czwartek, 28 marca 2013
Wreszcie obiad
Wreszcie wybiła godzina obiadu. Szybko wstałem z łóżka, po czym zakręciło mi się w głowie. Kiedy tylko poczułem się lepiej ruszyłem korytarzem na obiad. Tuż przed wejściem do stołówki minąłem Rose, którą kojarzyłem z poprzedniego roku, ocaloną przeze mnie Caroline i jeszcze jakąś dziewczynę, której wcześniej nie widziałem. Ucieszyłem się, że Caroline jakoś się tu odnalazła, ale nie zamierzałem się teraz zatrzymywać. Teraz najważniejszy był obiad. Wszedłem do stołówki. Zapach jedzenia nieco mnie pobudził. Poszedłem po tacę. Czułem, że jeśli szybko czegoś nie zjem może się tu zrobić nieprzyjemnie, szczególnie, że czułem zapach mięsa, a głód napędzał we mnie wilcze instynkty. Jakoś jednak udało mi się je poskromić i w końcu usiadłem przy stole i zacząłem jeść. Przez całe wakacje nie zjadłem tyle co teraz, szczególnie, że dwa razy brałem dokładkę. W końcu jednak byłem najedzony. Uspokoiłem się. Odniosłem tacę i wróciłem do pokoju. "Trzeba odbudować kondycję po tych chudych wakacjach" - pomyślałem. Założyłem dresowe spodnie, zdjąłem kurtkę i rzuciłem ją na łóżko. Wyszedłem do szkolnego ogrodu i zacząłem biegać. Biegałem tak chwilę po czym stanąłem w miejscu. "Tego mi brakowało". Wróciłem do pokoju, wszedłem do łazienki zamykając od środka jej drzwi na wypadek przybycia mojego współlokatora i wszedłem pod prysznic. Wyszedłem i ubrałem się w czyste ubrania. Otworzyłem okno i czekając na chłodny, wieczorny wiatr usiadłem na parapecie. Nadal brakowało mi rodziny, chyba nigdy nie przestanie mi jej brakować... Ale tu czułem się jak w domu. Akademia była moim jedynym domem... Rozejrzałem się po pokoju. Ten sam miałem w tamtym roku i znałem go bardzo dobrze. "Jestem w domu" - powiedziałem sobie w myślach - "W moim jedynym prawdziwym domu". Chyba jedyny tak bardzo nie lubiłem wakacji... Ale jak można lubić coś co powoduje takie okropne cierpienie? Nie znosiłem wakacji... Nie było gdzie spać ani co jeść. A tu miałem wszystko czego mi potrzeba... I tylko tu byli ludzie, którzy choć trochę mnie rozumieli. Nie miałem już na świecie nikogo bliższego, niż ludzie z akademii. "Dość tego użalania się nad sobą. Lepiej nie będzie..." - pomyślałem. Wstałem z parapetu nie zamykając okna, położyłem się na łóżku i utkwiwszy wzrok w suficie czekałem na mojego współlokatora...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz