Do pokoju weszła dziewczyna z czerwonymi oczami. Przedstawiła się jako Caroline.
- Jestem Sydney - powiedziałam wstając aby przywitać się z dziewczyną.
- Miło mi cię poznać - odpowiedziała nieco niepewnie
- Nie bój się ja nie gryzę - uśmiechnęłam się - Jestem tu nowa zgaduję, że ty też.
- Tak - powiedziała krótko
Mimo, że w świecie ludzi nie byłam dobra w nawiązywani kontaktów byłam prawie pewna, że tu idzie mi dużo lepiej. Dziewczyna była zdezorientowana tak jak ja kiedy tu dotarłam. Jednak ja miałam czas by oswoić się z myślą mieszkania tutaj. Caroline przypominała mi jedyną przyjaciółkę jaką miałam w przeszłości jeszcze za czasów piaskownicy. Cassie była zagubiona tak jak teraz wydawała mi się Caroline. Różniła się od innych dzieci tak jak ja. No ale cóż ciągnie swój do swego. Ojciec zawsze twierdził, że Cassie nie istnieję, że ją wymyśliłam. Ja jednak miałam inne zdanie z czasem jednak zaczęłam mu wierzyć i mała Cassie zniknęła. Do dzisiaj wydaję mi się to dziwne, ponieważ była jak prawdziwa. A może była? Po chwili jednak przestałam już o tym myśleć i przypomniałam sobie o Caroline, która przez chwilę też milczała. Spojrzałam na zegarek dochodziła już godzina obiadu.
- Chodźmy już lepiej na obiad. Jak się spóźnimy to nie dostaniemy nic - uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju prowadząc Caroline.
Przez chwilę znów się zamyśliłam i zderzyłam się z dziewczyną, która miała na policzku
tatuaż.
- Przepraszam - powiedziałam - Jestem Sydney
- Nic nie szkodzi. Jestem Rose. Wybieracie się na obiad? - zapytała
Potwierdziłam i razem poszłyśmy na obiad.
.......................................
Masz Kiża beznadziejne bo na szybko :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz