niedziela, 21 kwietnia 2013

hejo

Ej Laski tęsknie ;(( ~Herbatka~

Ja też ;( ~Kubeczek~

kurcze podajcie mi swoje gg :( ~herbatka~

Nie mam xD ~Kubeczek~

:O serio ? xD ~Herbatka~

No xD
Herbatko... Wyjaśnij mi co Bill powiedział do Caro?? xD~Kubeczek~

a wiec on powiedział
co by robiła gdyby nei chodzioła do tej school :P

Zauważ ile ty błędów zrobiłaś w tej wypowiedzi... xD
Postępy, poprawiłaś... xD

piątek, 19 kwietnia 2013

Witam, jestem Agnes!


~Agnes~
Siedziałam w pokoju wpatrując się w obrazek.  "Cóż, tu w pokoju go raczej nie poznam" - pomyślałam. Na wszelki wypadek zdjęłam obrazek ze ściany i schowałam go pod poduszkę, po czym postanowiłam wyjść na korytarz. Oczywiście nie było to zbyt przyjemne, w końcu byłam tu inna od wszystkich... W końcu jednak zebrałam się w sobie, chwyciłam klamkę i otworzyłam drzwi. Stałam w nich chwilę. W końcu wyszłam, zamykając za sobą drzwi i ruszyłam powoli, niepewnie wzdłuż korytarza.
- Hej - powiedział chłopak - Nowa?
- Cześć. Tak, nowa... -Odpowiedziałam niepewnie.
- Jestem Adrian.
- Agnes... -Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Miło poznać
- Mi również. -Powiedziałam. W sumie byłam od nich wszystkich inna... Raczej nikt tu nie miał fioletowych włosów i skrzydeł... Tym bardziej cieszyłam się, że ktokolwiek chce ze mną rozmawiać...
- Wygodnie ci się śpi .. no wiesz ze skrzydłami?
- Ymm wiesz, przyzwyczaiłam się. Mam tak od urodzenia. -Zaśmiałam się.
- Nie widziałem jeszcze człowieka ze skrzydłami. No nie licząc mojego brata ale on się nie liczy.
- Tam skąd pochodzę prawie wszyscy mają skrzydła... I dlaczego on się nie liczy?
- Bo go nie lubie. A skąd pochodzisz?
- Z piekła...
- Serio?
- No niestety. Ale mam nadzieję, że już tam nie wrócę...
- Pewnie spotkałaś Pana Kochany Ojciec
- Kogo? -Spytałam zdziwiona.
- No ee.. mojego ojczyma.
- Hmmmm... W sumie nie mam bladego pojęcia o kim mówisz... Zaraz ty mówiłeś, że masz brata, który ma skrzydła... On chodzi do tej szkoły?
- Yyy no.
- Mój ojciec mówił, że mam w tej szkole dwóch braci, którzy są w połowie demonami...
- John i David?
- Cóż... Nie mam pojęcia.
- A nazwisko Night ci coś mówi?
- Całkiem sporo... Ja się tak nazywam.
- To znaczy, że twój ojciec jest moi ojczymem .. tak mi się bynajmniej wydaje
- Trochę skomplikowane...
- Trochę skomplikowane? To jakaś patologia jest.
- Oj tam... To i tak nie jest takie złe... Są na świecie o wiele gorsze rzeczy.. A to, że mój ojciec miał dzieci z niewiadomą liczbą kobiet to już jego sprawa...
- Optymistka z ciebie
- Nie wyobrażasz sobie jak okrutne jest piekło... I mimo wielu ludzkich wad, wasz świat to sielanka.
- To zależy, z której strony patrzeć.
- Chciałabym tu zostać na zawsze... -Powiedziałam smutno.- Tu mogę decydować o wszystkim sama... Poza jednym jedynym szczegółem...
- Po za czym?
- Poza tym właśnie czy tu zostanę. -Powiedziałam smutno.
- A dlaczego miałabyś nie?
- To dość długa historia, o mnie, mojej matce, wyroczni i szatanie...
- Mam czas.
- Nie powinnam jej nikomu opowiadać, przynajmniej dopóki to co przepowiedziała wyrocznia się nie spełni...
- No dobra nie to nie.
- Wiesz, jeśli przepowiednia się spełni, to będziesz pierwszą osobą, której opowiem tę historię... No, o ile zechcesz.
- Jaka przepowiednia?
- Przepowiednia, którą przepowiedziała mi wyrocznia. Jeśli spełni się do końca tego roku szkolnego zostanę tu na zawsze... Jeśli nie, wrócę do piekła.
- Ahaa
- Szkoda tylko, że przepowiednia była tak niedokładna...
- Czyli?
- Czyli, że zupełnie nie wiem kogo się spodziewać...
________________
Czekoladka ma dokończyć! Czekam!
Do cyterynki nie piszę, bo nadal mamy chyba gdzieś niezakończonego posta... ;)

Eeeej

Co się z wami do cholery dzieje, hę?!
Gdzie was wszystkie wcięło? ;( Herbatka wchodzi co dwa/trzy dni kurde, jakby jej ktoś pozwolił... A reszta w ogóle nie wchodzi, na co również nie zezwalałam.
Jak możecie mi to robić?! ;(

Ok, herbatko odpuszczam ci grzechy i pozwalam nie wchodzić... :( Ale jak będziesz miała czas, to zajrzyj czasem do mnie ;)

o raju mam rozgrzeszenie ! wow :OO
jestem na kompie mogem pisac ale czy ty jestes ?:)

Ja jestem, ale cb nie ma :(

niedziela, 14 kwietnia 2013

Nowe życie? Czy to w ogóle możliwe?

~David~

Wyszedłem z pokoju przejść się po korytarzu. Nigdzie nigdy nie miałem domu, dlatego też nie miałem za czym tęsknić... Tu byłem tak samo obcy jak wszędzie indziej na świecie. Ruszyłem wzdłuż korytarza z opuszczoną głową, sam nie wiedząc po co.
wpadły na mnie 2 dziewczyny
-Oj sorka nie patrzyłam gdzie biegłam -powiedziała i zachichotała do koleżanki
- Eeee... Nic się nie stało. -Powiedziałem zdziwiony.
-chcesz sie przejsc z nami ?-zaproponowała niższa dziewczyna
- Ymmm... W sumie mogę.
-okej super.. tak po za tym jestem Dagmara a to Camila -przedstawiła się i swoja koleżankę
- David. -Odpowiedziałem krótko.
-miło mi ... Cami proponujesz cos ? -popatrzała sie na kolezanke
-nie wiem mnie to obojetnie...a kolega gdzies chce szczególnie ?
- Hmmm no nie wiem... W sumie jak na razie znam tylko ten korytarz i swój pokój, także...
-no dobra widze ze narazie nikt tu duzo rzeczy nie zna.. idziemy przed siebie ..-powiedziała Daga
- No ok... -Odpowiedziałem.
-ok co Cie tu sprowadza
- Hmmmm... W sumie to los... Może niedawno znaleziony brat... Ale tak na serio przyszedłem tu za głosem w mojej głowie, moim ojcem.
dziewczyny zamilkły
- Skomplikowane, nie?
-no troche ...jaką masz moc ?
- I tego właśnie nie jestem pewien...
-oj mów
- No ale właśnie o to chodzi, że nie wiem...
-Chyba że..-dziewczyna spósciła wzrok
- A wy jakie macie moce?
-ja rozmawiam ze zwierzetami i podnosze rzeczy siłą umysłu..
-Ja tam takie bzdury moge regenerowac ciało i orzywiac rzeczy narysowane-powiedziała Cami
- No to bardzo ciekawe moce. -Uśmiechnąłem się lekko.
-tsaa jasne -powiedziala troche smutno rozowlosa dziewczyna
- No a co ci się w tym nie podoba? Masz wspaniały dar.
-no .. jakos mnie sie nie podoba... tak dziwnie byc innym... tylko ty rozumiesz zwierzeta i tak jakos...
- Każdy tu jest innym od reszty... A ja całe życie byłem inny od reszty... No i co z tego? Tak nawet lepiej. Nikt cię nie rozumie, no i? Ważne, by żyć na maxa i być tym kim się chce.
-moze i masz troche racj... ale nei chciałbys spotkac kogos kto by cie choc troche rozumiał?
- Mnie nawet w poprawczaku nie rozumieli... Więc wątpię by ktokolwiek był tak pokręcony jak ja.
-moze ktos jets na tym swiecie taki jak ty tylko ze sie nie przygladałes
- Szczerze mówiąc, to może... Wszystko jest możliwe i co z tego?
-nie nic .. tak tylko mówie.
- Dokończymy ten spacer trochę później?
-jasne ... no to .. pa ? -powiedziała i podeszła do kolezanki ktra stala troche za nami
- W sumie muszę tylko skoczyć po coś do pokoju...
odwrciła sie do mnie
-no to mykaj ...
Pobiegłem do pokoju i zajrzałem do plecaka. Rozejrzałem się po pokoju, ale nikogo w nim nie było. Wyjąłem z plecaka małą tabletkę i szybko go zamknąłem. Połknąłem tabletkę i wróciłem na korytarz.
- Już jestem. -Powiedziałem do dziewczyn.
-Ymm okej .. -powiedziała jedna patrzac na druga
- To co, idziemy? -Spytałem uśmiechając się.
-no dobrze...
- Coś nie tak?
-nie wszystko wporzadku chodźmy -pwoiedziała i poszła przed siebie.
Poszedłem za nią, a właściwie obok niej..
-to moze pogadamy o czyms ?.
- W sumie czemu nie... Ale o czym? Jakieś pomysły?
-i tu jest problem .. wlasnie nie wiem o czym tu mozna porozmawiac.
- No ja niestety też nie...
-dobra mzoe samo sie cos nasunie..
- Raczej wątpię...
-skad mozesz to wiedziec?
- Nie wiem... Tylko się domyślam.
-czyli nie jestes tego powien .. po za tym juz o czym rozmawiamy
- To raczej nie jest wciągający temat...
-ale o tym rozmawiamy teraz... jak masz cos innego to mow..
- Yyyyymmmm... Nie bardzo...
-no własnie ..
- Lepiej ty coś wymyśl.
-ojej ale ja nie jestem w tym najlepsza....
- Na pewno lepsza ode mnie.
-ni znasz mni -powiedzia patrzac na podłoge
- A ty mnie, więc w sumie jest remis.
-hmm... Cami ?-odwrociła sie do tyłu
-gdzie ona ? Cami !
- Yyyyy...
-Cami sobie gdziesz poszła -powiedziała patrzac na mnie
- Ale czemu?
-a skad mam wiedziec moze sie nudziła ! . -powiedziała
- Aha...
-ale ty masz teksty "yyy" "aha" "ale czemu" ... a moze ja znajdziemy i spytamy czemu poszła hę ?
- Yyyy... Dobrze...
-grr no walsnie o tym mówie -powiedziała pod nosem
- Oj no sorry no... Czepiasz się kurde... -Powiedziałem z głupawym uśmieszkiem.
-no czepia się ... dobra teraz ja tak bede mówic i zobaczymy czy Ci to bedzie odpowiadac...
- Eeee mnie tam wszystko odpowiada.
-aha
- I co? Lepiej ci? Brawo...
-Yyyyyy....tak ?
- Spoko. -Powiedziałem nadal z ty samym uśmieszkiem.
-no ...
- Taaa próbuj sobie mnie naśladować, powodzenia.
-Yyyy... Dobrze....
- Rozśmieszasz mnie.
-Ale czemu ?
- Bo ja wiem? Śmieszna jesteś i tyle... Choć w sumie wszystko jest śmieszne...
-Dobrze sie czujesz ?-spojzała na mnie pytajaco
- Wręcz wspaniale...
odsunela sie troche i popatrzała sie na mnie
-jakos tak nie wygladasz...
- Oj wygląd to tylko pozory...  To jest wiesz... Nie ważne.
-to jest co ? .. a z resztą nie mosisz mówic nie jestem twoją przyjaciołką czy kims wazniejszym..
- Taki wygląd jest całkiem normalny... Ale miło, że się mną tak przejmujesz. -Uśmiechnął się.
-bo przy...-powiedziała ale po chwili powiedziała cos innego
-przypomniało mi sie gzie moze być Camila-powiedziala niepewnie
- Mhmmm... Ale jak sobie poszła, to po co chcesz jej słuchać? Widocznie nie odpowiadało jej moje towarzystwo, więc ja nie zamierzam jej szukać.
-jestes wredny.. to moja przyjaciółka..bo ja wiem czemu se poszła ? no wlasnie nie...-powiedziala smutno
- I jak zwykle wszystko robię źle...
-może nie źle.. ale źle do tego podchodzisz ... wiesz co ? przemyslałam to .. jednak robisz to źle...
- Ja już może pójdę... -Opuściłem głowę i ruszyłem w stronę pokoju.
-nie poczekaj... -zatrzymała mnie.
- Po co? -Spytałem smutno.
-bo nie chce zebys był smutny przez to co powiedzialam..
- Daj spokój... Uwierz mi, już tyle się nasłuchałem o tym jaki jestem okropny, że mnie to nie rusza.
-no jakos sie teraz inaczej zachowujesz...
- Wydaje ci się.
-no wlasnie nie... a z reszta  nie bede sie narzucac jak chcesz to idź...
-  Wiesz... W sumie nie narzucasz się...
-napewno ?
- Nikt nigdy nie traktował mnie tak jak ty... Spędzanie z tobą czasu to dla mnie przyjemność.
-to miłe...
- Jednak nawet ja czasem potrafię być miły... Kto by się spodziewał?
-no nie wiem .. nie znam Cie za dobrze wiec ja ?
- Wiesz... To jest dziwne... Nikt nigdy dla mnie nie był miły...
-to moze to powinno sie zmienic ?
- Byłoby całkiem fajnie... -Uśmiechnąłem się.
-no widzisz..
- Słodka jesteś.... -Powiedziałem opuszczając wzrok.
-dziakuję -dziewczyna zarumieniła sie
- Nie ma za co. -Uśmiechnąłem się do niej.
-wow .. powiedziałes ze nie umiesz byc miły ...a ja sądze co innego
- Hmmm... Dziwne...
-co dziwne?
- Wszystko... Wiesz, ja nie umiem być miły...
-ale jestes..
- I dlatego to jest dziwne...
-nie rozumiem Cię
- Szczerze mówiąc sam nie rozumiem... Nie rozumiem jakim cudem tak dobrze mi się z tobą rozmawia...
-przypadek ?
- Jak to może być przypadek? Poznałem w życiu wielu ludzi... Ale wszyscy byli oschli... Nikt nie chciał się zadawać z takim gościem jak ja... A ty jesteś dla mnie taka miła...
-co sie tak na mnie patrzysz... moja wina ze jestem miła ?
- Nie... Po prostu nie przywykłem do tego...
-yhymm..
Uśmiechnąłem się do niej.
- Nigdy nikt nawet nie próbował mnie polubić, więc odpłacałem się tym samym... Ale cóż, ciebie nie da się nie lubić.
-dzikeuje -zarumieniła się
- Nie ma za co. -Uśmiechnąłem się lekko.
-naprawde dziekuje
- Na prawdę nie ma za co...
dziewczyna umilkła i sie usmiechneła
- Masz piękny uśmiech.
-dziekuje ...
- Nie masz za co dziękować. Mówię co widzę...
-ale co mam innego robic ?
- A ja wiem?
-no nie wiem czy wiesz ale powinienes chyba nie ?
- Yyyy... Nie wiem....
-hehe
- Yyyy... To było śmieszne?
-nie...
Opuściłem wzrok.
- Wiesz, może idź poszukaj Camili... Nie najlepiej się czuję, muszę odpocząć.
-no dobrze.. ale czemu sie zle czujesz ?
- Nieważne...
-powiedz
- Po co ci to wiedzieć?
-jestem bardzo ciekawska
- Tym razem chyba jednak nie zaspokoisz swojej ciekawości.
-czemu ?
- Bo nie odpowiem na twoje pytanie.
-no trudno... -powiedziała patrzac w ziemie
- Nie mam zamiaru opowiadać ci o swoich problemach. Wybacz...
-nie mam co wybaczac..
- Muszę już iść.
-to do zobaczenia...
Poszedłem w stronę pokoju. W pewnym momencie odwróciłem się w jej stronę z uśmiechem, jednocześnie spoglądając na nią smutnym wzrokiem.
______________________
Dzikeuje? XD

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

^^

~Bill~
kiedy doszłem do stołówki zjadłem co nieco i wróciłem do Caro
-Heja -powiedziałem i pocałowałem ją
- No wreszcie. -Uśmiechnęła się.
-co teskniłas ?-połozyłem sie koło niej
- Jasne, że tak. I to baaardzo.
-Mmmm..-przytuliłem sie do niej i zaczełem całowac po szyji.
Zaśmiała się cicho.
- No dobra, wybaczam.
-no ja myśle..
- Ale tak w sumie, to długo cię nie było...
-bo jeszcze odprowadzałem jakąs nowa do pokoju..
- mhmmm...
-niom
- Hmmm... Ale nie była ładniejsza ode mnie, nie?
-nie..-powiedzialem i przytulilem sie do niej
- Mam nadzieję.
-zazdrosnica..-powiedziałem chichocząc
- No wiesz, jak się ma takiego chłopaka, to trzeba uważać...
-hihi... no widzisz-pocałowałem ją
- No widzę. -Powiedziałam tuląc się do mnie.- Nikomu cię nie oddam.
-Ja równiez nikomu Cie nie oddam
- Jestem tylko twoja. -Pocałowała mnie- Nikomu mnie nigdy nie będziesz musiał oddawać.
-i tak bym Cie nie oddał jakbym musiał
- Ale nie będziesz musiał.
-i dobrze
- Mam nadzieję, że ja też nie będę cię musiała nikomu oddawać... Bo nie oddam cię póki żyję.
uśmiechnełem się
-nawet nie wiesz jak sie ciesze ze z toba jestem
- A ty nawet nie wiesz jak ja się cieszę, że jestem z tobą. -Zaśmiała się.
-hmm no nie wiem ...
- Nie mam słów by to opisać. -Powiedziała z uśmiechem i mnie pocałowała.
-yhymm bo tak naprawde ich nie znasz tsa ?\
- Taak. Nie umiem mówić. -Zaśmiała się.- Nie wyobrażam sobie żyć bez ciebie... No przecież widzisz, że nawet spać bez ciebie nie mogę.
-hmm .. bo umiem CIe obronic -powiedziałem i pocałowałem ją
- Bo czuję się przy tobie bezpieczna... Bo cię kocham...
-ja ciebie też.
Przytuliła się do mnie mocno.
- Wiesz... Mnie już bez ciebie nie ma. Zająłeś całe moje serce i bez ciebie nie zostałoby ze mnie nic. -Powiedziała.
-jestes taka słodka
- Dziękuję. -Powiedziała uśmiechając się.- Ale ja tylko stwierdzam fakt.
-dzieki
- Nie masz za co dziękować. Wiesz jak fajnie mi się tak z tobą leży? Tak miło się chyba jeszcze nigdy nie czułam... Co prawda nie pamiętam większości swojego życia, ale wydaje mi się, że wtedy też nigdy nie było tak pięknie jak teraz...
-i tak bee dziekowac-powiedzialem i pocalowałem ja
- No jak se chcesz. -Zaśmiała się.
-no dobrze.. to tak bede robił
Pocałowała mnie.
-Ty rozumiesz, że niedługo się zaczną lekcje?
-yhymm.. ciekawe co bedziemy robic..
- Na pewno nie leżeć w łóżeczku...
-hmm a skad wiesz ?
- Bo tak czy inaczej to jest szkołą i będziemy mieli jakieś lekcje...
-mam nadzieje ze bedzie cos trzeba w parach zrobic -zachichotałem
- Oj oby. -Powiedziała z uśmiechem.
popatrzałem jej głeboko  w oczy
-kocham cie..
- Ja ciebie też. -Powiedziała z uśmiechem.
-ja ciebie mocniej ..
- Wcale, że nie.
-a chcesz mi to udowodnic ?
- Chcę, ale nie umiem...
-wiec nie mów mi ze ja kłamie...
- No ale kłamiesz, bo ja ciebie bardziej kocham. I skoro twierdzisz, że jest inaczej, to ty mi to udowodnij.
-bardzo chcetnie .. tyle ze jest problem...
- Jaki?
-bo ty mnie chyba bardziej kochasz.....
Zaśmiała się.
- Wiedziałam!
-hehehe... dałem Ci wygrac
- Jasne, jasne....
-no tak
- No oczywiście. -Zaśmiała się.
-nie chcialem abys sie czuła taka... mniej wazna ..
Spojrzała mi w oczy z uśmiechem.
- Ok, ok.... -Szepnęła i pocałowała mnie.
-wygralem .. znowu ..
- Oczywiście...
-niom ...
- Zwycięzca... -Zaśmiała się.
-nom twój zwyciężca -pocałowałem ją
- No mój. Własny.- Powiedziała z uśmiechem na twarzy.- Mój kochany zwycięzca.
-aj -powiedziałem patrzac na okno
- Co jest?
-chce isc na spacer bo mnei nogi bolą -usmiechnołem sie do niej
- Ymmm... No dobra...
-hihi-zasmiałem sie cicho
- Z czego się śmiejesz?
-z niczego ..
- Mhmmm....
-Nom
- To... Idziemy?
-no pewnie-wstałem z łózka szybkiem krokiem.
Wstała z łóżka i założyła buty.
- Prowadź. -Powiedziała.
-okem ..-podeszłem do niej wystawiłem ręke
-czy mogę panią prosic ?
- Yyyy... -Zdziwiona podała mi rękę.- Jasne...
-to idziem -prowadziłem ją na spacer
- W sumie, nie tak źle poza łóżkiem. -Powiedziała.
-tez tak sądzisz ?-usmiałem sie
- Nomcik.
-to dobrze...
- No chyba...
-no.. juz nie ma tematów nie bedziemy przeciez tak rozmawiac.
- Niedługo zacznie się rok szkolny, coś się będzie działo i będzie o czym rozmawiać...
-napewno ..
- A teraz, skoro nie ma o czym mówić, to po co mówić? - Uśmiechnęła się do mnie.-
-no to co chesz robic ?
- A więc możemy spacerować w milczeniu tuląc się do siebie. Mi to odpowiada, a tobie?
-hmmm... nie za bardzo .. a buzi ??
- Może być... -Pocałowała mnie.
-od razu inaczej na to patrze
- No, a dalej co robimy?
-mielismy  sie przytulac..
- No to tulimy. -Zaśmiała się.
-okej-objołem ją
- Kocham cię. -Szepnęła przytulając się do mnie.
-no wiem...
- Wiem, że wiesz. -Zaśmiała się.- Ale to tak pięknie brzmi...
-to tez wiem...
- Znów zamierzasz się popisywać swoją wiedzą? -Spytała chichocząc.
-tak ...
- No to dawaj.
-dobrze...wiem ze jestes ładna..
- Ooo dziękuję.
-prosz..
- Kochaniutki jesteś.
-wiem ..
- Oj ty mój inteligencie...
-wiem jestem kujonem
- Z tym się akurat nie zgodzę.
-czemu ?
- Bo nigdy nie widziałam takiego ślicznego kujona.
-no bo ja jestem pierwszym..
- Aha, ale mimo wszystko, na kujona nie wyglądasz.
-wiem..
Zaśmiała się.
- A czy pan wszechwiedzący zechciałby dać mi buziaka?
-tak -pocałowałem ją
- Dziękuję.
-prosze..
- Ymmm... To co robimy teraz?
-uuuu nie wiem .. przykro mi..
- Mi też... -Powiedziała tuląc się do mnie.
-ehhhh.....
- Cio? -Spojrzała mi w oczy uśmiechając się.
-nic nudzi mnie sie
- No to wymyśl coś, co możemy robić...
-mozemy powaznie porozmawiac...
- Poważnie? Mam się bać?
-tak -powiedziałem cichym głosem i z powazna miną.
Nic nie odpowiedziała wpatrując się w mnie z niepewnością.
-wiec musisz mi terz z calym szacunkiem powiedziec...
- Co mam ci powiedzieć?
-Czemu ty .. taka ładna dziewczyna wybrałas mnei ?
- Bo cię kocham. Bo jesteś wyjątkowy... Bo tylko przy tobie czuję się tak szczęśliwa...
-dziekuje Ci kochanie
- Ale za co mi dziękujesz? Odpowiedziałam na pytanie. -Zaśmiała się.
-dziekuje zaa to ze tak sadzisz i za to ze odpowiedzialas
- Nie masz za co dziękować. Bo po prostu jesteś dla mnie najwspanialszy na świecie, nie wiem jak mogłabym w ogóle choć pomyśleć o kimś innym.
-o raju .. nie wiedziałem ze az tak..
- To teraz już wiesz. A co z tym faktem zrobisz, to twoja sprawa.
-hm... zabiore go do grobu
- Mhmmm...
-chyba ze nie chcesz..
- Chcę, chcę. Tylko się do tego grobu nie śpiesz. -Pocałowała mnie.
-zastanowie sie
- Oj no....
-no co ?
- Nie możesz umrzeć przede mną.
-to ja mam cierpiec bez ciebie ?
- Oj nie wiem... Może umrzemy na raz?
-okej .. ale sie z tym nie spieszmy
- No jasne, jeszcze mamy na to dużo czasu.
-oj bardzo duzo
- No. Na całe szczęście.
uśmiechnełem sie do niej
- Dużo, dużo czasu. Razem.
-az za duzo -przytuliłem ją
- Póki będziemy razem nigdy nie będzie dla mnie za dużo. -Powiedziała przytulając się do mnie.
-dla mnie tez
Pocałowała mnie delikatnie.
- Baaaardzo cię kocham.
-Ja ciebie tez bardzo kocham
- Nikt szkoły nie lubi... A ja ją uwielbiam, bo dzięki niej poznałam ciebie.
-tak.. jestes ciekawa co bys robila jakbyśmy nie chodzili tu do school ?
- Nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić, bo wiesz straciłam pamięć, więc w sumie pamiętam tylko jeden dzień zanim tu dotarłam...
-A no tak... przepraszam ze o to zapytalem-przytuliłem ją.
- Nic się nie stało. -Uśmiechnęła  się tuląc się do mnie.
-No to dobrze bo nie wybaczył bym se tego  -delikatnie zacząłem ja całować.
- To i tak się już nie liczy. Najważniejsze, że teraz jestem tu. Przy tobie.
-nawet nie wiesz jak sie ciesze ze moge byc z tobą
- Na pewno nie bardziej, niż ja. -Powiedziała uśmiechając się.
-idziemy sie gdzies przejsc bo mi juz nogi dretwieja
- Jasne. Ale gdzie?

.......
Zaraz przez was bełtne ()
Oj też byś tak chciała XD ;p
Zazdrosci nam :D ~herbatka~
Ja tam Caro i Billowi zazdroszczę. Oni są tak cholernie słodcy... Ja też tak kurde chcę! ~Kubeczeeek~

niedziela, 7 kwietnia 2013

Nowy świat

~Agnes~
Spojrzałam jeszcze raz na obraz, który namalowała wyrocznia...
- Spójrz wyraźnie! To jest człowiek, tu nie ma ludzi.
- Przecież wiesz, że wyrocznia nie maluje zgodnie z wyglądem.
- Może nie zgodnie z wyglądem, ale raczej demona z człowiekiem nie pomyliła. Zrozum mamo, mam dosyć czekania na miłość, która tu nie przyjdzie... Może ty nie jesteś zdolna do takich uczuć, ale dobrze wiesz, że tata kochał... I ja też chcę kochać.
- Twój ojciec nigdy nie pozbierał się po śmierci swojej żony. Chcesz skończyć tak jak on?
- Nie skończę tak... A nawet jeśli, to chcę poczuć smak tej miłości... Tu w podziemiach jej nie ma! A na tym rysunku jest człowiek! - Krzyknęłam po raz ostatni. Wiedziałam, gdzie muszę trafić. Muszę iść tam, gdzie chodzi mój ojciec... Do mojego brata. Tylko tam taka jak ja może żyć w spokoju, a jednocześnie wśród ludzi...
Wzięłam torbę i obrazek i wyszłam, rzucając w stronę matki ostatnie spojrzenie. Wkrótce znalazłam się na ziemi. Był już wieczór, a ja nie bardzo wiedziałam gdzie jestem...
- Jej, zimno tu... -Powiedziałam do siebie. Byłam przyzwyczajona do gorącego, dusznego powietrza, wypełniającego piekła. Zobaczyłam budynek. Weszłam tam i moim oczom ukazał się napis "Sekretariat" widniejący na drzwiach. Weszłam do środka.
- Witam... -Kobieta spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- A myślałam, ze znam wszystkich ludzi z nadnaturalnymi mocami na całej ziemi... -Powiedziała.
- Być może... Bo ja akurat pochodzę z piekła.
- No cóż... -Podała mi kluczyk do pokoju.- Miłego pobytu w akademii panno...
- Agnes Night. -Powiedziałam i wyszłam.
- Night... -Usłyszałam słowa sekretarki, gdy zamykałam drzwi.
Otworzyłam duże drzwi i moim oczom ukazał się ogromny korytarz.
- Wow... -Powiedziałam do siebie. Rozejrzałam się po korytarzu...- Tyle tu drzwi... Jak mam znaleźć te właściwe? -Spytałam sama siebie i stanęłam tuż za drzwiami oszołomiona ogromem korytarza.

~Bill~
byłem strasznie głodny czułem ze zoadek juz je sam siebie wpadłem na jakąs dziewczyne
-Sorry .. -rzuciłem słowem w jej strone
- Uważaj jak chodzisz...
-a ty bądż milsza to mzoe sie dogadamy
Spojrzała na mnie dziwnie.
-E dobra zacznijmy od nowa jestem Bill..
- Agnes... -Powiedziała niepewnie.
-Co Cie tu sprowadza?-spytałem a ja bylem jeszcze bardziej głodny
- Yyyy... Właśnie miałam iść szukać pokoju...
-moze Cie zaprowadze hę ? ty szybciej tam dotrzesz a ja ...-powiedziałem -szybciej cos zjem -powiedziałem ciszej
- Tak... Byłoby miło... -Powiedziałam niepewnie.
-pokaz numer ..
Pokazała mi kluczyk i spojrzała na wielki korytarz.- I gdzie to jest?
-A ten .. juz Cie zaprowadzam .. -powiedziałem i ruszyłem korytarzem.
Poszła za mną niepewnie rozglądając się po korytarzu.
-oke tu jest pokój -wzkazałem na drzwi ..
- Dzięki... -Powiedziała i niepewnie złapała za klamkę...
-to narazie ..-powiedzialem i poszedłem znowu w strone stołowki

~Agnes~
Weszłam do pokoju i zaczęłam się rozpakowywać. Powiesiłam nad łóżkiem obrazek wyroczni i usiadłam na łóżku wpatrując się w obrazek.

piątek, 5 kwietnia 2013

Brajan

siedziałem w pokoju i nagle przyszedł do nas chyba nowy współlokator
-Hej Brajan jestem -powiedziałem siedzac na łózku ..
- Cześć... -Odpowiedział niepewnie.
-Nowy co ?
- No...
-a co Cie tu sprowadza  ?
- Jeśli dobrze zrozumiałem, to ojciec... Ale w sumie niewiele rozumiem...
-Emm...w sumie ja tez napoczatku nic nie rozumiałem mozna sie przyzwyczaić.
- Ja nawet nie wiem gdzie jestem i w sumie nie bardzo też wiem kim jestem... Znaczy przez całe życie myślałem, że jestem zwykłym, beznadziejnym człowiekiem. No, może nie zwykłym, raczej wyrzutkiem społeczeństwa.
-połowa ludzi tu taka jest ..
- Taaak... Tyle, że ja nawet nie wiem czym ja jestem... Nie zdążyłem się dowiedzieć, wszystko się za szybko działo... I przyszedłem tu z nimi... Bo w sumie nie miałem gdzie iść.
-no widzisz znaczy ze dobrze trafiłeś... wiesz gdybys nie był normalny ciekawe co by Ci zrobili widziałeś moce naszych znajomych..
- Widziałem demony... I poza tym kilku ludzi, chociaż nie wiem co oni potrafili... I nie wiem co ja zrobiłem... Wiem tylko, że nagle stałem się silniejszy... Nie wiem jak...
-ale chyba wiesz ze jestes nie zwykły ?
- No tak mi się wydaje... Poza tym podobno jeden z nich to mój brat... Ale nie wiem, tak powiedział jeden z demonów, który dodatkowo podawał się za mojego ojca...
-poczekaj John to twój brat ?
- Chyba.... Niczego już nie jestem pewien... Tak mi powiedział ten drugi demon... Chyba mam mu wierzyć, ale nie wiem...
-ja tez tego nie wiem ...
- No ty raczej nie masz jak tego wiedzieć...
-dobra ide sie przejsc zostajesz czy idziesz ?
- Emmm... A nie będę przeszkadzał?
-nie ..-powiedziałe uśmiechając sie lekko
- No to mogę się przejść.
-to chodź -powiedziałem i wyszlismy z pokoju
-moze oprowadzic Cie tu gdzie juz wiem co jest ..
- Jeśli ci się chce...
-Ymm i tak nie mam nic innego do roboty
- No to chodźmy...
oprowadziłem nowego wsprółlokatra po paru miejscach ... nagle zobaczyłem Rose
-i jak Ci sie podoba ? -spytałem Davida o miejsce..a ja patrzałem sie na dziewczyne
- Jest ok...
-a dasz sobie juz sam rade ?
- Ok...
-ok to do poxniej -powiedziałem oddalajac sie i podeszłem do Rose
-Hej .. pogodziłem sie z bratem ..-powiedziałem do niej
- Cześć. To dobrze.
-a jak tam u ciebie ?
- Dobrze. A jak ma być? - uśmiechnęła się
-no nie wiem .. ostanio zdawałas sie taka troche jakby hmm.. przybita ?
- Wydaje ci się - uśmiechnęłam się
-mozliwe...

czwartek, 4 kwietnia 2013

Niech mnie ktoś przytuli...

~Caroline~
Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku...
- Cześć - powiedziała Zoey
- Cześć...
- Dlaczego sobie od nich poszłaś?
- Kłócą się w kółko... Nie mam siły ich słuchać...
- Ta słyszałam.
- Chyba się trochę zdrzemnę... Jeny oby wreszcie było spokojnie, przez to całe nadużywanie mocy ledwo żyję... -Powiedziałam smutno.
- tak jak ja. Myślałaś już nad mentorem? - zapytałam
- Nie mam siły myśleć...
- Dobra już się nie odzywam - powiedziała i zamknęła oczy
Położyłam sobie poduszkę na głowie.
Zoey była zmęczona jednak nie mogła spać w końcu wstała i wyszła.
Zasnęłam, ale miałam okropne sny. Obudziłam się ze łzami w oczach.
- Pięknie... Jeszcze spać nie mogę... -Powiedziałam do siebie.
nagle przyszedł do mnei Bill
-Co tam śliczna ?
Spojrzałam na niego załzawionymi oczami, które szybko potem przetarłam rękawem.
- Emmm... Nic ciekawego.
-czemu płakałaś ?
- Zły sen... -Powiedziałam smutno. Przesunęłam się na łóżku.- Chodź mnie przytulić...
-no juz-usiadł koło mnie i mnie przytulił -bedzie dobrze
- Wiesz jak się okropnie czuję? Chce mi się spać, ale jak tylko zasnę, to od razu się budzę... I do tego boli mnie głowa... -Powiedziałam smutno, tuląc się do niego.
połozył sie na łózku
-to bede spał z tobą ...
- I nie przeszkadza ci, że znowu Adrian będzie coś odwalać??
-nie -powiedział i mnie pocałował
Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Jesteś taki kochany...
-nie tak jak ty...
- Kłóciłabym się o to, ale nie mam siły...
-to połóz sie spać -obioł mnie
Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy.
Bill patrzał sie w sufit.
Zasnęłam. Po chwili koszmar zaczął wracać. Poruszyłam się.

~Bill~
czułem jak sie zaczeła wiercić
przytuliłem ją mocniej
-bedzie dobrze...

~Caroline~
Nagle koszmary zaczęły odchodzić. Wtuliłam się w jego ramiona i uśmiechnęłam się lekko przez sen.

~Bill~
byłem szcześliwy ze Caro mnie nie odżuciła ..patrzałem nanią i głaskałem ja po głowie ...
Po dłuższym czasie Caroline się obudziła. Spojrzała na mnie z delikatnym uśmiechem na twarzy.
-dobrze sie spało ?
- Dobrze. Jesteś moją osobistą przytulanką, która odstrasza złe sny... -Powiedziała i pocałowała mnie w policzek.
-E czy ja wiem że ze mnie taka przytulanka.
- Taki kochany pluszowy miś. -Zaśmiała się.
-no niech bedzie -powiedziałem i pocałowałem ją .
Spojrzała mi w oczy.
- Dziękuję ci.
-za co ?-spytałem lekko zdziwiony
- Za to że jesteś taki słodki, że mi pomagasz i się mną tak opiekujesz...
zaśmiałem sie
-a za to .. to nawet nie musisz dziekować ..
- No nie muszę. Ale chcę.
-Caroline.. bo ja nie chce Cie straciz chcesz byc moją dziewczyną ?
- Oczywiście, że chcę. -Powiedziała radośnie.
odczułem ulgę
-nawetnie wiesz jak sie ciesze !-powiedziałem i pocałowałem ją ..
- Ja też się bardzo cieszę, że w ogóle mnie o to spytałeś...
-jak mogłem o to nie zapytać
- No wiesz, jak na razie to ja cię tu jedynie męczę...
-ależ skad
- Serio? Ja tu sobie spałam, a ty się nudziłeś.
-tak masz racjie jesteś okropną dziewczyna -zachichotałem
- No właśnie... :(
-ale nie smuc .. taką Cie włąsnie pokochałem ..
Uśmiechnęła się.
- Taką, która jest na tyle beznadziejna, że nawet spać sama nie potrafi? -Zaśmiała się cicho.
-Ymm no tak ..
- Masz dziwny gust.
- w tym momencie sama siebie obraziłas ..
- No wiem, bo ja się nie nadaję by mnie chociaż lubić... -Powiedziała smutno, po czym dodała- I nawet nie wiesz, jak ważne jest dla mnie, że ci na mnie zależy, bo nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
-Hmm zapewne bys sie gdzies szlajała... ale co do tego to czemu jestes zajebista dziewczyną .. i nie wiem o co Ci chodzi
- No o to, że się mną musisz opiekować, bo sama spać nie mogę...
-ale mnie sie to podoba
- Nie zostawisz mnie nigdy, prawda? -Spytała patrząc mu w oczy.
-opszcze Cie jak tylko znajde ładniejsza... cos ty głupia ? no raczej ze nie ..
Uśmiechnęła się lekko
- Kocham cię... -Szepnęła.
-ja Ciebie też .
Uśmiechnęła się.
- Emmm... Będziemy tu tak leżeć?-Odezwała się po chwili.
-nie wiem .. to zalezy od ciebie
- W sumie już się wyspałam...
-a wiec co chcesz robic ?
- A więc nie mam pojęcia....
-tak myslałem .
Zaśmiała się.
- A ty masz jakieś pomysły??
-Ymm nie..
- Szkoda...
-czemu ?-przytrzymałem jej rece i zaczołem całowac.
- Emmmmm.... -Pocałowała mnie- Oj już zapomniałam. -Zaśmiała się.
-wiem ze nie .. mów
- Nie, serio zbiłeś mnie z tropu, nie wiem co chciałam powiedzieć...
-dobra to sie odwróce -pósciłęm ja i odwróciłem sie od niej
- Ale to nie pomaga... Lepiej było jak mnie przytulałeś...
-Eee skad mam pewnasc -znowu sie do niej odwróciłem
- Bo tak mówię... No przytul. -Uśmiechnęła się.
-no dobrze -przytuliłem sie do Caro
- Dziękuję. -Zaśmiała się tuląc się do mnie.
- prosze kochanie ..
- A buzi mi dasz?? - Spytała robiąc słodką minkę.
-zastanowie sie...Hmmm-nie odzywałem sie przez pewien czas
-tylko wtedy jak sobie przypoomnisz co miałas powiedziec..
- Oj ty niedobry człowieku... -Zaśmiała się.
-tak wiem jestem nie dobry -powiedziałe ale i tak ja pocałowałem
Uśmiechnęła się.
- Nie jesteś... Tylko tak żartowałam. -Powiedziałam i również go pocałowałam.- Jesteś cudowny.
-tak to tez wiem..-zaśmiałem sie ..
- I do tego bardzo mądry, wszystko wiesz....
-to rowniez wiedziałe .. ale skoro mi to juz wypominasz..
Zaczęła się śmiać.
- Fajnie mieć o sobie takie dobre zdanie?
-tego juz nie wiem .. -powiedziałem z usmiechem
- Hahah... A to dziwne...
-wiem ..
- I tak cię kocham. -Powiedziała i pocałowała mnie delikatnie.
-To tez wiedziałem ale miło było to usłyszec -rowniez ja pocałowałem
Uśmiechnęła się.
- Baaardzo cię kocham.
-Ja ciebie bardziej.
- Nie prawda.
-no to udowodnij
- Ale jak??
-nic nie bede Ci mówic to ty masz mi to udowodnić ...-powiedziałem z uśmiechem
- No jak możesz mi to robić? Ja nie lubię myśleć. -Zaśmiała się.
-to juz nie moja wina
- Oj no to nie każ mi myśleć. -Znów się zaśmiała i spojrzała na mnie robiąc słodką minkę.
-musze.. musisz udowodnic ze mnie bardziej kochasz..
- Ale jak mam to udowodnić?
-probuj
- Kocham cię najbardziej na świecie i oddałabym za ciebie życie... Ale nie wiem jak ci to udowodnić...
-no dobrze nie musisz udowadniac
Uśmiechnęła się.
- Tak baaaardzo cię kocham.
-ja ciebie tez-powiedziałem i przytuliłem ją mocno.
Uśmiechnęła się przytulając się do mnie.
- Mogłabym tak przeleżeć wieczność, tuląc się do ciebie.
-A ja bym zgłodnial ..a  tak propo głodny jestem
Zaśmiała się.
- No tak... A było tak pięknie. -Puściła mnie.- Idź sobie coś zjedz.
-wyganiasz mnie ? a tak propo chcesz cos ?
- Nie wyganiam cię, ale skoro jesteś głodny to chyba oczywiste, że musisz coś zjeść... I nie, dzięki, nie jestem głodna.
-oke zaraz wracam  -pocałowałem ją i poszłem
wyszedłem z pokoju i podazałem w strone stołówki 

Nie wiem

~Caroline~
- Oni zawsze się tak kłócą?
-a bo ja wiem .. ale zaczynało mnie to juz wkurzac
- No nie dziwię ci się...
uśmiechnął się do mnie  lekko i objął.
Przytuliłam się do niego.
- Możesz wpadać do mnie, jak coś.
-dzięki .. ale zaraz znowu będa podejrzenia wobec nas..
- Oj nie moja wina, że w tej szkole same zboczeńce...
-no tak ale nikogo wtedy nie było a ty nic nie pamietasz i teraz beda mnie oskarżac
- Oj nie przejmuj się nimi no...
-jak dasz buzi to zapomne o sprawie ..
Zaśmiałam się.
- Haha no dobrz...
-a wiec ?
Pocałowałam go.
- No, może być??
-Eee.. słabo ale niech będzie ..
- No dzięki...
-ej no przeciez zartuje ..
- Focham się...
złapał mnie za tułów (bez skojarzeń)
-no rosze nie fochaj .. -przytulił sie do mnie
Zaśmiałam się.
- Foch.
-to ja tez -odwrócił sie odemnie
- Oj myślałam, że będziesz mnie bardziej wytrwale przepraszać...
odwrócił sie znowu do mnie ..
-to źle myślałas.. -uśmiechną sie do mnie
- Ooojjj.. -Spojrzałam na niego robiąc smutną minkę.
-dobra nie umiem sie na ciebie fochac..
- No i dobrze. -Uśmiechnęłam się.
-a jakbym sie nie odbraził to co ?
- To by mi smutno było...
-a to wole nie ryzykowac
Przytuliłam się do niego.
- To nie ryzykuj. -Powiedziałam uśmiechając się.
-niech bedzi -rowniez sie do mnie przytulił
- No i dobrze.
obioł mnie w tali i pocałował ...
- Wynajmijcie sobie pokój ten jest wystarczająco skażony - powiedział Adrian
-Hmm.. a ty nie miałes czego tam robic?
-Yyy... nie, soczku?
-Yyy.. w pysk ?
- Mogłeś powiedzieć, że nie.
-Mogłem ale twojego soczku nei bede pił jak amsz nie otwarty to daj ...
Rzucił mu drugi soczek
- Masz
Bill złapał sok i otworzył
-skad ty to wogóle masz ?
- Emmm.... ze stołówki.
-Aham.. -napił sie soczku-kurcze dobry ten soczek
-Caro chcesz troche ? -spytał sie Bil
- Nomć.

~Sydney~
Otworzyłam oczy.
- Dzięki, że nie dajecie mi spać. Ejj skąd macie soczek?
-Adrian nam dal ...-powiedział Bill
- Adrian daj soczek. - powiedziałam
- Łap - powiedział
- Ile ty masz tych soczków?
- Yyy... dużo
- Chcesz ? - zwróciłam się do Johna
- Nie, dzięki.
- Na pewno?
- Na pewno.
- Co ty taki sztywny? - zapytał Adrian
- Weź się nie odzywaj...
- No co ja ci zrobiłem?
- Mam wymieniać po kolei?
- No dawaj - wstał i zaczął sprzątać
- Eee... co ty robisz?- zapytała Sydney
- Sprzątam nie widać?
- Nie wnikam.

~Caroline~
- A wy znowu to samo... Ja wychodzę. -Powiedziałam wstając.
- Ale co? - zapytał Adrian
- Będę u siebie. -Powiedziałam, spoglądając na Bill'a i wyszłam.
- A jej co znowu? - zapytał i wrócił do sprzątania
- Pewnie ma cię dosyć. Po za tym Adrian ty na pewno dobrze się czujesz?
- Ja nigdy nie czuję się do końca dobrze.
- No tak racja.

~Bill~
-idiota..-powiedziałe i odwróciłem sie na łózku
- Boże czy ja naprawdę tak wam przeszkadzam?
-nie...ale chciałem z nią posiedziec..
- Boże no to idź do niej - powiedział i wyszedł

~Sydney~
Bill po chwili wyszedł
- No to zostaliśmy sami - zwróciłam się do Johna.
- No na to wygląda...
- Co chcesz robić?
- Ymmmm... Nie wiem...
- Ja wiem. Co chcę robić. - powiedziałam
- A co to takiego?
- To - powiedziałam i go pocałowałam.
- Hmmmm... Ale jesteś pewna? -Spytał po czym mnie pocałował...
- Tak.
- A wiesz, że cię kocham?
- Tak. A wiesz, że ja cię kocham?
- Wiem. -Powiedział uśmiechając się.
Znów go pocałowałam.
- Ale ja i tak kocham cię bardziej...
-Nie wierzę.
- To uwierz.
- Udowodnij
- Jak??
- Nie wiem
- No widzisz...
- Wymyśl coś.
- Ale ja nie umiem myśleć...
- No widzisz czyli ja kocham cię bardziej.
- To, że jesteś mądrzejsza nie znaczy, że bardziej mnie kochasz...
- Skoro tak twierdzisz.
- No widzisz...
- I tak bardziej cię kocham.
- Niieeeee
- Taak. Myślałeś już nad mentorem?
- Nie miałem na to czasu...
- Taa... ja też powiedziałam - Nadal jesteś zdezorientowany prawda?
- No...
- Nie przejmuj się tym
- Łatwo ci to powiedzieć... To nie ty nagle dowiedziałaś się, że masz jakieś niezliczone rodzeństwo i że o mało nie zabiłaś brata... Chyba wolałbym tego nie wiedzieć...
- No to chociaż nie przejmuj się tym teraz.
- No dobrze. Postaram się.
- To co robimy?
- Nie wiem...
- To będziemy tak leżeć?
- Hmmm... A co byś chciała robić?
- A nie wiem, a ty?
- No już mówiłem, że nie wiem.
- Ja też nie wiem
- No to leżymy... -Zaśmiał się.
Wstałam
- O nie. - uśmiechnęłam się - Wstawaj
Zaśmiał się i wstał.
Złapałam go za rękę.
- Chodź idziemy.
- Gdzie?
- niespodzianka
- No eeej powiedz....
- Niee
- No proooooszę
- Nie. Chodź.
- No dobrze. Idziemy.
Wyszliśmy do ogrodu.
Rozejrzał się.
- Jesteśmy w ogrodzie... No i?
- Chodź. Idziemy na spacer.
- Ok...
- No to chodźmy
- No to idziemy....
Ruszyliśmy.

______
huehue :D John nie widzi nie ? xD
Adrian tak. :D

Soczku?

~Adrian~
Wyszedłem z pokoju. Bez sensu chodziłem po Akademii pijąc soczek.
Zobaczyłem Zoey siedzącą pod  ścianą.
- A ty co tak siedzisz?
Podniosła na mnie wzrok.
- Myślę.
Usiadłem obok niej.
- Soczku?
- Jasne czemu nie - wzruszyła ramionami i napiła się soczku
- O czym myślisz?
- Zastanawiam się co tu robię.
- Zgaduje, że siedzisz.
- Nie w tym sensie. Dlaczego jesteś smutny? - zapytała
- ...
- Jesteś zazdrosny o Sydney prawda?
- Tak ale nie w sensie miłosnym. Zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi i nawet ja chcę żeby tak zostało.
- Ty jej nigdy nie kochałeś prawda?
- Zawsze ją kochałem ... jak przyjaciółkę. Chcę żeby była szczęśliwa i nie chce aby rozstawała się z Johnem.
- Dlaczego mu tego nie wytłumaczysz.
- Po co? I tak każdy uważa mnie za idiotę.
- Ale ty nie jesteś idiotą... no czasem..
- Ej... poczekaj skąd ty to wszystko wiesz?
- Pogrzebałam ci trochę w mózgu.
- Mój mózg poczuł się dotknięty.
- Takie życie.
- Dlaczego wg. ze mną rozmawiasz?
- Potrafię dostrzec prawdę.
- Pewnie tak.
- Chcesz o tym porozmawiać?
- O czym?
- O twojej matce, ojcu, bracie...
- Ahh tak to.. nie wiem czy jest o czym rozmawiać.
- Jest
- No nie wiem. Mój brat mnie nie lubi to mało powiedziane, przez niego matka nie żyje. A no a mój ojciec mnie zostawił.
- Musisz odnaleźć ojca.
- Czemu tak sądzisz?
- Nie wiem. Tak myślę. To w końcu twoja rodzina. Ja swojej nie pamiętam.
- Przykro mi
- Nic  nie szkodzi jest okay.
- Jesteś dobrą słuchaczką.
- Dzięki. Taka już jestem. Jeśli się martwisz o to, że wszyscy stają się zakochani.... Nie przejmuj się tym. Jeszcze poznasz kogoś wyjątkowego.
- Dzięki ty też.
- Może nawet już poznałam. Sama nie wiem żałuję, że nie mogę pogrzebać sobie w mózgu.
- Kiedyś sobie przypomnisz. Dzięki za rozmowę nie musiałaś tego słuchać. - powiedziałem wstając
- Ale chciałam.
Uśmiechnąłem się do niej i wróciłem do pokoju.

środa, 3 kwietnia 2013

nowe znajomosci Dagmary i Camili

~Daga~
rozpakowalismy sie i smielsmy i pytaysmy czemu nie powiedziałysmy sobie tego wczesniej
-idziemy sie przejsc?
-jasne chodź
wziełam ja za reke i pobieglismy wzdłuz korytarzu az nie wpadlismy na....
_____
dokoncz ktos...

Wspinaczka

od razu po kłótni z Jakubem tez  wyszedłem z pokoju
pobiegłem na dwór i zaczołem ćwiczyc sztuki walki
- Witaj! -Zawołała siedząca na drzewie Leaf.
-Ooo . hej ..zejdziesz do mnie czy bedziesz tam siedziec ? -spytałem
- Emmm... Jak chcesz to mogę zejść. -Zaśmiała się po czym zeskoczyła z drzewa.
-co ty tam robiłaś ?-popatrzałem na nią a potem na drzewo
- A więc... Siedziałam.
-  a jak tak kwiat ?-nie miałem tematu do rozmowy
- Siedzi grzecznie w klatce dla chomika. Dostał trochę ziemi i wody...
-a to dobrze...chyba... nie sprawiał kłopotów ..
- Bardzo grzeczny jest.
-chcesz cos porobic
- No.
-a co chcesz ?
- Ehmmmm... Nie wiem...
-ja tez nie
- W lesie to ja zwykle... Chodziłam po drzewach z kumplami...
-chyba mi sie to nie uda..
- Ale to jest bardzo proste..
-myślisz ze mi sie to uda ?
- No. Ale zacznij od jakiegoś drzewa, które ma blisko gałęzie.
popatrzałem sie dookoła i zobaczyłem z nizkimi gałeziami
-dobra spróbuje -podeszłem do drzewa i bez problemu na nie weszłem
- Gratuluję!
-dzieki .. chyba
Zaśmiała się i po chwili weszła na gałąź obok mnie.
-to co teraz ?-usmiechnełem sie lekko
Teraz idziemy na to duże drzewo i robimy zawody kto wejdzie wyżej.
-dobra niech bedzie ...
Uśmiechnęła się, zeskoczyła z drzewa i stanęła pod najwyższym drzewem w ogrodzie.
rowniez podeszłem pod drzewo.. i popatrzałem na nie
-to co wchodzimy ?
- Nom. -Odpowiedziała i podskoczyła do pierwszej gałęzi...
rowniez podskoczylem i podciagnełem sie w sumie nic dla mnie trudnego i nowego ..codzienie cwiczyłem ...
-no to start ?
- Trzy... Dwa... Zero! -Krzyknęła i zaczęła się wspinać.
rozkminiłem o co chodzi i po chwili zaczołem sie tez wspinać
- Hahaha czekam na górze! -Zawołała.
-to poczekaj -krzyknołem "tylko nie patrz w dół" mowiłem sa do siebie po co ja tu wlazłem jak mam lek wysokosci ....
Wspięła się dość wysoko.
- I co, dajesz radę?
-yhymm .. -powiedziałem potwierdzajc i przekonujac sam siebie
- Słyszę niepewność w twoim głosie...
-Emmm moze troche ..
- Haha, to co, schodzimy??
-nie idziemy dalej ..
- Na pewno??
-tak -poweidziałem i ześcizgnełem sie z gałęzi spadęłm do połowy i rozciełęm se cała ręke..
- Ej, żyjesz? -Spytała schodząc niżej.
popatrzałem na ręke..
-Ymm tak..-powiedziałem i seszlem z drzewa..
Zeszłam za nim.
- Mocno się poodzierałeś?
-Eeeee...nie widac -powiedziałem patrzac na cała zakrwawiona reke ..
- Ojć... Ej to ten trzeba ci to jakoś wyleczyć, nie?
-no chyba ..
- Emmm... A kto się tym tutaj zajmuje?
-nie wiem ... ledwo kogo tu znam ..
- Ja tak samo... Dobra lepiej chodźmy kogoś poszukać...
-okej niech bedzie
Weszliśmy do szkoły. Dziewczyna zaczęła się rozglądać...
-spokojnie przeciez nie umieram -powiedziałem z lekkim uśmiechem
- No nie, ale zobacz co ci się przeze mnie stało... -Powiedziała smutno.
-Aj nie przez ciebie...-podeszłem do niej
- Nie? A kto cię namówił do wspinaczki?
-No naprawde nie twoja wina.. Ta ? a kto sie zgodził ?
- Nie ważne kto się zgodził, ważne kto to wymyślił...
-tak ale ja zawsze mogłem sie nie zgodzic...
- Heheh, z tego co zdążyłam się przekonać nie odmówiłbyś...
-nom ... -powiedziałem patrzac sie na podłoge
- Wychowywałam się z chłopakami. Oni po prostu uwielbiają się popisywać. I nigdy nie odmówią kiedy ktoś im rzuca wyzwanie, bo chcą pokazać, że wszystko potrafią.
-może i tak.. ale zazwyczaj to ja byłem ten inny .. ale skoro Jakub jest teraz zajęty to ja musze cos spieprzyc..
- Inny? Ja byłam inna. Byłam pół człowiekiem w świecie nimf... Chłopczycą w świecie piękniś... I jakoś na dobre mi to wyszło.
-a ja własnie nie wiem ..
- Masz jeszcze czas, żeby się dowiedzieć. -Uśmiechnęła się.
-moze i masz racje..
- Na pewno. -Powiedziała patrząc mi w oczy po czym szybko odwróciła wzrok.- To ten... Może chodźmy poszukać pielęgniarki, czy coś? -Dodała.
uśmiechnołem sie
-jasne czemu nie -powiedziałem z uśmiechem na twarzy
- A masz jakiś pomysł gdzie jej szukać?
-ymmm .. kompletnie nie wiem
- No to szkoda, bo ja też nie...
-chyba wytrzymam... lub bede szukac... gdzies tam.. napewno gdzies jest
- Ktoś ci musi to opatrzyć...
-nie jest az tak źle -czułem jakby reka zaraz miała mi odpasc
- Bez żartów. Znajdę pielęgniarkę choćbym miała zapukać do każdych drzwi po kolei!
-ło alez zes sie nastwiła...
- Jakiś problem? Wolisz, żeby ci się tam zakażenie wdało?
-no nie chce.. ale zachowujesz sie jakby to twojego ojca reka byla albo cos..
- Ymmm nigdy w życiu nie widziałam mojego ojca, więc nie mam porównania.
-aj przepraszam-powiedziałem i spósciłem wzrok
- Nic nie szkodzi... Dobra... Idę szukać pielęgniarki. -Powiedziała rozglądając się po korytarzu.
-ja tez pojde ..
Dziewczyna pobiegła przez korytarz i tak jak zapowiedziała, zaczęła pukać w każde drzwi po kolei.
zdzwiwiło mnei to ale ucieszyłem sie ze ktos chce mi pomóc.
Biegała tak od drzwi do drzwi, aż w końcu zawołała radośnie.
- Znalazłam pielęgniarkę!
-o super... -podeszłem do niej.
Weszliśmy do gabinetu pielęgniarki szkolnej.
- Bo ten... Kolega spadł z drzewa... -Powiedziała Leaf do pielęgniarki.
-dobry -ukłoniłem sie do pielęgniarki.
Pielęgniarka zaczęłam opatrywać moją rękę, a Leaf cały czas się temu przyglądała.
reka była cała czerwona od krwi a mnie strasznie szczypała i swedziała.
W pewnym momencie wzrok dziewczyny przeniósł się z mojej ręki w kierunku moich oczu...
troche mnie to zdziwioło ale to było miłe...
Pielęgniarka skończyła opatrunek, a dziewczyna odwróciła wzrok w stronę ziemi i zarumieniła się, potem niepewnie podniosła wzrok i uśmiechnęła się lekko.
-dziekuje .. to co idziemy ?
- Yyyy.... Tak... No... Gdzie?
-nie wiem ale napewno nie wspinac sie na drzewo /-zasmiałem sie
- No to to ja akurat wiem. -Powiedziała i po chwili zaśmiała się cicho.- Ale musisz przyznać, mimo wszystko, że to był bardzo spektakularny upadek.
-hmmm.. no przyznaje...
- No, ale może chodźmy i nie przeszkadzajmy pani pielęgniarce. -Zaśmiała się.
-no dobrze
Wyszliśmy.
- No to co teraz?
-nie wiem myslałem ze ty cos zaproponujesz ... tylko niech sie znowu nie skonczy pielęgniarką-powiedziałem z usmiechem
- Ojj ale nie wiem już co... Ty teraz coś wymyśl.
-raczej nie byłabys zainteresowana
- A skąd wiesz?
-a interesujesz sie gimnastyka .. lub walkami ?
- Yyy nigdy nie próbowałam, ale czasem warto próbować nowych rzeczy.
-tylko zebym nie mósiał z tobą do pielęgniarki zasówac tak jak ty ze mna
- Nie bój się o mnie, moje biedne ciało już tyle przeszło, że byle czym mnie nie zagniesz. Wyobraź sobie ile razy ja spadałam z drzewa jak byłam mała...
-no zapewne dużo.. a wiec chodz na swierze powietrze tam sie najlepiej cwiczy
- Ok.
wyszlismy na dwór znowu
sciagnełem całe moje dodatki czyli skóre itp.
-To co od czegos prostego ?
- No raczej...
-okej -zaczełem od rozciągania się
- Yyyy a tak w ogóle, to mój strój się nadaje? Bo wiesz, ja mam tylko takie...
-Janse...-uśmiechnełem sie miałem banana na twarzy ..
- Ymmm no to ok. -Powiedziała dziewczyna.- Ale, że co ja mam robić?
-rozcągac sie narazie ... rób to co ja ...
- Ok... -Spojrzała na mnie z zaciekawieniem.
zaczełem sie rozciągac tak abym "skozystał " na tym.
 Robiła to co ja, nie spuszczając ze mnie wzroku.
-genialnie sobie radzisz...
- Dziękuję. -Powiedziała uśmiechając się.
ja tez sie uśmiechnełem i robiłem inne ćwiczenia.
Dziewczyna powtarzała za mną wszystkie ćwiczenia.
konczyly mi sie juz pomysły na ćwiczenia..
-to co ? zaczynamy ruchy z jakiejs sztuki walki  czy chcesz jeszcze cwiczenia
- Spróbować można... Tylko mnie nie zabij.
-ja cie raczej nie wysle do pielęgniarki..
- No mam taką nadzieję.
-spokojnie...-zaczełem robić  spokojne ruchy ...
- To też mam powtarzać?
-tak..chyba ze nie chcesz
- Nie no jasne, że chcę. Chętnie zobaczę jak spędzasz czas.
uśmiechnąłem sie do niej.
- No to pokaż co i  jak...
-a wiec pierw.. wyciągnij ręke na prost..-tłumaczyłem po trochu
Dziewczyna wyciągnęła rękę, patrząc na mnie.
ja robiłem to coraz inne ruchy .
Dziewczyna robiła to co ja.
- Tylko nie za szybko... -Zaśmiała się.
-dobrze bede robił wolniej
- Dziękuję. -Powiedziała z uśmiechem dziewczyna.
-prosze..
Spojrzała na mnie z szerokim uśmiechem na twarzy.
odwzajemniłem uśmiech
- No, to co teraz?
-hmm.. nie wiem .. a co bys teraz chciała ?
- E... Nie mam pojęcia...
-yhym
- Może ty byś coś zaproponował?
-ja czemu ja ?
- Bo twoje pomysły nie prowadzą do pielęgniarki.
-hmmm.. no u ciebie to tylko raz sie zdarzyło..
- I o raz za dużo...
-oj przestań nic sie nie stało
- Niee wcale...
-no nie...
- Przecież widziałam... Ale to w sumie i tak nic w porównaniu z tym co mogło ci się stać gdybyś spadł z wyższej wysokości. -Powiedziała smutno.
-przeciez sie złapałem i tylko reka ucierpiała powiinnas sie cieszyc..
- Cieszę się, że nic więcej ci się nie stało, ale wolę sobie nie wyobrażać co mogło się stać, przez mój głupi pomysł...
-przestań juz...
- No dobrze... Ale i tak nie zmienisz faktu, że to była wina mojego durnego pomysłu. -Powiedziała ze łzami w oczach.
podeszłem do niej i ją przytuliłem
-ale ja Ci juz wybaczyłem ..
Przytuliła się do mnie, kładąc mi głowę na ramieniu.
- Ale ja sobie chyba nigdy nie wybaczę...
-kiedy mi sie zagoi wiec nie ma co płakac..
- Oj, ale... Ale ja nie chciałam...
-czego nie chciałas ?
- No żeby ci się coś stało...
-wiem ... ze nie chciałas
- Bo ja już po prostu jestem taka głupia... Mogłam to przemyśleć, ale nie... Ja cię musiałam zaciągnąć na drzewo...
-nie no spokojnie przezywasz to gorzej odemnei
- No może...
-moze ??? napewno
- Oj no... Bo... Ten... No... Nieważne...
-no mów
- Oj... Nieważne no.
-mów..
- No nie powiem ci o czymś czego jeszcze nie jestem pewna.
-no to powiez i wtedy bedziesz pewna
- Nie mogę ci tego na razie powiedzieć, ok?
-no dobrze...
Spojrzała na mnie z uśmiechem.
- W razie czego dowiesz się pierwszy. -Zaśmiała się.
-hmm.. niech bedzie
- No to świetne. -Uśmiechnęła się.
odwzajemniłem uśmiech
- To co teraz robimy? -Spytała.
-nie wiem... nie mam głowy do tego
- To może po prostu posiedzimy i pogadamy?
-okej niech bedzie
- A więc... O czym? -Zaśmiałam się.
-hm.. zastanawiajac sie to i tak rozmawiamy
- No w sumie tak, ale niezbyt ciekawa ta rozmowa...
-No ... -powiedziałem patrzac na ziemie
- Ja chyba pójdę już do pokoju... -Powiedziała smutno.
-okej nie bede Cie zatrzymywał bo i tak wiem ze bysmy nie mieli o czym rozmawiac..
- Pogadamy jeszcze kiedyś?
-jasne -usemichnełem sie do niej
Uśmiechnęła się w moją stronę, po czy ruszyła w kierunku swojego pokoju.
a ja patrzałem jak odchodzi po chwili poszełem dalej ..

Film

~Jakub~
wyszedłem z pokoju po tym jak rozmaiwałem z Dominikiem  Ymm takie tam sprawy o tym ze mam sie nie spotykac z Emma bo Jerome sie sapie i ta kie tam
od razu po ty  zapukałem do pokoju Emmy
~Emma~
Usłyszałam pukanie. Otworzyłam drzwi.
- Hej Kuba - powiedziałam
-Hej .. chcesz może pochodzic gdzies czy bedziemy tak stać ?
- Yyy.. tak
-Ymm no dobra ..
- To chodźmy - powiedziałam - Ale ty prowadzisz
-no dobrze- powiedział i poszlismy
- Gdzie idziemy?
-mi to obojetne byle z tobą .. twoje ulubione miejsce ?
- Chyba salon.
-no to chodźmy tam
Poszliśmy w stronę salonu.
Kuba podszedł do mnie blizej.
Usiadłam na kanapie
-to o czym chcesz pogadac..  a takteraz ja miałem mowic.. ale pierw mi powiedz co konkretnie
- Nie wiem. Wymyśl coś.
-hmm.. moze to ze jestes bardzo ładna i Eee.. mądra i Eeee... interesujaca
- Serio? - uśmiechnęłam się
-no .. tak ..-odwzajemnił uśmiech
- Może obejrzymy jakiś film?
-jasne czemu nie ? jaki gatunek najbardziej lubisz ?
- Obojętnie. Wybierz coś.
podszedł do płyt i zaczynał wybierac
-O to mi sie podoba -włączył i usiadł koło mnie
Przytuliłam się do niego. a on mnie objoł.
Film mnie nudził co jakiś czas zerkałam na Kubę.
-o teraz bedzie najlepsza akcja...
- A tak noo... - powiedziałam odwracając się w stronę telewizora
-nie podoba Ci się ?
- Jest okay - uśmiechnęłam się i wróciłam do filmu
____________
Salon to takie coś z telewizorami i kanapami itd. Takie wypoczynkowe miejsce do siedzenia koedukacyjnie po  ciszy nocnej xd
wow :O serio?
Nooo :D
zaskakujesz mnie *-*
Really? *.*
yes*-*
*.*

Nowa Tożsamość

~Zoey~
Wyszliśmy z gabinetu kobiety. Ja trzymałam w ręku klucz z nr. 67
- Pokaż -  powiedziała Sydney. - Mieszkasz ze mną.
- Kto to jest Caro?
- Przyjaciółka.
- I ja jestem z nią spokrewniona?
- nie wiem.. Eva chyba nie kłamała.
- Ma dobrą osłonę
- Co?
- Nie ważne. A oni co tak stoją? - zapytałam wskazując na 3 chłopaków.
- Nie ważne chodźmy do pokoju musimy pogadać z Caroline.
- Królowa Karo opuściła pokój siedzi z łowcą niedźwiedzi, podrywaczem-wyrywaczem, mopem czy jak go tam zwią . - powiedział w końcu Adrian
- Nie słuchaj lepiej tego idioty. - powiedziała Sydney - Chodźmy
- Wypraszam sobie!
Zatrzymałam się.
- A ty David jaki masz numer pokoju?
- Eeeee... -Spojrzał na klucz- 17.
Zamyśliła się na chwilę.
- To z Mattem i Brajanem. Odprowadzimy cię po drodze.
- Ok... -Powiedział cicho.
Po drodze odprowadziliśmy tego całego Davida.
- Jesteśmy w tej całej Niezwykłej Akademii?
- Tak. Skąd wiesz?
- Nie wiem. Mam wrażenie, że miałam tu przyjechać czy coś.
Weszliśmy do pokoju.
- O mój boże dzieci zamknijcie oczy.. - powiedział Adrian
- Właśnie zepsuliście mi psychikę - odparła Sydney - Pomagacie dyrektorce utworzyć żłobek?
-no przepraszam bardzo - podniosł sie z niej...- ja was tu nei zapraszałem nie kazalem wam tu wchodzic
- Ja do Caro, Mopie.- powiedziała sydney
usiadł na łózku ..
-no dobrze ..
- Caroline chyba znalazłam twoją siostrę - wskazała na mnie.
- Że co?!
- Nie martw się ja też właśnie dowiedziałem się, że mam brata - powiedział Adrian - Wiem co to za ból.
- No właśnie ominęła was najlepsza część zabawy. Z tego co udało nam się ustalić Adrian jest bratem
Johna, a Zoey twoją siostrą Caroline. Sęk w tym, że ona też nic  nie pamięta...
- Aha... No to dużo ustaliliście... A ja w tym czasie ratowałam Bill'a -Powiedziała śmiejąc się cicho Caroline.
-Taa widać.. - uśmiechnęła się Sydney - Ja się tylko tak zastanawiam jak ty możesz tu wytrzymać - Podeszła i otworzyła okno - Już coś wam na ten temat mówiłam ale chyba nie dotarło. Jednak zainwestuje jeszcze w odświeżacze powietrza.
Zaśmiała się.
- Jak jest miłe towarzystwo, to reszta nie ważna. -Powiedziała Caroline uśmiechając się.
- Okay nie wnikam.
- No co prawda moglibyście posprzątać, ale to nic...
- Następna, przecież jest ładnie - powiedział Adrian
-i ładnie udekorowane skarpetki Adriana -powiedzial Bill
- Taak śliczne wręcz...
- Macie coś do moich skarpet? - zapytał
- Eeeemmm... Tak.
- Dobra obiecuje, że posprzątam... eee... w grudniu po połuniu
-walnoł bym ci gdybym mogł wstac -powiedział Bill
- Co ja ci znowu zrobiłem?
- Mogę ci pomóc jak chcesz - powiedziałam w końcu
- Ej, ej, ej. Spokój...
-ale w czym pomóc ?-spytał Bill
- No mogę cię uzdrowić.
-a mogłabyś ?
- chyba.. - przemyślałam czy starczy mi mocy. Rana nie była ogromna- Tak
-to zaskocz mnie ...
Podeszłam do chłopaka i  zaczęłam go uzdrawiać. Po krótkiej chwili rana zniknęła. Zakręciło mi się w głowie. Trochę się przeliczyłam. Jednak po chwili zawroty minęły.

~Bill~
popatrzałem na noge była cała bez dziury
-dziki -powiedziałem
- Nie ma za co. - odpowiedziała Zoey - Ja już pójdę.

~Sydney~
John cały czas leżał na łóżku jakiś nieobecny. Usiadłam koło niego
- Co jest?
- Że ten debil to mój brat?!
- Wypraszam sobie! - powiedział Adrian
Położyłam się koło Johna.
- Przejmujesz się niepotrzebnie.
- Jak to niepotrzebnie... Omal nie zabiłem swojego brata... Który dodatkowo chce mi cię odebrać...
Przytuliłam się do niego.
- Mówię ci, że niepotrzebnie.
Adrian się na nas spojrzał i zaczął się pakować.
- Co ty robisz? - zapytałam
- Jeśli wy - spojrzał na mnie i Johna - Zaczniecie robić to co oni - wskazał na Billa i Caro - To ja się wyprowadzam.

~Bill~
-o nie koles przesadziłes-wstałem z łózka
- Bill daj spokój Adrian to idiota. Przynajmniej niech nadrabia ładną buzią. - powiedziała Sydney
-no dobra ale nie bedzie mi mówił co ja robiłem skoro nawet nie wie ...
- No cóż nikt nie wnika ale wszyscy wiedzą. - powiedziałam - Dobra już się zamykam.
-wex mnie ktoś trzymaj ..-powiedziałem juz wkurzony...
Zignorowałem Billa.
- Tak na serio to jade szukać ojca.
-przepraszam wyjde na chwile -wyszedłem z pokoju a po chwili znowu weszłem ...
- Ale gdzie ty chcesz go szukać? - zapytała Sydney
- Bo ja wiem.
- Brawo geniuszu naprawdę jesteś inteligentny.. Dowiedz w jakim szpitalu się urodziłeś to może uda włamać mi się do bazy danych i sprawdzić kto jest twoim ojcem.
- no tak zapomniałem wielka pani hakerka.
- Jaka harcerka ? - zapytała ziewając
- Idź ty spać lepiej, bo nietomna jesteś - powiedział
- Nie - powiedziałam - Jeszcze mi coś zrobicie.
- Bez przesady głowy ci nie ogolimy. - powiedział Adrian
- Wiesz co - zwróciłam się do Johna - Szczerze to jednak ci współczuję
- Ja sobie też... Ale dzięki, że to mówisz.
-Przyjaźnić się z nim to jedno ale dzielić te same geny to drugie. Szczególnie z nim.
- Całe szczęście nie jesteśmy zbyt podobni...
- Dlaczego wszyscy po mnie jeżdżą ?  - zapytał Adrian
- Nie wiem.Boże Adrian ty masz dzisiaj okres czy co? Marudzisz jak jakaś teściowa.- powiedziała Sydney
- Nie dopiero za 2 dni.
- PMS się odzywa. - zamknęłam oczy byłam bardzo zmęczona
- Uważaj może się ślinić przez sen. - zwrócił się Adrian do Johna
- Adrian zaraz się do ciebie przejdę - powiedziałam
- No co taka prawda.
- Bill następnym razem walnij mu też ode mnie.
-z miła checia -powiedział usmiechajac sie do Adriana ... ale nadal lezac na łózku
- Tak. Też was kocham.
- Poważnie to ja idę spać. I jak się obudzę z bitą śmietaną albo pastą na twarzy to pozabijam. - powiedziała i przytuliła się mocniej do Johna.
~John~

Objąłem ją.
- Jaka ona jest słodka... - Szepnąłem.
- Dopóki nie zacznie się ślinić - powiedział Adrian
- Adrian ja to słyszę - warknęła Sydney
- Dobra nie ważne i tak wychodzę.

______
a Bill moze juz miec dzieci lololo xD
JAKIE ZNOWU DZIKI
no te tam
CZAD! :D
-nom...
XDXDXD

Żłóbek? :D:D:D

~Bill~
usłyszałem ze ktos wchodzi do pokoju
-wejdziesz czy bedziesz sie skradac ?-powiedziałem nie wiedac jeszcze kto wchodzi
- Wejdę. -Powiedziała Caroline śmiejąc się i weszła do pokoju.
-to wchodź -powiedziałem po czym podniosłem sie tak aby siedziec a nie lezec...
-siadaj ..-popatrzałem na moje łózko.
Dziewczyna usiadła.
- Jak się czujesz? -Spytała.
-teraz lepiej -popatrzałem na Caro
- No to dobrze. -Powiedziała uśmiechając się lekko.
-e ty jak sie czujesz ...?
- Tak sobie... Ostatnio trochę nadużyłam mocy... Najpierw szukanie Nicoli, potem telepatia na sporą odległość... To chyba ponad moje siły.
-no chyba nie powinnismy tyle uzywac mocy .. tez jestem troche słaby .. przez to
- To odpoczywaj. -Powiedziała- Ja jakoś nie dałam rady wysiedzieć w łóżku, musiałam sprawdzić jak się czujesz.
-ale nie zostawiaj mnie -przytuliłem ją ...
- Okey, okey. -Uśmiechnęła się.
-napewno se nie pójdziesz ? -zapytałem nadal ja trzymając
- Na pewno.
-okej -puściłem ją ...
- No i co? Widzisz jakbym gdzieś szła? -Spytała nadal się uśmiechając.
-Emmm .. nie ale pewni uciekniesz jak sie odwroce ...
- Nie zamierzam. Myślałam, że pewne rzeczy już ustaliliśmy...
-hmm .. np te ze mnie lubisz lubisz . a ze ja cie bardziej ?
- Haha, jakoś nie wierzę, że bardziej...
popatrzałem sie na nią
-to jak mam Ci to udowodnic ?
- Nie mam pojęcia.
-hmm może tak ? -powiedziałem wziełem ja połozyłem na łozko a ja przytszymałem jej rece sterczac nad nią.
Uśmiechnęła się.
dziewczyna nie wygladała najlepiej zbladła i nic nie mowiła .. zeszłem z niej i połozyłem sie na łózku ..
-przepraszam ..
- Nic się nie stało... -Powiedziała.
-jak nie .. zbladłas jakbys ducha zobaczyła  -popatrzałem w sufit
- To ze zmęczenia... -Powiedziała i znów się uśmiechnęła.
-jakoś tak nie wyglądałaś -powiedziałem smutno
- Oj Bill proszę cię...
-no co proszę -wstałem na reke która mialem zabandarzowanem ale upadłem prosto na nią
- Ałć...
___________

w sensie ze on lezy prawie na neij xD nie skojazcie se xD
Bojem siem...

Nowa 'stara' wspólokatorka

~Camila~
byłam smutna ze musze opuszczac Dagmare chciałabym jej wszystko powiedziec .. ze nie jestem taka jak wszyscy... i ze chciałabym abym mogła jej mopwic o wszystkim
przybyłam do Akademi
weszlam do sekretariatu tam dostałam klucz do pokoju
po chwili zobaczyłam Dagmare
-Daga co ty tu robisz ?-spytałam ta wstala z walizem i żuciła mi sie na szyje
-a ty co tu robisz .. mysliałam ze to akademia dla ludzi z...-nie dokończyła
-z czym ?
-a nie wyśmiejesz mnie ?
-jasne że nie jestem moja przyjaciółka
-z mocami -powiedziała szeptem
-Ty  masz moc ?-powiedziałam zadowolona
-wiedziałam ze tak to odbierzesz
-Daga nawet nie wiesz jak sie ciesze ja tez jestem magicznie uzdolniona .. to twój pokój ?
-naprawde ? no tak moj a co ?
-bedziemy razem w pokoju -krzyknełam
-naprawde
-tak zobacz -dałam jej klucz
-to wchodzimy ?
-jasne -weszłyśmy do pokoju
-czemu mnie okłamałas ze wyjezdzasz do Norwegii ?
-no bo nie wiedzialam jak zareagujesz .. no sama widzisz tez sie wstydziłas to powiedziec
-no dobra wybaczam Ci -powiedziała Daga .
-jaką masz moc ?
-rozmawiam ze zwierzetami i to ..-powiedziała i podniosal siłą umysłu lampke ..- a ty co potrawisz ?
-juz pokazuje -wyciagnełam szkicownik i zaczełam rysowac motyla po chwili obrazka nie było a z kartki wyleciał motyl
-wow ..-powiedziała
-i jeszcze moge regenerowac ciało .. o amsz jeszcze naszyjnik .
-no tak dostałam go od ciebie przeciez na 16 -usmiechneła sie do mnie
-ciesze sie ze bedziemy razem -powiedziałam i rzuciłam sie na łózko Daga zrobiła to samo

wtorek, 2 kwietnia 2013

Niespodziewana pomoc

~David~
Zbliżał się dzień, kiedy miałem poczuć wolność... Po to by po raz kolejny ją stracić... To już się robiło nudne. Stwierdziłem, że muszę coś zmienić. Postanowiłem zacząć w nowym miejscu.
Wreszcie koniec. Te zagubione dzieci już mnie nudziły... Nie byłem jak oni. Ja nie chciałem się zmieniać. Byłem taki jaki chciałem. Może i według większości to nie było dobre, ale ja nie chciałem być jak większość. Kiedy robiłem coś przeciw innym jakiś głos we mnie chwalił to, czułem... szczerze mówiąc dumę.
I w końcu nastał ten moment. Znów mogłem opuścić ściany poprawczaka.
Miałem już ubrania, rodzicom powiedziałem, że wychodzę jutro. Uciekłem.
Jakiś czas potem dotarłem w zupełnie nieznane mi miejsce. Poczułem coś dziwnego... Jakby coś mnie wzywało. Głos w mojej głowie odezwał się. "Przydaj się na coś po raz kolejny, tym razem możesz zrobić coś, co pochwalę i ja i inni... Idź" - powiedział. Poszedłem. Kiedy szedłem to uczucie stawało się coraz silniejsze. Nagle zobaczyłem w oddali grupkę ludzi. Schowałem się za drzewem i zacząłem ich obserwować.

__________________
Jest krótko, ale on potem im pomoże, także żeby było wiadomo skąd się tam wziął... ;p

Nieznajoma

~Sydney~
Ocknęłam się w jakimś pomieszczeniu. W końcu zobaczyłam faceta.
- To ty ? Od ciebie oberwałam? - zapytałam
- Nie od mojego przyjaciela.
Dostrzegłam na jego nadgarstku węża.
- Co to znaczy? - zapytałam
- Ahh.. to tatuaż.
- Ale co on znaczy?
- Słyszałaś kiedyś o łowcach?
- Nie?!
- No widzisz my pozbywamy się takich wrzodów na tyłku jak ty.
Wyszedł z pomieszczenia.
- Wiesz gdzie jesteśmy? - zapytała dziewczyna, którą dopiero teraz dostrzegłam.
- Nie, a ty?
- Nic nie pamiętam. - powiedziała
na ścianie wisiał zegar.
- 8:00. Wiesz ile byłam nieprzytomna?
- Jakieś 2 godziny trochę mniej.
- A więc jesteśmy niedaleko od szkoły. Może niedługo nas znajdą.
- Kto? - zapytała dziewczyna
- Przyjaciele. Tak wg. jestem Sydney, a ty?
- Nie wiem. Mówią na mnie Jane. Jane Doe. *
- Jane Doe? Wiesz co to znaczy?
- Nie. Co ma to znaczyć.
- Tak się mówi na osoby bez tożsamości- powiedziałam
- No to chyba się zgadza - powiedziała
- Jakie imię zawsze ci się podobało? - zapytałam
- Nie wiem .... może Kathryn nie jestem pewna
- Dobrze więc będę na ciebie mówić Kathryn.
- Jak chcesz - powiedziała patrząc się w sufit - Już tu są.
- Kto?
- Przyjaciele. Nie wiesz w co ich pakujesz - powiedziała i zemdlała.
Usłyszałam odgłosy walki. Chciałam biec pomóc im ale drzwi były zamknięte. Nie potrafiłam ich wyważyć. Miałam już się zmienić ale nagle usłyszałam głos
- Nie zmienisz się aby krzywdzić ludzi. Zresztą i tak nie możesz ten pokój wysysa z ciebie energię. Widzisz co jej się przydarzyło? Nie wiele czasu już jej zostało.
- Dlaczego oni to robią?
- Bo się boją. Jednak chcą abyście też się ich bali. Wysysają waszą energię, a potem podcinają wam gardła  i wyrzucają z powrotem na ulicę aby wyglądało dla zwykłych ludzi jak działanie gangu. Jednak wy wiecie, że tak nie jest. Nie mogę dłużej zostać. Za dużo już powiedziałam.
- Pocze..kaj. Super znikła.
Nagle usłyszałam głosy z drugiej strony drzwi.
- John? Adrian?
Nagle drzwi runęły, a za nimi stał John, a tuż za nim Adrian.
- Nie wchodźcie tu - powiedziałam. Wzięłam Kathryn na ręce i wyszłam z pokoju. podałam ją Johnowi. - tak się cieszę, że jesteście. Nie wytrzymałaby długo.
- Co jej jest?
- Ten pokój wysysa życiową energię. Jest tu już chyba pare dni.
- Musimy stąd wyjść... Tyle że wątpię, żeby tamci dwaj sobie poradzili z nimi wszystkimi tak szybko...
Dziewczyna sie obudziła.
- nie zabijecie ich -powiedziała słabo
- Ale możemy obezwładnić...
- nie rozumiecie. Nie możecie ich wszystkich zabić. Oni się odrodzą. Jeden przynajmniej musi zostać.
- Podejrzewam, że nawet więcej niż jeden z nich przeżył... Ale trzeba ich obezwładnić jeśli mamy jakoś wyjść...
Dziewczyna znowu zemdlała.
- Chodźmy już stąd - powiedziałam
- Nie wiem jak zamierzasz tam przejść... Z tego co wiem, to Bill jest ranny, Caro przy nim... I dwa demony walczą przeciwko wszystkim łowcą...
- Nie wiem ale ona musi jak najszybciej stąd wyjść. Nie sądzę, że tylko pokój odbiera moce. Mam pomysł - wzięłam krzesło i podeszłam do okna. Zamachnęłam się i stłukłam szybę - Poczekaj jakie dwa demony?
- Problem w tym, że nie mam pojęcia...
- No nie ważne i tak musimy się po nich wrócić.
-Nie musimy już wyszli - powiedział Adrian
- Yyyy... a co z tymi demonami?- zwróciłam się do Johna
- Nadal tam są...
- Wracamy? - zapytałam
- Nie wiem... Ja tam wrócę i ich wyciągnę...
- Pójdę z tobą. Ty Adrian zostań z nią - wskazałam na dziewczynę
- Nie wiem czy to dobry pomysł... Oni są niebezpieczni... Nie wracałbym tam, ale zdaje się, że jeden z nich... Coś wie... Nie powinnaś ryzykować...
Spojrzałam się na niego.
- Umiem walczyć.
- Sydney on mówi prawdę nie powinnaś tam wracać - powiedział Adrian.
- Wiem, że umiesz... Ale zamiast ratować ich bałbym się o ciebie...
- Ohh... zamknijcie się obydwoje - powiedziałam wracając do budynku.
- Sydney proszę... -Powiedział John.
Zignorowałam go i poszłam do pomieszczenia, z którego słychać było odgłosy walki. Widziałam dwóch związanych facetów i dwa demony pozbywające się ostatnich mężczyzn.
John wbiegł za mną. Pomógł im i w końcu wszyscy łowcy byli martwi lub związani.
- Kim jesteście i skąd się tu wzięliście?!
- Eeee... Prosto z piekieł... -Powiedział demon, który pojawił się by uratować Adriana i nagle ja i tamten demon stanęliśmy jak wryci...
- Yyy... John wszystko okay?
- Nie okay... Ten głos... Tata? -Powiedziałem spoglądając na demona.
- No...
- Ale co? Czemu ty go ratowałeś?
- To długa historia.
- Moment... -Wtrącił się trzeci demon- Ty byłeś tym głosem w mojej głowie?

~Adrian~
Siedziałem z nieprzytomną dziewczyną pod drzewem. Nagle się ocknęła.
- Idź powinieneś być w środku.
- Nie mogę cię tu zostawić
- Nic mi się nie stanie. Idź...
Zostawiłem ją i wszedłem do środka akurat usłyszałem rozmowę
- No właśnie dlaczego mnie uratowałeś? - zwrócił się do demona ( - DZIADZIUSIA :D)
- A nie możemy o tym porozmawiać kiedy indziej? -Spytał demon.
- Nie nie możemy. -Odpowiedzieli jednocześnie John i David, który najwidoczniej również był jakoś zamieszany w tą sytuację.
- No dobra... A więc tak po pierwsze to... To są twoi bracia John... Adrian, to syn twojej matki... Jeszcze zanim się poznaliśmy... A David to mój syn. -Odpowiedział...
- Że co kurwa? - powiedział Adrian jednocześnie z Sydney
- Chcieliście prawdy... -Powiedział chłodno demon.
- Ty chyba sobie, żartujesz. On moim bratem?! - zapytał Adrian wskazując na Johna.
- Czy ja mówię po chińsku? Jesteś podobny do matki, ale do niej jakoś szybciej wszystko docierało... -Powiedział demon.
- No wiesz o ile dobrze się orientuje moja mama siedzi sobie w domu. Nic mi nie wspominała o romansie z demonem.
- Czyli, że ci nie powiedzieli?
- Kto miał mi co powiedzieć?
- To nie są twoi biologiczni rodzice... Kiedy twoja matka zmarła ja nie wiedziałem jak się wami opiekować i oddałem was obu do domu dziecka... Oni cię adoptowali...
- Jak ona umarła? - zapytałem
- Umarła kiedy rodziła Johna... Był za silny dla jej organizmu...
- Wychodzę stąd.
- Adrian spokojnie - powiedziałam zatrzymując go
- Jak mam być spokojny? Właśnie dowiedziałem się, że zostałem adoptowany, a moja biologiczna matka miała romans z demonem i przez to nie żyje. - powiedział zmieszany
- Tak dla uściślenia, to to nie był romans, twój ojciec zostawił ciebie i matkę, potem ona poznała mnie, byliśmy małżeństwem... Nie było w planach, że ma umrzeć...
- Nie ważne przez ciebie umarła. - powiedziałem zezłoszczony i smutny.
- Nie chciałem tego... Johna w ogóle miało nie być...
- Taa dzięki za szczerość... -Powiedział John.
- A co z tym wszystkim wspólnego ma on? - wskazałem na Davida
- On to już nie należy do waszej historii.
- Jaka ona była? - zapytałem w końcu
- Wspaniała. Miła, dobra... I wierzyła, że to jakim się jest nie zależy od tego kim się jest... Ale poza tym była też wyjątkowo odważna, no i trochę uparta.
- Wiesz kim jest mój ojciec prawda?
- Nigdy go nie widziałem... Opuścił ciebie i matkę niedługo zanim się urodziłeś.
- Nigdy Ci nie powiedziała kim on był?
- Nie powiedziała... Rzadko rozmawialiśmy o przeszłości.
- Jak się nazywała? Gdzie pracowała? Kim była? Powiedz jakieś konkrety.
- Na imię miała Alexandra, po ślubie ze mną nazywała się Night. Była fryzjerką... Nie miała rodziny, poza siostrą, z którą straciła kontakt wiele lat wcześniej.
- Dobra chodźmy już stąd nie mam ochoty tego słuchać. Co z nimi? - wskazałem na dwójkę związanych mężczyzn
- Ja sie nimi zajmę - powiedziała Sydney i zaczęła rozwiązywać facetów - Macie natychmiast opuścić miasto.  I nie wracać. Jeśli jeszcze raz was tu zobaczę nie ręczę za siebie. No co tak stoicie ?! Wynocha!
Faceci uciekli, a Sydney zaczęła rozlewać bo budynku jakiś płyn.
- Co ty robisz? - zapytałem
- Nie widzisz? Rozlewam benzynę.
- Ale po co?
- Jak nie będą mieli do czego wrócić to nie wrócą no nie? Dobra lepiej stąd wyjdźmy - powiedziała
Wszyscy wyszli z budynku, a ja rzuciłam zapałkę. Budynek stanął w płomieniach
- Tak wg. skąd miałaś benzynę?
- No stała to wzięłam ..boże... Lepiej się stąd zmywajmy.
- Co z nią ? - zapytałem wskazując na Kathryn
- John ty ją weź.
John wziął dziewczynę nawet się nie odzywając.
- Ej... Mogę iść z wami? -Spytał David tonem małego chłopca.
- Yyy... a ty kim jesteś? - zapytała
- Z tego co zrozumiałem, to jego bratem... -Powiedział wskazując na Johna... Wyglądał na smutnego i zdziwionego...
- Dobra chodźmy - powiedziałam
- Jak z powrotem wejdziemy do szkoły skoro bill i caroline już dawno tam są?
- Nie ważne i tak musimy wejść frontem.
- Jeny czego wy się boicie? -Powiedział John, jakby wyrywając się z zamyślenia.
- Eee... pająków - odpowiedział Adrian
Sydney walnęła się w czoło.
- Przemilczmy to.
Po chwili byliśmy już w Akademii.
- Trzeba iść do Evy, nie?
- Yes
- Oj nie szpanuj już tak tą angielszczyzną.

~Dziewczyna na rękach Johna~
Znowu się ocknęłam.
- Aaa!! Puść mnie! Proszę puść mnie!
Chłopak mnie puścił...
- Kim.. Kim wy jesteście?! Gdzie ja jestem? Co wy mi zrobiliście?
- Spokojnie - powiedziała blondynka - Uspokój się
- Nie podchodź do mnie!
- Słuchaj uspokój się zaraz wszystko sobie przypomnisz.
Posłuchałam dziewczyny. Wspomnienia zaczęły przypływać. Weszliśmy w drzwi dokładnie od sekretariatu.
- Hej David, hej Zoey - odpowiedziała kobieta nawet nie podnosząc wzroku znad komputera

~Sydney~
- Chwila Evo czy ty ją znasz? - zapytałam
- Nie
- To skąd wiesz..?
- Nie doceniasz mnie Sydney. - obdarzyła mnie spojrzeniem - Tak jak wy wszyscy. Musicie się liczyć z tym, że nie mogę was wiecznie kryć przed dyrektorką. Opuszczanie szkoły, niszczenie mienia szkoły, zamiana pokoi i pare innych waszych wykroczeń może się w końcu liczyć z dezaprobatą pani Gretchen. Pare dni jeszcze będzie zabiegana więc proszę o to abyście przez ten czas się ogarnęli. Po za tym przypominam, że macie sobie wybrać mentora.
- Mentora?
- No opiekuna jedna dodatkowa lekcja z mentorem w tygodniu aby doskonalić swoje moce.
- Evo chcesz mi coś powiedzieć? - zapytałam w końcu
- I tak już wiesz.
- Nie mówisz mi i tak całej prawdy nie jesteś zdecydowana prawda?
- Oj.. no dobrze jestem twoją ciocią.
- Serio?
- Czy ja wyglądam jakbym żartowała?
- No dobrze wracając powiesz nam kim ona jest?
- No Zoey... Zoey Black.
- Rodzina Caro?
- Tak, a teraz muszę was przeprosić mam przerwę. A macie klucze - powiedziała i wręczyła klucze Zoey i David'owi.
_____
Jane Doe - W USA nazwisko używane dla określenia kobiety o niezidentyfikowanej lub ukrytej tożsamości. Dla określenia mężczyzn używa się nazwiska John Doe.
WEŹCIE RATUJCIE SZYBCIEJ XD
Ej ty bo czas stanął... XD
dajcie mu jeszcze chwile zaraz padnie i czas bd leciec xd

Odsiecz

~Caroline~
Obudziłam się. Otworzyłam oczy i przeżyłam totalny szok. Obok mnie spał Bill, a ja się do niego przytulałam... O.O
Szybko wzięłam rękę i odrobinkę się odsunęłam.
-spałas jak zabita..
- No właśnie widzę...
-chcesz to moge pojsc....
- Emmmm -Nie wiedziałam co powiedzieć, byłam w szoku.- Nie no, możesz zostać... -Powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
-to fajnie ..-zaczoł sie śmiać -przepraszam nei moge ...
- Tak w ogóle to co się tu działo? Pamiętam że szukałam Nicoli i nic więcej...
-hihihi to dobrze -znowu zaczoł sie śmiac
- Eeee... Mam się bać?
-nie nie musisz ... -popatrzał w sufit z usmiechem
- A co cię tak śmieszy?
-nic... poprostu .. nie moge z tego co sie w nocy działo...
- To znaczy co?!
-wszystko ... zamiana pokojów na noc.. kazdy z kazdym ...
- No fajnie, że nic nie pamiętam...
-nic ale kompletnie ? nawet jak tańczyłas na srodku pokoju ? -spytał ..
- Co?!
-żartuje .. -popatrzał sie na mnie
- Jeny nie strasz mnie... -Powiedziałam trochę wystraszona.- Proszę cię powiedz co się na prawdę stało...
-nic sie nie działo prócz tego ze nicola uzdrowiła Adriana a Sydney poszła do chłopakow.
- Aha... Ale, że niby po co??
-bo ja przyszedłem tu ona nie chciała ich samych zostawic..
- Na pewno lepiej zostawić ciebie z nieprzytomną mną... -Powiedziałam i tym razem ja się zaśmiałam.
-ee mniej kłopotów przynajmniej ...
- Tak właściwie to która jest godzina??
poopatrzał na telefon
-7:26 a co juz masz mnei dość ?
- Nie. Tylko biorąc pod uwagę o której się to wszystko działo to myślałam, że już później i że trzeba wstawać... Ale skoro dopiero wpół do ósmej, to mogę się jeszcze polenić.
-leniuch ...ja wstaje ...
- Yghhh no to ja też... -Powiedziałam i wstałam.
-dobra niech bedzie .. -patrzał sie na mnie ...
Podeszłam do szafki i zaczęłam sobie wybierać ubrania.
- Ymmm... Dasz mi się przebrać?
-przeciez tylko siedze ...
- Aha... Spoko... -Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki.
-ehhh... -westchnoł i sie ubrał ..
Przebrałam sie i zaczęłam się malować, kiedy usłyszałam że Bill z kimś rozmawia.
- Kto przyszedł?? - Zawołałam z łazienki.
-John i Adrian
 - Ale z jakiej racji?
-szukają Sydney
- To ona nie była u nich? -Spytałam wychodząc z łazienki.
-no była ...
- Rozpłynęła się jak kamfora - wtrącił się Adrian - Nie wiemy gdzie jest.
- No to trzeba jej szukać... Ale tym razem normalnie, bo później mi ludzie kit wciskają... -Spojrzałam z udawaną złością na Billa.
-no przeciez tez Cie lubie -popatrzał sie na mnie z usmiechem
- Ejj Caro wczoraj tak nie marudziłaś jak tańczyłaś na stole - powiedział Adrian.
- Wiecie co, mam was dość... -Powiedziałam teraz już na prawdę zezłoszczona.- Gadaj tak dalej, a John nie będzie jedynym kogo powinieneś się bać. -Powiedziałam do Adriana.
- Dobra dobra. Spokojnie. Oddychaj. Wdech. Wydech.
- Chcesz w twarz?
- Nope. Ale jak się zaczniesz dusić to nie licz na mistrza zen.
Bill mnie przytrzymal
-spokój mamy znaleźć Sydney a nie się bić ...
- Ok, ok, ale następnym razem niech ten debil nie liczy że będę narażała dla niego swoje zdrowie... -Spojrzałam wściekle na Adriana. Na prawdę mnie to zabolało, śmiali się ze mnie, wykorzystując to, że nic nie pamiętam, a czemu? Bo poszłam szukać pomocy dla niego... To było na prawdę nie fair...
- Dokładnie.. Przepraszam Caroline nie chciałem cię obrazić. Wybaczysz mi?
- Emmm... Nie wiem...
-dobra chodźmy jej szukać -powiedział i mnie puścił
- No to idziemy. Tylko gdzie?? -Spytałam.
-moze sie rozdzielny bedzie szybciej co ?
- No tak, ale i tak nie wiemy gdzie iść...
- Na dwór - powiedział Adrian.
- No dobra... A wracając do tego żeby się rozdzielić, to w sensie dzielimy się na grupy, czy każdy sam?
- Yyy nie wiem. Ja to bym wolał wg sie nie dzielić - Adrian spojrzał niepewnie na Johna
- A ja bym wolała nie iść sama, bo jak coś jej się stało... Czego oczywiście nie chcę... To co ja wtedy zrobię? -Spytałam.
- A poza tym jak ty ją znajdziesz, to wolałbym mieć cię na oku... -Dodał John, patrząc na Adriana.
- Poczekajcie. Jestem idiotą. - powiedział Adrian i zamknął oczy. Zaczął przeszukiwać szkołę w poszukiwaniu aury Sydney.
- Nie chce was martwić ale w szkole jej nie ma. Jeśli wyjdziemy poza magiczne zabezpieczenia tej szkoły może wyczuję jej aurę.
-to chodźmy wyjdzimy na dwór..
- Yyy... chyba nie możemy tak po prostu wyjść - powiedział Adrian.
-a moze jednak . złapcie sie mnie -powiedział Bill ... -zatrzymam czas dopuki nie wyjdziemy ze szkoły ..
Okej - powiedział
wszyscy sie go złapali a on zatrzymał czas
-tylni nei biegnijcie bo czas bedzie znowu leciec normalnie..
Powoli wyszli z terenu szkoły.
- Chyba ją wyczuwam.
-ro chodźmy a nie .. -powiedziałm Bill
- W tamtą stronę - wskazał
-biegnijmy nie wiadomo ci sie z nia dzieje ...
- Poczekajcie nie jest sama. Widzę jedną zagubioną aurę i z około 15 innych mocnych i nie za ciekawych kolorystycznie.
-hmm pomyslmy .. jest nas 4 ich 15 nie wiemy jakie mają moce my mamy Diabła widzisz aurę ja zatrzymuje czas a Caroline ..czytanie w myslach i telepatia ... macie jakis plan bo ja chyba nawet mam ...

~John~
Nagle poczułem coś dziwnego... Trochę tak jak wtedy kiedy ojciec do mnie mówił, ale nic nie słyszałem, tylko czułem...
- Tu jest ktoś jeszcze... -Powiedziałem niepewnie.- Adrian.. Nie czujesz może w tych okolicach jeszcze jakiejś aury?
- Poczekaj. Mówisz o takiej silnej i ciemnej?
- Nie jestem pewien czy jest silna, ale na pewno nie należy do najprzyjemniejszych... I jest gdzieś blisko...
- No widzę.
- Na początku zdawało mi się, że to może być mój ojciec... Ale to nie on. Kto to jest i czego on chce...?
- Nie wiem ale stoi za tamtym drzewem.- wskazałem brodą na drzewo
-poxniej se to sprawdzicie moze pojdziemy po Sydney hę ? bo wiecie czas leci -powiedział Bill
- Nie rozumiesz Bill. On czegoś chce... Albo pomóc albo przeszkodzić... Ale masz rację... Musimy iść. Miejmy nadzieję, że nie chce przeszkadzać...
-jesli nawet chce to jest nas wiecej .. jesli chce pomóc to dobrze bo jest nas mniej niz tam gdzie teraz idziemy ..-powiedział Bill patrzac cały czas na zegarek
- Idziemy. -Potwierdziłem i poszliśmy.
-to chyba tu ..e dobra .. to teraz musimy cos wymyslec zanim zaczenimy działac...wiemy ze jest tak Sydney  15 czegos tam i jakas zagubiona...
- Ciekawy jestem co wy chcecie wymyślić... Ja idę przodem... Adrian za mną, Bill uważaj na Caroline, bo wątpię, że ona sobie sama poradzi... -Powiedziałem, po czym spojrzałem za siebie.- I miejmy nadzieje, że ten ktoś, kto tam jest nam pomoże...
-dobra niech bedzie Caro chodź ze mną -powiedział i złapał ją za reke.
Weszliiśmy do środka...
-Jonh.. po prawej .wex tych dwóch a ty Adrian weź tego po lewej dasz rade ?-powiedział szeptem . do nas
Złapałem jednego i przygniotłem go do podłogi, po czy złapałem drugiego i zacząłem go dusić. I nagle do pomieszczenia wbiegł młody chłopak...

~Bill~
-John nie duś go ... -wziełem line .. i zwiazałem jednego
-kim jesteś ? -zapytałem chłopaka który wbiegł...
- Macie chyba poważniejsze problemy niż to kim ja jestem...
-na mamy jak chcesz to pomóz..-powiedziałem i związałem 2
-Caro bedziesz ich pilnowac jak będą pyskowac daj w pysk nie żałuj ...
- Taaak... Trochę ich tu dużo, ja się raczej specjalizuję w walkach jeden na jednego.... Ale nie wiem czemu miałem tu przyjść...
- Ha no i w reszcie jakieś zajęcie dla mnie. -Zaśmiała się Caroline.
-ymm to teraz bedzie  jest nas 5 jak pomozesz ich zostało 13 mamy po 2 i ktos dostanie jeszcze porcje ale widze ze John jest taki juz zawziety .. Caro ale bez powodu ich nie bij ... chodźmy dalej -powiedziałem do chłopaków

~Adrian~
Jakoś sobie radziłem udało mi się załatwić jednego. Jednak okrążyło mnie 3.
- Wiecie co nie obraziłbym się za pomoc!
- Adrian za tobą! -Krzyknął John, kiedy zobaczył, że do Adriana zbliża się mężczyzna z nożem, dodatkowo kilku rzuciło się na Davida... Nie wiedział komu pomóc. Nagle za Adrianem pojawił się demon i zabił mężczyznę z nożem.

~David~
Okrążyli mnie. Nie wiedziałem co robić... Nagle poczułem okropny ból. Czułem jakbym płonął... I nagle, nie wiedziałem jak, ale z łatwością zacząłem ich pokonywać...


~Bill~
zobaczyłem jeszcze 2 demonów..
-no pieknie
-John chodź ze mna po Sydney oni dadzą se rade ..-popatrzałem na Davida i drugiego Demona -gorzej z Adrianem ..
- Ktoś chyba nad nim czuwa... -Powiedział John spoglądając na demona.
-chodź nie ma czasu -zaczelismy biegnąć John pobiegł pierwszy a mnie zaatakowowali i wbili nóż w udo ..upadłem na ziemie

~Caroline~
Kiedy zobaczyłam, że zranili Bill'a wściekłam się. Zostawiłam związanych mężczyzn, pobiegłam tam i kopnęłam napastnika prosto w nos.

~Adrian~
Wiedziałem, że Caroline zajmie się Billem więc pobiegłem za Johnem.
- Nie wiesz gdzie iść! Poczekaj. Tam! - wskazałem na żelazne drzwi.
- No to chodź... W końcu tam są dwie osoby, tak? -Powiedział.- A tak w ogóle... Wiesz może kto cię uratował?
- Eeee.... nie
- Wydaje mi się, że skądś go znam...
- A mi niee... Możesz wyważyć te drzwi?
- Jasne.
CD. Następny post.

~Bill~
zciągnełem kurtke i koszule porwałem koszule i zrpobiłem opaske uciskową
-Wow .. ale jestes niezła .. -usmiechnąłem sie do Caro
- Emm... Tak jakoś wyszło...
-fajnie wyszło -zobaczyłem biegnącego na nia faceta wziełem nóz obok i rzuciłem prosto w serce faceta ...
- Łaaaał, ale cel. -Powiedziała uśmiechając się.
-wyciągnij z niego nóz ..-powiedziałem do Caro
Dziewczyna wolno podeszła do trupa i z obrzydzeniem wyjęła nóż, po czym podała go Bill'owi.
-hehe-zasmiałem sie widzac te scenke..-czego tu sie brzydzic..
- Eeee... trupa?
-no wex on kiedy żył ...
- Żywego też bym się brzydziła, zobacz jaki obleśny... Fuuu... A jako trup jeszcze gorszy...
-tsaaa... a ja jaki jestem ? tez obelsmy nie ?
- Nie.
-no to jaki jestem ? -spytałem juz nawet nie mysląc o bulu
- Taki... eeee..... No... Taki kochany... -Powiedziała i zarumieniła się.
-hmm nawet miłe .-pwoeidziałem i puściłem jej oczko
- A ja jaka jestem według ciebie??
-hmm.. napewno szczera .. miła , urocza , szalona pozytywnie, .. nie wiem .. nie umiem kogos opisywać ..
- Aha...
-no
-Ał.. kurwa ..-krzyknołem po tym jak kto rzucił we mnie jakąs twadra rzeczą w noge
Caroline rozejrzała się kto to zrobił...
- Muszę cię stąd zabrać... -Powiedziała.
-uwazaj-złapałem ja i zatrzymałem czas -mało brakowało .. odwruć sie -za nia stał mezczyzna z nozem juz koło głowy ..
- Chodźmy stąd...
-dobra ale wiesz o tym ze nie moge chodzic i jestem osłabiony dzis za duzo mocy uwywałem it erasz jak jestem ranny ..
- No przecież cię nie zostawię... -Podała mi rękę.- Jakoś cię stąd wyciągnę...
-dobra niech bedzie -sięgnełem po jakąs rure i oparłem sie na niej aby Caro miała lżej
-wyjdzimyu dopuki jeszcze czas jest zatrzymany ale juz niedługo..-powiedziałem bo czułem ze słabne ..
Zaczęliśmy się zbliżać do wyjścia.
- Już prawie...
upadłęm a czas znowu zaczoł lecieć
-idż ja sie doczłapie jakoś -powiedziałem i próbowałem znowu stanąc na nogi...
- Nie idę bez ciebie.
-a to niby czemu-wstałem i podniołsem lewą noge podpierajac sie na rórze...która była ostra wiec sie pokaleczyłem ...
- No bo... Oj pogadamy o tym potem... -Powiedziała podchodząc do mnie.- Teraz musimy wyjść...
byłem ciekawy co chciała mi pwoiedziec wiec nie zwracałem uwagi na ból i wyszlismy z budynku
-Ufff... Udalo sie.
-no to teraz mów czemu nie chciałaś mnie zostawic
 -No... Bo... Eeee... -Wziela gleboki oddech- Bo cie bardzo lubie... Ale wiesz... Tak baaardzo... A ty byles ranny... Balam sie o ciebie...
 -yhymmm ..dziekuje
- Dobra... Ja wracam, a ty rób co chcesz... -Powiedziala troche wkurzona.
-ej co ty no .-powiedziałem i chciałem za nią iść ale upadłem
-dobra to cześć .. do kiedyś .-powiedziałem po czym walnołem głową o ziemie ...
- Powiedz mi tak szczerze... Jestes taki glupi, ze nie zrozumiales co do ciebie powiedzialam, czy tylko udajesz?
-udaje .. -podniołśem wzrok - jakbys mnie nie obchodziła to bym spał z tobą  w jednym pokoju i nawet w jednym łózku ?
- To przestań udawać, bo ciężko mi tego słuchać... Zrozum... Podobasz mi się... I zależy mi na tobie...
-mnie na tobie też -zaczołem sie czołgać aby podejść blizej niej . za kazdym razem uderzajac nogą o kamień
Podeszła do mnie i kucnęła obok.
popatrzałem na nią
-przepraszam jestem beznadziejny -walnełem znowu głową o ziemie
- Nie prawda... Nie jestes beznadziejny... Moze najwyzej troche denerwujacy...
-tak myślisz ? -podniosłem sie troche ..
- Tak myślę. Ile razy mam to powtórzyć, zanim wreszcie pojmiesz, że mi się podobasz... Że mi na tobie zależy... Że jesteś dla mnie kimś więcej niż przyjacielem...
podeszłem do nie blizej i ją pocałowałem
-hmm chyba juz to do mnie dotarło...
Uśmiechnęła się.
- No nareszcie.
rowniez sie usmiechnołem
-to co teraz ? hę ?
- Teraz, to musimy jakoś wrócić do szkoły... Jakieś pomysły?
rozglądałem sie patrzałem na wszystko co mogło by sie zdać ..
a jedyne co miałem to noz , rure i krew której juz miałem mało w swoim organizmie..
ale akademia była juz niedaleko..
-nie mam pomysłu pojdziesz po Brajana ?
- Mam cię tu zostawić? Ooo nie... Spróbuję się z nim skontaktować telepatycznie... Gdzie me mniej więcej jesteśmy??
znowu sie zaczolem rozgladac
-Emm..nie wiem ale szlismy tu krótko wiec niedalego jest akademia powiedz ze jestesmy gdzies na wschodzie ...
Zamknęła oczy. Po chwili je otworzyła i złapała się za głowę.
- Wydaje mi się, że mie się udało... -Powiedziała słabo.
-super to teraz czekamy.. nic Ci nie jest . jeszcze Ciebie bedzie trzeba zanieść

~Brajan~
słyszałem jakies głosy wyszedłem z akademiku poszedłem na wschód jak mi kazano
zobaczyłem Caro i Billa podbiegłem
-Co CI sie stało wygladasz jakby cie psy zaatakowały
-nie czas na rozmowe musisz mi pomoc
-dobra ale poxniej ty nie bedziesz mi sie wtracał w zycie
-jasne obiecuje
-okej -podeszłem i wziełem Billa tak aby nie dotykac jego reki i nogi..
-Caroline dasz rade czy ciebie tez trzeba zaniesc -spytałem dziewczyna nie wygladała najlepiej..
- Dam radę...
-okej -powiedzialem i jak dozlimy to połozyłem Billa na łózku
-zaraz Ci przyniose opatrnek ..-powiedziałem i zstawiłem go w pokoju
- Ja chyba pójdę do siebie... -Powiedziała Caroline.- Muszę się zdrzemnąć... Zajrzę do ciebie potem.
-okej
weszłem do jego pokoju majac w rece apteczke
sciagnełem mu opaske uciskowa z jego koszuli ...oszyszciłem rane i zabandazowałem
-a teraz masz mi dac spokuj -powiedziałem i miałem zamiar wyjsc
-nie poczekaj .. dzieki ze mnie uratowałes
-tak jak zawsze ale teraz masz mnie juz nie przesladowac
-pogadaj ze mną.
usiadłem koło niego na łózku
-ja Ci dokuczałem bo byłem zazdrosny zawsze musiałes byc idealnym dzieckiem dlatego Ci dokuczałem
-ta i tylko dlatego byłes zazdrosny ?
-nie .. ja miałem 6 lat a ty 5 .. miałes juz moc wszystko mi mowiłes i pokazywałes.. ja jeszcze nei wiedziałem ze mam tez moc.. dopiero po 3 latach u mnie pojawiła sie moc nie wiedziałem jak z niej korzystac .. a ty juz nią dobrze władałes... byłem wsciekły  wtedy sobie powiedziałem ze bede od ciebie lepszy we wszystkim
-serio ? ja myslałem ze miałes moc wczesniej odemnie..
-no wlasnie nie..mozesz mi jeszcze reke tym bandazem owinąc
-jasne -usmiechnoełem sie do brata i zabandazowałem mu reke cała we krwi
-czyli to wszystko co robiłes było z zazdrosci?
-tak .. -powiedział
-a wiesz ze ja mmiałem przez ciebie kłopoty i to duże prawda i nigdy mi sie pomagałes
-bo ty byłes dobrym człowiekiem i mi zawsze wybaczałes
-w sumei racja jestes moim bratem ..
-wybaczysz ?
-jasne a teraz ide do pokoju .. narka
~Bill~
Brajan wyszedł a ja zasnołem

~Caroline~
Poszłam do siebie do pokoju. Zasnęłam od razu, ale kiedy się obudziłam nadal czułam się osłabiona. "Nigdy więcej nie będę wykorzystywać swoich mocy do takich trudnych celów..." - pomyślałam. Ogarnęłam się trochę i poszłam do Bill'a. Po cichu zajrzałam do jego pokoju...
_____
Trolololo :D:D

to jest koszmar !

~Dagmara~

18.08

"Tak w koncu moje 16 urodziny" tak przynajmniej myslałam na początku
tak naprawde to był koszmar
obudzilam sie mysliałam że bedzie pięknie
zeszłam na dół zobaczyłam moją przyjaciołke
-Hej !-zucilam sie jej na szyje
-hej mordo.. mam prezent-dala mi paczuszke
-wiesz ze nie musialas?
-tak wiem otwieraj
otworzyłam dostałam naszyjnik w kształcie czaszki
-Dzia -przytuliłam ją a ona zamilkła
-Ej co sie dzieje
-chodzmy do twojego pokoju
poszlismy zamknełam drzwi za soba
i padałam na łózko
-no gadaj
-no bo wyjezdzam do Norwegii.-powiedziała i ucichła
-co ? na ile na tydzien 2?
-na zawsze
-chyba zartujesz.... nie mozesz...
-sorka -powiedziała i mnie przytuliła bylam zalamana
-ale kiedy wyjezdzasz?
-jutro rano
-ale 25 mi wyprawiaja urodziny...maja 16 pamietasz powiedzialas ze bedziesz
-nie wiedzialam ze wyjade
-idz juz nie lubie pozegnac -powiedzialam padlam na lozko a Camila wyszła

25.08
przez ostatnie dni nie wychodzilam z pokoju
moje urodziny super
-Dagmara ! zejdz do nas -krzyczeli moi rodzice
nie chetnie ale zeszlam
zobaczylam urzdzony salon i tlum gosci
-mowilam ze nie chce jak Camili nie ma
-nie odwolamy teraz
zobaczylam chlopaka ktory mi sie podobał
-ok nie to nie podeszłam do niego
-hej Nico
-Hej mala
-jak ci sie podoba impreza
-e w miare ale to twoja impreze wiec jest dobrze
usmiechnełam sie do Nicodema
-Zobacz córcia co dla ciebie mamy -powiedziałam mama dając mi psa.. takiego czarno brozowo-białego taki kolorowy wyglądałm na starego taki do kolan mi siegał
-Yyyyy to jest pies...
-Ta i ile sztuczek umie spróbuj
-Ymm.. siad.. leżec .. skacz .. daj głos -powiedziałam a pies wszystko to zrobił
-dziekuje ?-powiedziałam i usiadłam na kanapie koło Nico ... pies usiadł przedemna i patrzał na nas
-ten pies jest dziwny
-no troche
chłopak wstał i wzioł pomarańcze
-mozesz przy mnie nie jeść tego ?
-czemu lubiie pomarańcze..
-ale ja niekoniecznie
-nie możesz zabraniac lludzią robic tego co lubiia jak ty tego nie lubisz
-nie o to chodzi
wstałam i wujek rozlał na mnie cały sok pomarańczowy
-No wiecie co jestescie beznadziejni !-krzyknełam i pobiegłam do pokoju
połozyłam sie na łózku i szybko przebrałam
-jezu ale to jest beznadziejne -powiedziałam a pies otworzył drzwi do pokoju
-a ty tu głupku po co -powiedziałam do psa a pies wskoczył na łózko i połozył mi sie na kolanach
-dobra lez se -połozyłam sie głową w poduszke
-nie płacz to nie twoja wina -ktos powiedział
-ta a czyja
-wszystkim oprucz ciebie
-yhymm-odwruciłam sie aby zobaczyc z kim rozmawiam nikogo nie widziałam a pies skoczył i usidł
-Eeeeee... moze sie pokazesz rozmówco ?
-no przeciez mnie widzisz-powiedział pies a ja odskoczyłam tak ze az spadłam z łózka
-nie bój sie - podszedł pies
-psy nie gadaja ani zwierzeta
-ale ty to potrafisz
-ta i co mam sie wyrózniać ?
-nie jest wiele osób tak uzdolnionych jak ty
-ta a skad ty to mozesz wiedziec
-mam 132 lata ludzkie ... nie pytaj ile mam w psich...
-hahahaha padam psy tyle nie zyją
-nie jestem zwykłym psem
-ta a ja nie jestem zwykłym człowiekiem
-no i tu nie trafiłas
-w jakim sensie ..?
-jestes uzdolniona magicznie
milczałam przez chwile
-w takim razie jak do mnie wtrafiłeś ?
-eee.. złapali mnie do schroniska... a po 2 dniach twoim rodzice mnie wzieli nie wiem czemu ..ale chyba cos wiedzą
-co wiedza
-ze jestem nie zwykłym psem
-w takim razie co odemnie chcesz
-popierwsze nie płacz
-a nastepnie co?
-powiem Ci o Niezwykłej Akademi
-no gadaj-połozyłam sie na łózku
-są tam same uzdolnione nastolatki jak ty..budynek jest super na zewnatrz maly w srodku ogromy..
-i ?
-musisz tam iść
-co to jakąs bajeczke mi opowiedziałeś
-to nie jest bajka
-e chyba pomarańcze mi zaszkodziły -powiedziałam i połozyłam sie spać

28.08
pies nie odzywał sie juz przez 3 dni wiedziałam ze to przez te pomarańcze
zeszłam na sniadanie
-hej mamo hej tato hej ...jak go nazwaliscie ?
-Bobik
-no nie weźcie skrzywdziliscie tym psa..-wziełam śniadanie i poszłam do pokoju
znowu wszedł pies
-i co juz wiesz ze to nie bajka ?
zaksztuciłam się
-czy w tych płatkach są pomarańcze ? -odkaszlnełam
-nie nie ma... nie uwierzyłas mi wiec dam Ci wizytówkę -pies połozył mi na łózku wizytówke
-ee kazdy se moze taką zrobić
-zobacz na odwrocie -odwróciłam wizytówke a tam pojawił sie napis
-oo efekty specjialne
-Dziewczuyno ! ogarnij sie i pakuj -pies wzioł moją walizkę
-zostaw to -nie chciałam sie pakowac chciałam ja podniesc ale nie chciało mi sie wstawac
-nie masz jechac
-nie bedzie mi byle pies mowic co mam robić -powiedziałam a walizka sie uniosła razem z psem
-Woow ale faza ..-wstałam i szukałam jakis sznurków
-dobra spakuje sie ale jak ty mnie tam zaprowadzisz..
-to 2 dni drogi stąd. nie wiem czy dam rade poxniej wrócic
-a wiec nie jade
-okej namówiłas mnie-powiedział pies i zaczoł mi pomagac pakowac rzeczy
-teraz tylko namowic rodziców
-to nie bedzie trudne masz rodziców idiotów -zasmiał sie pies
-Ejj nie mów tak o ..... no wsumie racja
zeszłam z walizką na dół
-Mamo Tato znalazłam super szkołe... jest genialna moge jechac..
-a bedziesz dzwonic i pisac listy ?
-Ymm .. tak ?
-okej jedź baw sie dobrze
-mówiłem ze to bedzie proste -powiedział pies
-dzięki-powiedziałam i poszlismy na przystanek razem z "Bobikiem" grr ale to imie jest dziwne

30.08
-a wiec to tu ?-spytałam psa
-tak chodź-poszedł pierwszy i otworzył mi drzwi
-idź do sekretariatu ja wejde za tobą
-hej ..-powiedziałam nie pewnie
-hej hej..-usmiechneła sie kobieta
-Ojej zwierzetą tu nie można
-on nie tylko odprowadza
-żartowałam.. Dagmara Moon ?
-Ymm tak to ja..
-tu masz pokój niech piesek cie odprowadzi
-dziekuje-powiedziałam i wyszłam -to gdzie teraz ?
-chodź tu -powiedzial do mnie pies
-no dobrze -poszłam za nim
-daj klucz to znajde CI pokój
-dobrze -dałam klucz psu a ten poszedł długim korytarzem a ja za nim
-nie tak szybko psiaku -powiedziałam i wpadałam na kogoś
-Ojej Przepraszam ...-powiedziałam łapiąc sie za usta ..
- Nic się nie stało. -Powiedział chłopak.- Nowa?
pokiwałam głową na tak i zawołałam psa
-Bobik chodź tu .. -kiedy podbiegł powiedziałam sama di siebie -musze zmienic Ci imie...
Zaśmiał się i poszedł za mną.
- Jeszcze nie widziałem tu psa... No chociaż... Dobra nieważne, twój?
-tak dostałam go na urodziny ... i on .. eeee... -mówiłam  a pies sie na mnie patrzał
-powiedz ze jestem zwykłym psem prosze Cię ...
-bedzie miał teraz na imie Aster -us,śmiechnełam sie do psa ..
- Ahaa... No ok...
-Chodź młoda znalazłem twój pokój ...-powiedział do mnei Aster i zaczoł po mnie skakać
-Emmm musze iść ..
- Ok... -Powiedział wyraźnie zdziwiony i poszedł.

-to gdzie ten pokój .?-zapytałam
\-chodx nei marudź  -pwoedizał i stanelismy przed drzwiami
-wiesz co polubilam Cie -powiedziałam do psiaka
-mieliśmy sie okazje lepiej poznac wiec wiesz...-popatrzał na drzwi
-bedziesz mnie odwiedzac ? -ukleknełam przed psem
-nie wiem ... może bede w pobliżu jak bedziesz mnie potrzebowac.. pamietasz nie ?
-tak nie jestes zwyczajnym psem
-no własnie  -położył mi łape na kolanie ..
-okej .. wiesz ze jestes przy mnei tylko ty prawda ? - wstałam i popatrzałam na oddalającego sie psa..

usiadłam przed drzwiami na walizce .. nie wiedziałam czy wejsc do pokoju czy mam wracac...
__________
znowu mzoe ktos dokonczyc xd