piątek, 19 kwietnia 2013
Witam, jestem Agnes!
~Agnes~
Siedziałam w pokoju wpatrując się w obrazek. "Cóż, tu w pokoju go raczej nie poznam" - pomyślałam. Na wszelki wypadek zdjęłam obrazek ze ściany i schowałam go pod poduszkę, po czym postanowiłam wyjść na korytarz. Oczywiście nie było to zbyt przyjemne, w końcu byłam tu inna od wszystkich... W końcu jednak zebrałam się w sobie, chwyciłam klamkę i otworzyłam drzwi. Stałam w nich chwilę. W końcu wyszłam, zamykając za sobą drzwi i ruszyłam powoli, niepewnie wzdłuż korytarza.
- Hej - powiedział chłopak - Nowa?
- Cześć. Tak, nowa... -Odpowiedziałam niepewnie.
- Jestem Adrian.
- Agnes... -Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Miło poznać
- Mi również. -Powiedziałam. W sumie byłam od nich wszystkich inna... Raczej nikt tu nie miał fioletowych włosów i skrzydeł... Tym bardziej cieszyłam się, że ktokolwiek chce ze mną rozmawiać...
- Wygodnie ci się śpi .. no wiesz ze skrzydłami?
- Ymm wiesz, przyzwyczaiłam się. Mam tak od urodzenia. -Zaśmiałam się.
- Nie widziałem jeszcze człowieka ze skrzydłami. No nie licząc mojego brata ale on się nie liczy.
- Tam skąd pochodzę prawie wszyscy mają skrzydła... I dlaczego on się nie liczy?
- Bo go nie lubie. A skąd pochodzisz?
- Z piekła...
- Serio?
- No niestety. Ale mam nadzieję, że już tam nie wrócę...
- Pewnie spotkałaś Pana Kochany Ojciec
- Kogo? -Spytałam zdziwiona.
- No ee.. mojego ojczyma.
- Hmmmm... W sumie nie mam bladego pojęcia o kim mówisz... Zaraz ty mówiłeś, że masz brata, który ma skrzydła... On chodzi do tej szkoły?
- Yyy no.
- Mój ojciec mówił, że mam w tej szkole dwóch braci, którzy są w połowie demonami...
- John i David?
- Cóż... Nie mam pojęcia.
- A nazwisko Night ci coś mówi?
- Całkiem sporo... Ja się tak nazywam.
- To znaczy, że twój ojciec jest moi ojczymem .. tak mi się bynajmniej wydaje
- Trochę skomplikowane...
- Trochę skomplikowane? To jakaś patologia jest.
- Oj tam... To i tak nie jest takie złe... Są na świecie o wiele gorsze rzeczy.. A to, że mój ojciec miał dzieci z niewiadomą liczbą kobiet to już jego sprawa...
- Optymistka z ciebie
- Nie wyobrażasz sobie jak okrutne jest piekło... I mimo wielu ludzkich wad, wasz świat to sielanka.
- To zależy, z której strony patrzeć.
- Chciałabym tu zostać na zawsze... -Powiedziałam smutno.- Tu mogę decydować o wszystkim sama... Poza jednym jedynym szczegółem...
- Po za czym?
- Poza tym właśnie czy tu zostanę. -Powiedziałam smutno.
- A dlaczego miałabyś nie?
- To dość długa historia, o mnie, mojej matce, wyroczni i szatanie...
- Mam czas.
- Nie powinnam jej nikomu opowiadać, przynajmniej dopóki to co przepowiedziała wyrocznia się nie spełni...
- No dobra nie to nie.
- Wiesz, jeśli przepowiednia się spełni, to będziesz pierwszą osobą, której opowiem tę historię... No, o ile zechcesz.
- Jaka przepowiednia?
- Przepowiednia, którą przepowiedziała mi wyrocznia. Jeśli spełni się do końca tego roku szkolnego zostanę tu na zawsze... Jeśli nie, wrócę do piekła.
- Ahaa
- Szkoda tylko, że przepowiednia była tak niedokładna...
- Czyli?
- Czyli, że zupełnie nie wiem kogo się spodziewać...
________________
Czekoladka ma dokończyć! Czekam!
Do cyterynki nie piszę, bo nadal mamy chyba gdzieś niezakończonego posta... ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz