poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Ostre żarty ?

~Bill~
kiedy Caroline poszła a brata nie mogłem znależć zobaczyłem Johnego
normalnie az sie we mnie zagotowałą krew
-co on do chlery robi -podbiegłem do niego
-chcesz pogadac nad twoim końcem ?
- A nad czym tu gadać? A tak w ogóle... Sorki ale... Wywaliłem nam drzwi od pokoju...
-że co ?-powiedziałem wkurzony-e dobra jutro to zgłosze..
-moze nad tym czemu chcesz sie zabić ?
- Bo to wszystko nie ma sensu. Cały czas ranię innych i siebie...
- ale nie uważasz że jak się zabijesz zranisz osoby które Cię kochają ?
- Żyjąc też je ranię...http://www.blogger.com/blogger.g?blogID=4926727054605756832#editor/target=post;postID=3906962214188833334
-ale chyba nie tak jak zebyś miał umżeć co ? jak Cie kocha zaakceptuje Cię takiego jakiego jesteś.. po za co będe sam w p[okoju robic tak zajebiście grasz ..
- Nie będziesz sam, wprowadził się do nas jej przyjaciel...
-a i ty mu ułatwiasz jej zdobycie ? tak jakby Sydney Cie juz nie obchodzila ..
- Ja to robię dla niej. On będzie dla niej lepszy... I ją pocieszy... O ile oczywiście przeżyje...
-co ty mu zrobiłeś ??? .. y nie ważne..bo sie za szybko poddajesz .. zastanowiłeś sie juz nad nasza rozmową wtedy ?
- No i co rozmawiałem z nim... Dowiedziałem się, że moja matka zginęła przeze mnie... I jeszcze jedną istotną rzecz...
-jaką ?
- Że... Tak jakby podpisałem wyrok śmierci na Adriana?  A i opanowałem w pewnej części moc, ale nie całkiem jeszcze...
-japierdole.. wiesz że mogą cie wywalić z akademi ? powinieneś mu pomóc tylko w akademi bedziesz mogł opanować moc .. jak Cie wywala to ludzie będą cierpiec przez ciebie...
- I tak zginę...
-tak ale nie teraz dopuki tu jestem... chodź mozesz go uzdrowić jak bedzie zatrzymany czas ?
- Nie mogę go uzdrowić... Potrzebne jest odpowiednie lekarstwo... Połowa tych składników znajduje się w piekle, gdzie dostęp ma mój ojciec... No i do tego nieco trucizny z moich pazurów, przez którą właśnie ma umrzeć...
-ymm dobra .. pogadaj z ojcem .. może Ci da... a poźniej to ja nie wiem co mamy zrobić .. zawsze moge Cie troche wkurzyć ale chyba to nie bedzie za dobre dla Adriana ...
- No raczej nie... Czekaj... Wiem! Musimy znaleźć drzwi od naszego pokoju...
-co po co ? .. chodzi Ci o to że moze być tam trucizna z pazurów ?
- Pamiętam, że jak wyszedłem go szukać, to przejechałem pazurami po drzwiach...
-oke chodźmy
- Idź... Ja poproszę ojca, żeby załatwił te składniki i zaniósł je do naszego pokoju...
-oke ...
pobiegłem do pokoju .. drzwi były nowe a stare leżały na końcu pokoju widziałem draśniecie..
wziełem pierwszy lepszy woreczek i igłe .. nawet nie wiem skąd ją miałem woreczek załozyłem na reke igłą szukałem trucizny z pazurów kilka kropel znalazłem i dałem do szklanki która leżała w pobliżu ..

~John~
Wezwałem ojca. Z trudem wyprosiłem od niego składniki potrzebne do lekarstwa. Kiedy jednak mi się to udało podszedłem do pętli ze strun zawieszonych na drzewie...
- To nic nie zmieniło... -Powiedziałem do siebie.

~Bill~
czekałem na John'ego który długo nie wracał
-gdzie on jest ? jak za 2 minuty go tu nie bedzie ide go szukać -mówiłem sam do siebie

~Sydney~
Obudziłam się ze strasznym przeczuciem. Adrian spał ale nie wyglądał tak jakby miał dotrwać do rana. Wybiegłam na korytarz chcąc szukać pielęgniarki. Wpadłam za to na Billa.
-uważaj .. rozlałem prawie trucizne ..
- Jaką do jasnej cholery truciznę ?
-e tylko nie krzycz .. bo jest juz cisza nocna... trucizna z pazurów demonka naszego ..postanowił uratowac tego .. Adriana ? przynajmniej tak uwazam ide go szukac ..
- On? uratować ? Adriana?! Te słowa nie pasują do siebie w jednym zdaniu. Tak w ogóle to dlaczego idziesz go szukać?
-bo chce sie powiesić ... nie uratuje go jak umrze nie ?
- On chce się powiesić?! Czy mu się w dupie poprzewracało? 
-grrr .. chodź -załapał mnie za reke i zatrzymał czas
-a teraz chodź go szukać -pwiedział i mnie puścił
- Chodźmy tam gdzie widziałeś go po raz ostatni.
-to chodź do ogrodu .. ale nie biegnij .. bo czas znowu bedzie leciec normalnie a ja Cie nie złapie ..-szedł powoli patrzac na szklanke aby nie rozlac ani kropelki trucizny
W końcu doszliśmy.
- Co on chce się powiesić na strunie? 
-skad wiesz ?
- Widzę
-Aaaa.. oke .. chodź blizej -podeszlismyy a czas znowu zaczoł płynąc normalnie
-Mam te trucizne zamierzasz cos z tym zrobić ? - i popatrzał sie na struny
John dał Billowi karteczkę, którą trzymał w ręce. Na karteczce pisało: "Do lekarstwa musisz zmieszać moją truciznę, składniki z piekieł, które mój ojciec zostawił na parapecie w naszym pokoju, wodę i aloes". Bill pobiegł przyrządzać odtrutkę. Potem John spojrzał na mnie. Wszedł na gałąź drzewa i zaczął sobie oplatać strunę wokół szyi.
- Kurwa mać John Czy ty sobie jaja ze mnie robisz? - powiedziałam
Nie odpowiedział. Spojrzał na mnie ze łzami w oczach i zrzucił się z gałęzi, zawisając na strunie.
Użyj mocy usłyszałam szybko. Nie wiedziałam jak ale struny zniknęły. John spadł na ziemię. Nie wiedziałam czy żyję. Podbiegłam do niego i zaczęłam płakać.
- Musiałeś mi to zrobić?!
Leżał na ziemi. Był nieprzytomny i miał mocno posiniaczoną szyję, jego serce nadal biło, ale bardzo słabo, prawie niewyczuwalnie.
Coraz bardziej płakałam.
- Nawet nie wiesz jak bardzo cię w tej chwili nienawidzę. - mówiłam przez łzy i zaczęłam robić RKO.
Otworzył oczy i wziął jedne, głęboki oddech, po czym zaczął płytko oddychać.
- Po co to robisz? Nie możesz pozwolić mi odejść?
- Nie..
- To wolisz jak się męczę? A może sprawia ci przyjemność oglądanie, jak demon cierpi?
- Nie
- To czemu nie pozwoliłaś mi umrzeć?
- Hmmm..... za dużo pytań za mało odpowiedzi no nie?
- Dlaczego mi to robisz? -Spytał i wstał, po czym chwiejąc się nieco odsunął się ode mnie.
- Za dużo chcesz wiedzieć - powiedziałam
- Wiesz, że i tak niedługo się zabiję, prawda?
- Dowiedziesz tym, że się boisz.
- A może to prawda, nie pomyślałaś o tym?
- A więc idź się zabij i pokaż jaki naprawdę jesteś..
- Zabiję się... Ale najpierw chciałbym ci powiedzieć dlaczego... Wiem, że cię to nie obchodzi, ale...
Wziął gitarę...
http://www.youtube.com/watch?v=dTclRMj2cZU
- Wiesz co? Sama nie wiem w co mam wierzyć... Może to prawda.. Ale wiesz jak się czułam kiedy chciałeś zabić mojego przyjaciela? Dokładnie jakbym cię nigdy nie znała.
- Nie wiesz co on mówił... Na początku że niby dla twojego dobra i w ogóle, a potem... Jak mu powiedziałem, że chcę się zabić, to powiedział, że wtedy on będzie miał szanse... On chciał mi cię odebrać... Nie mogłem nic zrobić, wściekłem się... Dałem Bill'owi przepis na odtrutkę ze względu na ciebie... Żebyś nie musiała tracić nas obu.
- Wiem co on mówił. Ja to widziałam... Ale to nie zmienia faktu, że obydwoje jesteście skończonymi debilami. Ale za to kocham was obu. Tylko ciebie John nie kocham jak przyjaciela..
- Ja przepraszam... Wiem, że jestem okropny... Ale ja nie chcę taki być. Chciałbym być ideałem... Sprawiać byś była szczęśliwa, zamiast zadawać ci ból. Ale nie potrafię...
- Potrafisz
- Gdybym potrafił to nigdy bym cię nie skrzywdził... A zrobiłem to wiele razy.
- I...?
- I mnie to też boli... Nie chcę żebyś przeze mnie cierpiała...
- Będę cierpieć jeśli znowu będziesz próbował się zabić, a ja nie zdążę.
- A co jeśli znowu zrobię coś złego? Nie potrafię inaczej... Nie ważne jak bardzo się staram...
- Pamiętaj ufam ci.
- Ile razy już dałem ci powód by mi nie ufać? Ja sobie nie ufam...
- Jak chcesz mogę ci nie ufać.
- Ja nie wiem czego chcę... Jeszcze się nie pogodziłem z tym kim jestem... Jedyne czego chcę, to żebyś ty była szczęśliwa... Ale nie wiem jak to zrobić.
- Więc to przemyśl.
- Ale myślałem nad tym i nie wiem... Nic nie mogę zrobić...
- Możesz - spojrzałam mu w oczy
- Jak?
- Noo... normalnie.
- Jeśli się zabiję, to źle... A jak przeżyję, to nie ma szans bym znów czegoś nie spieprzył...
- Każdy popełnia błędy.
- Ale nie tyle co ja...
- Zawsze można to zmienić.
- Tylko, że nie potrafię...
- Postaraj się.
- Staram się... I jak zauważyłaś niezbyt mi to wychodzi...
- Zrobisz jak chcesz - powiedziałam i ruszyłam w stronę pokoju.
- Poczekaj...
Odwróciłam się.
- Hmm?
- Nie zostawiaj mnie teraz, kiedy nie mam siły za tobą iść...
- Nie możemy tu zostać. W końcu ktoś nas zobaczy.
- Łatwo powiedzieć... -Powiedział próbując wstać, ale upadł...- Nie ruszę się stąd...
- Chodź pomogę Ci....  Mogę też po kogoś iść.
- Wszyscy już śpią...
- No to kogoś obudzę. Nie możesz tu zostać.
- Czemu nie? Jak ty mnie nie zabijesz, to chyba nic...
- Może cie zobaczyć ktoś z nauczycieli i będziemy mieć kłopoty.
- To idź... Wtedy tylko ja będę miał kłopoty...
- Przyprowadzę kogoś - powiedziałam
- Nie... Idź spać, zasłużyłem sobie na karę, spanie na ziemi to już coś...
Spojrzałam na niego.
- Wrócę tu - powiedziałam i poszłam w stronę  pokoju.
________
 Dla tych co nie wiedzą RKO - Resuscytacja Krążeniowo-Oddechowa
ja wiedziałam tylko po co jak mu jeszcze serducho wali ?:D
 No ale nie oddychał debilu :D Mózg bez tlenu bynajmniej ok.5 minut to kisiel nie mózg :D
Nie pozwoliłam mu umrzeć bo mnie szantażowano ! XD
Tsa jasne XD
NOOOOO!!!!! XD
Ona tu wróci... XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz