poniedziałek, 25 marca 2013

Rozterki, niepokój oraz inne dziwactwa Sydney

~ Sydney ~

Zaczekałam aż wszyscy się położą. Spojrzałam na zegarek była 23:40 " Masz parę minut. Tylko się nie spóźnij" - myślałam. Wzięłam walizkę i zaczęłam wyliczać czy wszystko znajduję  się na miejscu. Na szczęście tak właśnie było.
- No to w drogę Sydney - powiedziałam szeptem sama do siebie łapiąc się odruchowo za srebrny medalion na szyi. Zaczęłam schodzić po schodach wstrzymując oddech za każdym razem kiedy usłyszałam skrzypnięcie. Kiedy wyszłam już z domu idąc na przystanek uderzyłam się w czoło.
- Karteczka.. zapomniałaś zostawić karteczkę. - z ciężkim westchnięciem wyjęłam telefon i zaczęłam pisać
' Tato nie szukaj mnie. Jestem bezpieczna. Jeśli będę chciała to się z wami skontaktuję - S. '
Kliknęłam wyślij. " I poszło " - pomyślałam wsiadając do autobusu na który ledwo zdążyłam. Droga strasznie mi się dłużyła. Raz co raz zadawałam sobie nurtujące mnie pytania ' Co jeśli będę wyrzutkiem? Co jeśli nie znajdę kolegów czy koleżanek? Co jeśli to miejsce nie istnieje ' "Nie, to nie do pomyślenia. To tylko głupie przypuszczenia Sydney wszystko będzie dobrze" - biłam się ze sobą w myślach. Z głowy jednak nie mogłam sobie wybić ciągłej myśli o "Niezwykłej Akademii". O tym jak w mojej ręce znalazła się wizytówka dla osób uzdolnionych magicznie. Dla osób takich jak ja. Osób wyjątkowych, które przez całe życie ukrywali przed ludźmi, że są inni, że są magiczni. Kiedy po długich godzinach jazdy  autobusem byłam w końcu na miejscu moje szczęście sięgało granic. Jednak to nie trwało długo, ponieważ bardzo długo nie mogłam znaleźć adresu Akademii. Kiedy w końcu odnalazłam w małym miasteczku adres, byłam więcej niż zdziwiona moim oczom ukazał się mały budynek, który  wyglądał jak dom.Jedak szybko okazało się, że to tylko pozory. Kiedy weszłam do budynku zobaczyłam mały korytarz i trzy pary drzwi. Jedne były bardzo duże i nie było nad nimi tabliczki, drugie to jak przypuszczam był schowek, a nad trzecimi drzwiami widniał wielka tabliczka z napisem "Sekretariat". Zapukałam, a piskliwy głosik z drugiej strony kazał mi wejść. Jak się okazało piskliwy głosik należał do niskiej i drobnej kobiety  w średnim wieku.
- Witaj hmmm...  Sydney? - zapytała
- Tak. Skąd mnie znasz? - nie starałam się ukryć zdziwienia
- Jestem Eva sekretarka Pani Dyrektor Gretchen . Wiedziałam kim jesteś, ponieważ mam pewien dar. - mrugnęła do mnie okiem
- Proszę Pa.. - nie dała mi skończyć
- Proszę mów mi Eva.
- Dobrze, a więc Evo to tu znajduję się Akademia? - rozejrzałam się wokół - Bo wiesz nie obraź się ale to miejsce wcale nie wygląda na Akademię.
- No cóż to tylko pozory. Szkoła naprawdę jest magiczna ale skończmy już tę rozmowę w końcu sama się przekonasz. Zresztą na pewno jesteś zmęczona po podróży i chciałabyś się położyć. Proszę - wręczyła mi klucz do pokoju nr.67 - Aby dostać się do pokoju musisz przejść przez duże drzwi na korytarzu. Potem cały czas w lewo do końca korytarza. Na przeciwko wyjścia z salonów będą schody. Po schodach już trafisz - powiedziała uśmiechając się - No to do zobaczenia. Wyszłam i dzięki wskazówce Evy szybko odnalazłam drogę do pokoi mijając po drodze parę osób. Mimo, że droga była łatwa to trochę długa, ponieważ Akademia naprawdę była wielka czego nie było widać z zewnątrz. Kiedy byłam już w pokoju zobaczyłam swój plan. " Tak jak się spodziewałam jakieś dziwne lekcję. Dobrze, że zaczynają się dopiero za tydzień może zdążę się przyzwyczaić " - myślałam leżąc na łóżku. Nagle klamka zaczęła opadać w dół. - " Już czas poznać nową współlokatorkę".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz