Całe wakacje spędziłem błąkając się po mieście. Spałem w ciemnych zaułkach razem z bezdomnymi ludźmi. Całe wakacje marzyłem o powrocie do szkoły. Wakacje nie były dla mnie jak dla innych ludzi czymś pięknym, a jedynie męczarnią. Wspominałem jak w tamtym roku spędziłem wakacje w lesie prawie całkowicie dziczejąc. Całe 2 miesiące w wilczej postaci sprawiły, że stałem się sobie zupełnie obcy, długo zajęło mi ponowne odnalezienie się w ludzkim ciele, więc w tym roku, biorąc pod uwagę, że skończyłem już 18 lat i nikt nie zgarnie mnie do domu dziecka postanowiłem spędzić wakacje jako człowiek. Ale niebyt mi się spodobało ludzkie życie. Tak bardzo tęskniłem za rodziną. Za małym domkiem w lesie... Za tym w czym kiedyś zdawało mi się ciasno... Teraz miałem aż za dużo przestrzeni. Całe miasto było moje... Ile bym dał by wakacje były krótsze... Ale kiedy w końcu miały się skończyć spotkało mnie coś nieoczekiwanego. Siedziałem na śmietniku patrząc na księżyc, czując jak wilcza krew nakłania mnie do przemiany, z trudem ją powstrzymując usłyszałem w swojej głowie cichy, delikatny, damski głosik. Brzmiał na zdezorientowany ale jednocześnie chętny by pomóc mi. Widocznie widziała że się męczę i myślała, że może jestem chory... Ale kiedy się odwróciłem, zobaczyłem, że patrzyły na mnie zdezorientowane, drobne, CZERWONE oczy, a usta dziewczyny, mimo, że słyszałem jej głos nie poruszały się. Zebrałem w sobie trochę siły by do niej podejść. Zwykle uwielbiałem pełnie, ale w środku miasta, kiedy nie mogłem się przemienić czułem ogromny ból. Kiedy znalazłem się obok niej spytałem:
- Jakim cudem słyszę twój głos, choć twe usta się nie poruszają?
- A to nie jest normalne? -Odpowiedziała znów jedynie głosem w mej głowie.
- Nie, to nie jest normalne... Kim ty jesteś?
- Nie wiem... -Odpowiedziała smutno tym razem normalnie.- Pamiętam tylko głośny huk, a potem obudziłam się w szpitalu... Podobno był jakiś wypadek... Mówiono mi, że nazywam się Caroline Black, ale nie jestem pewna...
- Hmmm... Zabiorę cię gdzieś, gdzie będziesz mogła doskonalić swój dar telepatii, ale porozmawiamy o tym rano...
- A dlaczego nie teraz?
- Bo teraz nie dam rady. -Powiedziałem, czując, że dłużej nie dam rady nawet mówić.
- Dlaczego? -Spytała.
Nie odpowiedziałem, bo nie miałem już siły. Pokazałem jej dwa koce, których używałem jako łóżka, jeden służył za prześcieradło, a drugi a kołdrę. I tak nie było możliwości bym zasnął, a przynajmniej ona mogła się wyspać. Kiedy się obudziła księżyc już zaszedł, a ja byłem okropnie zmęczony. Zeszła z mojego "łóżka". Położyłem się tam i spałem jakieś trzy godziny.
-Wybacz za wczoraj... Twój dar jest piękny, mój niestety wymaga podporządkowania się mu, a ponieważ nie miałem takiej możliwości musiałem ponieść karę.
- Nie rozumiem...
- To nic. Jutro ruszamy w drogę, na miejscu spotkasz wielu innych wyjątkowych ludzi, a każdy potrafi coś zupełnie innego. Tak jak ty... Potrafisz przemawiać do innych za pomocą telepatii, większość ludzi tego nie potrafi.
- Na prawdę?
- Tak. Ale inny nie mogą się dowiedzieć, ludzie nie traktują dobrze osób, które się odróżniają... Dopiero tam, gdzie pójdziemy będziesz mogła spokojnie używać swoich mocy.
Wyjąłem ostatnią bułkę ze swojego plecaka i dałem ją dziewczynie. Widać też była głodna, bo szybko ją zjadła, mimo że bułka nie była już bardzo świeża... Mi pozostało obejść się bez jedzenia. Wieczorem oddałem jej swoje koce, a sam położyłem się na swojej kurtce. Nie spało mi się dobrze, szczególnie że byłem bardzo głodny, ale jakoś udało mi się przetrwać do rana. Rankiem ruszyliśmy w drogę. Z głodu czułem jakbym miał zaraz upaść, jednak szedłem wyprostowany, patrząc przed siebie i starając się nie myśleć o jedzeniu. Na szczęście wybrałem miasto, które znajdowało się jedynie 3 kilometry od akademii. Kiedy dotarliśmy na miejsce zabrałem ją do sekretariatu. Nie była zapisana, ale na szczęście sekretarka znalazła dla niej wolne miejsce. Pokazałem jej którędy ma iść do pokoju i poszedłem do siebie. Zamknąłem się w pokoju i położyłem na łóżku odliczając czas do obiadu. Niezbyt ciekawie zaczął się mój trzeci rok w Niezwykłej Akademii, ale przynajmniej skończyły się wakacje...
~cd. Caroline~
(po rozstaniu z Matt'em)
Weszłam do wskazanego pokoju nieco wystraszona i zdezorientowana. Nie miałam żadnego bagażu, poza ubraniami, które miałam na sobie... Ujrzałam młodą dziewczynę o blond włosach.
- Hej... -Powiedziałam niepewnie.- Jestem Caroline..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz