Następnego dnia było spotkanie z panią dyrektor Gretchen.
-Witam was moi nowi uczniowie! Myślę, że już każdy z was znalazł swoich współlokatorów bądź znalazł swój pokój. Niektórzy też się chyba zapoznali. To dobrze!. Tak więc ja nazywam się pani dyrektor Gretchen. Mam nadzieję,że się zapoznamy albo polubimy.
Z tyłu usłyszałem niski głos mówiący:
- Z tobą ? Hahaha! Ciebie to można tylko stąd wyrzucić.! -
Nie było to zbyt miłe powitanie z jego strony ale nie mam się czym przejmować, nie moje problemy.
-Dobrze kontynuujmy- odpowiedziała. I próbowała opanować nerwy jakby już kiedyś to się zdarzyło.
Tłumaczyła nam cały regulamin ale podobno już niektórzy łamali regulamin więc po co ja mam go przestrzegać. Założyłem słuchawki i czekałem aż skończy mówić o tym temacie i przejdzie do następnego.
-Skończyła.! - odsapnąłem. I schowałem słuchawki do kieszeni.
- W taki razie. Gdy już znacie wszystkie nakazy i zakazy ustawcie się w szeregu i za chwilę dostaniecie plan dnia.
Byłem cholernie ciekawy co też dostanę. Musiałem wyprzedzić z umiejętnościami Matta chociaż nie powiem podczas moich podróż trochę skubnąłem. Dostałem plan dnia.
- Co to jest.?! - Krzyknąłem na całe gardło na sali.
Wszyscy ucichli i gapili się na mnie.
- Coś ci nie pasuje chłopcze? - Obserwowała mnie jakbym wpadł w paranoję.
- Nie... tzn. Nie rozumiem jeszcze zbytnio planu.
- Pomoże ci pani Agnes.-
- Agnes? - Pomyślałem i starałem się zastanowić o kogo może pani Gretchen chodzić.
- Tak, a teraz udajcie się wszyscy do swoich pokoi. Do widzenia.! Życzę wszystkim udanych lekcji.
I się rozeszliśmy do swoich pokoi.Położyłem się do łóżka i spoglądałem w prostokątną kartkę. Po pewnym czasie usłyszałem stukanie do drzwi.
-Proszę.!- Byłem trochę zdziwiony kto do mnie przychodzi. Była to Agnes.
- Dyrektorka kazała ci pomóc, więc jestem. Choć nie mam pojęcia czym sobie zasłużyłeś na to specjalne traktowanie. Jakoś każdy sobie daje rade sam... Z resztą ja też jestem tu na pierwszym roku... -Powiedziała gniewnym głosem, gdy tylko weszła do środka.
- Każdy ma prawo czegoś nie wiedzieć prawda.? Z resztą nie mam ochoty na kłótnie, przejdźmy do konkretów.
Tłumaczyła mi co i jak, z kim i gdzie chociaż sam jeszcze tego nie pojmowałem.
-Czyli to już wszystko.? - Zapytałem się chociaż nie miałem ochoty do niej cokolwiek mówić.
- No tak... Chyba, że jeszcze czegoś nie wiesz.
- Nie, nie... dzięki. A teraz mogłabyś już wyjść chciałbym iść pod prysznic.
- Z chęcią stąd wyjdę. I nie musisz mnie zapoznawać ze swoimi planami. -Powiedziała i wyszła z pokoju.
- Jeny ... ale agresywna... z resztą nie mam się co spodziewać po demonie. - Westchnąłem, zabrałem rzeczy i poszedłem pod prysznic.
Już miałem iść się kłaść jednak usłyszałem głos Matta wołającego bym przyszedł do niego.
Ubrałem się i czekał już na mnie na korytarzu. Chciał bym z nim pobiegał po lesie podczas pełni. Wyszliśmy ze szkoły zamieniliśmy się w wilka i ruszyliśmy w stronę lasu. Bardzo mnie to uspokajało po wizycie Agnes. Dotarliśmy na wzgórze i zapytałem się go. Co robiłeś przez ten czas od śmierci naszych rodziców? Dlaczego się nie odezwałeś, nic nie mówiłeś. Czasami miałem nadzieje, że już po tobie, że Cię nie ma już nie ma.
- Myślałem... Że wy wszyscy zginęliście... -Odpowiedział cicho, smutnym głosem.
- Nie. Udało mi się uciec. Próbowali mnie gonić, ale gdy przyspieszyłem tempo nie zdołali już mnie dogonić.
- A ja przez cały ten czas myślałem, że nie żyjesz...
- Przez ten czas kiedy siebie nie widzieliśmy szukałem ciebie poznawałem nowe miejsca, nowych przeciwników, nowych ludzi, i nowe rzeczy,przedmioty. Ale głównie skupiałem się na twoich poszukiwaniach czy to prawda, że przeżyłeś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz