I znów ten głos... "Nie pomożesz im" -mówił.
- Muszę iść... -Powiedziałem do niej.
- Gdzie? - zapytała
- Nie wiem... Musze iść...
- Dlaczego? - powiedziała zasmucona
- On znowu czegoś chce... -Powiedziałem smutno.
- Przecież nie musisz go słuchać.
- Łatwo powiedzieć... Nie potrafię go nie słyszeć, kiedy do mnie mówi, a biorąc pod uwagę, że lubi mnie denerwować, wolałbym, żeby nie było cię w pobliżu...
Złapałam go za rękę
- Nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie. Przemyślałeś to już?
Chciałem się odezwać, ale znów usłyszałem ten głos... "Myślisz, że dasz radę? Jesteś śmieszny. Prędzej czy później albo ją zabijesz, albo zginie, w każdym razie przez ciebie... Nawet gdybyś potrafił się przy niej opanować, czego nie potrafisz to i tak nie skończyłaby lepiej niż twoja matka." Spojrzałem na nią z żalem.
- Nie chcę twojej pomocy. Nie możesz mi pomóc. Tylko sam mogę przez to przejść.
- Dlaczego to robisz? hmmm... - ścisnęła mocniej jego rękę.
- Nie pomożesz mi. Musze to zrobić sam, rozumiesz?
- Skąd wiesz? Pewnie od ojca tak? Jak na razie nie za wiele ci pomógł. Naprawdę myślisz, że jestem słaba. Może jestem wieszczką co nie zmienia faktu, że moja matka była najprawdopodobniej aniołem i wcale nie zginęła jak niedługo zamierza oświadczyć mi Eva. A jeśli ona była aniołem znaczy, że otrzymałam w połowie jej nieśmiertelność a twoja moc nie może mnie zabić.
- Ehhh... dobrze idź. Twój wybór i tak nie skończę jak twoja mama. Ty nie możesz mnie zbytnio skrzywdzić jeśli o to ci chodzi.
Nie odpowiedziałem. Wyszedłem z jej pokoju. Poszedłem do siebie i znów usłyszałem ten głos.
- Brawo synu. Im dalej od ciebie tym dla niej lepiej. I o wiele lepiej dla ciebie.
- Dla mnie? Chyba nie wiesz co mówisz.
- No tak. Ciekaw jestem czy tak samo przejąłbyś się, gdybyś uderzył kogo innego... Zrozum, miłość nie jest dla takich jak nas. Ona zawsze kończy się tragedią. Posłuchaj mnie teraz uważnie. Demony mają uczucia. Potrafią kochać, ale to najgorszy błąd na jaki mogą sobie pozwolić. Ja twoją matkę kochałem... Ale zniszczyła ją twoja siła... I tak cudem jest, że udało jej się ciebie urodzić...
- Ja ją zabiłem?
- W pewnym sensie, choć to oczywiście przeze mnie, wiem. Potem oddałem cię do domu dziecka, bo nie umiałem się tobą zająć... Ale ty jesteś do niej taki podobny... Tak samo dobry... I tak samo wierzysz w to, że nie ważne jest kim się jest, ale tak nie jest.
- No tak... Jestem potworem i jestem na to skazany.
- Demonem, nie potworem. Ale w pewnym sensie to racja. Jeśli pozwolisz jej się do siebie zbliżyć ona zginie, przez ciebie. I nie ważne czy ty ją zabijesz, ale na pewno przyczynisz się do jej śmierci. Także lepiej trzymaj się od niej z daleka. Bezpieczni przy tobie mogą być tylko ludzie, na których ci nie zależy, no o ile cię nie zdenerwują...
Głos odszedł. Położyłem się na łóżku i odwróciłem twarzą do ściany.
- Nie mogę cię skrzywdzić... -Szepnąłem ze łzami w oczach.
~Sydney~
- Idiota - szepnęłam kiedy wyszedł
- Przecież i tak wiedziałaś, że to się stanie.
- Kim ty jesteś? - spytałam
- Skoro już wiesz to nie muszę się ukrywać - powiedział smutny głos
- Nikt ci nie kazał..
- Sydney dobrze robiłam trzymając się z dala od ciebie i twojego ojca. Wystarczy, że pozwolili abyś się urodziła. Nie mogę cię narażać.
- Jasne i pozwalając tej głupiej małpie się mną opiekować? Co z ciebie za matka?
- Tak było lepiej. Zrobiłam błąd, że w ogóle dowiedziałaś się o moim istnieniu.
- Podziękuj Evie
- Eva chce dobrze. Nie spodziewa się, że już o tym wiesz.
- Wolałam żyć z myślą, że nie żyjesz niż, że moja matka to Anioł.
- Nie zrozum mnie źle. Kocham cię zawsze cię kochałam twojego ojca też. Zresztą tęskni za tobą.
- Nie wyjeżdżaj mi tutaj z kochającą matką.
- Muszę iść nie mogą się dowiedzieć, że z tobą rozmawiam, a ten chłopiec.. on nie jest dla ciebie odpowiedni... Jest w połowie demonem ty w połowie aniołem. Nie możecie być razem takie jest prawo rzeczy.
- Nic ci do tego!
- Twój ojciec zadzwoń do niego - powiedziała
Już jej nie słyszałam. Po prostu się rozpłakałam.
- Dlaczego nic nigdy nie układa się po mojej myśli?
Nagle do pokoju weszła Caroline...
- Czemu płaczesz? -Spytała podchodząc bliżej.
- Yyyy.... moja matka jest Aniołem, a chłopak, który mi się podoba... yyy.... on jakby to ująć ... ma ojca demona.
- Taaa no to ciekawie... A tak wracając, to kto ci się podoba?
- Yyyy.... John.
- John, John, John... Aaaaaa. -Uśmiechnęłam się tajemniczo.- Z nim to ja ci pomogę, a co do rodziców, to niestety nie mogę...
- Nie, nie pomożesz to idiota.
- Skoro idiota, to czemu ci się podoba? Z resztą ja mam znajomości ;p
- To skomplikowane.
- Oj tam, wszystko jest prostsze niż się wydaje, albo kogoś lubisz takiego jakim jest albo nie... A rodzice, to nie mają nic do gadania.
- Taa...jasne. Nie mają. Akurat oni uważają inaczej.
- No i? A musisz ich słuchać? Siłą was rozdzielą?
- Ja nie. On jak na razie słucha ojca.
- Jeśli coś do ciebie czuje, to prędzej czy później nie będzie go już obchodziło co on mówi...
- Na razie jakoś tego nie pokazuje.
- Na razie... -Znów uśmiechnęła się tajemniczo.
- Yyy... ty coś sugerujesz?
- Hemmm może. Muszę z kimś pogadać i się zobaczy.
- Z kim?
- A to już moja sprawa...
Uniosłam brwi.
- No przestań ja ci powiedziałam.
- Hehe z jego współlokatorem. -Uśmiechnęła się i delikatnie zarumieniła.
- Z tym przystojniakiem? Jak on miał Bill?
- No.
Uśmiechnęłam się
- Może tobie się ułoży
- Tobie też.
- Marzenia i przyszłość, która nigdy się nie zdarza zaczynają mnie nudzić.
- Wiesz co, jeszcze się zdziwisz. Zobaczysz, ułoży wam się, o ile się oboje postaracie, a żeby przestał słuchać ojca... Może potrzebuje czasu by zrozumieć, że on wcale mu nie pomaga?
- Za dużo znaków zapytania - powiedziałam
- W życiu nic nigdy nie jest pewne.
- Może i nie.
- Zobaczysz, przejrzy na oczy.
- Taaa...
- Trochę wiary w ludzi.
- Oczywiście.
- Dobra, słuchaj mnie. Idź z nim pogadaj!
- Nie ma mowy.
- Rób co chcesz... -Powiedziała i odsunęła się.
- Wyszedł stąd ja się za nim uganiać nie będę.
- S wiesz może czemu się tak zachowuje? Ich czasem ciężko zrozumieć...
- Noo.. przez ojca.
- A więc teraz stwierdzam tak. Odzyskał ojca po wielu latach i chociaż niby go nienawidzi, tak na prawdę raźniej jest przy rodzinie... Z czasem powinien odzyskać rozsądek
- Z czasem? Ile ja mam czekać na księcia na białym koniu?
- Rób co chcesz... Ale prawdziwa miłość jest tylko jedna i nic jej nie zastąpi.
- Przyjaciel zastąpi.
- Przyjaciel nie zastąpi miłości...
- To zależy.
- Nie rozumiem...
- Zależy od przyjaciela i miłości.
- Ja mówię o prawdziwej miłości, a tego nic nie zastąpi.
- Każdy ma swoją opinię na ten temat.
- Ja ci się w życie nie wtrącam, ale ostrzegam. Jak się kochacie, ale nie będziecie na to zwracali uwagi, to będziecie oboje żałować...
- Tak dzięki.. - powiedziałam - Ide się przewietrzyć.
Wyszłam z pokoju.
- Gdzie? - zapytała
- Nie wiem... Musze iść...
- Dlaczego? - powiedziała zasmucona
- On znowu czegoś chce... -Powiedziałem smutno.
- Przecież nie musisz go słuchać.
- Łatwo powiedzieć... Nie potrafię go nie słyszeć, kiedy do mnie mówi, a biorąc pod uwagę, że lubi mnie denerwować, wolałbym, żeby nie było cię w pobliżu...
Złapałam go za rękę
- Nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie. Przemyślałeś to już?
Chciałem się odezwać, ale znów usłyszałem ten głos... "Myślisz, że dasz radę? Jesteś śmieszny. Prędzej czy później albo ją zabijesz, albo zginie, w każdym razie przez ciebie... Nawet gdybyś potrafił się przy niej opanować, czego nie potrafisz to i tak nie skończyłaby lepiej niż twoja matka." Spojrzałem na nią z żalem.
- Nie chcę twojej pomocy. Nie możesz mi pomóc. Tylko sam mogę przez to przejść.
- Dlaczego to robisz? hmmm... - ścisnęła mocniej jego rękę.
- Nie pomożesz mi. Musze to zrobić sam, rozumiesz?
- Skąd wiesz? Pewnie od ojca tak? Jak na razie nie za wiele ci pomógł. Naprawdę myślisz, że jestem słaba. Może jestem wieszczką co nie zmienia faktu, że moja matka była najprawdopodobniej aniołem i wcale nie zginęła jak niedługo zamierza oświadczyć mi Eva. A jeśli ona była aniołem znaczy, że otrzymałam w połowie jej nieśmiertelność a twoja moc nie może mnie zabić.
- Ehhh... dobrze idź. Twój wybór i tak nie skończę jak twoja mama. Ty nie możesz mnie zbytnio skrzywdzić jeśli o to ci chodzi.
Nie odpowiedziałem. Wyszedłem z jej pokoju. Poszedłem do siebie i znów usłyszałem ten głos.
- Brawo synu. Im dalej od ciebie tym dla niej lepiej. I o wiele lepiej dla ciebie.
- Dla mnie? Chyba nie wiesz co mówisz.
- No tak. Ciekaw jestem czy tak samo przejąłbyś się, gdybyś uderzył kogo innego... Zrozum, miłość nie jest dla takich jak nas. Ona zawsze kończy się tragedią. Posłuchaj mnie teraz uważnie. Demony mają uczucia. Potrafią kochać, ale to najgorszy błąd na jaki mogą sobie pozwolić. Ja twoją matkę kochałem... Ale zniszczyła ją twoja siła... I tak cudem jest, że udało jej się ciebie urodzić...
- Ja ją zabiłem?
- W pewnym sensie, choć to oczywiście przeze mnie, wiem. Potem oddałem cię do domu dziecka, bo nie umiałem się tobą zająć... Ale ty jesteś do niej taki podobny... Tak samo dobry... I tak samo wierzysz w to, że nie ważne jest kim się jest, ale tak nie jest.
- No tak... Jestem potworem i jestem na to skazany.
- Demonem, nie potworem. Ale w pewnym sensie to racja. Jeśli pozwolisz jej się do siebie zbliżyć ona zginie, przez ciebie. I nie ważne czy ty ją zabijesz, ale na pewno przyczynisz się do jej śmierci. Także lepiej trzymaj się od niej z daleka. Bezpieczni przy tobie mogą być tylko ludzie, na których ci nie zależy, no o ile cię nie zdenerwują...
Głos odszedł. Położyłem się na łóżku i odwróciłem twarzą do ściany.
- Nie mogę cię skrzywdzić... -Szepnąłem ze łzami w oczach.
~Sydney~
- Idiota - szepnęłam kiedy wyszedł
- Przecież i tak wiedziałaś, że to się stanie.
- Kim ty jesteś? - spytałam
- Skoro już wiesz to nie muszę się ukrywać - powiedział smutny głos
- Nikt ci nie kazał..
- Sydney dobrze robiłam trzymając się z dala od ciebie i twojego ojca. Wystarczy, że pozwolili abyś się urodziła. Nie mogę cię narażać.
- Jasne i pozwalając tej głupiej małpie się mną opiekować? Co z ciebie za matka?
- Tak było lepiej. Zrobiłam błąd, że w ogóle dowiedziałaś się o moim istnieniu.
- Podziękuj Evie
- Eva chce dobrze. Nie spodziewa się, że już o tym wiesz.
- Wolałam żyć z myślą, że nie żyjesz niż, że moja matka to Anioł.
- Nie zrozum mnie źle. Kocham cię zawsze cię kochałam twojego ojca też. Zresztą tęskni za tobą.
- Nie wyjeżdżaj mi tutaj z kochającą matką.
- Muszę iść nie mogą się dowiedzieć, że z tobą rozmawiam, a ten chłopiec.. on nie jest dla ciebie odpowiedni... Jest w połowie demonem ty w połowie aniołem. Nie możecie być razem takie jest prawo rzeczy.
- Nic ci do tego!
- Twój ojciec zadzwoń do niego - powiedziała
Już jej nie słyszałam. Po prostu się rozpłakałam.
- Dlaczego nic nigdy nie układa się po mojej myśli?
Nagle do pokoju weszła Caroline...
- Czemu płaczesz? -Spytała podchodząc bliżej.
- Yyyy.... moja matka jest Aniołem, a chłopak, który mi się podoba... yyy.... on jakby to ująć ... ma ojca demona.
- Taaa no to ciekawie... A tak wracając, to kto ci się podoba?
- Yyyy.... John.
- John, John, John... Aaaaaa. -Uśmiechnęłam się tajemniczo.- Z nim to ja ci pomogę, a co do rodziców, to niestety nie mogę...
- Nie, nie pomożesz to idiota.
- Skoro idiota, to czemu ci się podoba? Z resztą ja mam znajomości ;p
- To skomplikowane.
- Oj tam, wszystko jest prostsze niż się wydaje, albo kogoś lubisz takiego jakim jest albo nie... A rodzice, to nie mają nic do gadania.
- Taa...jasne. Nie mają. Akurat oni uważają inaczej.
- No i? A musisz ich słuchać? Siłą was rozdzielą?
- Ja nie. On jak na razie słucha ojca.
- Jeśli coś do ciebie czuje, to prędzej czy później nie będzie go już obchodziło co on mówi...
- Na razie jakoś tego nie pokazuje.
- Na razie... -Znów uśmiechnęła się tajemniczo.
- Yyy... ty coś sugerujesz?
- Hemmm może. Muszę z kimś pogadać i się zobaczy.
- Z kim?
- A to już moja sprawa...
Uniosłam brwi.
- No przestań ja ci powiedziałam.
- Hehe z jego współlokatorem. -Uśmiechnęła się i delikatnie zarumieniła.
- Z tym przystojniakiem? Jak on miał Bill?
- No.
Uśmiechnęłam się
- Może tobie się ułoży
- Tobie też.
- Marzenia i przyszłość, która nigdy się nie zdarza zaczynają mnie nudzić.
- Wiesz co, jeszcze się zdziwisz. Zobaczysz, ułoży wam się, o ile się oboje postaracie, a żeby przestał słuchać ojca... Może potrzebuje czasu by zrozumieć, że on wcale mu nie pomaga?
- Za dużo znaków zapytania - powiedziałam
- W życiu nic nigdy nie jest pewne.
- Może i nie.
- Zobaczysz, przejrzy na oczy.
- Taaa...
- Trochę wiary w ludzi.
- Oczywiście.
- Dobra, słuchaj mnie. Idź z nim pogadaj!
- Nie ma mowy.
- Rób co chcesz... -Powiedziała i odsunęła się.
- Wyszedł stąd ja się za nim uganiać nie będę.
- S wiesz może czemu się tak zachowuje? Ich czasem ciężko zrozumieć...
- Noo.. przez ojca.
- A więc teraz stwierdzam tak. Odzyskał ojca po wielu latach i chociaż niby go nienawidzi, tak na prawdę raźniej jest przy rodzinie... Z czasem powinien odzyskać rozsądek
- Z czasem? Ile ja mam czekać na księcia na białym koniu?
- Rób co chcesz... Ale prawdziwa miłość jest tylko jedna i nic jej nie zastąpi.
- Przyjaciel zastąpi.
- Przyjaciel nie zastąpi miłości...
- To zależy.
- Nie rozumiem...
- Zależy od przyjaciela i miłości.
- Ja mówię o prawdziwej miłości, a tego nic nie zastąpi.
- Każdy ma swoją opinię na ten temat.
- Ja ci się w życie nie wtrącam, ale ostrzegam. Jak się kochacie, ale nie będziecie na to zwracali uwagi, to będziecie oboje żałować...
- Tak dzięki.. - powiedziałam - Ide się przewietrzyć.
Wyszłam z pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz