~Sydney~
Ocknęłam się w jakimś pomieszczeniu. W końcu zobaczyłam faceta.
- To ty ? Od ciebie oberwałam? - zapytałam
- Nie od mojego przyjaciela.
Dostrzegłam na jego nadgarstku węża.
- Co to znaczy? - zapytałam
- Ahh.. to tatuaż.
- Ale co on znaczy?
- Słyszałaś kiedyś o łowcach?
- Nie?!
- No widzisz my pozbywamy się takich wrzodów na tyłku jak ty.
Wyszedł z pomieszczenia.
- Wiesz gdzie jesteśmy? - zapytała dziewczyna, którą dopiero teraz dostrzegłam.
- Nie, a ty?
- Nic nie pamiętam. - powiedziała
na ścianie wisiał zegar.
- 8:00. Wiesz ile byłam nieprzytomna?
- Jakieś 2 godziny trochę mniej.
- A więc jesteśmy niedaleko od szkoły. Może niedługo nas znajdą.
- Kto? - zapytała dziewczyna
- Przyjaciele. Tak wg. jestem Sydney, a ty?
- Nie wiem. Mówią na mnie Jane. Jane Doe. *
- Jane Doe? Wiesz co to znaczy?
- Nie. Co ma to znaczyć.
- Tak się mówi na osoby bez tożsamości- powiedziałam
- No to chyba się zgadza - powiedziała
- Jakie imię zawsze ci się podobało? - zapytałam
- Nie wiem .... może Kathryn nie jestem pewna
- Dobrze więc będę na ciebie mówić Kathryn.
- Jak chcesz - powiedziała patrząc się w sufit - Już tu są.
- Kto?
- Przyjaciele. Nie wiesz w co ich pakujesz - powiedziała i zemdlała.
Usłyszałam odgłosy walki. Chciałam biec pomóc im ale drzwi były zamknięte. Nie potrafiłam ich wyważyć. Miałam już się zmienić ale nagle usłyszałam głos
- Nie zmienisz się aby krzywdzić ludzi. Zresztą i tak nie możesz ten pokój wysysa z ciebie energię. Widzisz co jej się przydarzyło? Nie wiele czasu już jej zostało.
- Dlaczego oni to robią?
- Bo się boją. Jednak chcą abyście też się ich bali. Wysysają waszą energię, a potem podcinają wam gardła i wyrzucają z powrotem na ulicę aby wyglądało dla zwykłych ludzi jak działanie gangu. Jednak wy wiecie, że tak nie jest. Nie mogę dłużej zostać. Za dużo już powiedziałam.
- Pocze..kaj. Super znikła.
Nagle usłyszałam głosy z drugiej strony drzwi.
- John? Adrian?
Nagle drzwi runęły, a za nimi stał John, a tuż za nim Adrian.
- Nie wchodźcie tu - powiedziałam. Wzięłam Kathryn na ręce i wyszłam z pokoju. podałam ją Johnowi. - tak się cieszę, że jesteście. Nie wytrzymałaby długo.
- Co jej jest?
- Ten pokój wysysa życiową energię. Jest tu już chyba pare dni.
- Musimy stąd wyjść... Tyle że wątpię, żeby tamci dwaj sobie poradzili z nimi wszystkimi tak szybko...
Dziewczyna sie obudziła.
- nie zabijecie ich -powiedziała słabo
- Ale możemy obezwładnić...
- nie rozumiecie. Nie możecie ich wszystkich zabić. Oni się odrodzą. Jeden przynajmniej musi zostać.
- Podejrzewam, że nawet więcej niż jeden z nich przeżył... Ale trzeba ich obezwładnić jeśli mamy jakoś wyjść...
Dziewczyna znowu zemdlała.
- Chodźmy już stąd - powiedziałam
- Nie wiem jak zamierzasz tam przejść... Z tego co wiem, to Bill jest ranny, Caro przy nim... I dwa demony walczą przeciwko wszystkim łowcą...
- Nie wiem ale ona musi jak najszybciej stąd wyjść. Nie sądzę, że tylko pokój odbiera moce. Mam pomysł - wzięłam krzesło i podeszłam do okna. Zamachnęłam się i stłukłam szybę - Poczekaj jakie dwa demony?
- Problem w tym, że nie mam pojęcia...
- No nie ważne i tak musimy się po nich wrócić.
-Nie musimy już wyszli - powiedział Adrian
- Yyyy... a co z tymi demonami?- zwróciłam się do Johna
- Nadal tam są...
- Wracamy? - zapytałam
- Nie wiem... Ja tam wrócę i ich wyciągnę...
- Pójdę z tobą. Ty Adrian zostań z nią - wskazałam na dziewczynę
- Nie wiem czy to dobry pomysł... Oni są niebezpieczni... Nie wracałbym tam, ale zdaje się, że jeden z nich... Coś wie... Nie powinnaś ryzykować...
Spojrzałam się na niego.
- Umiem walczyć.
- Sydney on mówi prawdę nie powinnaś tam wracać - powiedział Adrian.
- Wiem, że umiesz... Ale zamiast ratować ich bałbym się o ciebie...
- Ohh... zamknijcie się obydwoje - powiedziałam wracając do budynku.
- Sydney proszę... -Powiedział John.
Zignorowałam go i poszłam do pomieszczenia, z którego słychać było odgłosy walki. Widziałam dwóch związanych facetów i dwa demony pozbywające się ostatnich mężczyzn.
John wbiegł za mną. Pomógł im i w końcu wszyscy łowcy byli martwi lub związani.
- Kim jesteście i skąd się tu wzięliście?!
- Eeee... Prosto z piekieł... -Powiedział demon, który pojawił się by uratować Adriana i nagle ja i tamten demon stanęliśmy jak wryci...
- Yyy... John wszystko okay?
- Nie okay... Ten głos... Tata? -Powiedziałem spoglądając na demona.
- No...
- Ale co? Czemu ty go ratowałeś?
- To długa historia.
- Moment... -Wtrącił się trzeci demon- Ty byłeś tym głosem w mojej głowie?
~Adrian~
Siedziałem z nieprzytomną dziewczyną pod drzewem. Nagle się ocknęła.
- Idź powinieneś być w środku.
- Nie mogę cię tu zostawić
- Nic mi się nie stanie. Idź...
Zostawiłem ją i wszedłem do środka akurat usłyszałem rozmowę
- No właśnie dlaczego mnie uratowałeś? - zwrócił się do demona ( - DZIADZIUSIA :D)
- A nie możemy o tym porozmawiać kiedy indziej? -Spytał demon.
- Nie nie możemy. -Odpowiedzieli jednocześnie John i David, który najwidoczniej również był jakoś zamieszany w tą sytuację.
- No dobra... A więc tak po pierwsze to... To są twoi bracia John... Adrian, to syn twojej matki... Jeszcze zanim się poznaliśmy... A David to mój syn. -Odpowiedział...
- Że co kurwa? - powiedział Adrian jednocześnie z Sydney
- Chcieliście prawdy... -Powiedział chłodno demon.
- Ty chyba sobie, żartujesz. On moim bratem?! - zapytał Adrian wskazując na Johna.
- Czy ja mówię po chińsku? Jesteś podobny do matki, ale do niej jakoś szybciej wszystko docierało... -Powiedział demon.
- No wiesz o ile dobrze się orientuje moja mama siedzi sobie w domu. Nic mi nie wspominała o romansie z demonem.
- Czyli, że ci nie powiedzieli?
- Kto miał mi co powiedzieć?
- To nie są twoi biologiczni rodzice... Kiedy twoja matka zmarła ja nie wiedziałem jak się wami opiekować i oddałem was obu do domu dziecka... Oni cię adoptowali...
- Jak ona umarła? - zapytałem
- Umarła kiedy rodziła Johna... Był za silny dla jej organizmu...
- Wychodzę stąd.
- Adrian spokojnie - powiedziałam zatrzymując go
- Jak mam być spokojny? Właśnie dowiedziałem się, że zostałem adoptowany, a moja biologiczna matka miała romans z demonem i przez to nie żyje. - powiedział zmieszany
- Tak dla uściślenia, to to nie był romans, twój ojciec zostawił ciebie i matkę, potem ona poznała mnie, byliśmy małżeństwem... Nie było w planach, że ma umrzeć...
- Nie ważne przez ciebie umarła. - powiedziałem zezłoszczony i smutny.
- Nie chciałem tego... Johna w ogóle miało nie być...
- Taa dzięki za szczerość... -Powiedział John.
- A co z tym wszystkim wspólnego ma on? - wskazałem na Davida
- On to już nie należy do waszej historii.
- Jaka ona była? - zapytałem w końcu
- Wspaniała. Miła, dobra... I wierzyła, że to jakim się jest nie zależy od tego kim się jest... Ale poza tym była też wyjątkowo odważna, no i trochę uparta.
- Wiesz kim jest mój ojciec prawda?
- Nigdy go nie widziałem... Opuścił ciebie i matkę niedługo zanim się urodziłeś.
- Nigdy Ci nie powiedziała kim on był?
- Nie powiedziała... Rzadko rozmawialiśmy o przeszłości.
- Jak się nazywała? Gdzie pracowała? Kim była? Powiedz jakieś konkrety.
- Na imię miała Alexandra, po ślubie ze mną nazywała się Night. Była fryzjerką... Nie miała rodziny, poza siostrą, z którą straciła kontakt wiele lat wcześniej.
- Dobra chodźmy już stąd nie mam ochoty tego słuchać. Co z nimi? - wskazałem na dwójkę związanych mężczyzn
- Ja sie nimi zajmę - powiedziała Sydney i zaczęła rozwiązywać facetów - Macie natychmiast opuścić miasto. I nie wracać. Jeśli jeszcze raz was tu zobaczę nie ręczę za siebie. No co tak stoicie ?! Wynocha!
Faceci uciekli, a Sydney zaczęła rozlewać bo budynku jakiś płyn.
- Co ty robisz? - zapytałem
- Nie widzisz? Rozlewam benzynę.
- Ale po co?
- Jak nie będą mieli do czego wrócić to nie wrócą no nie? Dobra lepiej stąd wyjdźmy - powiedziała
Wszyscy wyszli z budynku, a ja rzuciłam zapałkę. Budynek stanął w płomieniach
- Tak wg. skąd miałaś benzynę?
- No stała to wzięłam ..boże... Lepiej się stąd zmywajmy.
- Co z nią ? - zapytałem wskazując na Kathryn
- John ty ją weź.
John wziął dziewczynę nawet się nie odzywając.
- Ej... Mogę iść z wami? -Spytał David tonem małego chłopca.
- Yyy... a ty kim jesteś? - zapytała
- Z tego co zrozumiałem, to jego bratem... -Powiedział wskazując na Johna... Wyglądał na smutnego i zdziwionego...
- Dobra chodźmy - powiedziałam
- Jak z powrotem wejdziemy do szkoły skoro bill i caroline już dawno tam są?
- Nie ważne i tak musimy wejść frontem.
- Jeny czego wy się boicie? -Powiedział John, jakby wyrywając się z zamyślenia.
- Eee... pająków - odpowiedział Adrian
Sydney walnęła się w czoło.
- Przemilczmy to.
Po chwili byliśmy już w Akademii.
- Trzeba iść do Evy, nie?
- Yes
- Oj nie szpanuj już tak tą angielszczyzną.
~Dziewczyna na rękach Johna~
Znowu się ocknęłam.
- Aaa!! Puść mnie! Proszę puść mnie!
Chłopak mnie puścił...
- Kim.. Kim wy jesteście?! Gdzie ja jestem? Co wy mi zrobiliście?
- Spokojnie - powiedziała blondynka - Uspokój się
- Nie podchodź do mnie!
- Słuchaj uspokój się zaraz wszystko sobie przypomnisz.
Posłuchałam dziewczyny. Wspomnienia zaczęły przypływać. Weszliśmy w drzwi dokładnie od sekretariatu.
- Hej David, hej Zoey - odpowiedziała kobieta nawet nie podnosząc wzroku znad komputera
~Sydney~
- Chwila Evo czy ty ją znasz? - zapytałam
- Nie
- To skąd wiesz..?
- Nie doceniasz mnie Sydney. - obdarzyła mnie spojrzeniem - Tak jak wy wszyscy. Musicie się liczyć z tym, że nie mogę was wiecznie kryć przed dyrektorką. Opuszczanie szkoły, niszczenie mienia szkoły, zamiana pokoi i pare innych waszych wykroczeń może się w końcu liczyć z dezaprobatą pani Gretchen. Pare dni jeszcze będzie zabiegana więc proszę o to abyście przez ten czas się ogarnęli. Po za tym przypominam, że macie sobie wybrać mentora.
- Mentora?
- No opiekuna jedna dodatkowa lekcja z mentorem w tygodniu aby doskonalić swoje moce.
- Evo chcesz mi coś powiedzieć? - zapytałam w końcu
- I tak już wiesz.
- Nie mówisz mi i tak całej prawdy nie jesteś zdecydowana prawda?
- Oj.. no dobrze jestem twoją ciocią.
- Serio?
- Czy ja wyglądam jakbym żartowała?
- No dobrze wracając powiesz nam kim ona jest?
- No Zoey... Zoey Black.
- Rodzina Caro?
- Tak, a teraz muszę was przeprosić mam przerwę. A macie klucze - powiedziała i wręczyła klucze Zoey i David'owi.
_____
Jane Doe - W USA nazwisko używane dla określenia kobiety o niezidentyfikowanej lub ukrytej tożsamości. Dla określenia mężczyzn używa się nazwiska John Doe.
WEŹCIE RATUJCIE SZYBCIEJ XD
Ej ty bo czas stanął... XD
dajcie mu jeszcze chwile zaraz padnie i czas bd leciec xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz