że jest w pewnej wsi. Nie zwlekałem z wyjazdem i czym prędzej zabrałem swoje rzeczy i wyruszyłem do tej wsi. Był to kawał drogi od mojego dawnego zamieszkania.
-Dojechałem - wzdychnąłem i wysiadłem z pociągu.
Teraz musiałem znaleźć Matta tylko nie wiedziałem od czego zacząć. Nadeszła noc. Błąkałem się po lesie i nagle usłyszałem wycie wilka. Czym prędzej pobiegłem w stronę głosu, ale nagle ucichł. Już myślałem, że jestem blisko.Mijał kolejny miesiąc a ja dalej bez śladu więc wróciłem się z powrotem do tamtego lasu gdzie wcześniej usłyszałem wycie. Poszedłem w tamte miejsce gdzie ostatnio słyszałem. Już myślałem, że nic się już nie usłyszę aż tu nagle..wycie!..Biegłem bym tylko zdążył i widziałem kogoś na wzgórzu wyjącego w stronę pełni księżyca.
-Czy to możliwe? Czy to Matt? - Byłem uradowany swoją myślą ale do końca nie byłem jeszcze pewien.
~Matt~
Była pełnia. Jak w każdą pełnię spędzałem noc poza szkołą, wyjąc do księżyca... Cóż, lubiłem to. Nagle zauważyłem, że ktoś mi się przygląda. Spojrzałem na niego... Kogoś mi przypominał, ale nie mogłem sobie przypomnieć kogo. Podszedłem bliżej, by przyjrzeć mu się dokładniej.
~Dante~
Staliśmy twarzą w twarz.Teraz to już byłem pewien w stu procentach,że to mój młodszy brat.
-Matt? Czy to naprawdę ty.? Czy to możliwe? - Odrzekłem z niepokojem.
Przyglądał mi się ze zdziwieniem, po czym zmienił się w człowieka.
- Dante?!
- Matt, po tylu latach cię znajduję. Wyrosłeś na silnego mężczyznę. Co ty tutaj robisz.? - Byłem strasznie ciekawy jego odpowiedzią.
- Uczę się. Tu jest szkoła dla ludzi z nadprzyrodzonymi zdolnościami.
- Jaka szkoła.?! O czym ty mówisz.? Jeszcze nie opanowałeś swojej mocy.? Z resztą ja też jeszcze nie.- Byłem dumny z niego, że stara się opanować w 100% swoją moc - Chociaż też mógłbym iść.- Zaprowadzisz mnie do tej ''szkoły'' ?
- Wiesz, tam jest na prawdę wspaniale. Poza tym, że można się tam nauczyć wielu rzeczy, można też poznać innych ludzi, którzy mają nadnaturalne moce. Jasne, że cię zaprowadzę.
Chodziliśmy przez ulice i doszliśmy do tego domu. Był on mały i skromny, ale jeżeli tam jest ta szkoła i można się w niej nauczyć swojej mocy nie będę narzekał.
-Więc... to jest ta szkoła.? Myślałem, że będzie większa.- Zapytałem ze zdziwieniem
- Bo jest większa. Ale wewnątrz. -Odpowiedział Matt.
Weszliśmy do środka. Matt zaprowadził mnie do sekretariatu, a gdy sekretarka dała mi klucz, zaprowadził mnie do pokoju.
- Widzisz, ta szkoła jest ogromna. -Powiedział Matt.
- Noo.. Nie spodziewałem się, że aż taka wielka.
Weszliśmy do pokoju i rozpakowałem się. On siedział przy stole i patrzył się we mnie.
- Może podasz mi jakieś wskazówki? Gdzie dokładniej mam się udać by rozszerzać swoją wiedzę na temat mocy?
- Niedługo zapewne dostaniesz plan lekcji.
- Dobra -
Już przez parę lat szukałem mojego brata Matta. Wyruszałem w różne miasta by szukać wskazówek gdzie dokładnie może się znajdować. Nie było łatwo. Mijały miesiące... lata... Aż pewnego dnia dowiedziałem się,że jest w pewnej wsi. Nie zwlekałem z wyjazdem i czym prędzej zabrałem swoje rzeczy i wyruszyłem do tej wsi. Był to kawał drogi od mojego dawnego zamieszkania.
-Dojechałem - wzdychnąłem i wysiadłem z pociągu.
Teraz musiałem znaleźć Matta tylko nie wiedziałem od czego zacząć. Nadeszła noc. Błąkałem się po lesie i nagle usłyszałem wycie wilka. Czym prędzej pobiegłem w stronę głosu, ale nagle ucichł. Już myślałem, że jestem blisko.Mijał kolejny miesiąc a ja dalej bez śladu więc wróciłem się z powrotem do tamtego lasu gdzie wcześniej usłyszałem wycie. Poszedłem w tamte miejsce gdzie ostatnio słyszałem. Już myślałem, że nic się już nie usłyszę aż tu nagle..wycie!..Biegłem bym tylko zdążył i widziałem kogoś na wzgórzu wyjącego w stronę pełni księżyca.
-Czy to możliwe? Czy to Matt? - Byłem uradowany swoją myślą ale do końca nie byłem jeszcze pewien.
~Matt~
Była pełnia. Jak w każdą pełnię spędzałem noc poza szkołą, wyjąc do księżyca... Cóż, lubiłem to. Nagle zauważyłem, że ktoś mi się przygląda. Spojrzałem na niego... Kogoś mi przypominał, ale nie mogłem sobie przypomnieć kogo. Podszedłem bliżej, by przyjrzeć mu się dokładniej.
~Dante~
Staliśmy twarzą w twarz.Teraz to już byłem pewien w stu procentach,że to mój młodszy brat.
-Matt? Czy to naprawdę ty.? Czy to możliwe? - Odrzekłem z niepokojem.
Przyglądał mi się ze zdziwieniem, po czym zmienił się w człowieka.
- Dante?!
- Matt, po tylu latach cię znajduję. Wyrosłeś na silnego mężczyznę. Co ty tutaj robisz.? - Byłem strasznie ciekawy jego odpowiedzią.
- Uczę się. Tu jest szkoła dla ludzi z nadprzyrodzonymi zdolnościami.
- Jaka szkoła.?! O czym ty mówisz.? Jeszcze nie opanowałeś swojej mocy.? Z resztą ja też jeszcze nie.- Byłem dumny z niego, że stara się opanować w 100% swoją moc - Chociaż też mógłbym iść.- Zaprowadzisz mnie do tej ''szkoły'' ?
- Wiesz, tam jest na prawdę wspaniale. Poza tym, że można się tam nauczyć wielu rzeczy, można też poznać innych ludzi, którzy mają nadnaturalne moce. Jasne, że cię zaprowadzę.
Chodziliśmy przez ulice i doszliśmy do tego domu. Był on mały i skromny, ale jeżeli tam jest ta szkoła i można się w niej nauczyć swojej mocy nie będę narzekał.
-Więc... to jest ta szkoła.? Myślałem, że będzie większa.- Zapytałem ze zdziwieniem
- Bo jest większa. Ale wewnątrz. -Odpowiedział Matt.
Weszliśmy do środka. Matt zaprowadził mnie do sekretariatu, a gdy sekretarka dała mi klucz, zaprowadził mnie do pokoju.
- Widzisz, ta szkoła jest ogromna. -Powiedział Matt.
- Noo.. Nie spodziewałem się, że aż taka wielka.
Weszliśmy do pokoju i rozpakowałem się. On siedział przy stole i patrzył się we mnie.
- Może podasz mi jakieś wskazówki? Gdzie dokładniej mam się udać by rozszerzać swoją wiedzę na temat mocy?
- Niedługo zapewne dostaniesz plan lekcji.
- Dobra -
Witaj świecie magi!
~Natalie~
Stałam z walizką na przystanku autobusowym. Dzisiejszy dzień miał zmienić całe Rodzice na szczęście byli na tyle zapracowani, że nawet nie zorientowali się, gdzie idę na "studia". I dobrze, jeszcze może zechcieliby mnie odwiedzić... A tak przynajmniej będę miała spokój. Wreszcie na przystanek dotarł autobus. Zajęłam miejsce przy oknie, by przypadkiem nie przegapić swojego przystanku. Po około 30 minutach drogi wysiadłam na przystanku. Następnie 20 minut szłam na piechotę, ale w końcu znalazłam się przed budynkiem z ulotki.
- Witaj świecie magi. -Powiedziałam do siebie otwierając drzwi niepozornego budynku. Weszłam do środka, a następnie przeszłam przez drzwi sekretariatu.
Sekretarka, nie wiem jakim cudem, mnie znała. Przywitała mnie ciepło i wręczyła mi klucz do pokoju. Wyszłam z sekretariatu i przeszłam przez kolejne drzwi. Tym razem moim oczom ukazał się ogromny korytarz (nie rozumiem, jak zmieścił się w tak małym budynku...) Jego rozmiar był wręcz szokujący. Stanęłam tuż za drzwiami, z niedowierzaniem przyglądając się temu gigantycznemu pomieszczeniu.
~Dante~
Próbowałem zapoznać się z akademią ale to nie było łatwe. Gdy przechodziłem przez korytarz ze swoim ''Mieczem Demona'' i spuszczoną głową poczułem ciepło w środku. Spojrzałem na dziewczynę, która miała blond włosy i niebieskie oczy, która wydawała mi się wyjątkowa. Stała i rozglądała się. Coś pchnęło mnie do niej i jakby duch kazał mi się do niej odezwać.
-W czymś ci pomóc? -Odezwałem się ale nie miałem takiej odwagi by jedno słówko pisnąć do niej.
- Eee... Mógłbyś mi powiedzieć, gdzie znajdę ten pokój? -Pokazałam mu klucz z zapisanym numerem pokoju.
Szliśmy przez ogromny korytarz nie wiem czemu wszyscy dziwnie się na mnie patrzyli. Czy to przez to, że jestem nowy? ...
Kilka minut później dotarliśmy do jej pokoju.
-A o to i twój pokój.! - Uśmiechnąłem się i nagle zauważyłem, że jej pokój jest naprzeciwko mojego.- Czy przypadkiem nie masz pokoju naprzeciw mojego?
- Hmmm... Nie wiem. Mam ten. -Odpowiedziała radośnie, otwierając drzwi i wchodząc do środka.- Dzięki za odprowadzenie. -Uśmiechnęła się do mnie.
- Zawsze do usług - Byłem radosny ale starałem się tego nie okazywać.
- Pójdę się rozpakować. -Powiedziała dziewczyna po chwili namysłu.- Do zobaczenia. -Dodała, po czym weszła do pokoju.
- Do zobaczenia - odpowiedziałem i już chciałem się zapytać jak się nazywa ale jednak się rozmyśliłem.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. To był Dante:
-Emm.. Hej, nie przeszkadzam .? -
______________________________
Herbatko, cytrynko, czekoladko... Bądźcie tak miłe i zaprowadźcie mnie do pokoju... xD
Stałam z walizką na przystanku autobusowym. Dzisiejszy dzień miał zmienić całe Rodzice na szczęście byli na tyle zapracowani, że nawet nie zorientowali się, gdzie idę na "studia". I dobrze, jeszcze może zechcieliby mnie odwiedzić... A tak przynajmniej będę miała spokój. Wreszcie na przystanek dotarł autobus. Zajęłam miejsce przy oknie, by przypadkiem nie przegapić swojego przystanku. Po około 30 minutach drogi wysiadłam na przystanku. Następnie 20 minut szłam na piechotę, ale w końcu znalazłam się przed budynkiem z ulotki.
- Witaj świecie magi. -Powiedziałam do siebie otwierając drzwi niepozornego budynku. Weszłam do środka, a następnie przeszłam przez drzwi sekretariatu.
Sekretarka, nie wiem jakim cudem, mnie znała. Przywitała mnie ciepło i wręczyła mi klucz do pokoju. Wyszłam z sekretariatu i przeszłam przez kolejne drzwi. Tym razem moim oczom ukazał się ogromny korytarz (nie rozumiem, jak zmieścił się w tak małym budynku...) Jego rozmiar był wręcz szokujący. Stanęłam tuż za drzwiami, z niedowierzaniem przyglądając się temu gigantycznemu pomieszczeniu.
~Dante~
Próbowałem zapoznać się z akademią ale to nie było łatwe. Gdy przechodziłem przez korytarz ze swoim ''Mieczem Demona'' i spuszczoną głową poczułem ciepło w środku. Spojrzałem na dziewczynę, która miała blond włosy i niebieskie oczy, która wydawała mi się wyjątkowa. Stała i rozglądała się. Coś pchnęło mnie do niej i jakby duch kazał mi się do niej odezwać.
-W czymś ci pomóc? -Odezwałem się ale nie miałem takiej odwagi by jedno słówko pisnąć do niej.
- Eee... Mógłbyś mi powiedzieć, gdzie znajdę ten pokój? -Pokazałam mu klucz z zapisanym numerem pokoju.
Szliśmy przez ogromny korytarz nie wiem czemu wszyscy dziwnie się na mnie patrzyli. Czy to przez to, że jestem nowy? ...
Kilka minut później dotarliśmy do jej pokoju.
-A o to i twój pokój.! - Uśmiechnąłem się i nagle zauważyłem, że jej pokój jest naprzeciwko mojego.- Czy przypadkiem nie masz pokoju naprzeciw mojego?
- Hmmm... Nie wiem. Mam ten. -Odpowiedziała radośnie, otwierając drzwi i wchodząc do środka.- Dzięki za odprowadzenie. -Uśmiechnęła się do mnie.
- Zawsze do usług - Byłem radosny ale starałem się tego nie okazywać.
- Pójdę się rozpakować. -Powiedziała dziewczyna po chwili namysłu.- Do zobaczenia. -Dodała, po czym weszła do pokoju.
- Do zobaczenia - odpowiedziałem i już chciałem się zapytać jak się nazywa ale jednak się rozmyśliłem.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. To był Dante:
-Emm.. Hej, nie przeszkadzam .? -
______________________________
Herbatko, cytrynko, czekoladko... Bądźcie tak miłe i zaprowadźcie mnie do pokoju... xD
Subskrybuj:
Posty (Atom)