wtorek, 2 kwietnia 2013

Interwencja /a nie trudne sprawy ? XD

~Sydney~
Weszłam do pokoju Adriana i Johna.
- Doszły mnie słuchy, że jesteście niegrzeczni. - powiedziałam
- Myy? Ależ skądże...
- No właśnie my? O co ty nas podejrzewasz? - powiedział Adrian
- Hmm.... Dobra nie wnikam - powiedziałam i położyłam się na łóżku Billa - Boże ale tu śmierdzi. Czy wy się kąpiecie?
- Z reguły - powiedział Adrian
- Mogliście tu chociaż wywietrzyć - powiedziałam otwierając okno - Tak dla pozorów.
- Ale po co? Ładnie pachnie.
- Tak ładnie, w oczy aż szczypie tak ładnie. - powiedziałam ironicznie wracając na łóżko
- Dramatyzujesz - powiedział Adrian
- No właśnie. Jest okey...
Popatrzyłam się na nich poważnie.
- A jedzie mi tu czołg? - zapytałam wskazując na oko
- Nie
- No właśnie! Nie jest okey.
- Boże  Sydney zachowujesz się jakbyś nigdy nie wąchała męskich skarpet - powiedział Adrian
- No przepraszam cie bardzo ale mam ciekawsze rzeczy do roboty niż obwąchiwanie waszej bielizny.
- Mimo to i tak się tak zachowujesz.
- Już ci coś powiedziałam na ten temat - warknęłam i otworzyłam szerzej okno.
- Ej, a gdzie jest Bill.
- Boże no u Caro siedzi.
- Boże boże bożenko.. jak mogłaś to zrobić z cyganem - dowalił Adrian.
- Adrian ogarnij dupę. Dzieci w twoim wieku już śpią.
- Nie mogę usnąć nie obejrzałem dobranocki. Poczytasz mi?
- Co mam ci poczytać ? Królewnę Śnieżkę?
- A nie masz czegoś co się nie kończy happy endem? -Spytał John, patrząc na Adriana.
- Yyy... nie - powiedziałam
- To ja zamawiam Kopciuszka - powiedział Adrian
- Dawno dawno temu żył sobie kopciuszek bla bla bla,  a teraz dobranoc.
- Ale to się nie liczy ! Nie czytałaś tylko z pamięci opowiedziałaś.
- Gdyby nie fakt, że próba samobójcza... Nieudana... Dzięki Sydney... Mnie osłabiła, to bym stąd wyszedł... -Powiedział John.
- Wiecie co znam bajkę, która nie kończy się happy endem. Słuchajcie uważnie, bo opowiem ją tylko raz. Pewnego razu w pewien niefortunny dzień. Pewna dziewczyna (czyt. Sydney) przez pewnego idiotę ( czyt. Adriana) Nie mogła iść spać bo truł jej o bajeczce! Kiedy w końcu usnęła. Rano wyglądała jak trup. Zezłoszczona postanowiła wydrapać idiocie oczy.
- Ale bajki nie zawierają brzydkich słów.
- Nie załapałeś aluzji prawda? - zwróciłam się do Adriana
- Jakiej znowu konkluzji? Tam nie ma żadnego morału.
- Adrian jak boga kocham. Zamknij ten ryj.
- Okej jak sobie życzysz. - zamilknął na chwilę - Ej ale no kurde ta bajka naprawdę nie zawiera morału. Więc to nie bajka.
- Morał jest krótki i niektórym znany jeśli się nie zamkniesz rano wydrape ci oczy.
- To nie ja to moja szałma
- Zaraz dostaniesz w ryj.
- Dobrze mamo już się zamykam. Ej ale jak ty jesteś moją mamą to znaczy, że on jest moim tatą? - popatrzył na Johna
- Ja pierdole. Z kim ja żyje. - powiedziałam
- Całe życie z wariatami. Tak już bywa.
- John... powiedz mu coś - popatrzyłam błagająco.
- Mogę mu zaśpiewać kołysankę... -Powiedział uśmiechając się ironicznie.
- Dobra ide spać. - po chwili milczenia jednak znowu się odezwał - Tak się zastanawiam. To Anioł może bluźnić?
- Anioł też człowiek no nie?
- Nie do końca. A jak mój tatuś chce mi zagrać kołysankę skoro nie może się ruszać?
- Mam swoje sposoby... -Powiedział.
- Adrian jeśli się w tej chwili nie zamkniesz mamusia wyrzuci cię przez okno.
- Mamusia mi grozi?
- Nie pyskuj!
- Ok
- Poważnie mówię!
-Sama mnie do tego prowokujesz.
Nagle usłyszałam głos matki. " Nie zwlekaj Sydney. Pamiętasz? Przepowiednia"
- Zamknij się mamo nie mam ochoty na rozmowę - rzuciłam
- Jak ja mam cię szanować mamo skoro nie szanujesz babci?
Poczułam ten sam ból jak przed przepowiednią. Znowu obrazy zasypywały  moją głowę od środka.
- Nie no nie teraz. Wiesz co robić Adrian. - rzuciłam
Pobiegł po wodę i zrobił mi okład.
- Majtki?! No chyba nie! - wyrzuciłam  z siebie
- Yyy... no to robi u nas za ścierkę. Prawie przysięgam, że czyste.
- Nie wiem daj mi koszulkę ale nie majtki! Do jasnej ciasnej czy to ty się źle czujesz czy ja?
Wziąłem czystą koszulkę i zrobiłem z niej okład.
- Może być?
- Zainwestuje wam w ścierki.
- Nie gadaj tylko mów co widzisz.
- Znowu to samo.. Ludzie z tatuażami, pożar szkoły, strzała, łuk.
- Jakimi tatuażami Sydney skup się.
Zmarszczyłam brwi.
- Chyba wąż. Tak na pewno to wąż.
- Gdzie są te tatuaże?
- No przecież nie na dupie! - skupiłam się bardziej- Na lewym nadgarstku.
Wizja się skończyła.
- Co to znaczy? - zapytałam.
- Nie mam pojęcia. Jakieś propozycje ? - spojrzałem na Johna
~John~
- Nie wiem... Z resztą nigdy nie byłem w stanie pomóc kiedy byłem potrzebny...

Spojrzałem na nich. Czułem się bezużyteczny... Nawet jakbym tam przeszkadzał... Zamknąłem oczy. Chociaż jeden plus , tego co się stało, to że prawie całkiem już panowałem nad swoim demonem... Zmieniłem się i tak jak myślałem byłem całkiem sprawny. Wyleciałem przez okno i usiadłem na dachu budynku...
~Sydney~
Wyjrzałam przez okno.
- No i co ty tam do jasnej ciasnej wyprawiasz? - zapytałam słabo
- Jak pomóc nie mogę, to przynajmniej nie będę przeszkadzał...
- W czym niby w ogarnianiu debila?
- Ej wypraszam sobie!
- Nie podsłuchuj jak dorośli rozmawiają!
- Nie o to chodzi... O tą wizję... Nie pomogę wam, a tylko mogę przeszkadzać... No i skłamałbym gdybym nie przyznał, że jestem tam po prostu zbędny...
-Wcale nie jesteś zbędny - wyszłam za nim na dach
- Niee wcale... I tak większość czasu zachowywaliście się jakby mnie tam nie było... Tylko co jakiś czas wam się przypomniało...
- Przecież nie odcięłam ci języka - powiedziałam
- Jakoś nie sprawia mi przyjemności oglądanie jak z nim rozmawiasz...
- To jest mój przyjaciel i musisz się z tym pogodzić.
- Wiem, ale... Jak tak leżałem, a on ci pomagał przy tej wizji... Czułem się jakby mnie tam nie było...
- No wiesz średnio miałeś się jak ruszyć.
- Wiem ale... Ale po prostu ciężko mi na to patrzeć... Jeszcze niedawno byłem zwykłym człowiekiem, który nigdy by czegoś takiego nie przeżył, a teraz... Nie wiem to wszystko jest jakieś skomplikowane, ale nie mogę tak po prostu na to patrzeć... Ja rozumiem, że się przyjaźnicie  ale to ja wtedy powinien przy tobie być a nie on... I ta bezsilność też dobija...
- On po prostu wiedział wiele razy moje wizje. Wiedział, że jeśli będzie zadawał pytania ona szybciej się skończy. To nie twoja, że tego nie wiedziałeś. To nie twoja wina, że on to wiedział. Zresztą porozmawiamy jutro jestem naprawdę zmęczona. - Weszłam z powrotem do pokoju. Na szczęście Adrian już spał. Położyłam się na łóżku i od razu zasnęłam.
~John~
Zasnąłem na dachu... Obudziłem się jakieś dwie godziny potem i wróciłem do pokoju...
~Sydney~
Około 6 rano nie mogłam już spać. Cały czas bijam się z myślami czy zadzwonić do ojca. Nagle dostałam sms z nieznanego numeru. Wymknęłam się z ich pokoju i weszłam do siebie. Nie zwracając uwagi na Billa i Caro wzięłam bluzę i wyszłam.
- Nawet nie chce wiedzieć co tam się działo. - powiedziałam do siebie
Nie wiem czemu ale posłuchałam sms i wyszłam ze szkoły. Chociaż sama nie wiem jak mi się to udało. Pewnie bardziej obchodzi ich kto wchodzi, a nie wychodzi - pomyślałam. Stałam przed szkołą nagle zobaczyłam jakiegoś faceta. Dostałam czymś po głowie i straciłam przytomność.
~John~
Kiedy wszedłem do pokoju Sydney w nim nie było... Zrzuciłem Adriana z łóżka.
- Gdzie ona jest?!
- Ale, że kto? - zapytał zaspany
- Sydney!
- Nie wiem ostatni raz widziałem jak wychodziła na dach do ciebie. - popatrzył się poważnie. - Nie zrzuciłeś jej z dachu prawda?
- Nie! Wróciła do pokoju a ja zdaje się tam na dachu zasnąłem... A teraz się obudziłem, wróciłem i jej nie ma...
- Jak byliście na randce to ja usnąłem. Może wróciła do pokoju?
- Ja bym tam na jej miejscu nie szedł... -Zaśmiałem się cicho.
- Ja też. Jednak nigdy nie wiadomo co jej uderzy do głowy. Warto sprawdzić.
- Spoko to idź, ale ja tam nie wchodzę...
- O nie! Ja też nie! Wchodzimy tam razem.
- Niee ja się boję...
Zapukałem do drzwi od pokoju Sydney.
- Macie pięć sekund na ubranie się! Wchodzimy - krzyknął
Bill otworzył nam drzwi
-w takim razie zapraszam ...
- OMG co ja pacze? Udało wam się - powiedział adrian
-hę ? nie ogarnelem sorry ..-pwoedizał zdziwiony Bill
- No ubrać w 5 sekund jesteś jakiś Chuck Norris.
-haha nie no przepraszam .. nie jestem żadnym Norrisem a pomyslales ze mogłem zatrzymac czas i sie ubrac ?
- Dobra miejmy nadzieję, że Sydney nie musiała ich oglądać. Nie ma jej tu prawda?
-nie....weszła ale  po chwili wyszła ..
- Brała coś ze sobą? Albo zostawiła?
-chyba jakąs bluze czy cos ..
- Więc pewnie wyszła na dwór. Od razu mówię, że na pewno nie poszła na poranny joging.
< Koniec pod postem Caro&Bill♥>
.........................
Ej John napisz coś xd
Żeś dojebała teraz z tą szałmą.
To nie ja to moja szałma.
Ej cytryno nie rób z adriana idioty xd
Nie moja wina że to idiota xd.
Ej nie chce nic mówić. Ale robicie  z Sydney lenia? :O

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz