~Adrian~
Patrzyłem cały czas w sms'a od Sydney.
" Adrian przyjeżdżaj mówię ci ty jest zarypiście "
Nie chciałem zostawić mamy z dwójką tych bachorów, ale nie miałem wyboru. Wiedziałem, że ten świat nie jest miejscem dla mnie.Wsiadłem na motor nie lubiłem pożegnań więc zostawiłem tylko kartkę. Do Akademii miałem nawet nie tak daleko. Więc po jakiejś pół godzinie byłem na miejscu. Nie byłem przekonany co do tego budynku. Jednak wszedłem, a w sekretariacie dostałem klucz.
Zacząłem szukać drogi do pokoju kiedy ktoś na mnie wpadł.
- O mój boże Adrian?!
- No boże to nie - uśmiechnąłem się
- Ale co ty tu robisz?
- Ymm... Stoję. - zmarszczyłem brwi i popatrzyłem na jej aurę - Dlaczego jesteś smutna?
- Ehh.... nie ważne.
- Ważne - powiedziałem patrząc na nią znacząco
- Przez chłopaka.. Wracając co tu robisz?
- Jakiego? Mam mu wtłuc? Przyjechałem do ciebie. W końcu tak chwaliłaś to miejsce.
- Przez Johna - posmutniałam - Nie radzę.
- Czemu? Co może mi zrobić?
- Yyy... no jest w połowie demonem
- No to sobie wybrałaś faceta.
- Eee... nie jest taki zły. Tak wg. mam ci tyle do opowiedzenia. Nie widzieliśmy się jakieś 6 lat.
- Szkoda, że się wyprowadziłaś. Nie miałem z kim babek w piaskownicy lepić - zmierzwiłem jej włosy
- Ejj... zepsułeś mi fryzurę - dałam mu kuksańca w bok
- Nie dramatyzuj - uśmiechnąłem się - Pokażesz mi gdzie są pokoje. Słyszałem o jakiejś ciszy nocnej.
- Tak jasne. Mam ci tyle do opowiedzenia.
Szliśmy w stronę pokoi.
- Mamy czas.
- Nie do końca. - uśmiechnęła się - Zaraz cisza nocna
- Rzeczywiście. - posmutniałem
- Spokojnie mamy cały rok szkolny.
-Taak.. szkoła
- Wiesz co Adrian. Dzięki, że przyjechałeś. Fajnie mieć przyjaciela, który za tobą stanie - uśmiechnęła się i przytuliła go.
Staliśmy już przed moim pokojem.
- Lepiej już idź, bo jak twój chłopak nas zobaczy to jeszcze coś mi zrobi. - uśmiechnąłem się A mam zamiar jeszcze pożyć.
- To nie jest mój chłopak.. Ej poczekaj to jest twój pokój?
- Yyy... tak.
- No ty sobie kur*a ze mnie żartujesz?
- Ymm... nie? A co?
- Nic - powiedziała - To do zobaczenia
Przytuliła go raz jeszcze i poszła do swojego pokoju.
Wszedłem do pokoju.
- No to gdzie mam spać? - zapytałem chłopaka, który leżał na łóżku.
- Tam gdzie wolne... -Odpowiedział nie odwracając się.
- Ale tu są tylko dwa łóżka i dwa wyglądają na zajęte.
Nagle przede mną zmaterializowało się łóżko.
- Dobra nie ważne - powiedziałem kładąc się na nie
- Tylko nie dotykaj gitary... -Powiedział obojętnym, ale nieco smutnym tonem.
- Hej stary dlaczego jesteś smutny?
- Długa historia...
- Tak wg. jestem Adrian
- John. -Odpowiedział.
- Aaa... chłopak Sydney?
- Nie... To skomplikowane... -Powiedział, po czym się odwrócił. Oczy miał zaróżowione, ale wziął notes, długopis i zaczął coś pisać.- Moment, skąd ty ją znasz? -Spytał zdziwiony nie przerywając pisania.
- To moja przyjaciółka.
- Aha... Nie przeszkadzałoby ci, gdybym coś przegrał? Wpadła mi do głowy piosenka, nie chcę zapomnieć...
- Nie - powiedziałem
Wstał i wziął gitarę. Nawet nie patrzył na notes, najwyraźniej miał tę piosenkę nadal w głowie...
http://www.youtube.com/watch?v=UE9rs_oJSeU
- Niezłe - powiedział gdy tamten skończył - Wiesz, że ona jest smutna?
- Robię to dla jej dobra... Myślisz, że mnie to nie boli? Zależy mi na niej kurwa... Ale jestem niebezpieczny... W ogóle nie powinno mnie być na tym świecie... I może niedługo mnie nie będzie...
- Kurwa ja ci doradzać nie będę. Ale ona jest świetną dziewczyną, a ty ją ranisz. Skoro to cię boli? To dlaczego to robisz?
- Bo jestem demonem... Kiedy się wkurzę nie panuję nad sobą... Już raz ją uderzyłem, nie pozwolę by to się powtórzyło.
- Ona jest Aniołem. Bóg nad nią czuwa czy coś tam. Demon jej nie skrzywdzi bynajmniej fizycznie.
- Nie skrzywdzę jej demonicznymi mocami, ale ja nie użyłem żadnych mocy poza siłą... I nie mogłem tego powstrzymać, rozumiesz? Nic nie mogłem zrobić. -Powiedział siadając na łóżku.
- Ja pierdolę ty naprawdę nic nie rozumiesz? Ona cię kocha! Wiesz ile można wyczytać z aury? Wiesz co ja bym dał aby mnie kochała nie tylko jak przyjaciela? Pewnie nie bo ty masz jej miłość na tacy i nie potrafisz tego docenić.
- Kocham ją... Ale co z tego? Ona nie zasłużyła niczym na to, by musieć mnie znosić przez resztę życia... Urodziłem się by siać zniszczenie... Człowieku zabiłem własną matkę przychodząc na świat! Nie zasługuję na nic, poza męczeńską śmiercią.
- Ale co z tego? Przecież ją kochasz.
- Kocham... I właśnie dlatego, nie chcę, żeby przy mnie cierpiała... Zrób to dla mnie proszę i schowaj gdzieś moje rzeczy jak odejdę, żeby wyglądało jakbym wyjechał... I opiekuj się nią. -Powiedział i łzy stanęły mu w oczach, ale szybko je przetarł.
- Człowieku ty jej nie możesz skrzywdzić fizycznie ona ma zdolność regeneracji. Jest w połowie Aniołem! Jest w połowie nieśmiertelna. Ale jak chcesz to idź proszę bardzo zabij się czy coś w końcu tylko stchórzysz jednak mi to na rękę.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo chcę cię zabić... Nawet jako człowiek...
- No to proszę bardzo zabij mnie i odbierz Sydney jedynego przyjaciela jakiego kiedykolwiek miała.
- Tylko dlatego nadal żyjesz... Yhhhh -Spojrzał na zegarek- Kurwa... Dobra kit z przepisami, nie mogę cię zabić, dla Sydney... Zrobisz to dla mnie i wyjdziesz? Albo przynajmniej zamknij się w łazience... -Powiedział czując narastający ból.- Tylko szybko...
Wybiegłem z pokoju i zapukałem do Sydney.
~Sydney~
Było po ciszy nocnej Caro już spała. Usłyszałam dobijanie się do drzwi. Otworzyłam, a przed drzwiami stał zdyszany Adrian.
- Co ty tu robisz?
- Chyba wkurzyłem twojego chłopaka.
- No ja kurwa wiedziałam, że tak będzie. Po co do jasnej cholery z nim gadałeś?
- Yyy... przepraszam ale byłaś taka smutna. Po za tym mogłabyś mnie wpuścić? Nie chce być rozszarpany przez demona.
- Tak. Wejdź - powiedziałam zamykając za nim drzwi. A co jeśli nas złapią? Już po ciszy nocnej?
- Wystarczy im usprawiedliwienie, że chciał mnie poćwiartować rozszalały demon?
- Pewnie tak...
- Ładna pidżama - powiedział
- Ty jak zwykle tylko o jednym - dałam mu kuksańca - Wracając to nie jest mój chłopak.
- Twoja aura mówi co innego.
- A co mówi moja aura?
- Mądra, silna takie duperele. Jest też idealna na pewno nie należy do człowieka.
- To już wiem.
- Rozmawiałaś z matką?
- Ty o niej wiesz?
- Upss...
- Adrian!
- No pokazała mi się parę razy.
- Super widziałeś ją więcej razy ode mnie. Sory ją ją słyszałam tylko raz w życiu.
- Ładna jest - uśmiechnął się
- Adrian?!
- No dobra przyjechałem tu, bo poprosiła abym cię chronił.
~John~
Upadłem na podłogę... Ale bolało bardziej niż zwykle... Nie tylko wyrastały mi skrzydła... Czułem jakby pękała mi głowa. Kiedy wstałem nadal byłem przytomny, choć wściekły jak nigdy nie tylko wiedziałem co robię, ale nawet mogłem to kontrolować choć... inaczej.... Nie miałem już dwóch osobowości. One obie zrosły w jedną. I chciały tylko jednego... Zabić tego jej kochanego przyjaciela. Wypadłem z pokoju na korytarz. Spojrzałem na swoje dłonie. Zamiast paznokci miałem pazury... Przejechałem nimi po drzwiach i ruszyłem przed siebie cicho jak nigdy... Usłyszałem ich z pokoju Sidney. Pchnąłem drzwi demoniczną siłą i znalazłem się w środku.
~Sydney~
- Ja pierdolę - powiedział Adrian
- Chyba jednak na niewiele się zdasz - powiedziałam
- Jedyną osobą która teraz potrzebuje ochrony jesteś ty! -Krzyknął John, wskazując na Adriana.
- Nie skrzywdzisz go!
- Odejdź Sydney, nie wiem na ile potrafię się opanować... Względem ciebie, jego chcę zabić. -Powiedziałem z chłodnym uśmiechem na ustach. Wbiłem mu pazury w ramię i zacząłem go ciągnąć z powrotem do naszego pokoju, mając nadzieję, że Sydney nie pójdzie za nami i nie będzie musiała tego oglądać.
- Zostaw go! - powiedziałam zdecydowanie, nagle czułam, że się zmieniam.- Adrian nie patrz na mnie! Anioła w pełnej glorii się nie ogląda. Chyba, że chcesz oślepnąć. - powiedziałam nie wiedząc nawet skąd to wiem. Podeszłam bliżej Johna.
- Mówiłam ci, że go nie skrzywdzisz. Puść go - mój głos był chłodny
- Nikt mu nie kazal mowic przy mnie takich rzeczy... Niby przyjaciel, a tylko czeka az odejde... Z reszta po co ja sie tlumacze...
- Nigdy nie byliśmy przyjaciółmi - powiedział Adrian nadal nie otwierając oczu
- Groźby mi się znudziły. - Wyrzuciłam Johna z pokoju i stworzyłam pole siłowe tak aby nikt nie wszedł do pokoju. - Wróć jak ochłoniesz ! Zmieniłam się z powrotem i podbiegłam do Adriana.
- Nic ci nie jest?
- Nie - powiedział nie otwierając oczu
- Możesz już otworzyć oczy. - Spojrzałam na jago ramię - O mój boże.
Otworzył oczy
- Co?
- Ymmm... twoje ramię?
- Co z nim? - spojrzał na ramię - Auć..
- Nie jestem lekarzem ale to nie wygląda najlepiej.
- Serio?
- Zabrałabym cię do pielęgniarki ale nie możemy stąd wyjść.
- Serio?
- Mam gdzieś tu apteczkę - zaczęłam szukać. Kiedy znalazłam zaczęłam go opatrywać.
- Auu...
- Przepraszam staram się jak mogę - powiedziałam
Kiedy skończyłam podłożyłam mu poduszkę pod głowę.
- Nie dam rady przenieść cię na kanapę
- W porządku. Wytrzymam.
- Co ty mu powiedziałeś?
- Nic takiego porozmawialiśmy trochę jak mężczyźni.
- To o mnie poszło? - zapytałam
- Noo można tak powiedzieć
- Przecież wiedziałeś, że jest demonem.
- No cóż. Trochę mnie wkurzał no to mu wygarnąłem. " Nie jest taki zły? co? " - zacytował mnie
- No nie
- Mów do mnie jeszcze - uśmiechnął się
- Nie czas na żarty Adrian
- A kiedy będzie czas na żarty?
- Nie wiem.
- Naprawdę bym oślepnął gdybym wtedy na ciebie spojrzał
- Nie, zginął byś
- A już miałem zaryzykować na jedno oko.
- Cały ty - ziewnęłam
- Lepiej się prześpij. Ona to ma twardy sen - spojrzał na Caroline
- Nawet nie wiesz jak. - uśmiechnęłam się
- Zdaję sobie z tego sprawę.
Przykryłam Adriana kocem, a sama położyłam się na łóżku i weszłam pod kołdrę.
- Chyba będziesz musiał zmienić pokój.
- Naprawdę? A już myślałem, że John zaczyna mnie lubić.
- To nie jest śmieszne - zamknęłam zgasiłam światło i zamknęłam oczy
- Dobranoc
- Dobranoc rano trzeba iść po pielęgniarkę.
- Serio? - zapytał
- Nie na niby idź już spać. - powiedziałam i udawałam, że śpię nie mogłam jednak zasnąć. Myślałam o tej całej akcji. Nie wiedziałam co zrobię w sprawie z Johnem. Jednak czułam, że nie będzie łatwo ani z nami ani nie będzie łatwo ich pogodzić. Jeśli to wogóle realne.
...
TROLOLOLO WIDZISZ KIŻA NIC NIEDOZWOLONEGO :D
Taaa ciekawe jak długo... Jak coś Caroline może się nagle obudzić ;p A, a co do Adriana, jak będzie szedł do pokoju, to niech się nie wystraszy brakiem drzwi... XD
niedziela, 31 marca 2013
Aklimatyzacja
~Aqua~
Leaf wyszła z pokoju zostawiając mnie samą. Chwilę siedziałam na łóżku, ale w końcu mi się znudziło i postanowiłam również się przewietrzyć. Wyszłam z pokoju i ruszyłam długim korytarzem.
~Jerome~
Moja siostra długo nie wracała więc postanowiłem ich poszukać. Od razu kiedy wyszedłem z pokoju wpadłem na jakąś dziewczynę. Nie znałem jej mimo, że byłem drugi rok w Akademii.
~Aqua~
Wpadł na mnie jakiś chłopak.
- Przepraszam - powiedział.
- Nic się nie stało. -Powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
- Yyy.. Jerome
- Ładnie. Ja jestem Aqua :D
- Yyy.. twoje yy.. też ładne. Miłoo. poznać.
Zaśmiałam się cicho.
- Mi również.
- Ty.. jesteś nowa prawda? - zapytał starając się nie jąkać
- No. W sumie dzisiaj przyszłam...
- Podoba ci się tu?
- Hmmmm... Nie wiem. Moja siostra gdzieś poszła i zostałam sama, więc wyszłam się rozejrzeć...
- Ymm. mogę cię oprowadzić jak chcesz.
- Jasne, czemu nie. -Powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego
Odwzajemniłam jej uśmiech i oprowadziłem ją przy okazji sprawdzałem czy nie ma tam Emmy.
W końcu doszliśmy do ogrodu.
- Późno się robi - Spojrzał na gwiazdy - Wiesz o ciszy nocnej?
- Ymmm nie...
- No to za jakąś godzinę będzie cisza nocna i wszyscy mają być w pokojach.
- No nieee... Ale po co?
- Nie wiem. Takie są reguły.
- Ale noc jest nawet piękniejsza niż dzień...
- Może i jest ale uważają, że jest niebezpieczna
- Taaak, bo mnie zaraz wilk zje...
- Może i zje. - uśmiechnąłem się
- W lesie mnie nie zjadł, a w ogrodzonym ogrodzie mnie zje?
- No nie wiem. Może on nie. Ale łowcy mogą.
- Jacy znowu łowcy?
- Poczekaj mieszkałaś w lesie?
- No tak...
- Łowcy to bajka.
- No to w końcu istnieją, czy nie? Bo już nie wiem...
- Mówi się, że tak ale próbują nam wmówić, że nie. Nikt nie wie czy są prawdziwi
- No oni pewnie wiedzą. -Zaśmiałam się.
- Pewnie tak - uśmiechnął się
- Masz ładny uśmiech. -powiedziałam uśmiechając się.
- Twój też jest ładny - powiedział patrząc na nią lecz po chwili odwrócił wzrok.
- Coś nie tak? -Spytałam, kiedy odwrócił wzrok.
- Yyy... nie wszystko.. ok - powiedział trochę zawstydzony.
- Co ty się tak stresujesz? Jak wolisz, to mogę już iść...
- Nie nie idź ja po prostu jestem samotnikiem i nie wiele czasu przebywam z ładnymi dziewczynami.
- Moment, że niby ja jestem ładna? -Spytałam zdziwiona.
- A nie?
- No chyba nie...
- Ja uważam, że tak.
- Miło. -Zarumieniłam się lekko.
Uśmiechnął się.
- Może nie jestem znawczynią bo wychowałam się wśród nimf i elfów... Ale ty też wyglądasz całkiem nieźle.
- Jesteś nimfą?
- Tak jakby w połowie.
- Aha.
- No... A ty co potrafisz? Bo z tego co wiem to jest szkoła dla magicznie uzdolnionych...
Stał się nie widzialny i z powrotem widzialny.
- Potrafię być niewidzialny- Nagle zerwał się wiatr. - I panuję nad powietrzem, a ty?
- Ja panuję nad wodą. -Uśmiechnęłam się.
- Myślisz, że wytworzymy razem lód, śnieg czy coś?
- Nigdy nie próbowałam...
- Ja też nie
- No to próbujemy. -Spojrzałam na niebo.- Deszcz. -Powiedziałam i zaczął kropić deszcz.
- Powietrze - przywołał żywioł i po chwili zaczął padać śnieg.
- Aaaaaaaa Ale fajne!
- Udało się
Przytuliłam go, ale szybko puściłam i się odsunęłam.
- Sorki, to z radości...
- Nic nie szkodzi. - Uśmiechnął się
- Może lepiej będę już wracać... Wiesz cisza nocna i w ogóle... -Zaśmiałam się cicho.
- Chodź odprowadzę cię
Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Ok, to prowadź, bo ja się mogę zgubić...
Zeprowadził mnie pod pokój.
Leaf wyszła z pokoju zostawiając mnie samą. Chwilę siedziałam na łóżku, ale w końcu mi się znudziło i postanowiłam również się przewietrzyć. Wyszłam z pokoju i ruszyłam długim korytarzem.
~Jerome~
Moja siostra długo nie wracała więc postanowiłem ich poszukać. Od razu kiedy wyszedłem z pokoju wpadłem na jakąś dziewczynę. Nie znałem jej mimo, że byłem drugi rok w Akademii.
~Aqua~
Wpadł na mnie jakiś chłopak.
- Przepraszam - powiedział.
- Nic się nie stało. -Powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
- Yyy.. Jerome
- Ładnie. Ja jestem Aqua :D
- Yyy.. twoje yy.. też ładne. Miłoo. poznać.
Zaśmiałam się cicho.
- Mi również.
- Ty.. jesteś nowa prawda? - zapytał starając się nie jąkać
- No. W sumie dzisiaj przyszłam...
- Podoba ci się tu?
- Hmmmm... Nie wiem. Moja siostra gdzieś poszła i zostałam sama, więc wyszłam się rozejrzeć...
- Ymm. mogę cię oprowadzić jak chcesz.
- Jasne, czemu nie. -Powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego
Odwzajemniłam jej uśmiech i oprowadziłem ją przy okazji sprawdzałem czy nie ma tam Emmy.
W końcu doszliśmy do ogrodu.
- Późno się robi - Spojrzał na gwiazdy - Wiesz o ciszy nocnej?
- Ymmm nie...
- No to za jakąś godzinę będzie cisza nocna i wszyscy mają być w pokojach.
- No nieee... Ale po co?
- Nie wiem. Takie są reguły.
- Ale noc jest nawet piękniejsza niż dzień...
- Może i jest ale uważają, że jest niebezpieczna
- Taaak, bo mnie zaraz wilk zje...
- Może i zje. - uśmiechnąłem się
- W lesie mnie nie zjadł, a w ogrodzonym ogrodzie mnie zje?
- No nie wiem. Może on nie. Ale łowcy mogą.
- Jacy znowu łowcy?
- Poczekaj mieszkałaś w lesie?
- No tak...
- Łowcy to bajka.
- No to w końcu istnieją, czy nie? Bo już nie wiem...
- Mówi się, że tak ale próbują nam wmówić, że nie. Nikt nie wie czy są prawdziwi
- No oni pewnie wiedzą. -Zaśmiałam się.
- Pewnie tak - uśmiechnął się
- Masz ładny uśmiech. -powiedziałam uśmiechając się.
- Twój też jest ładny - powiedział patrząc na nią lecz po chwili odwrócił wzrok.
- Coś nie tak? -Spytałam, kiedy odwrócił wzrok.
- Yyy... nie wszystko.. ok - powiedział trochę zawstydzony.
- Co ty się tak stresujesz? Jak wolisz, to mogę już iść...
- Nie nie idź ja po prostu jestem samotnikiem i nie wiele czasu przebywam z ładnymi dziewczynami.
- Moment, że niby ja jestem ładna? -Spytałam zdziwiona.
- A nie?
- No chyba nie...
- Ja uważam, że tak.
- Miło. -Zarumieniłam się lekko.
Uśmiechnął się.
- Może nie jestem znawczynią bo wychowałam się wśród nimf i elfów... Ale ty też wyglądasz całkiem nieźle.
- Jesteś nimfą?
- Tak jakby w połowie.
- Aha.
- No... A ty co potrafisz? Bo z tego co wiem to jest szkoła dla magicznie uzdolnionych...
Stał się nie widzialny i z powrotem widzialny.
- Potrafię być niewidzialny- Nagle zerwał się wiatr. - I panuję nad powietrzem, a ty?
- Ja panuję nad wodą. -Uśmiechnęłam się.
- Myślisz, że wytworzymy razem lód, śnieg czy coś?
- Nigdy nie próbowałam...
- Ja też nie
- No to próbujemy. -Spojrzałam na niebo.- Deszcz. -Powiedziałam i zaczął kropić deszcz.
- Powietrze - przywołał żywioł i po chwili zaczął padać śnieg.
- Aaaaaaaa Ale fajne!
- Udało się
Przytuliłam go, ale szybko puściłam i się odsunęłam.
- Sorki, to z radości...
- Nic nie szkodzi. - Uśmiechnął się
- Może lepiej będę już wracać... Wiesz cisza nocna i w ogóle... -Zaśmiałam się cicho.
- Chodź odprowadzę cię
Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Ok, to prowadź, bo ja się mogę zgubić...
Zeprowadził mnie pod pokój.
Głos Ojca i matki?
~John~
I znów ten głos... "Nie pomożesz im" -mówił.
- Muszę iść... -Powiedziałem do niej.
- Gdzie? - zapytała
- Nie wiem... Musze iść...
- Dlaczego? - powiedziała zasmucona
- On znowu czegoś chce... -Powiedziałem smutno.
- Przecież nie musisz go słuchać.
- Łatwo powiedzieć... Nie potrafię go nie słyszeć, kiedy do mnie mówi, a biorąc pod uwagę, że lubi mnie denerwować, wolałbym, żeby nie było cię w pobliżu...
Złapałam go za rękę
- Nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie. Przemyślałeś to już?
Chciałem się odezwać, ale znów usłyszałem ten głos... "Myślisz, że dasz radę? Jesteś śmieszny. Prędzej czy później albo ją zabijesz, albo zginie, w każdym razie przez ciebie... Nawet gdybyś potrafił się przy niej opanować, czego nie potrafisz to i tak nie skończyłaby lepiej niż twoja matka." Spojrzałem na nią z żalem.
- Nie chcę twojej pomocy. Nie możesz mi pomóc. Tylko sam mogę przez to przejść.
- Dlaczego to robisz? hmmm... - ścisnęła mocniej jego rękę.
- Nie pomożesz mi. Musze to zrobić sam, rozumiesz?
- Skąd wiesz? Pewnie od ojca tak? Jak na razie nie za wiele ci pomógł. Naprawdę myślisz, że jestem słaba. Może jestem wieszczką co nie zmienia faktu, że moja matka była najprawdopodobniej aniołem i wcale nie zginęła jak niedługo zamierza oświadczyć mi Eva. A jeśli ona była aniołem znaczy, że otrzymałam w połowie jej nieśmiertelność a twoja moc nie może mnie zabić.
- Ehhh... dobrze idź. Twój wybór i tak nie skończę jak twoja mama. Ty nie możesz mnie zbytnio skrzywdzić jeśli o to ci chodzi.
Nie odpowiedziałem. Wyszedłem z jej pokoju. Poszedłem do siebie i znów usłyszałem ten głos.
- Brawo synu. Im dalej od ciebie tym dla niej lepiej. I o wiele lepiej dla ciebie.
- Dla mnie? Chyba nie wiesz co mówisz.
- No tak. Ciekaw jestem czy tak samo przejąłbyś się, gdybyś uderzył kogo innego... Zrozum, miłość nie jest dla takich jak nas. Ona zawsze kończy się tragedią. Posłuchaj mnie teraz uważnie. Demony mają uczucia. Potrafią kochać, ale to najgorszy błąd na jaki mogą sobie pozwolić. Ja twoją matkę kochałem... Ale zniszczyła ją twoja siła... I tak cudem jest, że udało jej się ciebie urodzić...
- Ja ją zabiłem?
- W pewnym sensie, choć to oczywiście przeze mnie, wiem. Potem oddałem cię do domu dziecka, bo nie umiałem się tobą zająć... Ale ty jesteś do niej taki podobny... Tak samo dobry... I tak samo wierzysz w to, że nie ważne jest kim się jest, ale tak nie jest.
- No tak... Jestem potworem i jestem na to skazany.
- Demonem, nie potworem. Ale w pewnym sensie to racja. Jeśli pozwolisz jej się do siebie zbliżyć ona zginie, przez ciebie. I nie ważne czy ty ją zabijesz, ale na pewno przyczynisz się do jej śmierci. Także lepiej trzymaj się od niej z daleka. Bezpieczni przy tobie mogą być tylko ludzie, na których ci nie zależy, no o ile cię nie zdenerwują...
Głos odszedł. Położyłem się na łóżku i odwróciłem twarzą do ściany.
- Nie mogę cię skrzywdzić... -Szepnąłem ze łzami w oczach.
~Sydney~
- Idiota - szepnęłam kiedy wyszedł
- Przecież i tak wiedziałaś, że to się stanie.
- Kim ty jesteś? - spytałam
- Skoro już wiesz to nie muszę się ukrywać - powiedział smutny głos
- Nikt ci nie kazał..
- Sydney dobrze robiłam trzymając się z dala od ciebie i twojego ojca. Wystarczy, że pozwolili abyś się urodziła. Nie mogę cię narażać.
- Jasne i pozwalając tej głupiej małpie się mną opiekować? Co z ciebie za matka?
- Tak było lepiej. Zrobiłam błąd, że w ogóle dowiedziałaś się o moim istnieniu.
- Podziękuj Evie
- Eva chce dobrze. Nie spodziewa się, że już o tym wiesz.
- Wolałam żyć z myślą, że nie żyjesz niż, że moja matka to Anioł.
- Nie zrozum mnie źle. Kocham cię zawsze cię kochałam twojego ojca też. Zresztą tęskni za tobą.
- Nie wyjeżdżaj mi tutaj z kochającą matką.
- Muszę iść nie mogą się dowiedzieć, że z tobą rozmawiam, a ten chłopiec.. on nie jest dla ciebie odpowiedni... Jest w połowie demonem ty w połowie aniołem. Nie możecie być razem takie jest prawo rzeczy.
- Nic ci do tego!
- Twój ojciec zadzwoń do niego - powiedziała
Już jej nie słyszałam. Po prostu się rozpłakałam.
- Dlaczego nic nigdy nie układa się po mojej myśli?
Nagle do pokoju weszła Caroline...
- Czemu płaczesz? -Spytała podchodząc bliżej.
- Yyyy.... moja matka jest Aniołem, a chłopak, który mi się podoba... yyy.... on jakby to ująć ... ma ojca demona.
- Taaa no to ciekawie... A tak wracając, to kto ci się podoba?
- Yyyy.... John.
- John, John, John... Aaaaaa. -Uśmiechnęłam się tajemniczo.- Z nim to ja ci pomogę, a co do rodziców, to niestety nie mogę...
- Nie, nie pomożesz to idiota.
- Skoro idiota, to czemu ci się podoba? Z resztą ja mam znajomości ;p
- To skomplikowane.
- Oj tam, wszystko jest prostsze niż się wydaje, albo kogoś lubisz takiego jakim jest albo nie... A rodzice, to nie mają nic do gadania.
- Taa...jasne. Nie mają. Akurat oni uważają inaczej.
- No i? A musisz ich słuchać? Siłą was rozdzielą?
- Ja nie. On jak na razie słucha ojca.
- Jeśli coś do ciebie czuje, to prędzej czy później nie będzie go już obchodziło co on mówi...
- Na razie jakoś tego nie pokazuje.
- Na razie... -Znów uśmiechnęła się tajemniczo.
- Yyy... ty coś sugerujesz?
- Hemmm może. Muszę z kimś pogadać i się zobaczy.
- Z kim?
- A to już moja sprawa...
Uniosłam brwi.
- No przestań ja ci powiedziałam.
- Hehe z jego współlokatorem. -Uśmiechnęła się i delikatnie zarumieniła.
- Z tym przystojniakiem? Jak on miał Bill?
- No.
Uśmiechnęłam się
- Może tobie się ułoży
- Tobie też.
- Marzenia i przyszłość, która nigdy się nie zdarza zaczynają mnie nudzić.
- Wiesz co, jeszcze się zdziwisz. Zobaczysz, ułoży wam się, o ile się oboje postaracie, a żeby przestał słuchać ojca... Może potrzebuje czasu by zrozumieć, że on wcale mu nie pomaga?
- Za dużo znaków zapytania - powiedziałam
- W życiu nic nigdy nie jest pewne.
- Może i nie.
- Zobaczysz, przejrzy na oczy.
- Taaa...
- Trochę wiary w ludzi.
- Oczywiście.
- Dobra, słuchaj mnie. Idź z nim pogadaj!
- Nie ma mowy.
- Rób co chcesz... -Powiedziała i odsunęła się.
- Wyszedł stąd ja się za nim uganiać nie będę.
- S wiesz może czemu się tak zachowuje? Ich czasem ciężko zrozumieć...
- Noo.. przez ojca.
- A więc teraz stwierdzam tak. Odzyskał ojca po wielu latach i chociaż niby go nienawidzi, tak na prawdę raźniej jest przy rodzinie... Z czasem powinien odzyskać rozsądek
- Z czasem? Ile ja mam czekać na księcia na białym koniu?
- Rób co chcesz... Ale prawdziwa miłość jest tylko jedna i nic jej nie zastąpi.
- Przyjaciel zastąpi.
- Przyjaciel nie zastąpi miłości...
- To zależy.
- Nie rozumiem...
- Zależy od przyjaciela i miłości.
- Ja mówię o prawdziwej miłości, a tego nic nie zastąpi.
- Każdy ma swoją opinię na ten temat.
- Ja ci się w życie nie wtrącam, ale ostrzegam. Jak się kochacie, ale nie będziecie na to zwracali uwagi, to będziecie oboje żałować...
- Tak dzięki.. - powiedziałam - Ide się przewietrzyć.
Wyszłam z pokoju.
- Gdzie? - zapytała
- Nie wiem... Musze iść...
- Dlaczego? - powiedziała zasmucona
- On znowu czegoś chce... -Powiedziałem smutno.
- Przecież nie musisz go słuchać.
- Łatwo powiedzieć... Nie potrafię go nie słyszeć, kiedy do mnie mówi, a biorąc pod uwagę, że lubi mnie denerwować, wolałbym, żeby nie było cię w pobliżu...
Złapałam go za rękę
- Nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie. Przemyślałeś to już?
Chciałem się odezwać, ale znów usłyszałem ten głos... "Myślisz, że dasz radę? Jesteś śmieszny. Prędzej czy później albo ją zabijesz, albo zginie, w każdym razie przez ciebie... Nawet gdybyś potrafił się przy niej opanować, czego nie potrafisz to i tak nie skończyłaby lepiej niż twoja matka." Spojrzałem na nią z żalem.
- Nie chcę twojej pomocy. Nie możesz mi pomóc. Tylko sam mogę przez to przejść.
- Dlaczego to robisz? hmmm... - ścisnęła mocniej jego rękę.
- Nie pomożesz mi. Musze to zrobić sam, rozumiesz?
- Skąd wiesz? Pewnie od ojca tak? Jak na razie nie za wiele ci pomógł. Naprawdę myślisz, że jestem słaba. Może jestem wieszczką co nie zmienia faktu, że moja matka była najprawdopodobniej aniołem i wcale nie zginęła jak niedługo zamierza oświadczyć mi Eva. A jeśli ona była aniołem znaczy, że otrzymałam w połowie jej nieśmiertelność a twoja moc nie może mnie zabić.
- Ehhh... dobrze idź. Twój wybór i tak nie skończę jak twoja mama. Ty nie możesz mnie zbytnio skrzywdzić jeśli o to ci chodzi.
Nie odpowiedziałem. Wyszedłem z jej pokoju. Poszedłem do siebie i znów usłyszałem ten głos.
- Brawo synu. Im dalej od ciebie tym dla niej lepiej. I o wiele lepiej dla ciebie.
- Dla mnie? Chyba nie wiesz co mówisz.
- No tak. Ciekaw jestem czy tak samo przejąłbyś się, gdybyś uderzył kogo innego... Zrozum, miłość nie jest dla takich jak nas. Ona zawsze kończy się tragedią. Posłuchaj mnie teraz uważnie. Demony mają uczucia. Potrafią kochać, ale to najgorszy błąd na jaki mogą sobie pozwolić. Ja twoją matkę kochałem... Ale zniszczyła ją twoja siła... I tak cudem jest, że udało jej się ciebie urodzić...
- Ja ją zabiłem?
- W pewnym sensie, choć to oczywiście przeze mnie, wiem. Potem oddałem cię do domu dziecka, bo nie umiałem się tobą zająć... Ale ty jesteś do niej taki podobny... Tak samo dobry... I tak samo wierzysz w to, że nie ważne jest kim się jest, ale tak nie jest.
- No tak... Jestem potworem i jestem na to skazany.
- Demonem, nie potworem. Ale w pewnym sensie to racja. Jeśli pozwolisz jej się do siebie zbliżyć ona zginie, przez ciebie. I nie ważne czy ty ją zabijesz, ale na pewno przyczynisz się do jej śmierci. Także lepiej trzymaj się od niej z daleka. Bezpieczni przy tobie mogą być tylko ludzie, na których ci nie zależy, no o ile cię nie zdenerwują...
Głos odszedł. Położyłem się na łóżku i odwróciłem twarzą do ściany.
- Nie mogę cię skrzywdzić... -Szepnąłem ze łzami w oczach.
~Sydney~
- Idiota - szepnęłam kiedy wyszedł
- Przecież i tak wiedziałaś, że to się stanie.
- Kim ty jesteś? - spytałam
- Skoro już wiesz to nie muszę się ukrywać - powiedział smutny głos
- Nikt ci nie kazał..
- Sydney dobrze robiłam trzymając się z dala od ciebie i twojego ojca. Wystarczy, że pozwolili abyś się urodziła. Nie mogę cię narażać.
- Jasne i pozwalając tej głupiej małpie się mną opiekować? Co z ciebie za matka?
- Tak było lepiej. Zrobiłam błąd, że w ogóle dowiedziałaś się o moim istnieniu.
- Podziękuj Evie
- Eva chce dobrze. Nie spodziewa się, że już o tym wiesz.
- Wolałam żyć z myślą, że nie żyjesz niż, że moja matka to Anioł.
- Nie zrozum mnie źle. Kocham cię zawsze cię kochałam twojego ojca też. Zresztą tęskni za tobą.
- Nie wyjeżdżaj mi tutaj z kochającą matką.
- Muszę iść nie mogą się dowiedzieć, że z tobą rozmawiam, a ten chłopiec.. on nie jest dla ciebie odpowiedni... Jest w połowie demonem ty w połowie aniołem. Nie możecie być razem takie jest prawo rzeczy.
- Nic ci do tego!
- Twój ojciec zadzwoń do niego - powiedziała
Już jej nie słyszałam. Po prostu się rozpłakałam.
- Dlaczego nic nigdy nie układa się po mojej myśli?
Nagle do pokoju weszła Caroline...
- Czemu płaczesz? -Spytała podchodząc bliżej.
- Yyyy.... moja matka jest Aniołem, a chłopak, który mi się podoba... yyy.... on jakby to ująć ... ma ojca demona.
- Taaa no to ciekawie... A tak wracając, to kto ci się podoba?
- Yyyy.... John.
- John, John, John... Aaaaaa. -Uśmiechnęłam się tajemniczo.- Z nim to ja ci pomogę, a co do rodziców, to niestety nie mogę...
- Nie, nie pomożesz to idiota.
- Skoro idiota, to czemu ci się podoba? Z resztą ja mam znajomości ;p
- To skomplikowane.
- Oj tam, wszystko jest prostsze niż się wydaje, albo kogoś lubisz takiego jakim jest albo nie... A rodzice, to nie mają nic do gadania.
- Taa...jasne. Nie mają. Akurat oni uważają inaczej.
- No i? A musisz ich słuchać? Siłą was rozdzielą?
- Ja nie. On jak na razie słucha ojca.
- Jeśli coś do ciebie czuje, to prędzej czy później nie będzie go już obchodziło co on mówi...
- Na razie jakoś tego nie pokazuje.
- Na razie... -Znów uśmiechnęła się tajemniczo.
- Yyy... ty coś sugerujesz?
- Hemmm może. Muszę z kimś pogadać i się zobaczy.
- Z kim?
- A to już moja sprawa...
Uniosłam brwi.
- No przestań ja ci powiedziałam.
- Hehe z jego współlokatorem. -Uśmiechnęła się i delikatnie zarumieniła.
- Z tym przystojniakiem? Jak on miał Bill?
- No.
Uśmiechnęłam się
- Może tobie się ułoży
- Tobie też.
- Marzenia i przyszłość, która nigdy się nie zdarza zaczynają mnie nudzić.
- Wiesz co, jeszcze się zdziwisz. Zobaczysz, ułoży wam się, o ile się oboje postaracie, a żeby przestał słuchać ojca... Może potrzebuje czasu by zrozumieć, że on wcale mu nie pomaga?
- Za dużo znaków zapytania - powiedziałam
- W życiu nic nigdy nie jest pewne.
- Może i nie.
- Zobaczysz, przejrzy na oczy.
- Taaa...
- Trochę wiary w ludzi.
- Oczywiście.
- Dobra, słuchaj mnie. Idź z nim pogadaj!
- Nie ma mowy.
- Rób co chcesz... -Powiedziała i odsunęła się.
- Wyszedł stąd ja się za nim uganiać nie będę.
- S wiesz może czemu się tak zachowuje? Ich czasem ciężko zrozumieć...
- Noo.. przez ojca.
- A więc teraz stwierdzam tak. Odzyskał ojca po wielu latach i chociaż niby go nienawidzi, tak na prawdę raźniej jest przy rodzinie... Z czasem powinien odzyskać rozsądek
- Z czasem? Ile ja mam czekać na księcia na białym koniu?
- Rób co chcesz... Ale prawdziwa miłość jest tylko jedna i nic jej nie zastąpi.
- Przyjaciel zastąpi.
- Przyjaciel nie zastąpi miłości...
- To zależy.
- Nie rozumiem...
- Zależy od przyjaciela i miłości.
- Ja mówię o prawdziwej miłości, a tego nic nie zastąpi.
- Każdy ma swoją opinię na ten temat.
- Ja ci się w życie nie wtrącam, ale ostrzegam. Jak się kochacie, ale nie będziecie na to zwracali uwagi, to będziecie oboje żałować...
- Tak dzięki.. - powiedziałam - Ide się przewietrzyć.
Wyszłam z pokoju.
Z lasu do akademii - pierwsza znajomość
~Leaf~
--Dwa dni wcześniej--
Las w którym mieszkałyśmy był piękny, ale jego mieszkańcy dziwnie się do nas odnosili. No tak, byłyśmy inne, ale akurat leśne nimfy powinny byś bardziej tolerancyjne... Nawet nasza ciotka odnosiła się do nas z rezerwą i rzadko nas odwiedzała mimo, że mieszkała na przeciwko. Do tej pory miałyśmy przy sobie chociaż mamę...
- Nie mogę już tak dłużej! -Krzyknęła Aqua. Ona miała najgorzej...
Dorośli nas omijali, ale miałam kilku przyjaciół wśród młodzieży, szczerze mówiąc głównie wśród chłopców. Czułam się bliżej z nimi niż z innymi dziewczynami, bo nie byłam jak one, nie spędzałam dnia na rozczesywaniu włosów i zbieraniu kwiatów. Włosy ścięłam na krótko i większość dnia spędzałam chodząc z chłopakami po drzewach. A Aqua w wodzie... Do tej pory nasza mama zawsze była gdzieś niedaleko niej i miała z kim rozmawiać... Ale teraz została całkiem sama. Nie mogłam na to patrzeć... Oddaliłam się od przyjaciół by więcej czasu spędzać z nią. I w ten sposób stałyśmy się całkowitymi wyrzutkami...
- Wiem, że to trudne, bo nie jesteśmy jak oni... Bliżej nam do ludzi niż do nimf, ale nic na to nie poradzimy...
- Ucieknijmy stąd. -Powiedziała z błyskiem w oku.
- Ale gdzie chciałabyś pójść?
- Nie wiem... -Powiedziała smutno.
Nagle obok nas wylądował gołąbek, a w dzióbku trzymał... ULOTKĘ?! Upuścił ją pod naszymi nogami i odleciał.
- Co to? -Spytała Aqua kiedy ja schyliłam się po karteczkę. Wzięłam ją do ręki i przeczytałam, po czym odpowiedziałam.
- Ulotka Niezwykłej Akademii...
- Pokaż! -Krzyknęła i niemal wyrwała mi kartkę z ręki. Przeczytała ją szybko.- To idealne miejsce dla nas!
- No tak... Ale to dwa dni drogi stąd...
- No to co? Nie wytrzymam tu dłużej!
- No dobra... To spakujmy się i chodźmy. -Powiedziałam niepewnie. Niezbyt cieszyła mnie myśl opuszczenia lasu, ale nie mogłam opuścić siostry. Około dwie godziny później byłyśmy już spakowane. Położyłyśmy się spać. Wyruszyłyśmy o wschodzie słońca...
--Teraz--
Zmęczone doszłyśmy przed mały budynek.
- To na pewno tu? -Spytałam siostry, która trzymała ulotkę.
- Na to wygląda... Chodźmy do środka.
- No dobrze...
Kiedy szłyśmy do drzwi zauważyłam chłopaka siedzącego w oknie.
- Może to nie to samo, co las, ale muszę przyznać, że mieszkańców tu mają ciekawych... -Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Weszłyśmy do środka. Rozejrzałyśmy się, z hallu wychodziły trzy drzwi. Weszłyśmy do tych z napisem "Sekretariat".
- Aqua, Leaf! Jednak dotarłyście.
- Skąd pani zna nasze imiona?
- A myślicie, że ta ulotka magicznie do was dotarła? No nie ważne. Tu macie klucze do swojego pokoju nr 69. -Weszłyśmy w duże drzwi i znalazłyśmy się w ogromnym korytarzu.
- Jak to się tu zmieściło?! -Spytała moja siostra. Nie odpowiedziałam, rozglądałam się zaciekawiona. Teraz już spodobał mi się ten pomysł, choć nadal do szczęścia brakowało mi drzew. Po pewnym czasie znalazłyśmy nasz pokój.
- Hmmm... Łóżka są trzy, jedno już zajęte, więc mamy współlokatorkę. -Powiedziałam do siostry.
- Oby była ciekawsza i milsza niż nimfy...
- Miejmy nadzieję.
Zabrałyśmy się za rozpakowywanie. Skończyłam jako pierwsza.
- Wiesz, ja chyba pójdę się przewietrzyć... Zobaczymy się potem. -Powiedziałam i wyszłam z pokoju. Wyszłam z budynku i powoli podeszłam pod otwarte okno. Ku mojej radości chłopak nadal siedział na parapecie. Na początku trochę bałam się odezwać, ale kiedy znalazłam się już pod oknem nie było odwrotu.
- Hej... -Powiedziałam niepewnie.
-hej
- Co tak sam siedzisz? -Spytałam uśmiechając się lekko.
-rozmyślam ...
- Mhmmm... A o czym? -Spytałam uśmiechając się nieco mocniej.
popatrzał sie na mnie
-o życiu ...
- Czasem jak się za dużo myśli, to się dochodzi do smutnych wniosków...
zszedł z parapetu ..
-na pszykład do jakich ?
- Na przykład ja doszłam do wniosku, że nigdzie nie pasuję...
-a ja doszłem do wniosku .. że mam super życie .-popatrzał sie na mnie...
- No to fajnie, też bym chciała...
-ta ..a le to by sie nie udało bez mojego przyjaciela .. wtedy bym byl nikim
- Na pewno nie.
-nie znasz . mnie .. nie wiesz jak moje życie wyglądało wczesniej
- Może i nie, ale skoro się zmieniłeś, to widocznie miałeś się zmienić.
-najwidoczniej .. chcesz sie przejść ?
- Jasne.
poszlismy do ogrodu ..
-to jaką masz moc ?
Uśmiechnęłam się. Byliśmy w najlepszym miejscu, bym mogła mu ją pokazać. Spojrzałam na ziemię, skupiłam na niej wzrok i po chwili wyrósł z niej piękny kwiat.
-śliczy -uśmiechnoł sie - tak jak ty ..
Zarumieniłam się i uśmiechnęłam.
- A ty co potrafisz?
~Dominik~
ozywiłem kwiata którego stworzyła dziewczyna
-to popatrz -pokazałem na kwiat a ten nam pomachał ..
- Łaaaaaaaaaaaaaaał....
-e tam nic takiego ...
- Wcale nie. To jest super!
-ta tylko poxniej nie moge tego zmienic bedzie cały czas ozywiony ..
- Biorąc pod uwagę, że to kwiat, to chyba będę mogła go kontrolować...
-to super.. tylko teraz właśnie ucieka ..
Dziewczyna pobiegła za kwiatkiem.
uśmiechnełam się.. i pobiegłem za nia łapac kwiatka ...
podknelem sie i upadłem
W końcu złapała kwiatka i zawróciła.
- Żyjesz? -Spytała i zaczęła się śmiać.
-tsaaa...żyje ..-podniolsem sie i otrzepałem ..
- Ale na pewno? -Spytała nadal się śmiejąc.
-tak ..
- Paaaatrz złapałam kwiaaatka
-o super
- No nie? Zajebiaszczo. :D
-no strasznie .. -nie wiedziałem co odpowiedziec
- To co z nim robimy?
-sam neio wie .. mozemy go zostawic .. ale wtedy moze uciec na ulice i ludzie będa cos podejzewac nie ?
- Hmmmm... Wiem zatrzymam go i będę się nim opiekować. Ale potrzebuje klatki i doniczki.
-ok . niech bedzie .. -nagle zobaczyłem rozwaloną rzecz która spadla mi z parapetu
-ojej .. -podniosłem ..-aj ..-schowałem do kieszeni resztki ..
- Co się stało? -Spytała zdziwiona.
-nic a co sie miało stać - podeszłem do niej
- A co tam podniosłeś? :D
-rzecz ..
- Nie no, serio?
-no mowie .. przeciez podniosłem rzecz która wczesniej mi uciekła ale sie rozwalila postaram sie ją naprawić.
- No to życzę powodzenia.
popatrzałem na rozwaloną rzecz..
-grr... moze Cie odprowadze jzu jest cisza nocna ..
- No możesz.
zaprowadziłem Leaf do pokoju .. a ja wszedłem do swojego zdziwiłem sie bo nikogo tam nie było .. połozyłem sie na łózku i rozmyślałem ..
_______________________________
Huehue Dominiczku do cb mówię ;p
--Dwa dni wcześniej--
Las w którym mieszkałyśmy był piękny, ale jego mieszkańcy dziwnie się do nas odnosili. No tak, byłyśmy inne, ale akurat leśne nimfy powinny byś bardziej tolerancyjne... Nawet nasza ciotka odnosiła się do nas z rezerwą i rzadko nas odwiedzała mimo, że mieszkała na przeciwko. Do tej pory miałyśmy przy sobie chociaż mamę...
- Nie mogę już tak dłużej! -Krzyknęła Aqua. Ona miała najgorzej...
Dorośli nas omijali, ale miałam kilku przyjaciół wśród młodzieży, szczerze mówiąc głównie wśród chłopców. Czułam się bliżej z nimi niż z innymi dziewczynami, bo nie byłam jak one, nie spędzałam dnia na rozczesywaniu włosów i zbieraniu kwiatów. Włosy ścięłam na krótko i większość dnia spędzałam chodząc z chłopakami po drzewach. A Aqua w wodzie... Do tej pory nasza mama zawsze była gdzieś niedaleko niej i miała z kim rozmawiać... Ale teraz została całkiem sama. Nie mogłam na to patrzeć... Oddaliłam się od przyjaciół by więcej czasu spędzać z nią. I w ten sposób stałyśmy się całkowitymi wyrzutkami...
- Wiem, że to trudne, bo nie jesteśmy jak oni... Bliżej nam do ludzi niż do nimf, ale nic na to nie poradzimy...
- Ucieknijmy stąd. -Powiedziała z błyskiem w oku.
- Ale gdzie chciałabyś pójść?
- Nie wiem... -Powiedziała smutno.
Nagle obok nas wylądował gołąbek, a w dzióbku trzymał... ULOTKĘ?! Upuścił ją pod naszymi nogami i odleciał.
- Co to? -Spytała Aqua kiedy ja schyliłam się po karteczkę. Wzięłam ją do ręki i przeczytałam, po czym odpowiedziałam.
- Ulotka Niezwykłej Akademii...
- Pokaż! -Krzyknęła i niemal wyrwała mi kartkę z ręki. Przeczytała ją szybko.- To idealne miejsce dla nas!
- No tak... Ale to dwa dni drogi stąd...
- No to co? Nie wytrzymam tu dłużej!
- No dobra... To spakujmy się i chodźmy. -Powiedziałam niepewnie. Niezbyt cieszyła mnie myśl opuszczenia lasu, ale nie mogłam opuścić siostry. Około dwie godziny później byłyśmy już spakowane. Położyłyśmy się spać. Wyruszyłyśmy o wschodzie słońca...
--Teraz--
Zmęczone doszłyśmy przed mały budynek.
- To na pewno tu? -Spytałam siostry, która trzymała ulotkę.
- Na to wygląda... Chodźmy do środka.
- No dobrze...
Kiedy szłyśmy do drzwi zauważyłam chłopaka siedzącego w oknie.
- Może to nie to samo, co las, ale muszę przyznać, że mieszkańców tu mają ciekawych... -Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Weszłyśmy do środka. Rozejrzałyśmy się, z hallu wychodziły trzy drzwi. Weszłyśmy do tych z napisem "Sekretariat".
- Aqua, Leaf! Jednak dotarłyście.
- Skąd pani zna nasze imiona?
- A myślicie, że ta ulotka magicznie do was dotarła? No nie ważne. Tu macie klucze do swojego pokoju nr 69. -Weszłyśmy w duże drzwi i znalazłyśmy się w ogromnym korytarzu.
- Jak to się tu zmieściło?! -Spytała moja siostra. Nie odpowiedziałam, rozglądałam się zaciekawiona. Teraz już spodobał mi się ten pomysł, choć nadal do szczęścia brakowało mi drzew. Po pewnym czasie znalazłyśmy nasz pokój.
- Hmmm... Łóżka są trzy, jedno już zajęte, więc mamy współlokatorkę. -Powiedziałam do siostry.
- Oby była ciekawsza i milsza niż nimfy...
- Miejmy nadzieję.
Zabrałyśmy się za rozpakowywanie. Skończyłam jako pierwsza.
- Wiesz, ja chyba pójdę się przewietrzyć... Zobaczymy się potem. -Powiedziałam i wyszłam z pokoju. Wyszłam z budynku i powoli podeszłam pod otwarte okno. Ku mojej radości chłopak nadal siedział na parapecie. Na początku trochę bałam się odezwać, ale kiedy znalazłam się już pod oknem nie było odwrotu.
- Hej... -Powiedziałam niepewnie.
-hej
- Co tak sam siedzisz? -Spytałam uśmiechając się lekko.
-rozmyślam ...
- Mhmmm... A o czym? -Spytałam uśmiechając się nieco mocniej.
popatrzał sie na mnie
-o życiu ...
- Czasem jak się za dużo myśli, to się dochodzi do smutnych wniosków...
zszedł z parapetu ..
-na pszykład do jakich ?
- Na przykład ja doszłam do wniosku, że nigdzie nie pasuję...
-a ja doszłem do wniosku .. że mam super życie .-popatrzał sie na mnie...
- No to fajnie, też bym chciała...
-ta ..a le to by sie nie udało bez mojego przyjaciela .. wtedy bym byl nikim
- Na pewno nie.
-nie znasz . mnie .. nie wiesz jak moje życie wyglądało wczesniej
- Może i nie, ale skoro się zmieniłeś, to widocznie miałeś się zmienić.
-najwidoczniej .. chcesz sie przejść ?
- Jasne.
poszlismy do ogrodu ..
-to jaką masz moc ?
Uśmiechnęłam się. Byliśmy w najlepszym miejscu, bym mogła mu ją pokazać. Spojrzałam na ziemię, skupiłam na niej wzrok i po chwili wyrósł z niej piękny kwiat.
-śliczy -uśmiechnoł sie - tak jak ty ..
Zarumieniłam się i uśmiechnęłam.
- A ty co potrafisz?
~Dominik~
ozywiłem kwiata którego stworzyła dziewczyna
-to popatrz -pokazałem na kwiat a ten nam pomachał ..
- Łaaaaaaaaaaaaaaał....
-e tam nic takiego ...
- Wcale nie. To jest super!
-ta tylko poxniej nie moge tego zmienic bedzie cały czas ozywiony ..
- Biorąc pod uwagę, że to kwiat, to chyba będę mogła go kontrolować...
-to super.. tylko teraz właśnie ucieka ..
Dziewczyna pobiegła za kwiatkiem.
uśmiechnełam się.. i pobiegłem za nia łapac kwiatka ...
podknelem sie i upadłem
W końcu złapała kwiatka i zawróciła.
- Żyjesz? -Spytała i zaczęła się śmiać.
-tsaaa...żyje ..-podniolsem sie i otrzepałem ..
- Ale na pewno? -Spytała nadal się śmiejąc.
-tak ..
- Paaaatrz złapałam kwiaaatka
-o super
- No nie? Zajebiaszczo. :D
-no strasznie .. -nie wiedziałem co odpowiedziec
- To co z nim robimy?
-sam neio wie .. mozemy go zostawic .. ale wtedy moze uciec na ulice i ludzie będa cos podejzewac nie ?
- Hmmmm... Wiem zatrzymam go i będę się nim opiekować. Ale potrzebuje klatki i doniczki.
-ok . niech bedzie .. -nagle zobaczyłem rozwaloną rzecz która spadla mi z parapetu
-ojej .. -podniosłem ..-aj ..-schowałem do kieszeni resztki ..
- Co się stało? -Spytała zdziwiona.
-nic a co sie miało stać - podeszłem do niej
- A co tam podniosłeś? :D
-rzecz ..
- Nie no, serio?
-no mowie .. przeciez podniosłem rzecz która wczesniej mi uciekła ale sie rozwalila postaram sie ją naprawić.
- No to życzę powodzenia.
popatrzałem na rozwaloną rzecz..
-grr... moze Cie odprowadze jzu jest cisza nocna ..
- No możesz.
zaprowadziłem Leaf do pokoju .. a ja wszedłem do swojego zdziwiłem sie bo nikogo tam nie było .. połozyłem sie na łózku i rozmyślałem ..
_______________________________
Huehue Dominiczku do cb mówię ;p
sobota, 30 marca 2013
Takie życie nieprawda ?
~Dominik~
Czekałem juz dość długo postanowiłem sam poszukac pokoju keidy go znalazłem .. wziełem zapasowy klucz i wszedłem pokuj liczył 3 łóżka 1 pod oknem a 2 pozostałe koło ściany
długo sie nie zastanawiałem wziołem te koło okna...
sciągnełem skórzaną kamizelkę i zaczełem trenowac karate
przez dłuższą chwile robiłem podstawowe chwyty a poxniej zaczełem juz te trudniejsze
po godzinie trenungu otworzyłem okno i siadłęm na parapecie .. załozyłem słuchawki .. i zastanawiałem sie nad tym co by było gdybym nie poznał Jakuba kim ja bym był .. to przeciez on mnie zmienił ...
a jakbym go nie poznał kim bym był ? jakimś .. yhhh... łe . co najgorsze lalusiem .. ledno przeszło mi to przez mysl albo takim disco .. z lat 70 . zasmiałem sie cicho sam do siebie
a moze miało sie tak stac ze wylądowalismy tutaj ?
moze los chcaił abyśmy tu trafili ? ..wziołem do ręki pierwszą lepszą rzecz i ją ożywiłem ..
-Hej mały pogadasz ze mną ? -zapytałem sie a rzecz która ozywiłem uciekła przez okno ..
-Tsaaa..i sie rozwaliło ... biedactwo .. wyjrzałem przez okno
-no trudno..
______________________________________
Wtr. Miszek ja zaraz napiszę posta od nimf i tam popiszemy, ok??, ;p\\
spoko ;P
odpisałąs matem i wgl ?:P
Czekałem juz dość długo postanowiłem sam poszukac pokoju keidy go znalazłem .. wziełem zapasowy klucz i wszedłem pokuj liczył 3 łóżka 1 pod oknem a 2 pozostałe koło ściany
długo sie nie zastanawiałem wziołem te koło okna...
sciągnełem skórzaną kamizelkę i zaczełem trenowac karate
przez dłuższą chwile robiłem podstawowe chwyty a poxniej zaczełem juz te trudniejsze
po godzinie trenungu otworzyłem okno i siadłęm na parapecie .. załozyłem słuchawki .. i zastanawiałem sie nad tym co by było gdybym nie poznał Jakuba kim ja bym był .. to przeciez on mnie zmienił ...
a jakbym go nie poznał kim bym był ? jakimś .. yhhh... łe . co najgorsze lalusiem .. ledno przeszło mi to przez mysl albo takim disco .. z lat 70 . zasmiałem sie cicho sam do siebie
a moze miało sie tak stac ze wylądowalismy tutaj ?
moze los chcaił abyśmy tu trafili ? ..wziołem do ręki pierwszą lepszą rzecz i ją ożywiłem ..
-Hej mały pogadasz ze mną ? -zapytałem sie a rzecz która ozywiłem uciekła przez okno ..
-Tsaaa..i sie rozwaliło ... biedactwo .. wyjrzałem przez okno
-no trudno..
______________________________________
Wtr. Miszek ja zaraz napiszę posta od nimf i tam popiszemy, ok??, ;p\\
spoko ;P
odpisałąs matem i wgl ?:P
Zauroczenie ?
~Brajan~
w pokoju siedziałem sam .. wiec chwile pograłem myślałem o tej dziewczynie co z nią wczoraj rozmaiwałem
była taka słodka ..
ciekawe czy dziś tez ją spotkam .. wtsałem z łózka i wyszedłem z pokoju ...
Nagle wpadła na mnie Rose.
- No proszę i znowu się spotykamy - uśmiechnęła się
-Taaa.. -odwzajemniłem uśmiech
- Tak wogóle to fajny tatuaż
-dziękuje .. twoje też są niezłe -uśmiechnąłem sie
-bedziemy tu tak stac czy gdzie pojdziemy ?
- W sumie to miałam iść do biblioteki. Ale możemy się przejść.
-no dobrze.. a wiec moze .. ogród ?
-Okej - uśmiechnęła się
poszlismy na ogród zobaczyłem tam mojego brata i jakąs dziewczyne . wiedziałem ze jak Bill zobaczy mnie z Rose bedzie sie doptywac ..
-a moze jednak gdzie indziej co ? ..-
- Dlaczego tak szybko zmieniłeś zdanie? - uniosła brwi
-Eeeeeee..-zastanawiałem sie- bo mi zimno . chodź
- Eee.... nie kłam
-dobra rozgryzłas minie .. -powiedziałem smutno
-bo ja poprostu .. no wiesz.. nie lubie kiedy słońce mi tak w oczy daje .. i albo by musiał pojść po okulary .. albo pojdźmy gdzie indziej ..-zacząłem improwizować
- Serio mówię
-tu jest moj brat ..
- I co? - zapytałam siadając na ławcę
ukucnołem przed nią ..
-nie przepadam za nim ..
- Widzę - uśmiechnęłam się
-nom .. niestety .. jestesmy rózni .. wlałbym go omijac .-połozyłem rece na ławce .. i patrzałem raz na nią i raz na brata czy nie idzie w naszą strone
- Nie martw się nie patrzy
uśmiechnołem sie do dziewczyny
-wole nie ryzykowac
- Tak wogóle to dlaczego się chowasz?
-nie chowam -powiedziałem ironicznie ..po czym usiadłem obok niej
- Jasne - zamrugałam
-ekhem-byłem w zakłopotaniu ...
- Co jeszcze powiesz - usiadłam po turecku
-nie wiem .. a co byś chciała wiedziec.. ?
- Powiedz mi coś o sobie
-a wiec gram na gitarze i spiewam .. zazwyczaj tworze własną muzyke.. lubie czytac.. i trenowac.... co bys chciała jeszcze wiedziec ?
- Czemu nie lubisz brata
-róznimy sie od siebie. op za tym przewaznie robi ze mnie idiote...
w pewnym momencie brat z jakas dziewczyną podesli do nas
-Hejo brat -powiedział i usiadł koło Rose
-Em .
-Caroline to jest moj brat Brajan a to jego dziewczyna
-to nie jest moja dziewczyna
- Tak nie jestem jego dziewczyną. Hej Caroline.
-mówcie co chcecie .. ja wiem swoje -usmiechnoł sie do mnie
-Bill ..mozesz odejść ? -powiedziałem
-widzisz mowiłem CI -dodałem po cihu do Rose
- Ee... tam ty przynajmniej masz swojego głupiego brata.
-Słyszałem ! -powiedział Bill
-trudno . a co chciałabyś miec brata ?
- Eee.... a co oddasz mi swojego? Dzięki ale chyba nie skorzystam.
-szkoda .. chetnie bym oddał ..
- Chciałabym mieć rodzinę - spojrzałam w niebo
-a ja chciałbym jej nie miec -powiedziałęm
-a ja chciałbym słyszec cos innego -powiedział Bill
- Bill zachowujesz się jak dupek - powiedziała Rose
- ja a co ja zrobiłem ?
- Jak ci się coś nie podoba to nie musisz tu stać - odgryzłam się
-tak nie podoba mi sie tu .. ale wole dogryzac bratu ..
- Wiesz co Bill? Wal się. Boże wy obydwoje jesteście straszni. Zachowujecie się idiotycznie. Wiecie co niektórzy zrobiliby by poznać swoją rodzinę? Wiecie co ja bym zrobiła? A wy nic tylko dogrzać i wkurzać się. Doceńcie to, że macie siebie - wstałam i zaczęłam iść w stronę biblioteki.
Caroline spojrzała na Bill'a z wyrzutem.
- I po co to robisz? -Spytała.
~Bill~
-szczerze to nie wiem -wstałem
-sorki brat -powiedziałem do Brajana
~Brajan~
-Rose poczkeja ...-pobiegłem za nią
-masz racjie nie powinienem sie z nim kłócić przy tobie .. jesli mnie teraz nienawidz zrozumiem to ..
- Dlaczego miałabym cię nienawidzić? - zapytała odwracając się
-no bo .. chciałabyś miec rodzenstwo .. a ja sie kłuce z bratem moze to taka troche nie przyjemna sytułacjia ..
- Nie rodzeństwo... Chciałabym mieć rodzinę
-przepraszam i tak nie powinienem .. moze chodźmy do biblioteki on tam nie lubi chodzić .. to Ci wszystko ytłumacze czemu sie nie lubimy
- Okej - powiedziała
kiedy doszlismy do biblioteki
mowiłem jej o tym czemu sie tak nienawidzimy .. ze ja zawsze musiałem zyc w jego cieniu ze zawsze musiałem brac jego odpowiedzialnosc razem z nim byc jak ftrafił do wiezienia bo ja nie mogłem zostac sam bo nie jestem pełnoletni ...
-...poprostu mam juz tego dość .. niech ma swoje zycie a mi da spokój
- Ja przez moją rodzinę spędziłam 17 lat w domu dziecka - popatrzyłam się na niego
-masz racjie nie powinienem mowic .. masz gorsze problemy ode mnie ..
- Nie wy po prostu nie doceniacie, że macie siebie i to mnie boli bardziej.
-nie powinno ..
- Ja nie zmienie tego, ze nie mam rodziny. Wy możecie się pogodzić
-tak ale to może troche potrfac..
- warto spróbować.
-to wiem
Zmrużyłam oczy
- No to spróbuj, a nie gadaj.
-masz rację -popatrzałem na nią
-dzieki za rade zaraz idę z nim pogadac.. do zobaczenia -i poszedelem szukac brata
- Cześć - powiedziałam i wróciłam do siebie. Nicoli jak zwykle nie było.
_______
teraz ogarniesz ?:P
Noooooo...
ide tulkac branoc do jutro lub jak cie nie bd do kiedys
w pokoju siedziałem sam .. wiec chwile pograłem myślałem o tej dziewczynie co z nią wczoraj rozmaiwałem
była taka słodka ..
ciekawe czy dziś tez ją spotkam .. wtsałem z łózka i wyszedłem z pokoju ...
Nagle wpadła na mnie Rose.
- No proszę i znowu się spotykamy - uśmiechnęła się
-Taaa.. -odwzajemniłem uśmiech
- Tak wogóle to fajny tatuaż
-dziękuje .. twoje też są niezłe -uśmiechnąłem sie
-bedziemy tu tak stac czy gdzie pojdziemy ?
- W sumie to miałam iść do biblioteki. Ale możemy się przejść.
-no dobrze.. a wiec moze .. ogród ?
-Okej - uśmiechnęła się
poszlismy na ogród zobaczyłem tam mojego brata i jakąs dziewczyne . wiedziałem ze jak Bill zobaczy mnie z Rose bedzie sie doptywac ..
-a moze jednak gdzie indziej co ? ..-
- Dlaczego tak szybko zmieniłeś zdanie? - uniosła brwi
-Eeeeeee..-zastanawiałem sie- bo mi zimno . chodź
- Eee.... nie kłam
-dobra rozgryzłas minie .. -powiedziałem smutno
-bo ja poprostu .. no wiesz.. nie lubie kiedy słońce mi tak w oczy daje .. i albo by musiał pojść po okulary .. albo pojdźmy gdzie indziej ..-zacząłem improwizować
- Serio mówię
-tu jest moj brat ..
- I co? - zapytałam siadając na ławcę
ukucnołem przed nią ..
-nie przepadam za nim ..
- Widzę - uśmiechnęłam się
-nom .. niestety .. jestesmy rózni .. wlałbym go omijac .-połozyłem rece na ławce .. i patrzałem raz na nią i raz na brata czy nie idzie w naszą strone
- Nie martw się nie patrzy
uśmiechnołem sie do dziewczyny
-wole nie ryzykowac
- Tak wogóle to dlaczego się chowasz?
-nie chowam -powiedziałem ironicznie ..po czym usiadłem obok niej
- Jasne - zamrugałam
-ekhem-byłem w zakłopotaniu ...
- Co jeszcze powiesz - usiadłam po turecku
-nie wiem .. a co byś chciała wiedziec.. ?
- Powiedz mi coś o sobie
-a wiec gram na gitarze i spiewam .. zazwyczaj tworze własną muzyke.. lubie czytac.. i trenowac.... co bys chciała jeszcze wiedziec ?
- Czemu nie lubisz brata
-róznimy sie od siebie. op za tym przewaznie robi ze mnie idiote...
w pewnym momencie brat z jakas dziewczyną podesli do nas
-Hejo brat -powiedział i usiadł koło Rose
-Em .
-Caroline to jest moj brat Brajan a to jego dziewczyna
-to nie jest moja dziewczyna
- Tak nie jestem jego dziewczyną. Hej Caroline.
-mówcie co chcecie .. ja wiem swoje -usmiechnoł sie do mnie
-Bill ..mozesz odejść ? -powiedziałem
-widzisz mowiłem CI -dodałem po cihu do Rose
- Ee... tam ty przynajmniej masz swojego głupiego brata.
-Słyszałem ! -powiedział Bill
-trudno . a co chciałabyś miec brata ?
- Eee.... a co oddasz mi swojego? Dzięki ale chyba nie skorzystam.
-szkoda .. chetnie bym oddał ..
- Chciałabym mieć rodzinę - spojrzałam w niebo
-a ja chciałbym jej nie miec -powiedziałęm
-a ja chciałbym słyszec cos innego -powiedział Bill
- Bill zachowujesz się jak dupek - powiedziała Rose
- ja a co ja zrobiłem ?
- Jak ci się coś nie podoba to nie musisz tu stać - odgryzłam się
-tak nie podoba mi sie tu .. ale wole dogryzac bratu ..
- Wiesz co Bill? Wal się. Boże wy obydwoje jesteście straszni. Zachowujecie się idiotycznie. Wiecie co niektórzy zrobiliby by poznać swoją rodzinę? Wiecie co ja bym zrobiła? A wy nic tylko dogrzać i wkurzać się. Doceńcie to, że macie siebie - wstałam i zaczęłam iść w stronę biblioteki.
Caroline spojrzała na Bill'a z wyrzutem.
- I po co to robisz? -Spytała.
~Bill~
-szczerze to nie wiem -wstałem
-sorki brat -powiedziałem do Brajana
~Brajan~
-Rose poczkeja ...-pobiegłem za nią
-masz racjie nie powinienem sie z nim kłócić przy tobie .. jesli mnie teraz nienawidz zrozumiem to ..
- Dlaczego miałabym cię nienawidzić? - zapytała odwracając się
-no bo .. chciałabyś miec rodzenstwo .. a ja sie kłuce z bratem moze to taka troche nie przyjemna sytułacjia ..
- Nie rodzeństwo... Chciałabym mieć rodzinę
-przepraszam i tak nie powinienem .. moze chodźmy do biblioteki on tam nie lubi chodzić .. to Ci wszystko ytłumacze czemu sie nie lubimy
- Okej - powiedziała
kiedy doszlismy do biblioteki
mowiłem jej o tym czemu sie tak nienawidzimy .. ze ja zawsze musiałem zyc w jego cieniu ze zawsze musiałem brac jego odpowiedzialnosc razem z nim byc jak ftrafił do wiezienia bo ja nie mogłem zostac sam bo nie jestem pełnoletni ...
-...poprostu mam juz tego dość .. niech ma swoje zycie a mi da spokój
- Ja przez moją rodzinę spędziłam 17 lat w domu dziecka - popatrzyłam się na niego
-masz racjie nie powinienem mowic .. masz gorsze problemy ode mnie ..
- Nie wy po prostu nie doceniacie, że macie siebie i to mnie boli bardziej.
-nie powinno ..
- Ja nie zmienie tego, ze nie mam rodziny. Wy możecie się pogodzić
-tak ale to może troche potrfac..
- warto spróbować.
-to wiem
Zmrużyłam oczy
- No to spróbuj, a nie gadaj.
-masz rację -popatrzałem na nią
-dzieki za rade zaraz idę z nim pogadac.. do zobaczenia -i poszedelem szukac brata
- Cześć - powiedziałam i wróciłam do siebie. Nicoli jak zwykle nie było.
_______
teraz ogarniesz ?:P
Noooooo...
ide tulkac branoc do jutro lub jak cie nie bd do kiedys
Naleganie Emmy i ostrzeżenie Jeroma
~Emma~
- Jerome przecież wiesz, że ja muszę tam jechać.
- Nie nie musisz - odpowiedział mi brat
- Wiesz, że nie wytrzymam drugiego roku z ojcem!
- Ja nie wytrzymam z tobą - odgryzł się
- Wiesz jaki on jest. Moje miejsce jest w Akademii a ty dobrze o tym wiesz.
- Przecież nie dostałaś wizytówki.
- No i co z tego. Sam mówiłeś, że nie wszystkich namierzają.
- ... - zamyślił się przez chwilę - Dobra wskakuj
Wskazał na swój motor i podał mi kask.
- Serio? To zepsuje mi fryzurę - spojrzałam niepewnie na kask
- Tak serio nie marudź, bo zostawię cie w lesie
Pojechaliśmy do Akademii gdzie się zakwaterowaliśmy.
- Ojciec powiedział, że przyśle twoje rzeczy - powiedział Jerome i poszedł do pokoju. W tym samym momencie wpadłam na jakiegoś chłopaka.
-Oj przepraszam mała ..
- Yyy.... mała? - parsknęłam
- Skoro tak nie lubisz to nie.-uśmiechnął się do mnie
- No nie lubię
- Trudno . -powiedział i poszedł dalej
- Hej! Zaczekaj!
obrkęcił sie i odwrócił
-co laska ?
- Wiesz gdzie są pokoje? - zapytałam
-yhymm właśnie . znalazłem swój i przyjaciela ..zaprowadzić Cię do twojego ?
- Dopiero tu przyjechałeś? - zpytałam
-yhymm -uśmiechnął się do mnie
- Tak ja też - oparłam się o ścianę - Jaką masz moc?
-moge Ci pokazac jak chcesz
- Okej. Zaskocz mnie - uśmiechnęłam się
-ok-chłopak zaczoł wytwarzac pole siłowe -a moze teraz ty mnie zaskoczysz ?
Zmaterializowałam się obok niego
- Słabe to pole siłowe - uśmiechnęłam
-nie moge tu zrobic wiekszego .. musze byc na dworze ..
- To i tak na nic. Twoje pole siłowe na mnie nie wpływa.
-to pokaz co portafisz .. -powiedział i tez oparł sie o ściane
Przeteleportowałam się obok niego.
- yyy... nie widzisz? - uśmiechnęłam się
-e tam ... moze nie widze . zawsze mogłem zamknąć oczy a ty se przejść
Zmaterializowałam się na koniec korytarza
- No to tym razem patrz uważnie.
Z powrotem pojawiłam się obok niego.
-dobra teraz widziałem ..
- I co?
-a co ma być ? tak po za tym to Kuba jestem
- Nic - wzruszyłam ramionami - Emma
-to co teraz .. odprowadzić Cię do pokoju ? czy sama trafisz ?
- Możesz mnie odprowadzić - powiedziałam
-oke jaki numer ..
- Yyy.... - spojrzałam na kluczyk - 69
-okej chodźmy
Szłam za nim
-To tu .. -pokazał mi drzwi ..
- Dzięki - powiedziałam
-spoko .. -puścił mi oczko i sie odwrócił
- Nie serio dzięki - uśmiechnęłam się
-spoko nie ma za co
- Długo tu jesteś? - zapytałam starając się utrzymać rozmowę
usmiechnoł sie i pokiwał głową
-serio ? . przecież już się o to pytałaś
- Yyy... nie prawda. Sorry jestem trochę rozkojarzona.
-tak zauważyłem
- No wiesz nie na co dzień gada się z przystojniakiem
-hmm przewaznie nie lubeie kiedy ktos tak o mnie mówie .. ale tobie moge pozwolić -mrugnoł do mnie
- Hmmm.... dzięki? - uśmiechnęłam się
-nie no spoko .
- Jak się tu dostałeś? - oparłam się o drzwi
-Emm to trochę głupie.. ale ścigałem się motorem później go rozwaliłem szukaliśmy pomocy i dostaliśmy klucz .. a ty ?
- Namówiłam brata żeby mnie tu zabrał
-yhymm ..
- Nie jesteś rozgadny
-a co mam mówic .. wole słuchać tak ładnej dziewczyny -podeszłem do niej
- Słuchać jak robi z siebie idiotkę? - zaśmiałam się
-ymm tak to też ...
- Nie takiej oczekiwałam odpowiedzi - uśmiechnęłam się
-a jakiej ?
- Coś w stylu - zaczęłam naśladować jego głos - "Nie Emmo nie robisz z siebie idiotki? Dlaczego w ogóle tak myślisz?" "Emmo jesteś słodka gdy tak się wydurniasz." - wróciłam do swojego normalnego tonu - noo... mniej więcej coś z tej beczki.
-hmm .. o cos takiego ..-podeszedł do mnie blizej popatrzał na mnie i mówił zciszonym głosem -jesteś taka..słodka kiedy się wydurniasz
- Yhyymm...
-a to nie przepraszam nie umiem tak -oparł sie o sciane
- Dobrze ci szło
-tak myślisz ? -spytał
-nie chyba mi się nie uda .. pokażesz mi jak się to robi dokładnie ?
- A co będę z tego mieć? - uśmiechnęła się szeroko
-no nie wiem buziaka .-usmiechnoł sie
- No nie wiem .. nie wiem
-nie to nie .. nie dostaniesz buziaka
- Nie? - zrobiłam maślane oczka
-nie wiem zastanowię się ..
- Serio? - uśmiechnęłam się
-yhymm .. -odwzajemnił usmiech
-ale musisz zasłużyc
- Szantażyk? - zaśmiałam się
- może..
- No to co mam zrobić?
-sam nie wiem .. próbuj a zobacze czy mi sie to spodoba
- No ale jak nie wiem co - powiedziałam patrząc na paznokcie
-jak Ci powiem to nie będziesz mogła tego zrobić.. bo mi się już to nie spodoba ..
- No powiedz
-hmm .. no nie wiem .. a może zróbmy tak ze nic nie zrobisz a ja cie pocałuje he ?
- Oj przestań już tyle gadać - powiedziałam i podeszłam do niego bliżej
objął mnie w tali, a ja spojrzałam mu w oczy. nasze usta już się prawie stykały.
- Emma! - nagle usłyszałam głos mojego brata i teleportowałam się obok drzwi z nr.68
- Co?! - powiedziałam zirytowana patrząc na niego
- Co ty do cholery robisz?
- Yyyy... nic - powiedziałam
- Nic? - zapytał kpiąco
- Tak, prawda? - spojrzałam na Jakuba
odwrócił się w ich stronę
-a co miało się stać .. ?
- O co ci wg. chodzi? - zapytałam
- O nic tylko, że zostawiam cię na godzinę, a ty już podrywasz jakiegoś gościa.
- Nic ci do tego.
-nie to moja wina .. sorki .. -popatrzał się na mnie i poszedł w stronę swojego pokoju
- Hej zaczekaj mój brat... on musi mieć nad wszystkim kontrolę.
- Nie mów mi, że to jest twój pokój?! - zapytał Jerome
-no a co jego też się będziesz czepiał ?
- Yyy... nie to jest mój pokój - powiedział braciszek
-cos Ci sie pomieszało pokaz..-wziął od niego klucz- o szit ..
- Coś ci nie pasuje?
-nie wrecz przeciwnie .. pozamy sie lepiej .. -usmiechnoł sie do Jeroma
- Taa... a ty młoda idziesz ze mną porozmawiać.
- No chyba się źle czujesz przeteleportowałam się znów pod moje drzwi.
Jakub do mnie mrugnął i wszedł do pokoju.
- Dzięki za wsparcie - mruknęłam po cichu
- My.. pogadamy później - powiedział Jerome
~Jerome~
Wszedłem do pokoju za Kubą.
- Możesz nie podrywać mojej siostry ? - zapytałem trochę wkurzony kładąc się na łózko
-sorka nie wiedziałem ze to twoja siostra .
-a ja nie wiedziałem, że będzie tu nagle taki hałas -z parapetu zszedł jeszcze jeden współlokator
- Mimo to nie powinieneś jej podrywać. Ona jest jeszcze młoda i głupia, a jeśli złamiesz jej serce to nie wiem co ci zrobię. Yyyy... cześć - powiedziałem do drugiego współlokatora.
-nie trzebabyło zostawiac jej samej -podszedł do mnie
-Ej ej ej .. jak macie sie bic to prosze nie tu .. tu ma byc czysto . jasne ? - zamknoł okno i połozyl sie na łózku Dominik
- nie chcę się bić - powiedziałem ja tylko ostrzegam
-a jak z nia będe to co zabijesz mnie ? -zapytał
- Ja tylko mówię, że masz jej nie skrzywdzić
-nawet nie zamierzam ...
Spojrzałem się na niego
- No ja myślę
-spoko stary-powiedział i połozył sie na łóżku
- A ty jesteś? - zapytałem drugiego współlokatora
-Dominik ...-powiedział z zamknietymi oczami
- Jerome
~Emma~
Zmaterializowałam się do pokoju brata. Rzuciłam mu na łóżko pudełko.
- Masz to od ojca - powiedziałam
- Co to? - spytał
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami siadając na łóżku - To pewnie prezent
- Jaki prezent?
- Na urodziny ciapo. Pamiętasz? Ja też dostałam.
- Przynajmniej pamiętał.
Kuba wstał z łózka ..
-Wszystkiego najlepszego -przytulił mnie i pocałował
- No błagam możecie tego nie robić przy mnie? - marudził Jerome
- Chodźmy stąd - uśmiechnęłam się
- zazdroscisz..-usmiechnął sie
- Yyyy.. nie mam czego - powiedział ironicznie
Złapałam Kubę za rękę i przeteleportowałam nas do jakiegoś ogrodu.
- Yyy. gdzie jesteśmy? - zapytałam
-nie wiem .. jakis ogród ?-rozgladał sie dookoła
- Ładne gwiazdy. - popatrzyłam w niebo
-yhym masz racje
- Wiesz co nie chce nic mówić ale nie wiem gdzie jesteśmy, a nie przeteleportujemy się dopóki nie naładują się z powrotem moje moce
-wytrzymam... -powiedział
Dałam mu kuksańca.
- Jeszcze jakieś 3 godziny - powiedziałam i usiadłam na ławce
-no dobrze to co robimy ?
- Eeee.... nie mam pojęcia
przybliżył się do mnie
-opowiesz mi cos o sobie ?
- Emmm... mam brata debila, a ojciec ledwie o mnie pamięta. Moja matka zginęła w wypadku gdy miałam 6 lat. Lubię rysować i grać na gitarze. Nie lubię zimy, śniegu i w ogóle zimna.
-o to super ...
- Teraz ty
-hmm .. uciekłem z domu .. nie mam rodzeństwa .. przyajmniej nie wiem moze juz mam .. rodzicow nie chce znac..lubie..słuchac muzyki .. jeździc na motorach ... ale czesto je rozwalam .. nienawidze jak ktos mi cos wypomina .. o matko to takie denerwujące
- Motory są fajne - uśmiechnęłam się
-tak to prawda.. może jak kupie se nowy lub naprawie ten \.. grr. to cie wezme na przejażdżke
- A co zrobiłeś ze starym?
-ym rozwaliłem ?
- No... to wiem. Się pytam jak.
-ścigałem sie z kolega wpadłem w poslizg i sie rozwalił
- Masz za swoje było się nie ścigać.
-tak wiem Dominik mnie ostrzegał
- Ten kolega z pokoju?
-tak ..
- Nie mówisz za wiele
-tak wiem ...ale juz mówiłem wole słuchać ładnej dziewczyny niż ją zanudzać...
- No ale mi nie przeszkadza to, że mnie zanudzasz.
-teraz tak mówisz a wcześniej było .. "nie gadaj tyle"
- Nie prawda - uśmiechnęłam się
-prawda ...ale skoro chcesz moge mówić
- No to mów
-nie wiem o czym
- Zaskocz mnie - mrugnęłam - Czy to nie Jerome? - zapytałam nagle
-chyba .. -obejrzał sie za siebie ..
- Czyli jesteśmy na terenie Akademii - powiedziałam
-to dobrze... musimy do niego podejsc prawda ?
- Yyy... nie, pójdziemy za nim. - powiedziałam i tak jak myślałam brat odprowadził nas do Akademiku nawet o tym nie wiedząc. - To do zobaczenia - powiedziałam dając całusa w policzek Kubie i weszłam do pokoju.
~Jakub~
weszłem do pokoju nie zwracając uwagi na nic.. połozyłem sie do łózka i poszedłem spac
____
nie pisac nic do niego Jakub jest teraz zmeczony xd
- Jerome przecież wiesz, że ja muszę tam jechać.
- Nie nie musisz - odpowiedział mi brat
- Wiesz, że nie wytrzymam drugiego roku z ojcem!
- Ja nie wytrzymam z tobą - odgryzł się
- Wiesz jaki on jest. Moje miejsce jest w Akademii a ty dobrze o tym wiesz.
- Przecież nie dostałaś wizytówki.
- No i co z tego. Sam mówiłeś, że nie wszystkich namierzają.
- ... - zamyślił się przez chwilę - Dobra wskakuj
Wskazał na swój motor i podał mi kask.
- Serio? To zepsuje mi fryzurę - spojrzałam niepewnie na kask
- Tak serio nie marudź, bo zostawię cie w lesie
Pojechaliśmy do Akademii gdzie się zakwaterowaliśmy.
- Ojciec powiedział, że przyśle twoje rzeczy - powiedział Jerome i poszedł do pokoju. W tym samym momencie wpadłam na jakiegoś chłopaka.
-Oj przepraszam mała ..
- Yyy.... mała? - parsknęłam
- Skoro tak nie lubisz to nie.-uśmiechnął się do mnie
- No nie lubię
- Trudno . -powiedział i poszedł dalej
- Hej! Zaczekaj!
obrkęcił sie i odwrócił
-co laska ?
- Wiesz gdzie są pokoje? - zapytałam
-yhymm właśnie . znalazłem swój i przyjaciela ..zaprowadzić Cię do twojego ?
- Dopiero tu przyjechałeś? - zpytałam
-yhymm -uśmiechnął się do mnie
- Tak ja też - oparłam się o ścianę - Jaką masz moc?
-moge Ci pokazac jak chcesz
- Okej. Zaskocz mnie - uśmiechnęłam się
-ok-chłopak zaczoł wytwarzac pole siłowe -a moze teraz ty mnie zaskoczysz ?
Zmaterializowałam się obok niego
- Słabe to pole siłowe - uśmiechnęłam
-nie moge tu zrobic wiekszego .. musze byc na dworze ..
- To i tak na nic. Twoje pole siłowe na mnie nie wpływa.
-to pokaz co portafisz .. -powiedział i tez oparł sie o ściane
Przeteleportowałam się obok niego.
- yyy... nie widzisz? - uśmiechnęłam się
-e tam ... moze nie widze . zawsze mogłem zamknąć oczy a ty se przejść
Zmaterializowałam się na koniec korytarza
- No to tym razem patrz uważnie.
Z powrotem pojawiłam się obok niego.
-dobra teraz widziałem ..
- I co?
-a co ma być ? tak po za tym to Kuba jestem
- Nic - wzruszyłam ramionami - Emma
-to co teraz .. odprowadzić Cię do pokoju ? czy sama trafisz ?
- Możesz mnie odprowadzić - powiedziałam
-oke jaki numer ..
- Yyy.... - spojrzałam na kluczyk - 69
-okej chodźmy
Szłam za nim
-To tu .. -pokazał mi drzwi ..
- Dzięki - powiedziałam
-spoko .. -puścił mi oczko i sie odwrócił
- Nie serio dzięki - uśmiechnęłam się
-spoko nie ma za co
- Długo tu jesteś? - zapytałam starając się utrzymać rozmowę
usmiechnoł sie i pokiwał głową
-serio ? . przecież już się o to pytałaś
- Yyy... nie prawda. Sorry jestem trochę rozkojarzona.
-tak zauważyłem
- No wiesz nie na co dzień gada się z przystojniakiem
-hmm przewaznie nie lubeie kiedy ktos tak o mnie mówie .. ale tobie moge pozwolić -mrugnoł do mnie
- Hmmm.... dzięki? - uśmiechnęłam się
-nie no spoko .
- Jak się tu dostałeś? - oparłam się o drzwi
-Emm to trochę głupie.. ale ścigałem się motorem później go rozwaliłem szukaliśmy pomocy i dostaliśmy klucz .. a ty ?
- Namówiłam brata żeby mnie tu zabrał
-yhymm ..
- Nie jesteś rozgadny
-a co mam mówic .. wole słuchać tak ładnej dziewczyny -podeszłem do niej
- Słuchać jak robi z siebie idiotkę? - zaśmiałam się
-ymm tak to też ...
- Nie takiej oczekiwałam odpowiedzi - uśmiechnęłam się
-a jakiej ?
- Coś w stylu - zaczęłam naśladować jego głos - "Nie Emmo nie robisz z siebie idiotki? Dlaczego w ogóle tak myślisz?" "Emmo jesteś słodka gdy tak się wydurniasz." - wróciłam do swojego normalnego tonu - noo... mniej więcej coś z tej beczki.
-hmm .. o cos takiego ..-podeszedł do mnie blizej popatrzał na mnie i mówił zciszonym głosem -jesteś taka..słodka kiedy się wydurniasz
- Yhyymm...
-a to nie przepraszam nie umiem tak -oparł sie o sciane
- Dobrze ci szło
-tak myślisz ? -spytał
-nie chyba mi się nie uda .. pokażesz mi jak się to robi dokładnie ?
- A co będę z tego mieć? - uśmiechnęła się szeroko
-no nie wiem buziaka .-usmiechnoł sie
- No nie wiem .. nie wiem
-nie to nie .. nie dostaniesz buziaka
- Nie? - zrobiłam maślane oczka
-nie wiem zastanowię się ..
- Serio? - uśmiechnęłam się
-yhymm .. -odwzajemnił usmiech
-ale musisz zasłużyc
- Szantażyk? - zaśmiałam się
- może..
- No to co mam zrobić?
-sam nie wiem .. próbuj a zobacze czy mi sie to spodoba
- No ale jak nie wiem co - powiedziałam patrząc na paznokcie
-jak Ci powiem to nie będziesz mogła tego zrobić.. bo mi się już to nie spodoba ..
- No powiedz
-hmm .. no nie wiem .. a może zróbmy tak ze nic nie zrobisz a ja cie pocałuje he ?
- Oj przestań już tyle gadać - powiedziałam i podeszłam do niego bliżej
objął mnie w tali, a ja spojrzałam mu w oczy. nasze usta już się prawie stykały.
- Emma! - nagle usłyszałam głos mojego brata i teleportowałam się obok drzwi z nr.68
- Co?! - powiedziałam zirytowana patrząc na niego
- Co ty do cholery robisz?
- Yyyy... nic - powiedziałam
- Nic? - zapytał kpiąco
- Tak, prawda? - spojrzałam na Jakuba
odwrócił się w ich stronę
-a co miało się stać .. ?
- O co ci wg. chodzi? - zapytałam
- O nic tylko, że zostawiam cię na godzinę, a ty już podrywasz jakiegoś gościa.
- Nic ci do tego.
-nie to moja wina .. sorki .. -popatrzał się na mnie i poszedł w stronę swojego pokoju
- Hej zaczekaj mój brat... on musi mieć nad wszystkim kontrolę.
- Nie mów mi, że to jest twój pokój?! - zapytał Jerome
-no a co jego też się będziesz czepiał ?
- Yyy... nie to jest mój pokój - powiedział braciszek
-cos Ci sie pomieszało pokaz..-wziął od niego klucz- o szit ..
- Coś ci nie pasuje?
-nie wrecz przeciwnie .. pozamy sie lepiej .. -usmiechnoł sie do Jeroma
- Taa... a ty młoda idziesz ze mną porozmawiać.
- No chyba się źle czujesz przeteleportowałam się znów pod moje drzwi.
Jakub do mnie mrugnął i wszedł do pokoju.
- Dzięki za wsparcie - mruknęłam po cichu
- My.. pogadamy później - powiedział Jerome
~Jerome~
Wszedłem do pokoju za Kubą.
- Możesz nie podrywać mojej siostry ? - zapytałem trochę wkurzony kładąc się na łózko
-sorka nie wiedziałem ze to twoja siostra .
-a ja nie wiedziałem, że będzie tu nagle taki hałas -z parapetu zszedł jeszcze jeden współlokator
- Mimo to nie powinieneś jej podrywać. Ona jest jeszcze młoda i głupia, a jeśli złamiesz jej serce to nie wiem co ci zrobię. Yyyy... cześć - powiedziałem do drugiego współlokatora.
-nie trzebabyło zostawiac jej samej -podszedł do mnie
-Ej ej ej .. jak macie sie bic to prosze nie tu .. tu ma byc czysto . jasne ? - zamknoł okno i połozyl sie na łózku Dominik
- nie chcę się bić - powiedziałem ja tylko ostrzegam
-a jak z nia będe to co zabijesz mnie ? -zapytał
- Ja tylko mówię, że masz jej nie skrzywdzić
-nawet nie zamierzam ...
Spojrzałem się na niego
- No ja myślę
-spoko stary-powiedział i połozył sie na łóżku
- A ty jesteś? - zapytałem drugiego współlokatora
-Dominik ...-powiedział z zamknietymi oczami
- Jerome
~Emma~
Zmaterializowałam się do pokoju brata. Rzuciłam mu na łóżko pudełko.
- Masz to od ojca - powiedziałam
- Co to? - spytał
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami siadając na łóżku - To pewnie prezent
- Jaki prezent?
- Na urodziny ciapo. Pamiętasz? Ja też dostałam.
- Przynajmniej pamiętał.
Kuba wstał z łózka ..
-Wszystkiego najlepszego -przytulił mnie i pocałował
- No błagam możecie tego nie robić przy mnie? - marudził Jerome
- Chodźmy stąd - uśmiechnęłam się
- zazdroscisz..-usmiechnął sie
- Yyyy.. nie mam czego - powiedział ironicznie
Złapałam Kubę za rękę i przeteleportowałam nas do jakiegoś ogrodu.
- Yyy. gdzie jesteśmy? - zapytałam
-nie wiem .. jakis ogród ?-rozgladał sie dookoła
- Ładne gwiazdy. - popatrzyłam w niebo
-yhym masz racje
- Wiesz co nie chce nic mówić ale nie wiem gdzie jesteśmy, a nie przeteleportujemy się dopóki nie naładują się z powrotem moje moce
-wytrzymam... -powiedział
Dałam mu kuksańca.
- Jeszcze jakieś 3 godziny - powiedziałam i usiadłam na ławce
-no dobrze to co robimy ?
- Eeee.... nie mam pojęcia
przybliżył się do mnie
-opowiesz mi cos o sobie ?
- Emmm... mam brata debila, a ojciec ledwie o mnie pamięta. Moja matka zginęła w wypadku gdy miałam 6 lat. Lubię rysować i grać na gitarze. Nie lubię zimy, śniegu i w ogóle zimna.
-o to super ...
- Teraz ty
-hmm .. uciekłem z domu .. nie mam rodzeństwa .. przyajmniej nie wiem moze juz mam .. rodzicow nie chce znac..lubie..słuchac muzyki .. jeździc na motorach ... ale czesto je rozwalam .. nienawidze jak ktos mi cos wypomina .. o matko to takie denerwujące
- Motory są fajne - uśmiechnęłam się
-tak to prawda.. może jak kupie se nowy lub naprawie ten \.. grr. to cie wezme na przejażdżke
- A co zrobiłeś ze starym?
-ym rozwaliłem ?
- No... to wiem. Się pytam jak.
-ścigałem sie z kolega wpadłem w poslizg i sie rozwalił
- Masz za swoje było się nie ścigać.
-tak wiem Dominik mnie ostrzegał
- Ten kolega z pokoju?
-tak ..
- Nie mówisz za wiele
-tak wiem ...ale juz mówiłem wole słuchać ładnej dziewczyny niż ją zanudzać...
- No ale mi nie przeszkadza to, że mnie zanudzasz.
-teraz tak mówisz a wcześniej było .. "nie gadaj tyle"
- Nie prawda - uśmiechnęłam się
-prawda ...ale skoro chcesz moge mówić
- No to mów
-nie wiem o czym
- Zaskocz mnie - mrugnęłam - Czy to nie Jerome? - zapytałam nagle
-chyba .. -obejrzał sie za siebie ..
- Czyli jesteśmy na terenie Akademii - powiedziałam
-to dobrze... musimy do niego podejsc prawda ?
- Yyy... nie, pójdziemy za nim. - powiedziałam i tak jak myślałam brat odprowadził nas do Akademiku nawet o tym nie wiedząc. - To do zobaczenia - powiedziałam dając całusa w policzek Kubie i weszłam do pokoju.
~Jakub~
weszłem do pokoju nie zwracając uwagi na nic.. połozyłem sie do łózka i poszedłem spac
____
nie pisac nic do niego Jakub jest teraz zmeczony xd
Co za nieszczęście
~Dominik~
Razem z Jakubem wyszliśmy z domu.
Razem z Jakubem wyszliśmy z domu.
Powiedziałem, że chcę wyjść przewietrzyć się.
Ale w domu nie mogłem go samego zostawić... Znowu by mi coś rozwalił.
Kuba wziął motor i pojechaliśmy .
On oczywiście kierował, ja siedziałem z tyłu.
W pewnym momencie spotkaliśmy Michała... O rany jak ja go nie lubiłem.
-Ha... Nowy motor widzę... Na pewno nie jest szybszy od mojego.
-A chcesz się założyć?
-Tak.
-Wyscigi do autostrady.
-Ej przestańcie .. Kuba masz pasażera .. -Powiedziałem, bo wiedziałem że się to źle skończy.
-Trudno, jedziemy na start.
-STRAT - Michał ruszył.
Zaraz po nim od razu my. Jechalimy juz ok 3 kilometry... Jechaliśmy łeb w łeb.
Zobaczylismy nadjeżdżającą ciężarowkę
-Skręcaj! -Krzyknąłem. Michał ominął i pojechał dalej my skręciliśmy i jechaliśmy po nierównej drodze.
Niestety było tam ślisko motor wpadł w poślizg i wjechaliśmy w drzewo.
-Tego chciałeś !? -spytałem wrzeszcząc za jego bezmyślność
-no sorry skąd miałem wiedzieć, że ciężarówka będzie jechać?
-a bo ja wiem po co sie z nim ścigałeś
-bo mnie do tego zmusił
-wiesz co nie che mi się z tobą rozmawiać -powiedziałem i usiadłem na trawie a Jakub podszedł do swojego motoru.
-mój nowy motor.. tyle mnie kosztował ..
nie wiedziałem już co ma robić.
-dobra chodź idziemy.. masz telefon ?
-zapomniałem wziąć go z domu
-no pięknie chodź -weszliśmy na drogę i do pierwszego lepszego domu ..
tym domem okazała się Akademia
weszliśmy do sekretariatu
-Dobry .. możemy zadzwonić ?
-ale czemu coś się stało Dominik ?
-Skąd Pani zna moje imię ?
-Oj nie ważne tu macie klucz
-klucz od czego ?
-od pokoju ..
-co .. ale ja .
-duże drzwi i znajdziecie pokój
zdziwiłem sie troche ale weszlismy do srodka i stalismy na środku korytarza
-wow ale zajebiocha
-ej dobra ogarnij się..masz znajdź pokój -dałem mu klucz
a ten pobiegł szukać pokoju ..
a ja rozglądałem się po akademiku
Upokorzenie ?
~Nicola~
Kiedy John zabrał Sydney do pokoju ja poszłam w drugą stronę.
Nie wiedziałam co będę teraz robić.
Szłam wzdłuż korytarza.
Zobaczyłam Matta.
-O nie -Powiedziałam sama do siebie ale chyba mnie zobaczył.
Podszedł do mnie.
- Hej... -Powiedział.
Popatrzałam w dół i zerkałam na niego.
-Hej...
- Widzę, że rolę się odwróciły. -Zaśmiał się.- Boisz się mnie?
Podniosłam wzrok udając, że się nie boje.
-A czemu niby?
- Nie mam pojęcia, ale już nie jesteś taka śmiała...
-A mam być śmiała? Tego chcesz?
- Hmmm no nie wiem... -Uśmiechnął się.- Ale może tak po środku??
-W jakim sensie? Mam stać od ciebie daleko i cię podrywa? -Odsunęłam się o jeden krok.
Zaśmiał się.
- Nie o to mi chodzi...
-A o co ?
- Ehhh... Nie jestem przyzwyczajony do kontaktów z ładnymi dziewczynami. Byłbym wdzięczny, jakbyś troszkę zwolniła, ale nie chcę żebyś się bała ze mną gadać...
-Dobrze a wiec będę niedostępna... -Odwróciłam wzrok.
- Taaak... I wszystko schrzaniłem...
-Nie wszystko -Uśmiechnęłam się.
- Jak nie... Cały czas coś źle robię. -Powiedział smutno.
- Czemu tak uważasz .. -Znowu się na niego popatrzałam.
- Podrywa mnie piękna dziewczyna, a ja zamiast się cieszyć, to... Yghhh...
-Nie cieszysz się? - moje szczęście gdzieś sobie poszło... moja mina wyglądała pewnie potwornie...
- I znowu nie tak... Normalny chłopak by to wykorzystał... A ja? Szkoda gadać.
-Normalny.. ale ty nie jesteś normalny dlatego cie polubiłam.
- Dlatego, że jestem dziwny?
-Nie... Że jesteś inny...
- Ale przez to moje bycie innym nie umiem się zachować.
-Jesteś pół wilkiem. Masz prawo do tego.
- Wilki mają łatwiej...
-Hmm.. Raczej nie .. Wątpię, że byś mnie poderwał gdybyś był cały czas wilkiem.
- Haha, no gdybym był cały czas wilkiem, to raczej bym cię nie podrywał, tylko już dawno bym miał szczeniaki... Hmmm w sumie już bym nie żył w tym wieku...
-Chcesz przez to powiedzieć, że nie podobam Ci sie ?
- Nie, czy ja coś takiego powiedziałem? Mówię tylko, że w przypadku wilków, to się nawet nie liczy... Ale jestem w połowie człowiekiem i nie mam tak łatwo jak wilki...
-Czyli wolałbyś być wilkiem? -spytałam smutno
- Yhhh... Ja sam nie wiem. Byłoby łatwiej, to na pewno... Ale czy lepiej? W tej chwili nie mogę tego stwierdzić.
juz sama nie wiedziałam co mam powiedzieć ..
- Nie jestem najlepszą osobą do rozmowy, co?
-Szczerze? To nie. Może to dlatego... W sumie nie wiem.
- Heh no widzisz... Nie ma usprawiedliwienia. Jestem nieuleczalnie dziwny.
- Może i -Złapałam go za rękę.
- I?
-Ale to fajne .. -Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Serio? Jakoś ja tak nie uważam...
Puściłam go ..
-Nieważne... -Szłam w stronę pokoju
- Ej nie idź...
-Jak mam nie iść, czemu... Podobasz mi się... Nie rozumiesz? A ty robisz wszystko abym się od ciebie odwróciła ..
- Nicole to nie tak...
-A jak? -Miałam łzy w oczach...
- Jesteś piękną i mądrą dziewczyną. I zasługujesz na kogoś lepszego niż ja... Kogoś normalnego, kto wie jak się zachować w towarzystwie dziewczyny... A ja? Cały czas robię coś źle...
Pocałowałam go.
-Nie chce nikogo innego i normalnego chce ciebie. -Powiedziałam i poszłam dalej.
Stał chwilę po czym pobiegł za mną. Zatrzymał mnie i spojrzał mi w oczy.
- Nie wiesz w co się pakujesz... -Powiedział i mnie pocałował.
Byłam zdziwiona ale to było miłe...
-Może i nie .. Ale wole nie wiedzieć bo znowu to zepsujesz...
- No widzisz... Zawsze wszystko psuję. -Powiedział smutno.
Obięłam go wokół szyi..
-jak się postarasz to może nie zepsujesz...
- A co jak mi się nie uda?
-Bądź nastawiony pozytywnie może, co? To na pewno Ci się uda... -Ta rozmowa zaczęła już mnie trochę męczyć. On jest taki... Mało pewny siebie... I to mnie najbardziej bolało.
- Spróbować można...
-Można? Wręcz trzeba. Hmm... Chodź! -Wzięłam go za rękę i pobiegliśmy...
- Gdzie idziemy??
-Nie wiem... Chodź.
- Aha...
Zaprowadziłam go przed akademik ..
-Co lubisz najbardziej ?
- Najbardziej? Hmmm... Nigdy o tym nie myślałem, ale lubię wiele rzeczy... Być wilkiem, słychać muzyki, hmmmm... Biegać...
-Ok... A więc ścigamy się do ogródka.
- No dobra... Trzy, dwa, jeden... Start! -Krzyknął i pobiegł w stronę ogrodu.
-Ej...-Pobiegłam za nim.
- No co? Nie ścigamy się??
Zamilkłam.
-No jasne, że tak. -uśmiechnęłam się i już go doganiałam.
Spojrzał na mnie zdziwiony i jeszcze trochę przyspieszył.
Dobiegliśmy do ogrodu. On oczywiście pierwszy, ja za nim.
Byłam zdyszała i usiadłam na ławce.
-Uff. Cieszysz się?
- Hmmm... Biegam odkąd pamiętam, to normalne, że jestem szybszy. Ale ty też jesteś szybka.
-dziki -byłam jeszcze zdyszana (miało być dzięki xd )
- Jakie dziki?!
-O te tam -Pokazałam na północ.
- Ahaaaa... Mam je zjeść? -Zaśmiał się.
-Nie .. -powiedziałam i poczułam ból w sercu "jak można zabić zwierze..."
- Aha... To po co o nich mówisz?
-Sama nie wiem ..
- Ahaaaaa...
-Nom... Dobra... Chodźmy może gdzie indziej ale teraz ty prowadzisz.
- Hmmm... Ale gdzie?
-Niee wiem wymyśl coś.
- Nie znam zbyt wielu ciekawych miejsc... W sumie zwykle siedzę w ogrodzie albo w swoim pokoju...
-Niech będzie, to chodźmy do pokoi. -Powiedziałam znowu rozczarowana, skoro nie jest tu już 1 rok...
- Zaraz cisza nocna... Odprowadzić cię?
-Jasne... Czemu nie...
Poszliśmy w stronę mojego pokoju.
- Zobaczymy się jutro? -Spytał kiedy byliśmy na miejscu.
-Jasne, czemu nie... oke to do jutra -powiedziałam i weszłam do pokoju.
Od razu wskoczyłam do łóżka i zasnęłam.
_____________________________________
Huehuehue :D Rozkręcamy impreskę XD
Ufff.. koniec xd skoczyłysmy opowiadania xd
Kiedy John zabrał Sydney do pokoju ja poszłam w drugą stronę.
Nie wiedziałam co będę teraz robić.
Szłam wzdłuż korytarza.
Zobaczyłam Matta.
-O nie -Powiedziałam sama do siebie ale chyba mnie zobaczył.
Podszedł do mnie.
- Hej... -Powiedział.
Popatrzałam w dół i zerkałam na niego.
-Hej...
- Widzę, że rolę się odwróciły. -Zaśmiał się.- Boisz się mnie?
Podniosłam wzrok udając, że się nie boje.
-A czemu niby?
- Nie mam pojęcia, ale już nie jesteś taka śmiała...
-A mam być śmiała? Tego chcesz?
- Hmmm no nie wiem... -Uśmiechnął się.- Ale może tak po środku??
-W jakim sensie? Mam stać od ciebie daleko i cię podrywa? -Odsunęłam się o jeden krok.
Zaśmiał się.
- Nie o to mi chodzi...
-A o co ?
- Ehhh... Nie jestem przyzwyczajony do kontaktów z ładnymi dziewczynami. Byłbym wdzięczny, jakbyś troszkę zwolniła, ale nie chcę żebyś się bała ze mną gadać...
-Dobrze a wiec będę niedostępna... -Odwróciłam wzrok.
- Taaak... I wszystko schrzaniłem...
-Nie wszystko -Uśmiechnęłam się.
- Jak nie... Cały czas coś źle robię. -Powiedział smutno.
- Czemu tak uważasz .. -Znowu się na niego popatrzałam.
- Podrywa mnie piękna dziewczyna, a ja zamiast się cieszyć, to... Yghhh...
-Nie cieszysz się? - moje szczęście gdzieś sobie poszło... moja mina wyglądała pewnie potwornie...
- I znowu nie tak... Normalny chłopak by to wykorzystał... A ja? Szkoda gadać.
-Normalny.. ale ty nie jesteś normalny dlatego cie polubiłam.
- Dlatego, że jestem dziwny?
-Nie... Że jesteś inny...
- Ale przez to moje bycie innym nie umiem się zachować.
-Jesteś pół wilkiem. Masz prawo do tego.
- Wilki mają łatwiej...
-Hmm.. Raczej nie .. Wątpię, że byś mnie poderwał gdybyś był cały czas wilkiem.
- Haha, no gdybym był cały czas wilkiem, to raczej bym cię nie podrywał, tylko już dawno bym miał szczeniaki... Hmmm w sumie już bym nie żył w tym wieku...
-Chcesz przez to powiedzieć, że nie podobam Ci sie ?
- Nie, czy ja coś takiego powiedziałem? Mówię tylko, że w przypadku wilków, to się nawet nie liczy... Ale jestem w połowie człowiekiem i nie mam tak łatwo jak wilki...
-Czyli wolałbyś być wilkiem? -spytałam smutno
- Yhhh... Ja sam nie wiem. Byłoby łatwiej, to na pewno... Ale czy lepiej? W tej chwili nie mogę tego stwierdzić.
juz sama nie wiedziałam co mam powiedzieć ..
- Nie jestem najlepszą osobą do rozmowy, co?
-Szczerze? To nie. Może to dlatego... W sumie nie wiem.
- Heh no widzisz... Nie ma usprawiedliwienia. Jestem nieuleczalnie dziwny.
- Może i -Złapałam go za rękę.
- I?
-Ale to fajne .. -Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Serio? Jakoś ja tak nie uważam...
Puściłam go ..
-Nieważne... -Szłam w stronę pokoju
- Ej nie idź...
-Jak mam nie iść, czemu... Podobasz mi się... Nie rozumiesz? A ty robisz wszystko abym się od ciebie odwróciła ..
- Nicole to nie tak...
-A jak? -Miałam łzy w oczach...
- Jesteś piękną i mądrą dziewczyną. I zasługujesz na kogoś lepszego niż ja... Kogoś normalnego, kto wie jak się zachować w towarzystwie dziewczyny... A ja? Cały czas robię coś źle...
Pocałowałam go.
-Nie chce nikogo innego i normalnego chce ciebie. -Powiedziałam i poszłam dalej.
Stał chwilę po czym pobiegł za mną. Zatrzymał mnie i spojrzał mi w oczy.
- Nie wiesz w co się pakujesz... -Powiedział i mnie pocałował.
Byłam zdziwiona ale to było miłe...
-Może i nie .. Ale wole nie wiedzieć bo znowu to zepsujesz...
- No widzisz... Zawsze wszystko psuję. -Powiedział smutno.
Obięłam go wokół szyi..
-jak się postarasz to może nie zepsujesz...
- A co jak mi się nie uda?
-Bądź nastawiony pozytywnie może, co? To na pewno Ci się uda... -Ta rozmowa zaczęła już mnie trochę męczyć. On jest taki... Mało pewny siebie... I to mnie najbardziej bolało.
- Spróbować można...
-Można? Wręcz trzeba. Hmm... Chodź! -Wzięłam go za rękę i pobiegliśmy...
- Gdzie idziemy??
-Nie wiem... Chodź.
- Aha...
Zaprowadziłam go przed akademik ..
-Co lubisz najbardziej ?
- Najbardziej? Hmmm... Nigdy o tym nie myślałem, ale lubię wiele rzeczy... Być wilkiem, słychać muzyki, hmmmm... Biegać...
-Ok... A więc ścigamy się do ogródka.
- No dobra... Trzy, dwa, jeden... Start! -Krzyknął i pobiegł w stronę ogrodu.
-Ej...-Pobiegłam za nim.
- No co? Nie ścigamy się??
Zamilkłam.
-No jasne, że tak. -uśmiechnęłam się i już go doganiałam.
Spojrzał na mnie zdziwiony i jeszcze trochę przyspieszył.
Dobiegliśmy do ogrodu. On oczywiście pierwszy, ja za nim.
Byłam zdyszała i usiadłam na ławce.
-Uff. Cieszysz się?
- Hmmm... Biegam odkąd pamiętam, to normalne, że jestem szybszy. Ale ty też jesteś szybka.
-dziki -byłam jeszcze zdyszana (miało być dzięki xd )
- Jakie dziki?!
-O te tam -Pokazałam na północ.
- Ahaaaa... Mam je zjeść? -Zaśmiał się.
-Nie .. -powiedziałam i poczułam ból w sercu "jak można zabić zwierze..."
- Aha... To po co o nich mówisz?
-Sama nie wiem ..
- Ahaaaaa...
-Nom... Dobra... Chodźmy może gdzie indziej ale teraz ty prowadzisz.
- Hmmm... Ale gdzie?
-Niee wiem wymyśl coś.
- Nie znam zbyt wielu ciekawych miejsc... W sumie zwykle siedzę w ogrodzie albo w swoim pokoju...
-Niech będzie, to chodźmy do pokoi. -Powiedziałam znowu rozczarowana, skoro nie jest tu już 1 rok...
- Zaraz cisza nocna... Odprowadzić cię?
-Jasne... Czemu nie...
Poszliśmy w stronę mojego pokoju.
- Zobaczymy się jutro? -Spytał kiedy byliśmy na miejscu.
-Jasne, czemu nie... oke to do jutra -powiedziałam i weszłam do pokoju.
Od razu wskoczyłam do łóżka i zasnęłam.
_____________________________________
Huehuehue :D Rozkręcamy impreskę XD
Ufff.. koniec xd skoczyłysmy opowiadania xd
Czas poznać nowe osoby
~Bill~
W pokoju robiło się coraz bardziej ... nudno..
Nie miałem już co robić ..
Wyszedłem z pokoju. Miałem nadzieję, że nie będę musiał z nikim rozmawiać.
Bo jak tak to o czym? Miałem pustkę w głowie...
Wyszedłem do ogrodu i usiadłem na ławce... i patrzałem tu i tam.
Zamknąłem oczy i patrzałem w górę.
Nagle ktoś się przywitał.
- Hej, jestem Caroline. -Powiedziała uśmiechnięta dziewczyna.
-Bill -popatrzałem na nią i się przywitałem.
- Mogę się dosiąść?
- Jasne siadaj.
Usiadła obok i milczała. Po dłuższej chwili ciszy odezwała się.
- Długo już tu jesteś?
- Nie... od niedawna... a czemu pytasz?
- Tak po prostu, chciałam nawiązać rozmowę...
- Yhymm- uśmiechnąłem się lekko.
- Widzę że nie należysz do gadatliwych osób... A słuchać lubisz?
- Zależy ...
- Mhmmmm... A od czego?
-od czego czy rozmówca będzie ciekawy
- Aha...
Dziewczyna siedziała cicho.
- Chcesz pospacerować?
- Jasne. -Powiedziała uśmiechając się.
- To chodźmy... Opowiesz mi coś o sobie ?
- Z wielką chęcią... Ale niewiele wiem. -Powiedziała smutno.
- Czemu jesteś smutna ?
- Z wielką chęcią zanudziłabym cię dłuuuuuugim opowiadaniem o moim życiu... Ale nic nie pamiętam.
Popatrzałem na nią
-czemu ?
- Nie wiem... Pamiętam głośny huk, a potem szpital... I niczego przed tym. -Powiedziała, a łza spłynęła jej po policzku.
Wytarłem jej łzę ręką i popatrzałem jej w oczy.
- Sorki... Trudno tak niczego nie pamiętać. -Powiedziała, po czym dodała- Ładne masz oczka. -I uśmiechnęła się delikatnie.
Również się uśmiechnąłem.
-dziękuję twoje też są ładne. -Odpowiedziałem.
- Twoje ładniejsze ^^
- Dziękuję ..zmienimy temat ?
- Jasne, ale na jaki??
- Kompletnie nie wiem.
- Hmmm... A może ty mi coś o sobie opowiesz?
- A co tu mówić... Mam brata który mnie pilnuje i dużo kłopotów...
- Mhmmm. Tu przynajmniej można być sobą, nie ważne kim się jest. W każdym razie tak mi powiedział ten chłopak, który mnie tu przyprowadził.
- Ta nie trzeba tu przed nikim grać ...
- No nie trzeba. Ja na przykład niczego nie udaję... Czy wcześniej udawałam, to nie mogę stwierdzić, bo nie pamiętam...
- Jesteś zabawna -Uśmiechnąłem się do niej.
- Fajnie wiedzieć. -Powiedziała i zaśmiała się cicho.
-To co robimy ?
- Hmmmm... No nie wiem...
Zobaczyłem brata z jakąs dziewczyną.
- Może zapoznam Cię z moim bratem hę ? -miałem taki uśmiech ze hej.
- No w sumie czemu nie...
Podeszliśmy do mojego brata i jakiejś dziewczyny.
_______________
tam sie przeniesmy xD
W pokoju robiło się coraz bardziej ... nudno..
Nie miałem już co robić ..
Wyszedłem z pokoju. Miałem nadzieję, że nie będę musiał z nikim rozmawiać.
Bo jak tak to o czym? Miałem pustkę w głowie...
Wyszedłem do ogrodu i usiadłem na ławce... i patrzałem tu i tam.
Zamknąłem oczy i patrzałem w górę.
Nagle ktoś się przywitał.
- Hej, jestem Caroline. -Powiedziała uśmiechnięta dziewczyna.
-Bill -popatrzałem na nią i się przywitałem.
- Mogę się dosiąść?
- Jasne siadaj.
Usiadła obok i milczała. Po dłuższej chwili ciszy odezwała się.
- Długo już tu jesteś?
- Nie... od niedawna... a czemu pytasz?
- Tak po prostu, chciałam nawiązać rozmowę...
- Yhymm- uśmiechnąłem się lekko.
- Widzę że nie należysz do gadatliwych osób... A słuchać lubisz?
- Zależy ...
- Mhmmmm... A od czego?
-od czego czy rozmówca będzie ciekawy
- Aha...
Dziewczyna siedziała cicho.
- Chcesz pospacerować?
- Jasne. -Powiedziała uśmiechając się.
- To chodźmy... Opowiesz mi coś o sobie ?
- Z wielką chęcią... Ale niewiele wiem. -Powiedziała smutno.
- Czemu jesteś smutna ?
- Z wielką chęcią zanudziłabym cię dłuuuuuugim opowiadaniem o moim życiu... Ale nic nie pamiętam.
Popatrzałem na nią
-czemu ?
- Nie wiem... Pamiętam głośny huk, a potem szpital... I niczego przed tym. -Powiedziała, a łza spłynęła jej po policzku.
Wytarłem jej łzę ręką i popatrzałem jej w oczy.
- Sorki... Trudno tak niczego nie pamiętać. -Powiedziała, po czym dodała- Ładne masz oczka. -I uśmiechnęła się delikatnie.
Również się uśmiechnąłem.
-dziękuję twoje też są ładne. -Odpowiedziałem.
- Twoje ładniejsze ^^
- Dziękuję ..zmienimy temat ?
- Jasne, ale na jaki??
- Kompletnie nie wiem.
- Hmmm... A może ty mi coś o sobie opowiesz?
- A co tu mówić... Mam brata który mnie pilnuje i dużo kłopotów...
- Mhmmm. Tu przynajmniej można być sobą, nie ważne kim się jest. W każdym razie tak mi powiedział ten chłopak, który mnie tu przyprowadził.
- Ta nie trzeba tu przed nikim grać ...
- No nie trzeba. Ja na przykład niczego nie udaję... Czy wcześniej udawałam, to nie mogę stwierdzić, bo nie pamiętam...
- Jesteś zabawna -Uśmiechnąłem się do niej.
- Fajnie wiedzieć. -Powiedziała i zaśmiała się cicho.
-To co robimy ?
- Hmmmm... No nie wiem...
Zobaczyłem brata z jakąs dziewczyną.
- Może zapoznam Cię z moim bratem hę ? -miałem taki uśmiech ze hej.
- No w sumie czemu nie...
Podeszliśmy do mojego brata i jakiejś dziewczyny.
_______________
tam sie przeniesmy xD
Trudna decyzja
~John~
Wróciłem do pokoju i położyłem się na łóżku. Było już dość późno, więc postanowiłem iść spać... Ale nie mogłem. Kiedy tylko zasypiałem pojawiał się ten sam koszmar... Nie mogłem pozwolić by stał się rzeczywistością. Rano, kiedy byłem już przebrany i gotowy do wyjścia poszedłem na śniadanie. Wszedłem do stołówki gdzie była już Sydney, ale nie podszedłem do niej. Spojrzałem przez chwilę na nią, ale szybko się odwróciłem. Zjadłem śniadanie i wyszedłem, zachowując się tak jakbym jej nie znał. Cały dzień siedziałem w pokoju bijąc się z myślami. Minął mnie obiad, nie miałem nawet ochoty jeść... Na dwie godziny przed kolacją wyszedłem z pokoju, musiałem się przejść, bo bezczynność jeszcze bardziej mnie dobijała.
-Hej -krzykneła do mnie dziewczyna
-jestem Nicola .. a Ty ....? jestes przybity czemu ?
- Jestem John. A co do powodu, to powiedzmy, że mam dylemat i żadne rozwiązanie nie wydaje mi się dobre.
-opowiesz mi o nim ? to może jakoś mogę Ci pomóc
- Wolałbym o tym nie mówić, bo ostatnio jak komuś powiedziałem o swoich problemach to nie skończyło się zbyt przyjemnie..
-bo może źle to sformułowałeś... ja raczej się nie gniewam za złe słówka o mnie -uśmiechnęła się
- Nie o to chodzi... Jakby to ująć... Jestem człowiekiem który wyjątkowo źle znosi zdenerwowanie...
-yhymm ..wiesz mieszkałam z 10 rodzeństwem .. mów lepiej zanim mi sie znudzi -znowu sie uśmiechneła
- To cię może wystraszyć... Ale skoro chcesz...Kiedy się zdenerwuję tracę panowanie... Uderzyłem dziewczynę tylko dlatego, że się pokłóciliśmy... Nie chciałem tego zrobić... I teraz się boję, że mogę znów kogoś skrzywdzić... A w szczególności boję się o nią... -Powiedziałem smutno.
-lubisz ją -usmiechneła się jeszcze bardziej
-słuchaj jesli chcesz nad tym panowac ..musisz sie tego nauczyc .. a jesli chcesz sie tego nauczyc ..mósisz sie hmm.. zdenerwowac . moge Ci w tym pomóc .. ale pod jednym warunkiem .. musisz z tym walczyc i starac sie mnie nie uderzyc jasne ?
- Ale wtedy też próbowałem i nie dałem rady... I wątpię by teraz miało być inaczej...
-ja sie umiem obronic .. jak cos to Cie nie urochomie .. pomyśl o osobie która bardzo lubisz . lub nawet kochasz .. i postaraj sie nie zrobic mi krzywdy .. rozumiesz ?
- Mogę spróbować...
-ok .. pomysl pierw o czymś co Cie strasznie denerwuje ..
Zacząłem myśleć. Myślałem o ojcu, i o mojej "drugiej stronie". Na początku byłem bardziej przygnębiony niż wściekły. Ale potem zacząłem znów słyszeć ten głos... "Co ty robisz? Zabijesz ją. Lepiej ją teraz zostaw"
- Nie zabiję nikogo!
"Jesteś pewien? Przecież wiesz, że nie potrafisz się opanować" -Usłyszałem znowu. I poczułem wściekłość...
- Nie dam rady... -Powiedziałem z bólem w oczach i szybko zacząłem się oddalać, ale po chwili upadłem na ziemię, wijąc się z bólu.
podbiegła do mnie ... i uklękneła przedemną
-pamietaj .. mysl o osbobie na której Ci zależy ..
- Odejdź... Nie dam rady tego opanować... -Powiedziałem starając się jak najdłużej powstrzymać przemianę, mimo że tylko ją przedłużałem, a ból jaki wywoływała był okropny.
popatrzała na mnie i odsuneła sie kilka kroków
-walcz ... jesli nie jestes teraz gotowy moge to przerwac ..
- Po prostu odejdź... -Powiedziałem słabo, czując jakby wyrastające skrzydła rozrywały mi plecy.
-nie odejde .. powiedziałam że pomoge ... ja dotrzymuje obietnicy
- Nie dam rady... -Powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Po chwili wstałem i spojrzałem na nią zimnym wzrokiem.- A trzeba było uciekać... -Uśmiechnąłem się chłodno.
-może i trzebabyło .. ale w takim przypadku niczego się nie nauczysz .. bedziesz uciekłam przed samym sobą tego chcesz ?
- Lepiej mi to tłumacz jak znowu będę tym słabym człowiekiem. Bo jakoś mnie to teraz nie obchodzi.
-a obchodzi Cie Sydney ? a tak jestem tylko tym .. złym .. ale w głebi jestes dobrym człowiekiem
- Skąd wiesz, że o nią chodziło?
-hmmm.. no sama nie wiem .. a co przejełeś się ?
- Nie zadzieraj z demonem dziewczyno.
~Sydney~
Wyszłam z pokoju słysząc kłótnie. W której padło moje imię. Na korytarzu zobaczyłam John'a w swojej drugiej odsłonie i jakąś dziewczynę. Stanęłam z boku obserwując kłótnię.
~John~
-słcuhaj .. nie powinieneś .. przez całe życie bedziesz w jego cieniu pozwolisz na to ?
- Ja jestem teraz o wiele silniejszy. Nie zmienisz tego.
-ale taki nie chciałeś być ..chciałeś być normalny prawda.. masz racjie ja tego nie zmienie .. ale ty możesz.
- Przestań! Nie rozumiesz, że już nie jestem tą osobą?!
-tylko na zewnątrz
- Ty nic nie rozumiesz. Ja jestem w połowie demonem, nie jestem grzecznym chłopcem, rozumiesz?
-tak ale widzisz walczysz z tym .. nie zrobileś mi jeszcze nic -usmiechnela się
- Chcesz to zmienić?
-ja nie moge nic zrobic.. jak chcesz mnie udeżyc mozesz ale bedziesz tego żałował ..
Podszedłem bliżej patrząc na nią dzikim wzrokiem.
- Ja niczego nie żałuję! -Uśmiechnąłem się ironicznie.
podeszła troche
-Ty nie ale on tak -wskazała na mnie
- Przestań się tu bawić w psychologa! Wiesz... Nudzisz mnie! -Powiedziałem i pchnąłem nią o ścianę.
~Sydney~
Nie mogłam dłużej stać z boku.
- John proszę przestań! Ona nic ci nie zrobiła - mówiłam spokojnie aby bardziej go nie rozdrażnić
W tym samym momencie upadłam na ziemię poczułam ból przeszywający moje ciało. W głowie wirowało mi milion obrazów. Prawdziwy świat już dla mnie nie istniał. Widziałam tylko przypuszczenia i różne ścieżki przyszłości. Płonąca strzała, szkoła, dziwny tatuaż. Tylko te rzeczy miałam w głowie.
~John~
- Sydney?! -Podbiegłem do niej.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała wyglądała jakby bardzo cierpiała.
- Sydney co ci jest? -Poczułem ból, znów stawałem się człowiekiem... Z trudem go znosiłem. Ale po chwili minął.
-odejdź -powiedziała dziewczyna i ukleknela przed Sydney miała wzrok skupiony na niej
Odsunąłem się nieco, przyglądając się im.
- Nie rób tego. To zły pomysł - powiedziała Sydney słabym głosem
dziewczyna opuścila wzrok
-co Ci sie stało .. ? -dodała
- N..ic- powiedziała z wysiłkiem
Podszedłem bliżej.
- Co się stało? Już ci lepiej?
Spojrzała się na mnie zamglonymi oczami.
- Czy wyglądam jakbym czuła się lepiej? Zaprowadźcie mnie do pokoju.
Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju, ale drzwi były zamknięte.
- Dasz klucz, czy idziemy do mnie?
- Możesz mnie postawić? - zapytała
- Jasne, chciałem tylko pomóc... -Powiedziałem i postawiłem ją na podłodze.
_________________________
A więc może ktoś był tam na korytarzu i popisze dialog? ;p
Praszam Cie alem muszem iść zrobić ciasto ;/ xD
Nie piecz tyle tego ciasta bo sfajczysz! XD
Ciii cała kuchnia brudna mam wsciekła XD
Psttt... ona specjialnie go bardziej rozwscieka mwuhahaha .
Wróciłem do pokoju i położyłem się na łóżku. Było już dość późno, więc postanowiłem iść spać... Ale nie mogłem. Kiedy tylko zasypiałem pojawiał się ten sam koszmar... Nie mogłem pozwolić by stał się rzeczywistością. Rano, kiedy byłem już przebrany i gotowy do wyjścia poszedłem na śniadanie. Wszedłem do stołówki gdzie była już Sydney, ale nie podszedłem do niej. Spojrzałem przez chwilę na nią, ale szybko się odwróciłem. Zjadłem śniadanie i wyszedłem, zachowując się tak jakbym jej nie znał. Cały dzień siedziałem w pokoju bijąc się z myślami. Minął mnie obiad, nie miałem nawet ochoty jeść... Na dwie godziny przed kolacją wyszedłem z pokoju, musiałem się przejść, bo bezczynność jeszcze bardziej mnie dobijała.
-Hej -krzykneła do mnie dziewczyna
-jestem Nicola .. a Ty ....? jestes przybity czemu ?
- Jestem John. A co do powodu, to powiedzmy, że mam dylemat i żadne rozwiązanie nie wydaje mi się dobre.
-opowiesz mi o nim ? to może jakoś mogę Ci pomóc
- Wolałbym o tym nie mówić, bo ostatnio jak komuś powiedziałem o swoich problemach to nie skończyło się zbyt przyjemnie..
-bo może źle to sformułowałeś... ja raczej się nie gniewam za złe słówka o mnie -uśmiechnęła się
- Nie o to chodzi... Jakby to ująć... Jestem człowiekiem który wyjątkowo źle znosi zdenerwowanie...
-yhymm ..wiesz mieszkałam z 10 rodzeństwem .. mów lepiej zanim mi sie znudzi -znowu sie uśmiechneła
- To cię może wystraszyć... Ale skoro chcesz...Kiedy się zdenerwuję tracę panowanie... Uderzyłem dziewczynę tylko dlatego, że się pokłóciliśmy... Nie chciałem tego zrobić... I teraz się boję, że mogę znów kogoś skrzywdzić... A w szczególności boję się o nią... -Powiedziałem smutno.
-lubisz ją -usmiechneła się jeszcze bardziej
-słuchaj jesli chcesz nad tym panowac ..musisz sie tego nauczyc .. a jesli chcesz sie tego nauczyc ..mósisz sie hmm.. zdenerwowac . moge Ci w tym pomóc .. ale pod jednym warunkiem .. musisz z tym walczyc i starac sie mnie nie uderzyc jasne ?
- Ale wtedy też próbowałem i nie dałem rady... I wątpię by teraz miało być inaczej...
-ja sie umiem obronic .. jak cos to Cie nie urochomie .. pomyśl o osobie która bardzo lubisz . lub nawet kochasz .. i postaraj sie nie zrobic mi krzywdy .. rozumiesz ?
- Mogę spróbować...
-ok .. pomysl pierw o czymś co Cie strasznie denerwuje ..
Zacząłem myśleć. Myślałem o ojcu, i o mojej "drugiej stronie". Na początku byłem bardziej przygnębiony niż wściekły. Ale potem zacząłem znów słyszeć ten głos... "Co ty robisz? Zabijesz ją. Lepiej ją teraz zostaw"
- Nie zabiję nikogo!
"Jesteś pewien? Przecież wiesz, że nie potrafisz się opanować" -Usłyszałem znowu. I poczułem wściekłość...
- Nie dam rady... -Powiedziałem z bólem w oczach i szybko zacząłem się oddalać, ale po chwili upadłem na ziemię, wijąc się z bólu.
podbiegła do mnie ... i uklękneła przedemną
-pamietaj .. mysl o osbobie na której Ci zależy ..
- Odejdź... Nie dam rady tego opanować... -Powiedziałem starając się jak najdłużej powstrzymać przemianę, mimo że tylko ją przedłużałem, a ból jaki wywoływała był okropny.
popatrzała na mnie i odsuneła sie kilka kroków
-walcz ... jesli nie jestes teraz gotowy moge to przerwac ..
- Po prostu odejdź... -Powiedziałem słabo, czując jakby wyrastające skrzydła rozrywały mi plecy.
-nie odejde .. powiedziałam że pomoge ... ja dotrzymuje obietnicy
- Nie dam rady... -Powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Po chwili wstałem i spojrzałem na nią zimnym wzrokiem.- A trzeba było uciekać... -Uśmiechnąłem się chłodno.
-może i trzebabyło .. ale w takim przypadku niczego się nie nauczysz .. bedziesz uciekłam przed samym sobą tego chcesz ?
- Lepiej mi to tłumacz jak znowu będę tym słabym człowiekiem. Bo jakoś mnie to teraz nie obchodzi.
-a obchodzi Cie Sydney ? a tak jestem tylko tym .. złym .. ale w głebi jestes dobrym człowiekiem
- Skąd wiesz, że o nią chodziło?
-hmmm.. no sama nie wiem .. a co przejełeś się ?
- Nie zadzieraj z demonem dziewczyno.
~Sydney~
Wyszłam z pokoju słysząc kłótnie. W której padło moje imię. Na korytarzu zobaczyłam John'a w swojej drugiej odsłonie i jakąś dziewczynę. Stanęłam z boku obserwując kłótnię.
~John~
-słcuhaj .. nie powinieneś .. przez całe życie bedziesz w jego cieniu pozwolisz na to ?
- Ja jestem teraz o wiele silniejszy. Nie zmienisz tego.
-ale taki nie chciałeś być ..chciałeś być normalny prawda.. masz racjie ja tego nie zmienie .. ale ty możesz.
- Przestań! Nie rozumiesz, że już nie jestem tą osobą?!
-tylko na zewnątrz
- Ty nic nie rozumiesz. Ja jestem w połowie demonem, nie jestem grzecznym chłopcem, rozumiesz?
-tak ale widzisz walczysz z tym .. nie zrobileś mi jeszcze nic -usmiechnela się
- Chcesz to zmienić?
-ja nie moge nic zrobic.. jak chcesz mnie udeżyc mozesz ale bedziesz tego żałował ..
Podszedłem bliżej patrząc na nią dzikim wzrokiem.
- Ja niczego nie żałuję! -Uśmiechnąłem się ironicznie.
podeszła troche
-Ty nie ale on tak -wskazała na mnie
- Przestań się tu bawić w psychologa! Wiesz... Nudzisz mnie! -Powiedziałem i pchnąłem nią o ścianę.
~Sydney~
Nie mogłam dłużej stać z boku.
- John proszę przestań! Ona nic ci nie zrobiła - mówiłam spokojnie aby bardziej go nie rozdrażnić
W tym samym momencie upadłam na ziemię poczułam ból przeszywający moje ciało. W głowie wirowało mi milion obrazów. Prawdziwy świat już dla mnie nie istniał. Widziałam tylko przypuszczenia i różne ścieżki przyszłości. Płonąca strzała, szkoła, dziwny tatuaż. Tylko te rzeczy miałam w głowie.
~John~
- Sydney?! -Podbiegłem do niej.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała wyglądała jakby bardzo cierpiała.
- Sydney co ci jest? -Poczułem ból, znów stawałem się człowiekiem... Z trudem go znosiłem. Ale po chwili minął.
-odejdź -powiedziała dziewczyna i ukleknela przed Sydney miała wzrok skupiony na niej
Odsunąłem się nieco, przyglądając się im.
- Nie rób tego. To zły pomysł - powiedziała Sydney słabym głosem
dziewczyna opuścila wzrok
-co Ci sie stało .. ? -dodała
- N..ic- powiedziała z wysiłkiem
Podszedłem bliżej.
- Co się stało? Już ci lepiej?
Spojrzała się na mnie zamglonymi oczami.
- Czy wyglądam jakbym czuła się lepiej? Zaprowadźcie mnie do pokoju.
Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju, ale drzwi były zamknięte.
- Dasz klucz, czy idziemy do mnie?
- Możesz mnie postawić? - zapytała
- Jasne, chciałem tylko pomóc... -Powiedziałem i postawiłem ją na podłodze.
_________________________
A więc może ktoś był tam na korytarzu i popisze dialog? ;p
Praszam Cie alem muszem iść zrobić ciasto ;/ xD
Nie piecz tyle tego ciasta bo sfajczysz! XD
Ciii cała kuchnia brudna mam wsciekła XD
Psttt... ona specjialnie go bardziej rozwscieka mwuhahaha .
piątek, 29 marca 2013
Przyjaźń czy Miłość ?
~Nicola~
Podeszłam bliżej krzaków.
-Może wyjdziesz i pogadasz ze mną -ukucnęłam
Wilk wyszedł z krzaków i podszedł do mnie. Spojrzał mi w oczy.
-Mam gadać z tobą jako wilkiem czy może się pokażesz jak wyglądasz -usmiechnęłam się do niego
Stanął na dwóch łapach i przeobraził się w człowieka.
- Wybacz. Mam na imię Matt, a ty? -Spytał uśmiechając się lekko.
wstałam i patrzałam mu w oczy
-jestem Nicola .. długo już tu jesteś ?
- No trzeci rok się zaczyna.
-szkoda ze wcześniej tu nie przyjechałam -zaśmiałam się cicho
- Dlaczego?
-tak to bym Cie szybciej poznała
Uśmiechnął się.
- Hmmm no też fakt.
uśmiechnęłam się
-to o czym teraz gadamy ?
- Hmmmm no nie wiem...
-opowiesz mi coś o sobie ?-przybliżyłam się trochę do niego
- Emmmm... A co chcesz yyyy... Wiedzieć?
widziałam ze sie stresuje wiec się odsunęłam
- Skad jesteś ? Jak tu trafiłeś czym się interesujesz? Ogólnie o wszystkim.
- Moja przeszłość, to raczej dramat i nie lubię o niej mówić, a co do zainteresowań... Lubię muzykę i sport. A ty?
- Lubie muzykę .Lubię zwierzęta .Lubię rośliny , rysować , i wiele innych rzeczy -zaczęłam krążyć wokół niego coraz bliżej i bliżej.
- Ymmmm... Aha... No to... Fajne...
połozyłam reka na jego ramieniu i patrzałam mu w oczy i sie usmiechnęłam.
-tak bardzo fajnie
- Ymmm... -Spojrzał w ziemię.
kiedy zobaczyłam jego rekacje
wziełam rekę ..odsunelam sie złapałam sie sama za rekę
-Chyba juz późno zaraz bedzie cisza nocna -powiedziałam trochę smutno
-Do zobaczenia -powiedziałam i poszłam do pokoju
- Poczekaj! -Krzyknął i pobiegł za mną.- Odprowadzić cię?
popatrzałam na niego ..
-jak chcesz ..
- Sorry... Nie jestem przyzwyczajony do bliższych kontaktów z ludźmi. A już szczególnie z dziewczynami.
-zdążyłam zauważyć -powiedziałam i myślałam o tym czemu w ogóle ja to zrobiłam.
Spojrzał na mnie smutno.
- Wybaczysz?
-ja się nie gniewam ale teraz się czuje .. ahh.. tak głupio nie rozumiesz ?
- Nie potrzebnie. To raczej ja się ośmieszyłem...
-przed czym . ? ty nic nie robiłeś ... a ja ? grrr...-byłam już wściekła sama na siebie
- Eeeej nic złego nie zrobiłaś.
miałam już na razie tego dość naszczęście zbliżaliśmy się do mojego pokoju
-może i nie .. ale się tak czuje .. -tak powiedziałam na prawdę maiłam motylki w brzuchu to było takie przyjemne uśmiechnęłam się po kryjomu.
Uśmiechnął się do mnie.
- Jak??
stalismy juz przy drzwiach
popatrzałam mu w oczy i pocałowałam w policzek
-okropnie..- szybko weszłam do pokoju
Stalam przy drzwiach ... usmiechnęłam się i wskoczyłam na łózko miałam straszne motylki w brzuchu
~Matt~
Zdziwiony stałem chwilę w miejscu jak zamurowany, po czym uśmiechnąłem się do siebie i wróciłem do pokoju.
Podeszłam bliżej krzaków.
-Może wyjdziesz i pogadasz ze mną -ukucnęłam
Wilk wyszedł z krzaków i podszedł do mnie. Spojrzał mi w oczy.
-Mam gadać z tobą jako wilkiem czy może się pokażesz jak wyglądasz -usmiechnęłam się do niego
Stanął na dwóch łapach i przeobraził się w człowieka.
- Wybacz. Mam na imię Matt, a ty? -Spytał uśmiechając się lekko.
wstałam i patrzałam mu w oczy
-jestem Nicola .. długo już tu jesteś ?
- No trzeci rok się zaczyna.
-szkoda ze wcześniej tu nie przyjechałam -zaśmiałam się cicho
- Dlaczego?
-tak to bym Cie szybciej poznała
Uśmiechnął się.
- Hmmm no też fakt.
uśmiechnęłam się
-to o czym teraz gadamy ?
- Hmmmm no nie wiem...
-opowiesz mi coś o sobie ?-przybliżyłam się trochę do niego
- Emmmm... A co chcesz yyyy... Wiedzieć?
widziałam ze sie stresuje wiec się odsunęłam
- Skad jesteś ? Jak tu trafiłeś czym się interesujesz? Ogólnie o wszystkim.
- Moja przeszłość, to raczej dramat i nie lubię o niej mówić, a co do zainteresowań... Lubię muzykę i sport. A ty?
- Lubie muzykę .Lubię zwierzęta .Lubię rośliny , rysować , i wiele innych rzeczy -zaczęłam krążyć wokół niego coraz bliżej i bliżej.
- Ymmmm... Aha... No to... Fajne...
połozyłam reka na jego ramieniu i patrzałam mu w oczy i sie usmiechnęłam.
-tak bardzo fajnie
- Ymmm... -Spojrzał w ziemię.
kiedy zobaczyłam jego rekacje
wziełam rekę ..odsunelam sie złapałam sie sama za rekę
-Chyba juz późno zaraz bedzie cisza nocna -powiedziałam trochę smutno
-Do zobaczenia -powiedziałam i poszłam do pokoju
- Poczekaj! -Krzyknął i pobiegł za mną.- Odprowadzić cię?
popatrzałam na niego ..
-jak chcesz ..
- Sorry... Nie jestem przyzwyczajony do bliższych kontaktów z ludźmi. A już szczególnie z dziewczynami.
-zdążyłam zauważyć -powiedziałam i myślałam o tym czemu w ogóle ja to zrobiłam.
Spojrzał na mnie smutno.
- Wybaczysz?
-ja się nie gniewam ale teraz się czuje .. ahh.. tak głupio nie rozumiesz ?
- Nie potrzebnie. To raczej ja się ośmieszyłem...
-przed czym . ? ty nic nie robiłeś ... a ja ? grrr...-byłam już wściekła sama na siebie
- Eeeej nic złego nie zrobiłaś.
miałam już na razie tego dość naszczęście zbliżaliśmy się do mojego pokoju
-może i nie .. ale się tak czuje .. -tak powiedziałam na prawdę maiłam motylki w brzuchu to było takie przyjemne uśmiechnęłam się po kryjomu.
Uśmiechnął się do mnie.
- Jak??
stalismy juz przy drzwiach
popatrzałam mu w oczy i pocałowałam w policzek
-okropnie..- szybko weszłam do pokoju
Stalam przy drzwiach ... usmiechnęłam się i wskoczyłam na łózko miałam straszne motylki w brzuchu
~Matt~
Zdziwiony stałem chwilę w miejscu jak zamurowany, po czym uśmiechnąłem się do siebie i wróciłem do pokoju.
Rada Sydney
~John~
Siedziałem tak na łóżku rozmyślając. W końcu wstałem i wyszedłem z pokoju, starając się ignorować wszystkich ludzi. Poszedłem w stronę wyjścia ze szkoły kiedy usłyszałem muzykę i głos... Sydney.
Stanąłem pod drzwiami i zacząłem słuchać. Nagle muzyka ucichła, a dziewczyna wyszła z pokoju
- Znowu ty? Co tu robisz? - zapytała
- Akurat tędy przechodziłem... -Powiedziałem smutno.- Pięknie grasz.
- Yyy... dzięki - powiedziała
- Może ja już pójdę... -Powiedziałem opuszczając głowę.
- A tak na serio dlaczego stałeś pod moimi drzwiami?
- Chciałem posłuchać jak śpiewasz... Słuchaj, nie chciałem ci tego zrobić... Nie umiem nad tym panować.
- Tak, nie ma za co- powiedziałam.
- Nie powinienem był w ogóle z tobą gadać, mogłem przewidzieć, że to się tak skończy...
- Sugerujesz coś?
- Po prostu... Chciałem zdobyć nowych znajomych, przyjaciół... Jak widać to nie możliwe.
- Możliwe jeśli tylko nie będziesz im wmawiał, że są naiwni nic o nich nie wiedząc i jeśli nie będziesz na nich krzyczał za rady - uśmiechnęłam się
- Gdyby to tylko było takie proste... -Powiedziałem smutno i odwróciłem się.
- Zaczekaj - powiedziała
Spojrzałem na nią nie odzywając się.
- Nie możesz sobie znaleźć sposobu aby się nie denerwować? Ja na przykład gdy jestem zła liczę do dziesięciu i złość odchodzi.
- Nie wiem... To była moja druga przemiana w życiu, jeszcze nie zdążyłem tego opanować...
- No to chyba warto zacząć?
- Chciałbym... Ale nie wiem jak.
- Mogę Ci pomóc - powiedziała - Przynajmniej się postaram.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, nie chciałbym cię znowu uderzyć...
Uniosła brwi
- Przecież żyję - powiedziała
- No tak, ale... Nie chcę cię skrzywdzić...
- Nie skrzywdzisz. Ufam ci
- Ale ja sobie nie ufam.
- Jeśli ja potrafię ci zaufać to ty sobie też powinieneś
- Nie w tak ważnej sprawie.
- Powinieneś mieć wsparcie
- Nie wybaczyłbym sobie, gdybym znów cię skrzywdził.
- Proszę przemyśl to. - powiedziała uśmiechając się do mnie i weszła z powrotem do pokoju.
Siedziałem tak na łóżku rozmyślając. W końcu wstałem i wyszedłem z pokoju, starając się ignorować wszystkich ludzi. Poszedłem w stronę wyjścia ze szkoły kiedy usłyszałem muzykę i głos... Sydney.
Stanąłem pod drzwiami i zacząłem słuchać. Nagle muzyka ucichła, a dziewczyna wyszła z pokoju
- Znowu ty? Co tu robisz? - zapytała
- Akurat tędy przechodziłem... -Powiedziałem smutno.- Pięknie grasz.
- Yyy... dzięki - powiedziała
- Może ja już pójdę... -Powiedziałem opuszczając głowę.
- A tak na serio dlaczego stałeś pod moimi drzwiami?
- Chciałem posłuchać jak śpiewasz... Słuchaj, nie chciałem ci tego zrobić... Nie umiem nad tym panować.
- Tak, nie ma za co- powiedziałam.
- Nie powinienem był w ogóle z tobą gadać, mogłem przewidzieć, że to się tak skończy...
- Sugerujesz coś?
- Po prostu... Chciałem zdobyć nowych znajomych, przyjaciół... Jak widać to nie możliwe.
- Możliwe jeśli tylko nie będziesz im wmawiał, że są naiwni nic o nich nie wiedząc i jeśli nie będziesz na nich krzyczał za rady - uśmiechnęłam się
- Gdyby to tylko było takie proste... -Powiedziałem smutno i odwróciłem się.
- Zaczekaj - powiedziała
Spojrzałem na nią nie odzywając się.
- Nie możesz sobie znaleźć sposobu aby się nie denerwować? Ja na przykład gdy jestem zła liczę do dziesięciu i złość odchodzi.
- Nie wiem... To była moja druga przemiana w życiu, jeszcze nie zdążyłem tego opanować...
- No to chyba warto zacząć?
- Chciałbym... Ale nie wiem jak.
- Mogę Ci pomóc - powiedziała - Przynajmniej się postaram.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, nie chciałbym cię znowu uderzyć...
Uniosła brwi
- Przecież żyję - powiedziała
- No tak, ale... Nie chcę cię skrzywdzić...
- Nie skrzywdzisz. Ufam ci
- Ale ja sobie nie ufam.
- Jeśli ja potrafię ci zaufać to ty sobie też powinieneś
- Nie w tak ważnej sprawie.
- Powinieneś mieć wsparcie
- Nie wybaczyłbym sobie, gdybym znów cię skrzywdził.
- Proszę przemyśl to. - powiedziała uśmiechając się do mnie i weszła z powrotem do pokoju.
Rose poznaje współlokatorkę i nie tylko
~ Rose ~
Kiedy już mi przeszło poszłam się przejść zastanawiając się czy będę miała jakąś współlokatorkę. Nagle wpadłam na jakąś dziewczynę.
- Przepraszam - powiedziałam - Nie chciałam. Jestem Rose.
- A ja Nicola - powiedziała dziewczyna
- Jesteś nowa prawda? - zapytałam, ponieważ pierwszy raz widziałam ją na oczy
- Tak jestem nowa. Wiesz może gdzie jest ten pokój ? -pokazała klucz
- To jest mój pokój - powiedziałam - Chodź zaprowadzę cię.
-o super. To chodźmy
Zaprowadziłam ją na górę
- I jak Ci się podoba?
- Jest super .. gdzie ja śpię ?
- Tu - wskazałam na wolne łóżko
- Ok..miło tu .. -cały czas się uśmiechała
- Jak tu trafiłaś? - zapytałam
- Może to zabrzmi głupio ale .. pies mi dał wizytówkę
- To wcale nie głupie każdy dostaję wizytówkę. Przynajmniej ten, którego uda im się wyśledzić. Ja też dostałam wizytówkę. Tylko, że wręczyła mi ją pani w sklepie razem z paragonem - uśmiechnęłam się
-I i tak czuje się tu nieswojo.. nie znam tu nikogo .. i trochę mi głupio ze uciekłam z domu
- Połowa ludzi ucieka z domu - powiedziałam - Czujesz się nieswojo, bo jesteś nowa w końcu to minie. Dla mnie to jak dom.
-Oprowadzisz mnie ?
Pokiwałam głową. Jasne chodźmy.
- masz jakieś swoje ulubione miejsce ?
- Ja lubię chodzić do biblioteki ale jest tu też ładny ogród - powiedziałam
- Pokażesz mi ogród ?
- Jasne - powiedziałam uśmiechając się i ruszyłyśmy w stronę ogrodu, dziewczyna
odwzajemniła uśmiech.
W ogrodzie ktoś wył do księzyca.
- Nie bój się to Matt - powiedziałam
-On jest wilkiem ?
Wilk schował się za krzakiem i przyglądał się nam.
- Yyyy.... coś w tym stylu. On jest człowiekiem, który zmienia się w wilka. To jego moc.
-fajnie podoba mi się jego moc - uśmiechneła się
- Skoro tak twierdzisz to idź z nim pogadaj - powiedziałam - Mną się nie przejmuj pójdę do biblioteki. Tylko nie spędź z nim za dużo czasu za godzinę jest cisza nocna.
-okej . dzieki
Poszłam do biblioteki zostawiając ich razem. Kiedy weszłam w bibliotece siedział jeden chłopak, którego też nie znałam.
- Mogę się dosiąść? - zapytałam
podniósł wzrok
-jasne siadaj -uśmiechnął się
- Dzięki - usiadłam, a z torby wyjęłam książkę
-co czytasz ?
- Eeemmm... nic, a ty? Tak w ogóle jestem Rose. -uśmiechnęłam sie
- Brajan .. miło mi .. ja -popatrzał na okładkę książki
- czytam .."potop"
Kojarzyłam tytuł ale nigdy nie wzięłam się za czytanie tej książki.
- Ciekawa? - zapytałam
-no przeczytać się da ...-uśmiech nie schodził mu z twarzy
Odwzajemniłam uśmiech chłopaka.
-Jak się tu dostałeś? - zapytałam odkładając książkę
-przez przypadek .. mielismy szukac noclegu .. tylko a okazało sie że wpadlismy do super szkoły.
- Jaką masz moc? - zapytałam
-żywioł ognia a ty ?
- Yyy... ciężko określić - powiedziałam
-to znaczy ?
- Moja moc jest taka, że mogę mieć każdą moc, którą chcę
-o to fajnie ...
- Tak nie do końca - uśmiechnęłam się
-a czemu ? patrz która godzina chyba powinniśmy już wracać .. mogę Cie odprowadzić ?
- Okej - kiwnęłam głową i zaczęłam wstawać
Odprowadził mnie, a ja uśmiechnęłam się i podziękowałam.
- To do zobaczenia - powiedziałam zanim weszłam do pokoju.
Gdzie zastałam śpiącą już Nicolę. Po chwili ja też już byłam gotowa do spania. Położyłam się i szybko zasnęłam.
Kiedy już mi przeszło poszłam się przejść zastanawiając się czy będę miała jakąś współlokatorkę. Nagle wpadłam na jakąś dziewczynę.
- Przepraszam - powiedziałam - Nie chciałam. Jestem Rose.
- A ja Nicola - powiedziała dziewczyna
- Jesteś nowa prawda? - zapytałam, ponieważ pierwszy raz widziałam ją na oczy
- Tak jestem nowa. Wiesz może gdzie jest ten pokój ? -pokazała klucz
- To jest mój pokój - powiedziałam - Chodź zaprowadzę cię.
-o super. To chodźmy
Zaprowadziłam ją na górę
- I jak Ci się podoba?
- Jest super .. gdzie ja śpię ?
- Tu - wskazałam na wolne łóżko
- Ok..miło tu .. -cały czas się uśmiechała
- Jak tu trafiłaś? - zapytałam
- Może to zabrzmi głupio ale .. pies mi dał wizytówkę
- To wcale nie głupie każdy dostaję wizytówkę. Przynajmniej ten, którego uda im się wyśledzić. Ja też dostałam wizytówkę. Tylko, że wręczyła mi ją pani w sklepie razem z paragonem - uśmiechnęłam się
-I i tak czuje się tu nieswojo.. nie znam tu nikogo .. i trochę mi głupio ze uciekłam z domu
- Połowa ludzi ucieka z domu - powiedziałam - Czujesz się nieswojo, bo jesteś nowa w końcu to minie. Dla mnie to jak dom.
-Oprowadzisz mnie ?
Pokiwałam głową. Jasne chodźmy.
- masz jakieś swoje ulubione miejsce ?
- Ja lubię chodzić do biblioteki ale jest tu też ładny ogród - powiedziałam
- Pokażesz mi ogród ?
- Jasne - powiedziałam uśmiechając się i ruszyłyśmy w stronę ogrodu, dziewczyna
odwzajemniła uśmiech.
W ogrodzie ktoś wył do księzyca.
- Nie bój się to Matt - powiedziałam
-On jest wilkiem ?
Wilk schował się za krzakiem i przyglądał się nam.
- Yyyy.... coś w tym stylu. On jest człowiekiem, który zmienia się w wilka. To jego moc.
-fajnie podoba mi się jego moc - uśmiechneła się
- Skoro tak twierdzisz to idź z nim pogadaj - powiedziałam - Mną się nie przejmuj pójdę do biblioteki. Tylko nie spędź z nim za dużo czasu za godzinę jest cisza nocna.
-okej . dzieki
Poszłam do biblioteki zostawiając ich razem. Kiedy weszłam w bibliotece siedział jeden chłopak, którego też nie znałam.
- Mogę się dosiąść? - zapytałam
podniósł wzrok
-jasne siadaj -uśmiechnął się
- Dzięki - usiadłam, a z torby wyjęłam książkę
-co czytasz ?
- Eeemmm... nic, a ty? Tak w ogóle jestem Rose. -uśmiechnęłam sie
- Brajan .. miło mi .. ja -popatrzał na okładkę książki
- czytam .."potop"
Kojarzyłam tytuł ale nigdy nie wzięłam się za czytanie tej książki.
- Ciekawa? - zapytałam
-no przeczytać się da ...-uśmiech nie schodził mu z twarzy
Odwzajemniłam uśmiech chłopaka.
-Jak się tu dostałeś? - zapytałam odkładając książkę
-przez przypadek .. mielismy szukac noclegu .. tylko a okazało sie że wpadlismy do super szkoły.
- Jaką masz moc? - zapytałam
-żywioł ognia a ty ?
- Yyy... ciężko określić - powiedziałam
-to znaczy ?
- Moja moc jest taka, że mogę mieć każdą moc, którą chcę
-o to fajnie ...
- Tak nie do końca - uśmiechnęłam się
-a czemu ? patrz która godzina chyba powinniśmy już wracać .. mogę Cie odprowadzić ?
- Okej - kiwnęłam głową i zaczęłam wstawać
Odprowadził mnie, a ja uśmiechnęłam się i podziękowałam.
- To do zobaczenia - powiedziałam zanim weszłam do pokoju.
Gdzie zastałam śpiącą już Nicolę. Po chwili ja też już byłam gotowa do spania. Położyłam się i szybko zasnęłam.
Nowa szkoła ? Nowa znajomoś ? Nowa miłość ?
Byłam roztrzepana juz lekko nie wytrzymywałam z moim rodzeństwem . ale są młodsi rozumiem
ale nikt nie jest taki jak ja .. traktują mnie jak jakąś .. grrr.. sama nie wiem jakbym była z innej planety
przecież też jestem człowiekiem? Prawda?
Usiadłam na ławcę i podbiegł do mnie pies.
- Witaj piesku .czy ty tez jesteś smutny czy tez jesteś inny czy traktują cie inaczej - mówiłam do psa
patrzyłam na niego .. w paszczy trzymał jakąś wizytówkę ?
-Co tam masz - ukucnęłam przy psie i wziełam z jego paszczy tę rzecz.
-Akademia ? o jejku to cos dla mnie . ! Dziękuje ! Piesku jestes genialny czemu wcześniej na to nie wpadłam?-Krzyknełam, a kilku ludzi sie na mnie popatrzyło jak na wariatkę. Pocałowałam psa i pobiegłam do domu.
-Hej Mamo Hej tato -krzyknełam i pobiegłam na góre
-Co ona taka dzis ?
-Nie wiem -powiedzieli pomiedzy soba i poszli dalej
wbiegłam do pokoju 2 siostry grały w planszówke a 3 braci grało w xBoxa
zaczęłam się pakować. Rodzeństwo chichotało starałam się nie zwracać na to uwagi ale w końcu zapytałam
-Co wam jest ?
-hahahaha.. -wybuchli śmiechem
-No mówcie
-Po pierwsze wyjezdzasz . ? Po 2 to nie sa twoje rzeczy - zrobiło mi sie głupio.. byłam tak szczesliwa, że pakowałam nie swoje rzeczy.
-No tak wyjezdzam .. i to drugie .. ahh.. cicho.
Teraz pilnowałam żeby pakować swoje rzeczy
Spakowałam kilka ciuchów które najbardziej lubiłam szczotkę szczoteczkę , moje szkicowniki, ołówki i wiele innych w szczególności moje płyty i słuchawki, z którymi rzadko sie rozstaję.
-Walizka spakowana !-krzknełam i wszyscy sie na mnie popatrzyli .. znowu
Schodziłam ze schodów
Rodzice stanęli przede mną
-A nasza panna gdzie się wybiera ?
-Ja ? jade na .. specjialną szkołe . mogę ? -mój wzrok skierowanyw strone rodziców słodki i proszący
-Nie ma mowy -krzykną tata
-No mamo powiedz coś tacie.
-Ja nic nie mam do gadania
-Jesteście okropni -wzięłam walizkę i poszłam na górę.
Po chwili słyszałam jak rodzice poszli do sklepu.
Wzięłam walizkę i uciekłam ale zostawiłam im karteczkę.
"jestem bezpieczna nie szukajcie mnie .. pamiętajcie ze już nie jestem małą dziewczynką będę dzwonić kocham i całuje Nicola"
kiedy juz byłam na przystanku zobaczyłam tego pieska który dał mi wizytówke
-Hej psiaku .. jestem Ci coś winna ..-dałam mu troche wody i 2 kiełbasy
-Mam nadzieję, że sie jeszcze spotkamy -powiedziałam do psiaka i wsiadłam w autobus.
Ludzie w autobusie patrzeli się na mnie jakoś dziwnie.Nie wiedziałam co powiedzieć wiec założyłam słuchawki i się odwróciłam.
Podróż mi się dłużyła .. myślałam o tym jak będzie w tej Akademii i co rodzice zrobią kiedy zobaczą tą karteczkę? "O matko boję się aż mnie w żołądku ściska" mówiłam w myślach łapiąc się za brzuch,
a co jeśli moja współlokatorka będzie okropna? Dobra spokojnie Nicola jesteś zbyt przejęta tym co się Jeszcze nie stało ..
-Żyj teraźniejszoscą kozystaj z chwili !-wstałam i krzyknełam ludzie zaczęli mnie uciszać.... zrobiło mi się głupio.
-Nareszcie mój przystanek -powiedziałam sama do siebie.
Stanełam przed budynkiem Akademii
Weszłam do środka i zakwaterowałam sie w sekretariacie.
-O rajciu -stanęłam w korytarzu, a ja nie wiedziałam gdzie mam isś.
- Może zrezygnuję ?-powiedziałam
Ktos zaczepił mnie od tyłu.
-Aaaa! -krzyknęłam i wolałam się nie odwracać.
ale nikt nie jest taki jak ja .. traktują mnie jak jakąś .. grrr.. sama nie wiem jakbym była z innej planety
przecież też jestem człowiekiem? Prawda?
Usiadłam na ławcę i podbiegł do mnie pies.
- Witaj piesku .czy ty tez jesteś smutny czy tez jesteś inny czy traktują cie inaczej - mówiłam do psa
patrzyłam na niego .. w paszczy trzymał jakąś wizytówkę ?
-Co tam masz - ukucnęłam przy psie i wziełam z jego paszczy tę rzecz.
-Akademia ? o jejku to cos dla mnie . ! Dziękuje ! Piesku jestes genialny czemu wcześniej na to nie wpadłam?-Krzyknełam, a kilku ludzi sie na mnie popatrzyło jak na wariatkę. Pocałowałam psa i pobiegłam do domu.
-Hej Mamo Hej tato -krzyknełam i pobiegłam na góre
-Co ona taka dzis ?
-Nie wiem -powiedzieli pomiedzy soba i poszli dalej
wbiegłam do pokoju 2 siostry grały w planszówke a 3 braci grało w xBoxa
zaczęłam się pakować. Rodzeństwo chichotało starałam się nie zwracać na to uwagi ale w końcu zapytałam
-Co wam jest ?
-hahahaha.. -wybuchli śmiechem
-No mówcie
-Po pierwsze wyjezdzasz . ? Po 2 to nie sa twoje rzeczy - zrobiło mi sie głupio.. byłam tak szczesliwa, że pakowałam nie swoje rzeczy.
-No tak wyjezdzam .. i to drugie .. ahh.. cicho.
Teraz pilnowałam żeby pakować swoje rzeczy
Spakowałam kilka ciuchów które najbardziej lubiłam szczotkę szczoteczkę , moje szkicowniki, ołówki i wiele innych w szczególności moje płyty i słuchawki, z którymi rzadko sie rozstaję.
-Walizka spakowana !-krzknełam i wszyscy sie na mnie popatrzyli .. znowu
Schodziłam ze schodów
Rodzice stanęli przede mną
-A nasza panna gdzie się wybiera ?
-Ja ? jade na .. specjialną szkołe . mogę ? -mój wzrok skierowanyw strone rodziców słodki i proszący
-Nie ma mowy -krzykną tata
-No mamo powiedz coś tacie.
-Ja nic nie mam do gadania
-Jesteście okropni -wzięłam walizkę i poszłam na górę.
Po chwili słyszałam jak rodzice poszli do sklepu.
Wzięłam walizkę i uciekłam ale zostawiłam im karteczkę.
"jestem bezpieczna nie szukajcie mnie .. pamiętajcie ze już nie jestem małą dziewczynką będę dzwonić kocham i całuje Nicola"
kiedy juz byłam na przystanku zobaczyłam tego pieska który dał mi wizytówke
-Hej psiaku .. jestem Ci coś winna ..-dałam mu troche wody i 2 kiełbasy
-Mam nadzieję, że sie jeszcze spotkamy -powiedziałam do psiaka i wsiadłam w autobus.
Ludzie w autobusie patrzeli się na mnie jakoś dziwnie.Nie wiedziałam co powiedzieć wiec założyłam słuchawki i się odwróciłam.
Podróż mi się dłużyła .. myślałam o tym jak będzie w tej Akademii i co rodzice zrobią kiedy zobaczą tą karteczkę? "O matko boję się aż mnie w żołądku ściska" mówiłam w myślach łapiąc się za brzuch,
a co jeśli moja współlokatorka będzie okropna? Dobra spokojnie Nicola jesteś zbyt przejęta tym co się Jeszcze nie stało ..
-Żyj teraźniejszoscą kozystaj z chwili !-wstałam i krzyknełam ludzie zaczęli mnie uciszać.... zrobiło mi się głupio.
-Nareszcie mój przystanek -powiedziałam sama do siebie.
Stanełam przed budynkiem Akademii
Weszłam do środka i zakwaterowałam sie w sekretariacie.
-O rajciu -stanęłam w korytarzu, a ja nie wiedziałam gdzie mam isś.
- Może zrezygnuję ?-powiedziałam
Ktos zaczepił mnie od tyłu.
-Aaaa! -krzyknęłam i wolałam się nie odwracać.
Cisza , Spokoj i relaks
~Brajan~
Pobyłem trochę na siłowni .. poćwiczyłem i po tym od razu poszedłem do pokoju
z resztą nudziło mi się tam .. wziąłem gitarę klasyczną i zacząłem grać.. pierw kilka akordów później .. zacząłem tworzyć własną muzykę ... po cichu śpiewałem i pisałem w swoim zeszycie tekst..
uśmiechałem się sam do siebie.. nawet nie wiem z czego... chyba z tego że nie muszę już siedzieć za kratami i nikt mnie nie pilnuje.. czułem się tak swobodnie .. tak inaczej niż zwykle czuje się jakbym znalazł w końcu z bratem "dom" ? to było super uczucie.. Zacząłem śpiewać głośniej i zamieniłem gitarę klasyczna na elektryczną.. zacząłem krążyć po pokoju tu i tam .. szukając słów do piosenki ...
myślałem o wszystkim i o niczym równocześnie to było takie .. aż nie mogę się wyrazić
kiedy skończyłem grać .. położyłem się na łóżku rozmyślając o tym co się dziś zdarzyło ..
ciekawe co by powiedziała na to mama .. pytałem sam siebie ... tak szczerze brakuje mi jej
Po pewnym czasie wyszedłem z pokoju .. z dobrym humorem ... poszedłem do biblioteki której trochę szukałem ... wszedłem do środka i wziąłem pierwszą lepszą książkę i zacząłem czytać.
____________________
krótkie mi to wyszło ..
Pobyłem trochę na siłowni .. poćwiczyłem i po tym od razu poszedłem do pokoju
z resztą nudziło mi się tam .. wziąłem gitarę klasyczną i zacząłem grać.. pierw kilka akordów później .. zacząłem tworzyć własną muzykę ... po cichu śpiewałem i pisałem w swoim zeszycie tekst..
uśmiechałem się sam do siebie.. nawet nie wiem z czego... chyba z tego że nie muszę już siedzieć za kratami i nikt mnie nie pilnuje.. czułem się tak swobodnie .. tak inaczej niż zwykle czuje się jakbym znalazł w końcu z bratem "dom" ? to było super uczucie.. Zacząłem śpiewać głośniej i zamieniłem gitarę klasyczna na elektryczną.. zacząłem krążyć po pokoju tu i tam .. szukając słów do piosenki ...
myślałem o wszystkim i o niczym równocześnie to było takie .. aż nie mogę się wyrazić
kiedy skończyłem grać .. położyłem się na łóżku rozmyślając o tym co się dziś zdarzyło ..
ciekawe co by powiedziała na to mama .. pytałem sam siebie ... tak szczerze brakuje mi jej
Po pewnym czasie wyszedłem z pokoju .. z dobrym humorem ... poszedłem do biblioteki której trochę szukałem ... wszedłem do środka i wziąłem pierwszą lepszą książkę i zacząłem czytać.
____________________
krótkie mi to wyszło ..
Pierwsza poważna rozmowa Bill'a i John'a
~Bill~
Kiedy się przywitałem wszedłem do pokoju i położyłem się na łóżku.
Po chwili coś słyszałem wiec założyłem słuchawki i nuciłem sobie pod nosem ..
Po jakims czasie John przyszedł zdenerwowany wzioł gitare i zaczoł grac
wydawałoby się że nawet mnie nie zauważył
-Ej Stary.. co ty taki zdenerwowany ?
- Sorry... Szkoda słów, znowu wszystko spierdoliłem...
-Czemu tak uważasz... fajnie grasz .. mój brat też to robi .. dobra mów
- Straciłem kontrolę... I skrzywdziłem kogoś, kto na to nie zasłużył... -Powiedział smutno, odkładając gitarę.
- A więc nie panujesz nad sobą? Kiedy odkryłeś swoją moc ? - dopytywałem się ciągle
- Emmm... Wczoraj...
- To masz jeszcze czas ... aby się z tym oswoić
- Nie chcę się z tym oswajać... a chcę żeby to znikło. Nie chcę krzywdzić niewinnych ludzi... Nie chcę być potworem.
- Myślisz, że ja tez chciałem być inny i się wyróżniać ? No właśnie ... nie chciałem .. skoro tym jesteś znaczy, ze po coś Ci to potrzebne jest ...
- Odziedziczyłem to po ojcu... Po tym biologicznym ojcu, który łaskawie pojawił się dopiero kiedy dowiedziałem się o adopcji... W sumie nie pojawił się, bo jedynie go słyszałem, ale nie widziałem... I to przez niego się taki stałem... Jestem potworem...
- Tak jak my tu wszyscy... nie uważasz ? czy wolałbyś nie wiedzieć prawdy ? poproś a może "ojciec" ten twój biologiczny pomoże CI przez to przejść nie uważasz ?
- Doprowadził do zmiany, przyprowadził mnie tutaj i zniknął... Już w ogóle go nie słyszę.
- Może dlatego że tego nie chcesz ?
- On jest demonem prosto z piekieł... Dosłownie. Po co miałby chcieć mi pomóc?
- bo jest twoim ojcem ?
- No i co? Sługa diabła nie ma uczuć...
- Posłuchaj sam siebie ..skoro mówił do ciebie znaczy, że coś chciał tak ? a skoro tak mówisz sam siebie denerwujesz tak ? a tego masz uniknąć .. wiec wysłuchaj go co ma Ci do powiedzenia ..
- On patrzył jak moja matka umiera i nic nie zrobił... Nie chcę go znać.
- A wytłumaczył czemu jej nie pomógł .. i przestań się denerwować.. -powiedziałem spokojnym głosem nadal leżąc na łóżku
- Powiedział, że umarła zaraz po tym jak mnie urodziła... A on po prostu tam stał...
- Słuchaj jest dużo powodów dlaczego zmarła .. może miał do wyboru albo ona albo ty i wybrał Ciebie pomyślałeś ?
- Nie usprawiedliwiaj go... Sam by to zrobił gdyby chciał.
- Posłuchaj sam siebie .. pomyśl trochę i zastanów się ok ? później mi powiesz co wymyśliłeś .-powiedziałem i założyłem słuchawki.
John usiadł na swoim łóżku i zaczął myśleć.
Kiedy się przywitałem wszedłem do pokoju i położyłem się na łóżku.
Po chwili coś słyszałem wiec założyłem słuchawki i nuciłem sobie pod nosem ..
Po jakims czasie John przyszedł zdenerwowany wzioł gitare i zaczoł grac
wydawałoby się że nawet mnie nie zauważył
-Ej Stary.. co ty taki zdenerwowany ?
- Sorry... Szkoda słów, znowu wszystko spierdoliłem...
-Czemu tak uważasz... fajnie grasz .. mój brat też to robi .. dobra mów
- Straciłem kontrolę... I skrzywdziłem kogoś, kto na to nie zasłużył... -Powiedział smutno, odkładając gitarę.
- A więc nie panujesz nad sobą? Kiedy odkryłeś swoją moc ? - dopytywałem się ciągle
- Emmm... Wczoraj...
- To masz jeszcze czas ... aby się z tym oswoić
- Nie chcę się z tym oswajać... a chcę żeby to znikło. Nie chcę krzywdzić niewinnych ludzi... Nie chcę być potworem.
- Myślisz, że ja tez chciałem być inny i się wyróżniać ? No właśnie ... nie chciałem .. skoro tym jesteś znaczy, ze po coś Ci to potrzebne jest ...
- Odziedziczyłem to po ojcu... Po tym biologicznym ojcu, który łaskawie pojawił się dopiero kiedy dowiedziałem się o adopcji... W sumie nie pojawił się, bo jedynie go słyszałem, ale nie widziałem... I to przez niego się taki stałem... Jestem potworem...
- Tak jak my tu wszyscy... nie uważasz ? czy wolałbyś nie wiedzieć prawdy ? poproś a może "ojciec" ten twój biologiczny pomoże CI przez to przejść nie uważasz ?
- Doprowadził do zmiany, przyprowadził mnie tutaj i zniknął... Już w ogóle go nie słyszę.
- Może dlatego że tego nie chcesz ?
- On jest demonem prosto z piekieł... Dosłownie. Po co miałby chcieć mi pomóc?
- bo jest twoim ojcem ?
- No i co? Sługa diabła nie ma uczuć...
- Posłuchaj sam siebie ..skoro mówił do ciebie znaczy, że coś chciał tak ? a skoro tak mówisz sam siebie denerwujesz tak ? a tego masz uniknąć .. wiec wysłuchaj go co ma Ci do powiedzenia ..
- On patrzył jak moja matka umiera i nic nie zrobił... Nie chcę go znać.
- A wytłumaczył czemu jej nie pomógł .. i przestań się denerwować.. -powiedziałem spokojnym głosem nadal leżąc na łóżku
- Powiedział, że umarła zaraz po tym jak mnie urodziła... A on po prostu tam stał...
- Słuchaj jest dużo powodów dlaczego zmarła .. może miał do wyboru albo ona albo ty i wybrał Ciebie pomyślałeś ?
- Nie usprawiedliwiaj go... Sam by to zrobił gdyby chciał.
- Posłuchaj sam siebie .. pomyśl trochę i zastanów się ok ? później mi powiesz co wymyśliłeś .-powiedziałem i założyłem słuchawki.
John usiadł na swoim łóżku i zaczął myśleć.
Nowa znajomość Matt'a i Brajana
~Matt~
- Jestem Matt. -Powiedziałem wstając.
- Witaj w Niezwykłej Akademii. Nowy, prawda? -Spytałem, choć doskonale wiedziałem, że jest nowy, ponieważ znałem tu wszystkich.
- Jak chcesz, mogę pokazać ci okolicę. -Dodałem po czym zamilkłem, chyba dość już się rozgadałem i pora dać współlokatorowi się wypowiedzieć.
- Tak nowy ...jasne czemu nie .. na razie to czuje się tu obco.
- Ja tu już trzeci rok... I czuję się tu jak w domu. W sumie, to innego domu nie mam...
- W sumie ja z bratem też nie .. zazwyczaj ...w więzieniu przez niego.
- A ja wakacje spędziłem na ulicy... W więzieniu chociaż łóżka mają. -Powiedziałem.- Ok, to gdzie najpierw idziemy?
- Nie wiem to ty mnie oprowadzasz, a nie ja ciebie.
- Chodziło mi o to, co najpierw chcesz zobaczyć.
- hmmm.. nie wiem co tu w ogóle jest może tam gdzie uważasz zdam się na ciebie.
- Cóż, podejrzewam, że raczej nie zachwyci cię ogród, w którym spędzam większość czasu... Tak w ogóle to jaką ty masz moc?
- Mam żywioł ognia .. ale ogród możesz mi pokazać
- Tylko go nie spal przypadkiem, bo nie będę miał gdzie wyć do księżyca. -Powiedziałem po czym się zaśmiałem i ruszyłem w stronę ogrodu.
- Jasne jasne postaram się
Doszliśmy do ogrodu.
- A więc tu spędzam większość czasu. Najpiękniejsze i najprzestronniejsze miejsce w szkole.
- Fajnie tu ..a macie tu może coś w stylu siłowni ?
- W sumie tak, ale ja tam wolę po prostu biegać po parku. Hmmm... Ale może to właściwość zwierzęcej krwi. -Zaśmiałem się.
-możliwe , a pokażesz mi ją ?
- W sensie, że siłownię, tak?
- yhymm ... chyba, że coś jeszcze fajnego jest w pobliżu.
- Możemy iść na siłownię... -Powiedziałem i ruszyłem w jej stronę. Po chwili byliśmy na miejscu. Nie była duża, ale dość duża by pomieścić kilka sprzętów do ćwiczeń.
-całkiem całkiem.. ciekawe czy później tu trafie - zaśmiał się
- Dasz radę. -Powiedziałem i wyjrzałem za okno.- Wiesz, ja już będę szedł, jest coś za czym bardzo Tęskniłem przez całe wakacje... Trafisz do pokoju?
- Tak tak trafie .. idź już skoro tak tęsknisz - uśmiechną się do mnie
Pobiegłem do ogrodu. Spojrzałem na wschodzący księżyc. Uśmiechnąłem się do siebie i zmieniłem się w wilka. Zawyłem. Wreszcie mogłem być w stu procentach sobą.
__________________________________
Misza pisz polskie znaki, bo muszę cię poprawiać XD
to takie istanieją ?:O
- Jestem Matt. -Powiedziałem wstając.
- Witaj w Niezwykłej Akademii. Nowy, prawda? -Spytałem, choć doskonale wiedziałem, że jest nowy, ponieważ znałem tu wszystkich.
- Jak chcesz, mogę pokazać ci okolicę. -Dodałem po czym zamilkłem, chyba dość już się rozgadałem i pora dać współlokatorowi się wypowiedzieć.
- Tak nowy ...jasne czemu nie .. na razie to czuje się tu obco.
- Ja tu już trzeci rok... I czuję się tu jak w domu. W sumie, to innego domu nie mam...
- W sumie ja z bratem też nie .. zazwyczaj ...w więzieniu przez niego.
- A ja wakacje spędziłem na ulicy... W więzieniu chociaż łóżka mają. -Powiedziałem.- Ok, to gdzie najpierw idziemy?
- Nie wiem to ty mnie oprowadzasz, a nie ja ciebie.
- Chodziło mi o to, co najpierw chcesz zobaczyć.
- hmmm.. nie wiem co tu w ogóle jest może tam gdzie uważasz zdam się na ciebie.
- Cóż, podejrzewam, że raczej nie zachwyci cię ogród, w którym spędzam większość czasu... Tak w ogóle to jaką ty masz moc?
- Mam żywioł ognia .. ale ogród możesz mi pokazać
- Tylko go nie spal przypadkiem, bo nie będę miał gdzie wyć do księżyca. -Powiedziałem po czym się zaśmiałem i ruszyłem w stronę ogrodu.
- Jasne jasne postaram się
Doszliśmy do ogrodu.
- A więc tu spędzam większość czasu. Najpiękniejsze i najprzestronniejsze miejsce w szkole.
- Fajnie tu ..a macie tu może coś w stylu siłowni ?
- W sumie tak, ale ja tam wolę po prostu biegać po parku. Hmmm... Ale może to właściwość zwierzęcej krwi. -Zaśmiałem się.
-możliwe , a pokażesz mi ją ?
- W sensie, że siłownię, tak?
- yhymm ... chyba, że coś jeszcze fajnego jest w pobliżu.
- Możemy iść na siłownię... -Powiedziałem i ruszyłem w jej stronę. Po chwili byliśmy na miejscu. Nie była duża, ale dość duża by pomieścić kilka sprzętów do ćwiczeń.
-całkiem całkiem.. ciekawe czy później tu trafie - zaśmiał się
- Dasz radę. -Powiedziałem i wyjrzałem za okno.- Wiesz, ja już będę szedł, jest coś za czym bardzo Tęskniłem przez całe wakacje... Trafisz do pokoju?
- Tak tak trafie .. idź już skoro tak tęsknisz - uśmiechną się do mnie
Pobiegłem do ogrodu. Spojrzałem na wschodzący księżyc. Uśmiechnąłem się do siebie i zmieniłem się w wilka. Zawyłem. Wreszcie mogłem być w stu procentach sobą.
__________________________________
Misza pisz polskie znaki, bo muszę cię poprawiać XD
to takie istanieją ?:O
Nowy dom ?
~Bill~
Z bratem siedzieliśmy w więzieniu przez moje głupstwa Brajan siedział i zastanawiał się nad moimi czynami, a ja tylko o tym co zrobię następnym razem. Przyszedł zaprzyjaźniony policjant.
-Wychodzicie.
- No w końcu. -powiedział Brajan
Wstałem, a policjant mnie zatrzymał.
- Ty idź młody ja sobie pogadam z twoim bratem. - powiedział niższy ode mnie policjant.
- O czym chcesz gadać.
- O twoich czynach.
- Dobra nawijaj.
- Ehh... nie możesz tak traktować sprawy.. nie będę już was wyciągał wiesz jak ciężko było ich tym razem przekonać? Nastepnym razem twój brat skończy w domu dziecka, a ty w poprawczaku.
- Przesadzasz - usiadłem na jego krześle.
-Bill .. proszę ..Cię bądź dorosły.. dam wam trochę pieniędzy .. na jedzenie i nocleg .. a resztę sam już będziesz musiał zarabiać.
- Myślisz, że ktoś mnie przyjmie z taką kartoteką ?
- Masz się postarać .. Ja was już długo znam i wiem jaki jesteś jak chcesz to potrafisz .. ciągniesz w to też swojego brata .. a ja już niedługo idę na emeryturę i będzie po was ..-powiedział i odszedł
...
-Brajan stój .. masz pieniądze.
- Skąd je masz? -spytał zmartwiony.
- Thomas mi dał mamy kupić jedzenie i na nocleg ma nam starczyć. -powiedziałem po czym Brajan schował pieniądze do kieszeni.
Chodziliśmy po ulicach .. Brajan lekko zmęczony .. a ja zastanawiałem sie nad swoim życiem .. czemu ojcec nas zostawił i czemu ja mam sie opiekowac bratem jest bardziej dojrzały ode mnie .. a może to on mnie pilnuje ? .. mowiłem sam do siebie
-Zmęczony jestem trochę .. chodźmy się gdzieś zatrzymać
Posłuchałem się brata i weszliśmy do jakiegoś budynku ...
Były tam 3 pary drzwi i na jednych z nich było napisane "sekretariat".
weszliśmy tam. Brat oczywiście trochę niechętnie.
- Siemanko .. są jakieś wolne pokoje?- spytałem.
- Brajan i Bill ?- zapytała kobieta
- Skąd nas pani zna ? Czy Brajan już nas tu zakwaterował ?
- Nie skąd .. jesteście tu .. bo dostaliście wizytówkę tak?
- Nie nic nie dostaliśmy
- Oh... ale to nic macie klucze do pokoi .. trafić traficie tak ?
- Chyba ..-powiedziałem i poszliśmy długim korytarzem.
Byłem juz przy pokoju zobaczyłem mężczyzne i kobietę, którzy ze sobą rozmawiali
-Hej jestem Bill ..- przywitałem się -będziemy współlokatorami powiedziałem do mężczyzny.
~Brajan~
Wszedłem do pokoju .. na łóżku leżał jakiś chłopak.
- Hej .-powiedziałem pewnie
-jestem Brajan a ty ?
___________________________________
nie wiem czy o to chodziło xD
Z bratem siedzieliśmy w więzieniu przez moje głupstwa Brajan siedział i zastanawiał się nad moimi czynami, a ja tylko o tym co zrobię następnym razem. Przyszedł zaprzyjaźniony policjant.
-Wychodzicie.
- No w końcu. -powiedział Brajan
Wstałem, a policjant mnie zatrzymał.
- Ty idź młody ja sobie pogadam z twoim bratem. - powiedział niższy ode mnie policjant.
- O czym chcesz gadać.
- O twoich czynach.
- Dobra nawijaj.
- Ehh... nie możesz tak traktować sprawy.. nie będę już was wyciągał wiesz jak ciężko było ich tym razem przekonać? Nastepnym razem twój brat skończy w domu dziecka, a ty w poprawczaku.
- Przesadzasz - usiadłem na jego krześle.
-Bill .. proszę ..Cię bądź dorosły.. dam wam trochę pieniędzy .. na jedzenie i nocleg .. a resztę sam już będziesz musiał zarabiać.
- Myślisz, że ktoś mnie przyjmie z taką kartoteką ?
- Masz się postarać .. Ja was już długo znam i wiem jaki jesteś jak chcesz to potrafisz .. ciągniesz w to też swojego brata .. a ja już niedługo idę na emeryturę i będzie po was ..-powiedział i odszedł
...
-Brajan stój .. masz pieniądze.
- Skąd je masz? -spytał zmartwiony.
- Thomas mi dał mamy kupić jedzenie i na nocleg ma nam starczyć. -powiedziałem po czym Brajan schował pieniądze do kieszeni.
Chodziliśmy po ulicach .. Brajan lekko zmęczony .. a ja zastanawiałem sie nad swoim życiem .. czemu ojcec nas zostawił i czemu ja mam sie opiekowac bratem jest bardziej dojrzały ode mnie .. a może to on mnie pilnuje ? .. mowiłem sam do siebie
-Zmęczony jestem trochę .. chodźmy się gdzieś zatrzymać
Posłuchałem się brata i weszliśmy do jakiegoś budynku ...
Były tam 3 pary drzwi i na jednych z nich było napisane "sekretariat".
weszliśmy tam. Brat oczywiście trochę niechętnie.
- Siemanko .. są jakieś wolne pokoje?- spytałem.
- Brajan i Bill ?- zapytała kobieta
- Skąd nas pani zna ? Czy Brajan już nas tu zakwaterował ?
- Nie skąd .. jesteście tu .. bo dostaliście wizytówkę tak?
- Nie nic nie dostaliśmy
- Oh... ale to nic macie klucze do pokoi .. trafić traficie tak ?
- Chyba ..-powiedziałem i poszliśmy długim korytarzem.
Byłem juz przy pokoju zobaczyłem mężczyzne i kobietę, którzy ze sobą rozmawiali
-Hej jestem Bill ..- przywitałem się -będziemy współlokatorami powiedziałem do mężczyzny.
~Brajan~
Wszedłem do pokoju .. na łóżku leżał jakiś chłopak.
- Hej .-powiedziałem pewnie
-jestem Brajan a ty ?
___________________________________
nie wiem czy o to chodziło xD
Muzyka niesie za sobą spokój
~Sydney~
Stałam tak słuchając muzyki, która może nie była jakaś relaksująca ale na pewno niosła za sobą spokój i coś w rodzaju ukojenia. Tak jakbym przez chwilę wyrzucała z siebie całe złe wspomnienia i odczucia. Zapominałam o zmartwieniach, o których cały czas rozmyślałam. Nagle wszystko przestało dla mnie istnieć. Czułam się dobrze i nie chciałam aby to się kończyło. Jednak kiedy sobie tak myślałam muzyka ucichła. Zmartwienia znowu zaczęły do mnie przypływać. Rose.. Cassie.. Ojciec i to wszystko. Miałam już się odwrócić i iść do Rose czy do pokoju ale sama już nie wiedziałam. Nagle drzwi zaczęły się otwierać. Byłam ciekawa czy chłopak jest równie ładny jak jego głos, więc zostałam. Z pokoju wyszedł ładny chłopak to mało powiedziane. Kiedy mnie zobaczył powiedział, że przeprasza za hałas.
- Nic nie szkodzi fajnie grasz. Jestem Sydney - przedstawiłam się.
- John. -Odpowiedział.- Długo już tu jesteś?
- Hmmm.... Nie przyjechałam rano, a ty? - zapytałam.
- Przed chwilą... Tyle, że w sumie nie bardzo wiem gdzie jestem.
- To jest szkoła dla magicznie uzdolnionych ludzi. Możesz się tu kształcić i uczyć panować nad mocą
Nagle przerwał nam chłopak, który przedstawił się jako Bill.
- Hej jestem John. -Odpowiedział chłopakowi po czym spojrzał na mnie.- Najchętniej nauczyłbym się jak się pozbyć tej mocy...
- Ja też - westchnęłam, a chłopak wszedł do pokoju nie zważając na nas
- Wątpię by taka piękna dziewczyna mogła mieć jakąś okropną moc...
Zarumieniłam się
- Tak jak ja wątpię czy taki chłopak mógłby mieć jakąś straszną moc...
- No niestety ale widocznie może. -Powiedział smutno.
Nie chciałam naciskać na niego. Jeśli będzie chciał to mi powie.
- Tak wracając do tej pięknej dziewczyny. Ona wcale nie wygląda tak atrakcyjnie po użyciu mocy.
- Wygląd to jedno... Lepiej cierpieć niż zadawać cierpienie... Ale nie każdy potrafi.
- Może i masz rację.
- Nawet nie wiesz ile bym dał by nie być tym kim jestem.
- Dlaczego? - zamrugałam
- Bo nie chcę być potworem.
- Nie wydaje mi się, że jesteś potworem.
- Nie widziałaś drugiego mnie... W sumie ja do niedawna nie wiedziałem czym jestem... Ale odkąd się dowiedziałem już do końca życia będę potworem...
- Nie zmienisz życia. Nikt nie zmieni. Nie da się zmienić przeznaczenia.
- Zrobię wszystko by być człowiekiem... I miejmy nadzieję, że mi się uda.
- Jeśli będziesz tego chciał to ci się uda.
- Jesteś taka naiwna... Nie wszystko jest takie proste.
- Tylko tak ci się wydaje - prychnęłam - Nie znasz mnie
- A ty nie znasz mnie, więc nie mów, że cokolwiek mogę zmienić, bo nie mogę. Taki się urodziłem nie mogę tego zmienić.
- Tego nie powiedziałam! Jeśli ci coś przypomnieć powiedziałam, że nie można zmienić swojego przeznaczenia. Jesteś tym kim jesteś. Możesz to zaakceptować albo od tego uciekać. Rób jak chcesz i nie wmawiaj mi, że jestem naiwna!
- Lepiej już idź, bo mogę ci coś zrobić... -Powiedział czując wzbierającą w nim złość.
Byłam zła. Policz do dziesięciu Sydney mówiłam sobie w duchu. Po chwili złość przeszła.
- Przepraszam ale nie lubię kiedy ktoś mówi mi co mam robić - powiedziałam spokojnie ale z sarkazmem
- Idź już! -Krzyknął.
- Wolę cię jak grasz na gitarze - rzuciłam i poszłam w stronę pokoju. Myśląc o tym jak taki chłopak może być takim użalającym się nad sobą bufonem.
~John~
Chciałem wejść do pokoju, ale kiedy tylko się odwróciłem poczułem znów ten sam ból i upadłem na podłogę. Dziewczyna odwróciła się i zatrzymała.
- Walcz z tym albo to zaakceptuj. - ruszyła dalej.
Ból był nie do zniesienia, ale po chwili minął. Wstałem, ale nie czułem się całkiem sobą. Poleciałem za nią.
- Nie pouczaj mnie! -Krzyknąłem patrząc na nią ze złością.
- Wiem co mówię - wzruszyła ramionami.
Pchnąłem ją tak, że wywróciła się na ziemie.
- Ale najwidoczniej nie wiesz do kogo!
Wstała i otrzepała się.
- Taa... Demon? I co mi zrobisz walniesz? Zabijesz? A może po prostu zejdziesz mi z drogi?
Pchnąłem nią o ścianę.
- Przestań! -Krzyknąłem, na nic innego nie potrafiłem się zdobyć, im bardziej mnie denerwowała tym trudniej było mi zrobić cokolwiek czego nie dyktowała mi złość. Nie chciałem jej krzywdzić, ale nie mogłem nic zrobić. Całkowicie straciłem kontrolę.- Milcz!
Spojrzała na niego wymownym wzrokiem ale nic nie powiedziała.
Ruszyłem w jej stronę, ale kiedy do niej podszedłem odepchnąłem się od ściany o którą wcześniej nią rzuciłem tak, że wylądowałem plecami na ścianie po drugiej stronie korytarza.
- Uciekaj, proszę... -Powiedziałem zbierając w sobie całą wolną wolę, ale po chwili znów wstałem i spojrzałem na nią gniewnym wzrokiem.
Wstała i pobiegła do pokoju.
Stałem tak chwilę wściekł po czym upadłem na ziemię. Znów ten ogromny ból... I po chwili wszystko znikło... "Co ja zrobiłem?!" - pomyślałem i pobiegłem do swojego pokoju. Wziąłem gitarę.
Piosenka :D
~Sydney~
Usłyszałam, że znowu zaczął grać.
- Nie idź tam Sydney - powiedziałam sama do siebie zastanawiając się gdzie jest Caroline
Wzięłam swoją gitarę i zaczęłam grać. Starałam zająć się czymkolwiek byle go nie słuchać.
Po chwili do pokoju weszła Caroline.
- Hej, co tam? -Spytała.
- Szkoda gadać - westchnęłam
- Co się stało?
- Nic takiego - wzruszyłam ramionami i wróciłam do gry
Stałam tak słuchając muzyki, która może nie była jakaś relaksująca ale na pewno niosła za sobą spokój i coś w rodzaju ukojenia. Tak jakbym przez chwilę wyrzucała z siebie całe złe wspomnienia i odczucia. Zapominałam o zmartwieniach, o których cały czas rozmyślałam. Nagle wszystko przestało dla mnie istnieć. Czułam się dobrze i nie chciałam aby to się kończyło. Jednak kiedy sobie tak myślałam muzyka ucichła. Zmartwienia znowu zaczęły do mnie przypływać. Rose.. Cassie.. Ojciec i to wszystko. Miałam już się odwrócić i iść do Rose czy do pokoju ale sama już nie wiedziałam. Nagle drzwi zaczęły się otwierać. Byłam ciekawa czy chłopak jest równie ładny jak jego głos, więc zostałam. Z pokoju wyszedł ładny chłopak to mało powiedziane. Kiedy mnie zobaczył powiedział, że przeprasza za hałas.
- Nic nie szkodzi fajnie grasz. Jestem Sydney - przedstawiłam się.
- John. -Odpowiedział.- Długo już tu jesteś?
- Hmmm.... Nie przyjechałam rano, a ty? - zapytałam.
- Przed chwilą... Tyle, że w sumie nie bardzo wiem gdzie jestem.
- To jest szkoła dla magicznie uzdolnionych ludzi. Możesz się tu kształcić i uczyć panować nad mocą
Nagle przerwał nam chłopak, który przedstawił się jako Bill.
- Hej jestem John. -Odpowiedział chłopakowi po czym spojrzał na mnie.- Najchętniej nauczyłbym się jak się pozbyć tej mocy...
- Ja też - westchnęłam, a chłopak wszedł do pokoju nie zważając na nas
- Wątpię by taka piękna dziewczyna mogła mieć jakąś okropną moc...
Zarumieniłam się
- Tak jak ja wątpię czy taki chłopak mógłby mieć jakąś straszną moc...
- No niestety ale widocznie może. -Powiedział smutno.
Nie chciałam naciskać na niego. Jeśli będzie chciał to mi powie.
- Tak wracając do tej pięknej dziewczyny. Ona wcale nie wygląda tak atrakcyjnie po użyciu mocy.
- Wygląd to jedno... Lepiej cierpieć niż zadawać cierpienie... Ale nie każdy potrafi.
- Może i masz rację.
- Nawet nie wiesz ile bym dał by nie być tym kim jestem.
- Dlaczego? - zamrugałam
- Bo nie chcę być potworem.
- Nie wydaje mi się, że jesteś potworem.
- Nie widziałaś drugiego mnie... W sumie ja do niedawna nie wiedziałem czym jestem... Ale odkąd się dowiedziałem już do końca życia będę potworem...
- Nie zmienisz życia. Nikt nie zmieni. Nie da się zmienić przeznaczenia.
- Zrobię wszystko by być człowiekiem... I miejmy nadzieję, że mi się uda.
- Jeśli będziesz tego chciał to ci się uda.
- Jesteś taka naiwna... Nie wszystko jest takie proste.
- Tylko tak ci się wydaje - prychnęłam - Nie znasz mnie
- A ty nie znasz mnie, więc nie mów, że cokolwiek mogę zmienić, bo nie mogę. Taki się urodziłem nie mogę tego zmienić.
- Tego nie powiedziałam! Jeśli ci coś przypomnieć powiedziałam, że nie można zmienić swojego przeznaczenia. Jesteś tym kim jesteś. Możesz to zaakceptować albo od tego uciekać. Rób jak chcesz i nie wmawiaj mi, że jestem naiwna!
- Lepiej już idź, bo mogę ci coś zrobić... -Powiedział czując wzbierającą w nim złość.
Byłam zła. Policz do dziesięciu Sydney mówiłam sobie w duchu. Po chwili złość przeszła.
- Przepraszam ale nie lubię kiedy ktoś mówi mi co mam robić - powiedziałam spokojnie ale z sarkazmem
- Idź już! -Krzyknął.
- Wolę cię jak grasz na gitarze - rzuciłam i poszłam w stronę pokoju. Myśląc o tym jak taki chłopak może być takim użalającym się nad sobą bufonem.
~John~
Chciałem wejść do pokoju, ale kiedy tylko się odwróciłem poczułem znów ten sam ból i upadłem na podłogę. Dziewczyna odwróciła się i zatrzymała.
- Walcz z tym albo to zaakceptuj. - ruszyła dalej.
Ból był nie do zniesienia, ale po chwili minął. Wstałem, ale nie czułem się całkiem sobą. Poleciałem za nią.
- Nie pouczaj mnie! -Krzyknąłem patrząc na nią ze złością.
- Wiem co mówię - wzruszyła ramionami.
Pchnąłem ją tak, że wywróciła się na ziemie.
- Ale najwidoczniej nie wiesz do kogo!
Wstała i otrzepała się.
- Taa... Demon? I co mi zrobisz walniesz? Zabijesz? A może po prostu zejdziesz mi z drogi?
Pchnąłem nią o ścianę.
- Przestań! -Krzyknąłem, na nic innego nie potrafiłem się zdobyć, im bardziej mnie denerwowała tym trudniej było mi zrobić cokolwiek czego nie dyktowała mi złość. Nie chciałem jej krzywdzić, ale nie mogłem nic zrobić. Całkowicie straciłem kontrolę.- Milcz!
Spojrzała na niego wymownym wzrokiem ale nic nie powiedziała.
Ruszyłem w jej stronę, ale kiedy do niej podszedłem odepchnąłem się od ściany o którą wcześniej nią rzuciłem tak, że wylądowałem plecami na ścianie po drugiej stronie korytarza.
- Uciekaj, proszę... -Powiedziałem zbierając w sobie całą wolną wolę, ale po chwili znów wstałem i spojrzałem na nią gniewnym wzrokiem.
Wstała i pobiegła do pokoju.
Stałem tak chwilę wściekł po czym upadłem na ziemię. Znów ten ogromny ból... I po chwili wszystko znikło... "Co ja zrobiłem?!" - pomyślałem i pobiegłem do swojego pokoju. Wziąłem gitarę.
Piosenka :D
~Sydney~
Usłyszałam, że znowu zaczął grać.
- Nie idź tam Sydney - powiedziałam sama do siebie zastanawiając się gdzie jest Caroline
Wzięłam swoją gitarę i zaczęłam grać. Starałam zająć się czymkolwiek byle go nie słuchać.
Po chwili do pokoju weszła Caroline.
- Hej, co tam? -Spytała.
- Szkoda gadać - westchnęłam
- Co się stało?
- Nic takiego - wzruszyłam ramionami i wróciłam do gry
Nowe znajomości
~John~
Muzyka pozwalała mi choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Od zawsze kochałem śpiewać. Na chwilę zatęskniłem za moimi "rodzicami". Może i nie ich krew płynęła w moich żyłach, ale jednak to oni mnie wychowali... I dzięki nim mogłem teraz grać na gitarze... Ale okłamali mnie! Oszukali... Moja prawdziwa matka nie żyje, a mój ojciec, to najgorszy drań jakiegokolwiek spotkałem i dodatkowo, miałem być podobny do niego... Ale nie chciałem być taki. Wolałbym być normalnym człowiekiem. Nikt nie mówił, że chcę być demonem... Nikogo o to nie prosiłem! I teraz przynajmniej mogłem oddać swój ból muzyce, by choćby na chwilę go zmniejszyć, by zmniejszyć cierpienie jakie mi zadał. Kiedy skończyłem piosenkę, odłożyłem gitarę i postanowiłem się przewietrzyć. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem dziewczynę. Nie bardzo wiedziałem co powiedzieć, w sumie nie wiedziałem nawet zbyt dobrze gdzie jestem.
- Hej... Przepraszam za hałas... -Powiedziałem niepewnie. Rozejrzałem się po korytarzu, czekałem na głos, który do tej pory mnie prowadził, ale teraz mnie opuścił. Akurat teraz, gdy byłem w tak strasznym położeniu... Nie miałem pojęcia gdzie jestem, nie wiedziałem nawet kim jestem, poza tym, że na pewno nie jestem zwykłym człowiekiem.
__________________________________
Nie wyszło zbyt długie... Może następnym razem się uda. Zmęczenie robi swoje...
czwartek, 28 marca 2013
Czasem warto zaryzykować
~ Sydney ~
Kiedy Rose uciekła wiedziałam, że to ma związek z tą pustą dziewczyną, która rzuciła parę niemiłych uwag. Przy obiedzie nie wiele już rozmawiałam z Caroline. Nadal myślałam o Rose i Cassie i o całym tym bałaganie. Myślę jednak, że ona też nie miała nastroju do plotek. Po obiedzie chciałam iść pocieszyć Rose. Myślałam co jej powiedzieć jednak nie byłam dobra w pocieszaniu. W końcu jak miałam być? Jedyną osobą jaką kiedykolwiek pocieszałam byłam ja sama albo mój chomik. Chociaż i tak on częściej mnie pocieszał. Brakowało mi go. Ta głupia małpa potrafiła sprzedać nawet mojego chomika aby do końca mnie nie uszczęśliwić. Kiedy jednak szłam wymyślając co mogę powiedzieć nowo poznanej koleżance nagle usłyszałam gitarę i śpiew. Męski! Dawno nie słyszałam śpiewającego chłopaka i do tego grającego na gitarze. Teraz dla nich liczyły się głównie mecze i komputery. Muzykę kochałam szczególnie w złe dni. Takie jak ten. Szczególnie nie mogłam się oprzeć dlatego, że nie znałam tej piosenki, a była wspaniała. Zapukałam więc, jednak nie dostałam odpowiedzi. Wzruszyłam ramionami, oparłam się o ścianę i zaczęłam słuchać.
____________________
Takie krótkie, bo quowerkowi się nudzi :d
*Głupia małpa to macocha xd
Kiedy Rose uciekła wiedziałam, że to ma związek z tą pustą dziewczyną, która rzuciła parę niemiłych uwag. Przy obiedzie nie wiele już rozmawiałam z Caroline. Nadal myślałam o Rose i Cassie i o całym tym bałaganie. Myślę jednak, że ona też nie miała nastroju do plotek. Po obiedzie chciałam iść pocieszyć Rose. Myślałam co jej powiedzieć jednak nie byłam dobra w pocieszaniu. W końcu jak miałam być? Jedyną osobą jaką kiedykolwiek pocieszałam byłam ja sama albo mój chomik. Chociaż i tak on częściej mnie pocieszał. Brakowało mi go. Ta głupia małpa potrafiła sprzedać nawet mojego chomika aby do końca mnie nie uszczęśliwić. Kiedy jednak szłam wymyślając co mogę powiedzieć nowo poznanej koleżance nagle usłyszałam gitarę i śpiew. Męski! Dawno nie słyszałam śpiewającego chłopaka i do tego grającego na gitarze. Teraz dla nich liczyły się głównie mecze i komputery. Muzykę kochałam szczególnie w złe dni. Takie jak ten. Szczególnie nie mogłam się oprzeć dlatego, że nie znałam tej piosenki, a była wspaniała. Zapukałam więc, jednak nie dostałam odpowiedzi. Wzruszyłam ramionami, oparłam się o ścianę i zaczęłam słuchać.
____________________
Takie krótkie, bo quowerkowi się nudzi :d
*Głupia małpa to macocha xd
To nie może być prawda...
...
Rozejrzałem się wokół siebie... Byłem na cmentarzu, nad grobem jakiejś kobiety... Tu przyprowadził mnie głos w mojej głowie, ale po co? "Alexandra Night - zmarła pierwszego stycznia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego szóstego roku" -przeczytałem- W dniu moich narodzin? -Spytałem sam siebie, wiedziałem, że głos, który mnie prowadził znał odpowiedź na wszystkie moje pytania, ale nie chciał współpracować... dawał mi jedynie niejasne wskazówki. Nie opuszczał mnie odkąd dowiedziałem się o adopcji, ale zacząłem zauważać, że wywierał na mnie spory wpływ... Zmieniłem się, mimo że zawsze lubiłem kolor czarny teraz nie zakładałem na siebie już nic w innym kolorze. Dodatkowo ten moment... Wystarczyło jedno jego słowo, abym znalazł się w środku nocy na cmentarzu... Ale właśnie... Jest noc, a mimo wszystko bez problemu odczytałem napis na nagrobku... Ruszyłem powoli w stronę domu, gdy znów usłyszałem ten głos.
- To nie jest twój dom... To nie twoja rodzina. Oni cię okłamali... Tylko ja powiem ci prawdę. -Mówił w mej głowie.
- A więc powiedz mi i to teraz! Kim jesteś?
- To by było za łatwe. Ale wiedz, że nie nazywasz się John Grey, a John Night.
- Night? Jak ta kobieta? Czy ona była...
- Zbyt wiele pytań, ale odpowiedzi na nie zabolałyby cię synu.
- Synu?!
- Za dużo już powiedziałem... Chciałem cię jakoś przygotować, jesteś w połowie człowiekiem, a ja nie chcę byś cierpiał jak twoja matka, gdy poznała prawdę.
- W połowie?! Jaką prawdę?! Mów!
- Niebawem się dowiesz, ale nie denerwuj się tak. Cmentarz nie jest dobrym miejscem. Zaprowadzę cię... Ale najpierw chcę usłyszeć jak śpiewasz.
- Powiedz o co ci chodzi!
- Uspokój się, nie jesteś jeszcze gotów.
- Na co?!
- John proszę... Idź teraz do domu, spakuj się, tylko nie zapomnij o gitarze i wzmacniaczu.
Nie wiedziałem czemu, ale posłuchałem go. Poszedłem do domu i spakowałem się. Potem zaprowadził mnie do jakiejś jaskini.
- A teraz zostaw bagaż na zewnątrz i wejdź do środka. -Powiedział, a ja to zrobiłem.
- Teraz mogę ci powiedzieć całą prawdę, bo jesteś gotów by ją poznać... - Powiedział.
- A więc mów.
- Więc po pierwsze Alexandra Night była twoją matką. Zginęła rodząc cię. Nie było przy niej lekarzy, była w domu, a ja nie mogłem jej pomóc.
- Patrzyłeś jak moja matka umiera?!
- Tak i nie wezwałem pomocy...
- Jak mogłeś?! -Krzyczałem czując narastającą złość.
- Musiałem.
- Jak śmiesz teraz do mnie mówić?!
- Jestem twoim ojcem, mam do tego prawo.
- Jesteś moim ojcem?! Pozwoliłeś mojej matce umrzeć, a teraz śmiesz do mnie mówić tym zimnym głosem?!
- Nie jestem jak inni, ty też nie.
- Powiedz wreszcie o co ci chodzi!
Nagle przed moimi oczami ukazał się cień. Kręcił się bardzo szybko, a wściekłość jaką czułem przerosła nawet tą, którą czułem gdy dowiedziałem się, że przez 17 lat byłem okłamywany. Wziąłem gitarę i zacząłem grać. Musiałem znaleźć ujście dla gniewu...
Nie wiedziałem skąd w mej głowie brały się słowa piosenki, ale śpiewałem dokładnie to co czuję. Ale wściekłość nie odeszła. Wściekłość odeszła, a ja poczułem okropny ból. Upadłem na ziemię, a kiedy wstałem poczułem coś na plecach... Nie wiedziałem skąd w jaskini wzięło się lustro, ale podszedłem do niego i...
- Czym ja jestem?!
- Demonem synu.
- Co?! Nie! -Krzyczałem.
- Uspokój się, nie zmienisz tego kim jesteś.
- Odejdź! Ja nie chcę!
- Chodź już... Zabiorę cię gdzieś, gdzie nauczysz się to kontrolować, w końcu musisz żyć w ludzkim świecie... Ale najpierw się uspokój.
Po dłuższym czasie znów poczułem ból i zmieniłem się w człowieka. Bezradnie, bezsilnie udałem się zgodnie ze wskazówkami głosu. Czułem się jak potwór... W tej chwili wiedziałem, że jestem skazany na zadawanie cierpienia, ale nie chciałem tego. Nigdy nie chciałem być kimś złym... Po długiej drodze ujrzałem mały budynek. Wszedłem do środka. Przywitała mnie kobieta, która przedstawiła się jako Eva.
- Ale kto mnie zapisał? -Spytałem zdezorientowany.
- Jakiś mężczyzna ze skrzydłami, ciemnymi włosami... otoczony ciemną mgłą.
- Aha... -Powiedziałem. Więc był podobny do mnie po przemianie... Z wyjątkiem tej mgły.
Dała mi klucze. Poszedłem do pokoju i runąłem na łóżko.
- To nie może być prawda... -Powiedziałem sam do siebie.
Po chwili odpoczynku podłączyłem wzmacniacz i gitarę.
Piosenka minus damski wokal ;p
Po chwili odpoczynku podłączyłem wzmacniacz i gitarę.
Piosenka minus damski wokal ;p
Subskrybuj:
Posty (Atom)