wtorek, 2 kwietnia 2013

Odsiecz

~Caroline~
Obudziłam się. Otworzyłam oczy i przeżyłam totalny szok. Obok mnie spał Bill, a ja się do niego przytulałam... O.O
Szybko wzięłam rękę i odrobinkę się odsunęłam.
-spałas jak zabita..
- No właśnie widzę...
-chcesz to moge pojsc....
- Emmmm -Nie wiedziałam co powiedzieć, byłam w szoku.- Nie no, możesz zostać... -Powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
-to fajnie ..-zaczoł sie śmiać -przepraszam nei moge ...
- Tak w ogóle to co się tu działo? Pamiętam że szukałam Nicoli i nic więcej...
-hihihi to dobrze -znowu zaczoł sie śmiac
- Eeee... Mam się bać?
-nie nie musisz ... -popatrzał w sufit z usmiechem
- A co cię tak śmieszy?
-nic... poprostu .. nie moge z tego co sie w nocy działo...
- To znaczy co?!
-wszystko ... zamiana pokojów na noc.. kazdy z kazdym ...
- No fajnie, że nic nie pamiętam...
-nic ale kompletnie ? nawet jak tańczyłas na srodku pokoju ? -spytał ..
- Co?!
-żartuje .. -popatrzał sie na mnie
- Jeny nie strasz mnie... -Powiedziałam trochę wystraszona.- Proszę cię powiedz co się na prawdę stało...
-nic sie nie działo prócz tego ze nicola uzdrowiła Adriana a Sydney poszła do chłopakow.
- Aha... Ale, że niby po co??
-bo ja przyszedłem tu ona nie chciała ich samych zostawic..
- Na pewno lepiej zostawić ciebie z nieprzytomną mną... -Powiedziałam i tym razem ja się zaśmiałam.
-ee mniej kłopotów przynajmniej ...
- Tak właściwie to która jest godzina??
poopatrzał na telefon
-7:26 a co juz masz mnei dość ?
- Nie. Tylko biorąc pod uwagę o której się to wszystko działo to myślałam, że już później i że trzeba wstawać... Ale skoro dopiero wpół do ósmej, to mogę się jeszcze polenić.
-leniuch ...ja wstaje ...
- Yghhh no to ja też... -Powiedziałam i wstałam.
-dobra niech bedzie .. -patrzał sie na mnie ...
Podeszłam do szafki i zaczęłam sobie wybierać ubrania.
- Ymmm... Dasz mi się przebrać?
-przeciez tylko siedze ...
- Aha... Spoko... -Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki.
-ehhh... -westchnoł i sie ubrał ..
Przebrałam sie i zaczęłam się malować, kiedy usłyszałam że Bill z kimś rozmawia.
- Kto przyszedł?? - Zawołałam z łazienki.
-John i Adrian
 - Ale z jakiej racji?
-szukają Sydney
- To ona nie była u nich? -Spytałam wychodząc z łazienki.
-no była ...
- Rozpłynęła się jak kamfora - wtrącił się Adrian - Nie wiemy gdzie jest.
- No to trzeba jej szukać... Ale tym razem normalnie, bo później mi ludzie kit wciskają... -Spojrzałam z udawaną złością na Billa.
-no przeciez tez Cie lubie -popatrzał sie na mnie z usmiechem
- Ejj Caro wczoraj tak nie marudziłaś jak tańczyłaś na stole - powiedział Adrian.
- Wiecie co, mam was dość... -Powiedziałam teraz już na prawdę zezłoszczona.- Gadaj tak dalej, a John nie będzie jedynym kogo powinieneś się bać. -Powiedziałam do Adriana.
- Dobra dobra. Spokojnie. Oddychaj. Wdech. Wydech.
- Chcesz w twarz?
- Nope. Ale jak się zaczniesz dusić to nie licz na mistrza zen.
Bill mnie przytrzymal
-spokój mamy znaleźć Sydney a nie się bić ...
- Ok, ok, ale następnym razem niech ten debil nie liczy że będę narażała dla niego swoje zdrowie... -Spojrzałam wściekle na Adriana. Na prawdę mnie to zabolało, śmiali się ze mnie, wykorzystując to, że nic nie pamiętam, a czemu? Bo poszłam szukać pomocy dla niego... To było na prawdę nie fair...
- Dokładnie.. Przepraszam Caroline nie chciałem cię obrazić. Wybaczysz mi?
- Emmm... Nie wiem...
-dobra chodźmy jej szukać -powiedział i mnie puścił
- No to idziemy. Tylko gdzie?? -Spytałam.
-moze sie rozdzielny bedzie szybciej co ?
- No tak, ale i tak nie wiemy gdzie iść...
- Na dwór - powiedział Adrian.
- No dobra... A wracając do tego żeby się rozdzielić, to w sensie dzielimy się na grupy, czy każdy sam?
- Yyy nie wiem. Ja to bym wolał wg sie nie dzielić - Adrian spojrzał niepewnie na Johna
- A ja bym wolała nie iść sama, bo jak coś jej się stało... Czego oczywiście nie chcę... To co ja wtedy zrobię? -Spytałam.
- A poza tym jak ty ją znajdziesz, to wolałbym mieć cię na oku... -Dodał John, patrząc na Adriana.
- Poczekajcie. Jestem idiotą. - powiedział Adrian i zamknął oczy. Zaczął przeszukiwać szkołę w poszukiwaniu aury Sydney.
- Nie chce was martwić ale w szkole jej nie ma. Jeśli wyjdziemy poza magiczne zabezpieczenia tej szkoły może wyczuję jej aurę.
-to chodźmy wyjdzimy na dwór..
- Yyy... chyba nie możemy tak po prostu wyjść - powiedział Adrian.
-a moze jednak . złapcie sie mnie -powiedział Bill ... -zatrzymam czas dopuki nie wyjdziemy ze szkoły ..
Okej - powiedział
wszyscy sie go złapali a on zatrzymał czas
-tylni nei biegnijcie bo czas bedzie znowu leciec normalnie..
Powoli wyszli z terenu szkoły.
- Chyba ją wyczuwam.
-ro chodźmy a nie .. -powiedziałm Bill
- W tamtą stronę - wskazał
-biegnijmy nie wiadomo ci sie z nia dzieje ...
- Poczekajcie nie jest sama. Widzę jedną zagubioną aurę i z około 15 innych mocnych i nie za ciekawych kolorystycznie.
-hmm pomyslmy .. jest nas 4 ich 15 nie wiemy jakie mają moce my mamy Diabła widzisz aurę ja zatrzymuje czas a Caroline ..czytanie w myslach i telepatia ... macie jakis plan bo ja chyba nawet mam ...

~John~
Nagle poczułem coś dziwnego... Trochę tak jak wtedy kiedy ojciec do mnie mówił, ale nic nie słyszałem, tylko czułem...
- Tu jest ktoś jeszcze... -Powiedziałem niepewnie.- Adrian.. Nie czujesz może w tych okolicach jeszcze jakiejś aury?
- Poczekaj. Mówisz o takiej silnej i ciemnej?
- Nie jestem pewien czy jest silna, ale na pewno nie należy do najprzyjemniejszych... I jest gdzieś blisko...
- No widzę.
- Na początku zdawało mi się, że to może być mój ojciec... Ale to nie on. Kto to jest i czego on chce...?
- Nie wiem ale stoi za tamtym drzewem.- wskazałem brodą na drzewo
-poxniej se to sprawdzicie moze pojdziemy po Sydney hę ? bo wiecie czas leci -powiedział Bill
- Nie rozumiesz Bill. On czegoś chce... Albo pomóc albo przeszkodzić... Ale masz rację... Musimy iść. Miejmy nadzieję, że nie chce przeszkadzać...
-jesli nawet chce to jest nas wiecej .. jesli chce pomóc to dobrze bo jest nas mniej niz tam gdzie teraz idziemy ..-powiedział Bill patrzac cały czas na zegarek
- Idziemy. -Potwierdziłem i poszliśmy.
-to chyba tu ..e dobra .. to teraz musimy cos wymyslec zanim zaczenimy działac...wiemy ze jest tak Sydney  15 czegos tam i jakas zagubiona...
- Ciekawy jestem co wy chcecie wymyślić... Ja idę przodem... Adrian za mną, Bill uważaj na Caroline, bo wątpię, że ona sobie sama poradzi... -Powiedziałem, po czym spojrzałem za siebie.- I miejmy nadzieje, że ten ktoś, kto tam jest nam pomoże...
-dobra niech bedzie Caro chodź ze mną -powiedział i złapał ją za reke.
Weszliiśmy do środka...
-Jonh.. po prawej .wex tych dwóch a ty Adrian weź tego po lewej dasz rade ?-powiedział szeptem . do nas
Złapałem jednego i przygniotłem go do podłogi, po czy złapałem drugiego i zacząłem go dusić. I nagle do pomieszczenia wbiegł młody chłopak...

~Bill~
-John nie duś go ... -wziełem line .. i zwiazałem jednego
-kim jesteś ? -zapytałem chłopaka który wbiegł...
- Macie chyba poważniejsze problemy niż to kim ja jestem...
-na mamy jak chcesz to pomóz..-powiedziałem i związałem 2
-Caro bedziesz ich pilnowac jak będą pyskowac daj w pysk nie żałuj ...
- Taaak... Trochę ich tu dużo, ja się raczej specjalizuję w walkach jeden na jednego.... Ale nie wiem czemu miałem tu przyjść...
- Ha no i w reszcie jakieś zajęcie dla mnie. -Zaśmiała się Caroline.
-ymm to teraz bedzie  jest nas 5 jak pomozesz ich zostało 13 mamy po 2 i ktos dostanie jeszcze porcje ale widze ze John jest taki juz zawziety .. Caro ale bez powodu ich nie bij ... chodźmy dalej -powiedziałem do chłopaków

~Adrian~
Jakoś sobie radziłem udało mi się załatwić jednego. Jednak okrążyło mnie 3.
- Wiecie co nie obraziłbym się za pomoc!
- Adrian za tobą! -Krzyknął John, kiedy zobaczył, że do Adriana zbliża się mężczyzna z nożem, dodatkowo kilku rzuciło się na Davida... Nie wiedział komu pomóc. Nagle za Adrianem pojawił się demon i zabił mężczyznę z nożem.

~David~
Okrążyli mnie. Nie wiedziałem co robić... Nagle poczułem okropny ból. Czułem jakbym płonął... I nagle, nie wiedziałem jak, ale z łatwością zacząłem ich pokonywać...


~Bill~
zobaczyłem jeszcze 2 demonów..
-no pieknie
-John chodź ze mna po Sydney oni dadzą se rade ..-popatrzałem na Davida i drugiego Demona -gorzej z Adrianem ..
- Ktoś chyba nad nim czuwa... -Powiedział John spoglądając na demona.
-chodź nie ma czasu -zaczelismy biegnąć John pobiegł pierwszy a mnie zaatakowowali i wbili nóż w udo ..upadłem na ziemie

~Caroline~
Kiedy zobaczyłam, że zranili Bill'a wściekłam się. Zostawiłam związanych mężczyzn, pobiegłam tam i kopnęłam napastnika prosto w nos.

~Adrian~
Wiedziałem, że Caroline zajmie się Billem więc pobiegłem za Johnem.
- Nie wiesz gdzie iść! Poczekaj. Tam! - wskazałem na żelazne drzwi.
- No to chodź... W końcu tam są dwie osoby, tak? -Powiedział.- A tak w ogóle... Wiesz może kto cię uratował?
- Eeee.... nie
- Wydaje mi się, że skądś go znam...
- A mi niee... Możesz wyważyć te drzwi?
- Jasne.
CD. Następny post.

~Bill~
zciągnełem kurtke i koszule porwałem koszule i zrpobiłem opaske uciskową
-Wow .. ale jestes niezła .. -usmiechnąłem sie do Caro
- Emm... Tak jakoś wyszło...
-fajnie wyszło -zobaczyłem biegnącego na nia faceta wziełem nóz obok i rzuciłem prosto w serce faceta ...
- Łaaaał, ale cel. -Powiedziała uśmiechając się.
-wyciągnij z niego nóz ..-powiedziałem do Caro
Dziewczyna wolno podeszła do trupa i z obrzydzeniem wyjęła nóż, po czym podała go Bill'owi.
-hehe-zasmiałem sie widzac te scenke..-czego tu sie brzydzic..
- Eeee... trupa?
-no wex on kiedy żył ...
- Żywego też bym się brzydziła, zobacz jaki obleśny... Fuuu... A jako trup jeszcze gorszy...
-tsaaa... a ja jaki jestem ? tez obelsmy nie ?
- Nie.
-no to jaki jestem ? -spytałem juz nawet nie mysląc o bulu
- Taki... eeee..... No... Taki kochany... -Powiedziała i zarumieniła się.
-hmm nawet miłe .-pwoeidziałem i puściłem jej oczko
- A ja jaka jestem według ciebie??
-hmm.. napewno szczera .. miła , urocza , szalona pozytywnie, .. nie wiem .. nie umiem kogos opisywać ..
- Aha...
-no
-Ał.. kurwa ..-krzyknołem po tym jak kto rzucił we mnie jakąs twadra rzeczą w noge
Caroline rozejrzała się kto to zrobił...
- Muszę cię stąd zabrać... -Powiedziała.
-uwazaj-złapałem ja i zatrzymałem czas -mało brakowało .. odwruć sie -za nia stał mezczyzna z nozem juz koło głowy ..
- Chodźmy stąd...
-dobra ale wiesz o tym ze nie moge chodzic i jestem osłabiony dzis za duzo mocy uwywałem it erasz jak jestem ranny ..
- No przecież cię nie zostawię... -Podała mi rękę.- Jakoś cię stąd wyciągnę...
-dobra niech bedzie -sięgnełem po jakąs rure i oparłem sie na niej aby Caro miała lżej
-wyjdzimyu dopuki jeszcze czas jest zatrzymany ale juz niedługo..-powiedziałem bo czułem ze słabne ..
Zaczęliśmy się zbliżać do wyjścia.
- Już prawie...
upadłęm a czas znowu zaczoł lecieć
-idż ja sie doczłapie jakoś -powiedziałem i próbowałem znowu stanąc na nogi...
- Nie idę bez ciebie.
-a to niby czemu-wstałem i podniołsem lewą noge podpierajac sie na rórze...która była ostra wiec sie pokaleczyłem ...
- No bo... Oj pogadamy o tym potem... -Powiedziała podchodząc do mnie.- Teraz musimy wyjść...
byłem ciekawy co chciała mi pwoiedziec wiec nie zwracałem uwagi na ból i wyszlismy z budynku
-Ufff... Udalo sie.
-no to teraz mów czemu nie chciałaś mnie zostawic
 -No... Bo... Eeee... -Wziela gleboki oddech- Bo cie bardzo lubie... Ale wiesz... Tak baaardzo... A ty byles ranny... Balam sie o ciebie...
 -yhymmm ..dziekuje
- Dobra... Ja wracam, a ty rób co chcesz... -Powiedziala troche wkurzona.
-ej co ty no .-powiedziałem i chciałem za nią iść ale upadłem
-dobra to cześć .. do kiedyś .-powiedziałem po czym walnołem głową o ziemie ...
- Powiedz mi tak szczerze... Jestes taki glupi, ze nie zrozumiales co do ciebie powiedzialam, czy tylko udajesz?
-udaje .. -podniołśem wzrok - jakbys mnie nie obchodziła to bym spał z tobą  w jednym pokoju i nawet w jednym łózku ?
- To przestań udawać, bo ciężko mi tego słuchać... Zrozum... Podobasz mi się... I zależy mi na tobie...
-mnie na tobie też -zaczołem sie czołgać aby podejść blizej niej . za kazdym razem uderzajac nogą o kamień
Podeszła do mnie i kucnęła obok.
popatrzałem na nią
-przepraszam jestem beznadziejny -walnełem znowu głową o ziemie
- Nie prawda... Nie jestes beznadziejny... Moze najwyzej troche denerwujacy...
-tak myślisz ? -podniosłem sie troche ..
- Tak myślę. Ile razy mam to powtórzyć, zanim wreszcie pojmiesz, że mi się podobasz... Że mi na tobie zależy... Że jesteś dla mnie kimś więcej niż przyjacielem...
podeszłem do nie blizej i ją pocałowałem
-hmm chyba juz to do mnie dotarło...
Uśmiechnęła się.
- No nareszcie.
rowniez sie usmiechnołem
-to co teraz ? hę ?
- Teraz, to musimy jakoś wrócić do szkoły... Jakieś pomysły?
rozglądałem sie patrzałem na wszystko co mogło by sie zdać ..
a jedyne co miałem to noz , rure i krew której juz miałem mało w swoim organizmie..
ale akademia była juz niedaleko..
-nie mam pomysłu pojdziesz po Brajana ?
- Mam cię tu zostawić? Ooo nie... Spróbuję się z nim skontaktować telepatycznie... Gdzie me mniej więcej jesteśmy??
znowu sie zaczolem rozgladac
-Emm..nie wiem ale szlismy tu krótko wiec niedalego jest akademia powiedz ze jestesmy gdzies na wschodzie ...
Zamknęła oczy. Po chwili je otworzyła i złapała się za głowę.
- Wydaje mi się, że mie się udało... -Powiedziała słabo.
-super to teraz czekamy.. nic Ci nie jest . jeszcze Ciebie bedzie trzeba zanieść

~Brajan~
słyszałem jakies głosy wyszedłem z akademiku poszedłem na wschód jak mi kazano
zobaczyłem Caro i Billa podbiegłem
-Co CI sie stało wygladasz jakby cie psy zaatakowały
-nie czas na rozmowe musisz mi pomoc
-dobra ale poxniej ty nie bedziesz mi sie wtracał w zycie
-jasne obiecuje
-okej -podeszłem i wziełem Billa tak aby nie dotykac jego reki i nogi..
-Caroline dasz rade czy ciebie tez trzeba zaniesc -spytałem dziewczyna nie wygladała najlepiej..
- Dam radę...
-okej -powiedzialem i jak dozlimy to połozyłem Billa na łózku
-zaraz Ci przyniose opatrnek ..-powiedziałem i zstawiłem go w pokoju
- Ja chyba pójdę do siebie... -Powiedziała Caroline.- Muszę się zdrzemnąć... Zajrzę do ciebie potem.
-okej
weszłem do jego pokoju majac w rece apteczke
sciagnełem mu opaske uciskowa z jego koszuli ...oszyszciłem rane i zabandazowałem
-a teraz masz mi dac spokuj -powiedziałem i miałem zamiar wyjsc
-nie poczekaj .. dzieki ze mnie uratowałes
-tak jak zawsze ale teraz masz mnie juz nie przesladowac
-pogadaj ze mną.
usiadłem koło niego na łózku
-ja Ci dokuczałem bo byłem zazdrosny zawsze musiałes byc idealnym dzieckiem dlatego Ci dokuczałem
-ta i tylko dlatego byłes zazdrosny ?
-nie .. ja miałem 6 lat a ty 5 .. miałes juz moc wszystko mi mowiłes i pokazywałes.. ja jeszcze nei wiedziałem ze mam tez moc.. dopiero po 3 latach u mnie pojawiła sie moc nie wiedziałem jak z niej korzystac .. a ty juz nią dobrze władałes... byłem wsciekły  wtedy sobie powiedziałem ze bede od ciebie lepszy we wszystkim
-serio ? ja myslałem ze miałes moc wczesniej odemnie..
-no wlasnie nie..mozesz mi jeszcze reke tym bandazem owinąc
-jasne -usmiechnoełem sie do brata i zabandazowałem mu reke cała we krwi
-czyli to wszystko co robiłes było z zazdrosci?
-tak .. -powiedział
-a wiesz ze ja mmiałem przez ciebie kłopoty i to duże prawda i nigdy mi sie pomagałes
-bo ty byłes dobrym człowiekiem i mi zawsze wybaczałes
-w sumei racja jestes moim bratem ..
-wybaczysz ?
-jasne a teraz ide do pokoju .. narka
~Bill~
Brajan wyszedł a ja zasnołem

~Caroline~
Poszłam do siebie do pokoju. Zasnęłam od razu, ale kiedy się obudziłam nadal czułam się osłabiona. "Nigdy więcej nie będę wykorzystywać swoich mocy do takich trudnych celów..." - pomyślałam. Ogarnęłam się trochę i poszłam do Bill'a. Po cichu zajrzałam do jego pokoju...
_____
Trolololo :D:D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz