~Zoey~
Wyszliśmy z gabinetu kobiety. Ja trzymałam w ręku klucz z nr. 67
- Pokaż - powiedziała Sydney. - Mieszkasz ze mną.
- Kto to jest Caro?
- Przyjaciółka.
- I ja jestem z nią spokrewniona?
- nie wiem.. Eva chyba nie kłamała.
- Ma dobrą osłonę
- Co?
- Nie ważne. A oni co tak stoją? - zapytałam wskazując na 3 chłopaków.
- Nie ważne chodźmy do pokoju musimy pogadać z Caroline.
- Królowa Karo opuściła pokój siedzi z łowcą niedźwiedzi, podrywaczem-wyrywaczem, mopem czy jak go tam zwią . - powiedział w końcu Adrian
- Nie słuchaj lepiej tego idioty. - powiedziała Sydney - Chodźmy
- Wypraszam sobie!
Zatrzymałam się.
- A ty David jaki masz numer pokoju?
- Eeeee... -Spojrzał na klucz- 17.
Zamyśliła się na chwilę.
- To z Mattem i Brajanem. Odprowadzimy cię po drodze.
- Ok... -Powiedział cicho.
Po drodze odprowadziliśmy tego całego Davida.
- Jesteśmy w tej całej Niezwykłej Akademii?
- Tak. Skąd wiesz?
- Nie wiem. Mam wrażenie, że miałam tu przyjechać czy coś.
Weszliśmy do pokoju.
- O mój boże dzieci zamknijcie oczy.. - powiedział Adrian
- Właśnie zepsuliście mi psychikę - odparła Sydney - Pomagacie dyrektorce utworzyć żłobek?
-no przepraszam bardzo - podniosł sie z niej...- ja was tu nei zapraszałem nie kazalem wam tu wchodzic
- Ja do Caro, Mopie.- powiedziała sydney
usiadł na łózku ..
-no dobrze ..
- Caroline chyba znalazłam twoją siostrę - wskazała na mnie.
- Że co?!
- Nie martw się ja też właśnie dowiedziałem się, że mam brata - powiedział Adrian - Wiem co to za ból.
- No właśnie ominęła was najlepsza część zabawy. Z tego co udało nam się ustalić Adrian jest bratem
Johna, a Zoey twoją siostrą Caroline. Sęk w tym, że ona też nic nie pamięta...
- Aha... No to dużo ustaliliście... A ja w tym czasie ratowałam Bill'a -Powiedziała śmiejąc się cicho Caroline.
-Taa widać.. - uśmiechnęła się Sydney - Ja się tylko tak zastanawiam jak ty możesz tu wytrzymać - Podeszła i otworzyła okno - Już coś wam na ten temat mówiłam ale chyba nie dotarło. Jednak zainwestuje jeszcze w odświeżacze powietrza.
Zaśmiała się.
- Jak jest miłe towarzystwo, to reszta nie ważna. -Powiedziała Caroline uśmiechając się.
- Okay nie wnikam.
- No co prawda moglibyście posprzątać, ale to nic...
- Następna, przecież jest ładnie - powiedział Adrian
-i ładnie udekorowane skarpetki Adriana -powiedzial Bill
- Taak śliczne wręcz...
- Macie coś do moich skarpet? - zapytał
- Eeeemmm... Tak.
- Dobra obiecuje, że posprzątam... eee... w grudniu po połuniu
-walnoł bym ci gdybym mogł wstac -powiedział Bill
- Co ja ci znowu zrobiłem?
- Mogę ci pomóc jak chcesz - powiedziałam w końcu
- Ej, ej, ej. Spokój...
-ale w czym pomóc ?-spytał Bill
- No mogę cię uzdrowić.
-a mogłabyś ?
- chyba.. - przemyślałam czy starczy mi mocy. Rana nie była ogromna- Tak
-to zaskocz mnie ...
Podeszłam do chłopaka i zaczęłam go uzdrawiać. Po krótkiej chwili rana zniknęła. Zakręciło mi się w głowie. Trochę się przeliczyłam. Jednak po chwili zawroty minęły.
~Bill~
popatrzałem na noge była cała bez dziury
-dziki -powiedziałem
- Nie ma za co. - odpowiedziała Zoey - Ja już pójdę.
~Sydney~
John cały czas leżał na łóżku jakiś nieobecny. Usiadłam koło niego
- Co jest?
- Że ten debil to mój brat?!
- Wypraszam sobie! - powiedział Adrian
Położyłam się koło Johna.
- Przejmujesz się niepotrzebnie.
- Jak to niepotrzebnie... Omal nie zabiłem swojego brata... Który dodatkowo chce mi cię odebrać...
Przytuliłam się do niego.
- Mówię ci, że niepotrzebnie.
Adrian się na nas spojrzał i zaczął się pakować.
- Co ty robisz? - zapytałam
- Jeśli wy - spojrzał na mnie i Johna - Zaczniecie robić to co oni - wskazał na Billa i Caro - To ja się wyprowadzam.
~Bill~
-o nie koles przesadziłes-wstałem z łózka
- Bill daj spokój Adrian to idiota. Przynajmniej niech nadrabia ładną buzią. - powiedziała Sydney
-no dobra ale nie bedzie mi mówił co ja robiłem skoro nawet nie wie ...
- No cóż nikt nie wnika ale wszyscy wiedzą. - powiedziałam - Dobra już się zamykam.
-wex mnie ktoś trzymaj ..-powiedziałem juz wkurzony...
Zignorowałem Billa.
- Tak na serio to jade szukać ojca.
-przepraszam wyjde na chwile -wyszedłem z pokoju a po chwili znowu weszłem ...
- Ale gdzie ty chcesz go szukać? - zapytała Sydney
- Bo ja wiem.
- Brawo geniuszu naprawdę jesteś inteligentny.. Dowiedz w jakim szpitalu się urodziłeś to może uda włamać mi się do bazy danych i sprawdzić kto jest twoim ojcem.
- no tak zapomniałem wielka pani hakerka.
- Jaka harcerka ? - zapytała ziewając
- Idź ty spać lepiej, bo nietomna jesteś - powiedział
- Nie - powiedziałam - Jeszcze mi coś zrobicie.
- Bez przesady głowy ci nie ogolimy. - powiedział Adrian
- Wiesz co - zwróciłam się do Johna - Szczerze to jednak ci współczuję
- Ja sobie też... Ale dzięki, że to mówisz.
-Przyjaźnić się z nim to jedno ale dzielić te same geny to drugie. Szczególnie z nim.
- Całe szczęście nie jesteśmy zbyt podobni...
- Dlaczego wszyscy po mnie jeżdżą ? - zapytał Adrian
- Nie wiem.Boże Adrian ty masz dzisiaj okres czy co? Marudzisz jak jakaś teściowa.- powiedziała Sydney
- Nie dopiero za 2 dni.
- PMS się odzywa. - zamknęłam oczy byłam bardzo zmęczona
- Uważaj może się ślinić przez sen. - zwrócił się Adrian do Johna
- Adrian zaraz się do ciebie przejdę - powiedziałam
- No co taka prawda.
- Bill następnym razem walnij mu też ode mnie.
-z miła checia -powiedział usmiechajac sie do Adriana ... ale nadal lezac na łózku
- Tak. Też was kocham.
- Poważnie to ja idę spać. I jak się obudzę z bitą śmietaną albo pastą na twarzy to pozabijam. - powiedziała i przytuliła się mocniej do Johna.
~John~
Objąłem ją.
- Jaka ona jest słodka... - Szepnąłem.
- Dopóki nie zacznie się ślinić - powiedział Adrian
- Adrian ja to słyszę - warknęła Sydney
- Dobra nie ważne i tak wychodzę.
______
a Bill moze juz miec dzieci lololo xD
JAKIE ZNOWU DZIKI
no te tam
CZAD! :D
-nom...
XDXDXD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz