~Daga~
kiedy plakalam uslyszalam ze ktos wchodzi do pokoju
-kto to-spytalam probujac nie plakac
do pokoju weszla Agnes
- Co się stało? -Spytała od raz razu.
podnioslam sie z lozka patrzac na nią.
-nic takiego
- Mnie nie okłamiesz. -Uśmiechnęła się do mnie życzliwie.
-poklocilam sie z Davidem ... uderzył mnie wiesz ?-powiedzialam znow placzac
Agnes podeszła bliżej i usiadła na moim łóżku.
- Ehh... Współczuję ci... Wiem, że teraz będzie ci trudno w to uwierzyć, ale to nie do końca jego wina... Nie chcę ci teraz tego tłumaczyć, bo masz prawo być zła i wiem, że i tak nie będziesz w stanie tego zrozumieć. - Powiedziała smutno.
przelknelam sline
-a ty czemu smutna ?
- Po prostu mi przykro, że cierpisz przez mojego brata.
przytulilam sie do niej
-dobra bylo minelo.. zapoomne i przejdzie-sama siebie pocieszalam
- Jeśli on nic dla ciebie nie znaczył, to zapomnienie będzie najlepszym wyjściem.
-znaczył. znaczy . nie wiem-znowu zaczelam plakac
- Nie płacz... Wiem, że go to nie usprawiedliwia, ale on na prawdę nie chciał cię uderzyć.
-ale jednak to zrobil...moze to tez moja wina
- Nie obwiniaj się, bo nie jesteś temu winna. Posłuchaj mnie, on jest w połowie demonem. Nie wie o tym i sam nie wie nadal co się z nim działo. Dopóki nie nauczy się nad tym panować nie jest w stanie się kontrolować.
- ale to ja go prowokowalam - Powiedziałam smutno
- To nie twoja wina, jasne?
- skoro tak mowisz... dzięki - uśmiechnęłam się delikatnie
- Nie ma za co. Cieszę się, że mogłam pomóc.
- po robimy cos ? - spytalam sie z nadzieja pozytywnej odpowiedzi
- Jasne. Co chcesz robić?
- cos co da mu chodz na moment zapomniec - zasmialam sie
- Hmmm... Może pogramy w karty? -Spytała Agnes, sięgając po talię.
- jasne czemu nie - Usiadłam w wygodniejszej pozycji
- Umiesz grać w... -Przerwało jej pukanie do drzwi.
- spodziewasz sie kogoś ? - zapytalam ze zdziwieniem
- Nie. -Odpowiedziała ze zdziwieniem i otworzyła drzwi.
- O, witaj siostrzyczko. Zechciałabycś nam może pomóc w poszukiwaniach ukochanej naszego brata, przez którą ten idiota postanowił się zaćpać na śmierć?
Kiedy uslyszalam to co uslyszalam blagalnym wzrokiem patrzalam na Agnes.
Agnes spojrzała na mnie i już chciała się odezwać, ale John zajrzał do środka.
Zobaczył mnie z zaróżowionymi od płaczu oczami.
- Hmmm... Rozumiem, że dobrze trafiłem? -Spytał, patrząc na mnie.
- nie - odpowiedziałam znow kladac sie na lozko
- Kłamstwo, to ja wyczuwam na odległość moja droga. -Powiedziałem.- Nie rozumiesz, że on chce się przez ciebie zabić? Możesz go mieć na sumieniu! I... Napisał coś dla ciebie.
Podnioslam sie i popatrzalam na John'ego
- Myślę, że muzyka bardziej dociera do umysłu niż zwykła kartka... I akurat mam pasujący podkład, więc słuchaj uważnie, bo jeśli to, co on dla ciebie napisał cię nie przekona, to chyba już nic... <muzyka>
- gdzie on jest ? - Spytałam cicho juz placzac
- Jest u mnie w pokoju... Na pół przytomny... Mogę mu pomóc, nigdy więcej cię nie uderzy, ale on musi chcieć żyć, bo teraz nic nie mogę zrobić. On chciał się zabić i nadal tego chce.
wybieglam bez slowa do pokoju Johna gdzie lezal David
- David - Powiedziałam cicho. Po czym podbieglam do niego upadajac na kolana.
- Dagmara? -Spytał cicho, nieobecny głosem.- Nie znienawidziłaś mnie?
- oczywiście ze nie .. bo ja cie kocham - Powiedziałam cicho
- Na prawdę? -Spytał. Chciał usiąść, ale nie mógł za bardzo się ruszyć, więc jedynie spojrzał na nią smutnym wzrokiem.
- tak - powiedzialam kladac sie kolo niego
- Ja ciebie też kocham. -Powiedział cicho. Uśmiechnął się przez chwilkę.
- to czemu chciales sie zabic ? - spytalam smutno
- Nie chciałem. Na prawdę nie chciałem... -Miał łzy w oczach. Mówił cicho i widać było, że sprawiało mu to pewien problem.- Mówiłem, żebyś uciekała... Nie wiem co się ze mną działo.
przytulalam go kladac glowe na jego ramieniu nic nie mowiac
- Przepraszam... Na prawdę nie wiem czemu to zrobiłem... Ja nie chciałem. -Powiedział. Powoli podniósł rękę i mnie przytulił.
nic nie mówiąc przytulilam go mocniej i zamknęłam oczy.
Chłopak uśmiechnął się lekko.
- nie rob tego więcej
- Nie zrobię... Ale nie wiem czy kiedykolwiek dam radę stąd wstać... -Powiedział bardzo cicho.
-dasz rade- wstalam Usiadłam na nim obejmując go próbowalam go podnieść
- Ledwo się ruszam, nie mam siły się podnieść... -Powiedział smutno.
czulam sie jakbym podnosila gadajacego manekina
- pomoge- przyciagnelem go do siebie- wiesz ze jestes ciężki ?- zasmialam sie cicho
- Domyślam się. -Uśmiechnął się.
W tym momencie do pokoju wszedł John.
- Obgadaliście wszystko, czy mam jeszcze na chwilę zostawić was samych?
- a pomożesz mi go podnieść ? - Spytałam zawstydzona sytuacja
- A co ci to da? Za pare godzin będzie jak nowo narodzony. -Zaśmiał się John.- Niech sobie trochę odpocznie.
- za pare godzin ... - piwiedzialam puszczajac go ale dalej tak siedzialam
- I tak się ciesz, gdyby nie był demonem to taka dawka narkotyków by go zabiła, a tak do końca dnia będzie jak wcześniej. Jutro nie powinno być po nim nawet widać, że się naćpał... Tylko, że rzucenie nałogu nie należy do łatwych rzeczy... Ale braciszek mu pomoże. -Zaśmiał się znowu.
- moge koc ? -spytalam i po chwili rozmyslam co przed chwilą powiedzial John rozmyslalam o tym co bym zrobilam gdyby on umarl
John podał mi koc.
- To ja was zostawiam gołąbeczki. -Powiedział i wyszedł.
Wzielam koc i przykrylam siebie i go
- nie chce cie stracic . Ciesze sie ze jestes demonem- pocałowałam go
- Gdybym nim nie był nigdy bym cię nie uderzył, więc ja się nie cieszę. -Powiedział smutno.
- nie twoja wina- wlozylam reke pod jego koszulke i delikatnie reka przechodzilam po jego klatce piersiowej
- Ale nie mogę sobie tego wybaczyć... -Powiedział cicho.
- siedz cicho - zaczelam go calowac namiętnie
Odwzajemniał moje pocałunki.
- zimni ci ?- spytalan czujac dreszcze na skorze i przykrylam nas bardziej kocem
- Mi nie... -Powiedział, uśmiechając się szeroko.
- bywa ale mi tak - polozylam sie na nim i wlozylam zimne ręce pod jego koszulke
Przytulił mnie.
- Zaraz się rozgrzejesz. -Zaśmiał się.
- to takie smieszne ?- Wtuliłam się w niego
- Nie... -Przytulił mnie nieco mocniej.
Pocalowalam go z jezyczkiem.
- Jesteś taka słodka... -Powiedział cicho.- W przenośni i dosłownie.
Uśmiechnęłam się. wtulajac sie w niego
_________
Agnes pls?XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz