~David~
Obudziłem się wcześnie. Wschodzące dopiero słońce wdzierało się z trudem przez okno, nadając pokojowi tajemniczą atmosferę. Sięgnąłem do plecaka po coś "na wzmocnienie", wziąłem ubrania i poszedłem się przebrać. Umyłem zęby, przeczesałem grzebieniem włosy i wyszedłem. Powoli "wlokłem się" korytarzem w stronę stołówki.
~Dagmara~
siedzialam z Camilą w pokoju. ona jak zawsze cos rysowała. a ja bawilam sie mocą
wszystko było dobrze dopuki do Camilli nie zadzwonił telefon.
zadziwiło mnie jej zachowanie
byla zdenerwowana , i cala sie trzesla
chcialam ja pocieszyc ale zaczela rysowac noze i sie troche wystraszylam
-Camil . wszystko gra ?
-Nie !-krzyknela patrzac na mnie-Dagmara..-podeszla do mnie
wystraszona siedzialam na lozku
-kocham Cię jak siostre .. ale nie moge tu dluzej zostac.. musze wyjechac jak najszybciej...opowiem ci poxniej kiedy indziej ale nie teraz-mowila zdenerwowana pakujac rzeczy nie wiedzialam co robic wiec przygladalam sie tylko sytulacji.
po 15 minutach Camilla byla juz spakowana i gotowa do wyjscia
przytulila mnie i wybiegla .
po chwili zastanowienia pobieglam za nia ale juz nie widzialam jej na korytarzu wiec postanowilam sie chodz troche wywietrzyc...
wyszlam na korytarz cala zaplakana...
chodzilam w te i spowrotem przez jakies 20 minut
po czym wpadłam na Davida
- Hej. -Powiedział nieprzytomnym głosem.
zaplakanymi oczami spojrzlam na niego i cicho odpowiedzialam
-czesc
- Co się stało? -Spytał podchodząc bliżej.
-nie nic. takiego.-powiedzialam przełykajac sline
- Nie chcesz, to nie mów... Ale pamiętaj, że możesz na mnie liczyć.
popatrzałam na niego smutnym wzrokiem.po czym odetchnełam
-dokąd idziesz?
- Planowałem iść coś zjeść...
-to czemu nie idziesz ?
- Bo jesteś smutna.
-to nie zmienia faktu ze jestes glodny.
- Przeżyję. -Uśmiechnął się lekko.
odwzaemnilam usmiech ale po jak szybko sie pojawil tak szybko znikl
-czemu ona odeszla... a jak sobie nie poradze?-powiedzialam przytulajac sie do niego
~David~
Przytuliłem ją zdziwiony.
- Kto odszedł?
-Camila... zadzwonil telefon spakowala sie i poszla-przytulila mnie mocniej
- Nie płacz. Będzie dobrze. -Powiedziałem czule.- Zobaczysz, dasz radę. Jesteś silną dziewczyną.
-przepraszam .. nie chcialam -powiedziala i puscila mnie
- Nic się nie stało. Nie masz za co przepraszać.
popatrzala sie a mnie z lekkim usmiechem
- Zawsze możesz na mnie liczyć. -Powiedział, uśmiechając się lekko.
-idziemy cos zjesc ?-spytala po tym jak zaburczalo jej w brzuchu
- Jasne. -Odpowiedziałem zadowolony. Poszliśmy do stołówki.
usiedlismy przy stoliku a dziewczyna usmiechnela sie do mnie
W milczeniu zjedliśmy śniadanie.
- Chcesz się gdzieś przejść? -Spytałem.
-jasne czemu nie . a gdzie ?
- Hmmm... Może po prostu przejść się po szkole?
-no okej-usmiechnela sie szczerze
Wyszliśmy ze stołówki. Spacerowaliśmy po korytarzu. Poza naszą dwójką nie było tam nikogo.
-opowiesz cos o sobie ?
- A co chciałabyś wiedzieć?
-wszystko
- Z najważniejszych faktów... Nie mam bladego pojęcia kim jestem, byłem adoptowany i siedziałem w poprawczaku. Norma -Powiedziałem tak, jakby to nie robiło na mnie żadnego wrażenia.
-za co siedziales w poprawczaku?
- Posiadanie narkotyków.
dziweczyna na chwile ucichla
-bierzesz jeszcze ?
Spojrzałem w inną stronę i nie odpowiedziałem.
podenerwowanym glosem spytala sie
-odpowiesz mi ?
- Ehhh... Tak... -Powiedziałem ledwie słyszalnym głosem.
podeszla do mnie złapała za ramie
-jeszcze raz tylko glosniej
- Tak! Pasuje? -Powiedziałem zdenerwowany.
-Nie .. nie pasuje !-odpowiedziała głosniej
- To chyba moja sprawa. -Powiedziałem, coraz bardziej się denerwując. Czułem się... Dziwne. Bardzo dziwnie.
-No niby tak ! ale nie uwazasz ze ktos moze sie tym przejąc ?-podniosła na mnie glos
Nie odpowiedziałem. Czułem okropny ból. Po chwili upadłem na podłogę. Bolało mnie dosłownie wszystko, ale przede wszystkim głowa i plecy. Nic nie widziałem, ale słyszałem wszystko i czułem okropny ból.
podeszla do mnie
-Ej wszystko gra ?
- Nie... Odsuń się... -Powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Po chwili ból zaczął ustępować, ale nadal czułem się bardzo dziwnie... Jakbym śnił.
dziewczyna nie posluchala sie i kleczla nad nim juz miała mnie dotknąc kiedy...
Cały ból minął. Wstałem w postaci demona, nie do końca wiedząc, co się ze mną dzieje. Czułem tylko okropny gniew.
- Nadal zamierzasz mi mówić, co powinienem robić, czy może uciekniesz przerażona, co?
dziewczyna patrzala zamurowana na mnie.i po chwili wykztusila
-nie mam zamiaru uciekac
- Nie boisz się? Ani trochę?
dziewczyna udawala odwazna .
-a czego hym ?tego ze jakis cpun zmienił kształt ?
- A więc teraz jestem dla ciebie jakimś ćpunem?! -Krzyknąłem i pchnąłem ją na podłogę.
lekko wystraszone dziewczyna podniosła sie i krzyknela w moja strone
-TAK ! jak widac cpac to najlepiej umiesz !
Uderzyłem ją w twarz. Byłem przerażony tym co robię. Na krótką chwilę udało mi się przejąć kontrolę.
- Uciekaj, proszę... -Powiedziałem, po czym znów wydawało mi się, że jedynie oglądam to, co się dzieje i nie mam na to żadnego wpływu.
dziewczyna złapała sie za twarz lezac na ziemi krzykneła ze łzami
-Ty gnojku !
Robiłem wszystko co w mojej mocy by się odsunąć. Zamachnąłem się, by ją uderzyć, ale siłą woli skierowałem się na ścianę. Z całej siły uderzyłem pięścią w ścianę, na której pozostał widoczny ślad.
- Kurwa uciekaj! -Krzyknąłem starając się jak mogę nie podchodzić do niej, ale czułem, że znów tracę kontrolę.
~Daga~
twarz bolała mnie okropnie.podnioslam sie patrzac ze lzami na niego ucieklam do pokoju.
nie zwracajac na nic uwagi wskoczylam pod koldre czujac jak twarz mi puchnie.
placzakalam caly czas. plus tylek mnie bolał.xD
~David~
Upadłem na podłogę czując okropny ból. Po dłuższej chwili znów byłem człowiekiem. Poszedłem szybko do pokoju i sięgnąłem do plecaka. Wziąłem notes i długopis... Zapisałem w nim coś, po czym wziąłem z plecaka wszystko co mi jeszcze zostało (dużo tego nie było, ale mało też nie xD). Po chwili poczułem, jak odpływam. Z notesem w ręce upadłem nieprzytomny na podłogę.
~Brajan~
po sniadaniu postanowilem odpoczac wiec poszedlem do pokoju.zobaczylem Davida lezacego na podlodze.
-Co do choo..-podbieglem do niego
-Ej stary obudz sie... ocknij!-kiedy nie reagowal walnelem mu z calej sily z liscia.
Chłopak nadal był nieprzytomny.
-shit...-wstalem ipobieglem do pokoju Johna
wbiglem nawet nie pokajac
-John nie zadawaj pytan tylko chodz-spojzalem na niego
- Dobra... -Powiedział zdezorientowany John.
przyszlismy do pokoju gdzie lezal nieprzytomny David
wzkazujac na cialo lezace na ziemi powiedialem
-I co ja mam z tym zrobic ?
John podszedł do Davida. Otworzył notes i przeczytał zapisany w nim tekst, po czym rozejrzał się po pokoju.
- Zajebiście... Mam brata ćpuna. -Powiedział do siebie.- Pomożesz mi go "przetransportować" do mojego pokoju?
-jasne...-powiedzialem ze zdziwieniem
po chwili znalezlismy sie w pokoju johna usidalem na kanapie i przygladalem sie co john zamierza z tym zrobic
- Nie wiesz może w kim zakochał się ten dzieciak? -Spytał John, zupełnie nie przejmując się nieprzytomnym bratem.
-Eeeeeee.. a skad niby ?
- No nie wiem, macie wspólny pokój, mogłeś coś zauważyć...
-no w sumie tak ... ale nie rozmawiamy o takich rzeeczach.ani nic nie zauwazylem
- Aha... No szkoda. Bo jak widać u nas jest rodzinne, że kobiety nam mieszają w głowach... No dobra, zajmę się nim.
-mam zostac czy raczej pojsc?
- Nie przydasz się raczej... To trochę potrwa, zanim on się obudzi.
-hah milo. to ide do pokoju jak cos wiesz gdzie mnie szukac-powiedzialem po czym poszedlem do pokoju odpoczac
~John~
[4 godziny później]
Zauważyłem, że David w końcu się budzi.
- No i co młody? Nie udało się umrzeć?
- Nie... -Powiedział słabo, patrząc w sufit.
- Ehh będzie ciężko.... Powiedz mi, co zrobiłeś.
- Uderzyłem ją...
- Haha, no to widać mamy jednak całkiem podobne charaktery. Szykuj się na terapię od braciszka.
- Nie chcę... Chcę umrzeć.
- No kurde... Ja ci pomogę, jeszcze się wszystko ułoży, zobaczysz.
- Ale ja nie chcę. -Powtarzał.- Uderzyłem ją.
- Ehhh co za idiota. Dobra, bądź sobie pół-przytomny dalej, idę się przejść.
Wyszedłem z pokoju i poszedłem do Brajana.
- Poszedłbym do kogoś innego, ale jakoś nikogo nie było pod ręką. Musisz mi pomóc znaleźć tą laskę.
-no spoko. Będzie ciezko . idziemy razem czy sie rozdzielamy ?
- A masz jakiś plan? Czy zamierzasz pukać do każdego pokoju? -Spytałem sarkastycznie.
- a ty ? Masz cos lepszego ?
- W sumie nie... Ale lepiej chodźmy razem, bo wątpię żeby ona chciała współpracować.
- hah. No okej wiec nie marnujmy czasu
Po chwili byliśmy już pod drzwiami. *puk puk* (xD)
ciąg dalszy w poscie ' daga dokancza'
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz